Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 8 Liga
W zapowiedziach pisaliśmy, że będzie to pojedynek drużyn o podobnym profilu oraz sposobie gry i w tej kwestii nie pomyliliśmy się ani trochę. Jednak patrząc na składy można było odnieść wrażenie, że faworytem będzie tutaj Ajaks. Goście stawili się na placu w dość okrojonym składzie, jako rezerwę mając tylko Zuzannę Fiks, ale okazało się to absolutnie wystarczające, aby postawić przeciwnikowi wyjątkowo ciężkie warunki gry. Ciekawie było niemal od pierwszego gwizdka – w 2 minucie Kamil Pasik obił spojenie bramki Mateusza Nowaka, a po chwili obrońca TRCH wybił piłkę praktycznie z linii bramkowej. Pierwszy gol padł dopiero w 14 minucie, a podanie Jakuba Libery na bramkę zamienił kapitan TRCH. Po tym golu inicjatywa wyraźnie przeszła na stronę gospodarzy – w 17 minucie wyrównującego gola zdobył Michał Ślaza, a w samej końcówce pierwszej połowy odpalił się Bartek Kopacz i zdobył bramkę mimo wyraźnego faulu obrońcy TRCH. Kropkę nad i chwilę przed gwizdkiem postawił Natan Czyżewski i Ajaks schodził na przerwę z bezpiecznym prowadzeniem 3:1. Warto tu wspomnieć o tym, że gospodarze mogli prowadzić dużo wyżej, ale kapitalny mecz rozgrywał golkiper gości Adrian Kras i pierwsza połowa w jego wykonaniu była szczególnie imponująca, nawet mimo trzech straconych bramek. W drugiej połowie coś się w formacji ofensywnej Ajaksu zepsuło, za to goście wzięli się do odrabiania strat. W 31 minucie na 3:2 trafił Kamil Pasik, a dosłownie akcję później był remis po golu Bartka Fiksa. Bartek Kopacz dwoił się i troił, jednak defensywa TRCH była tego dnia dla niego wyjątkowo niewygodna. W 35 minucie w końcu udaje się ją oszukać i Bartek zdobywa drugiego gola, ponownie wyprowadzając Ajaks na prowadzenie. I kiedy wydawało się, że gospodarze wrócili na zwycięskie tory, stało się coś zupełnie odwrotnego. W minutę Kamil Pasik i Jakub Libera odwrócili losy meczu. Najpierw Kamil przedarł się środkiem i wyłożył piłkę Jakubowi, który nie dał szans bramkarzowi Ajaksu, a po chwili Kamil wywalczył rzut karny, który wykonał po mistrzowsku, mocnym strzałem w lewe okno i mieliśmy wynik 4:5. W samej końcówce emocji również nie zabrakło. Najpierw żółty kartonik za wyjątkowo bezmyślny faul zgarnął Kamil Pasik, a po chwili żółtko zobaczył Bartek Fiks i gospodarze ostatnią minutę grali w podwójnej przewadze. Zawodnicy Ajaksu zdecydowanie powinni popracować nad takim scenariuszem gry, bo zamiast rozciągać obronę podaniami i cierpliwie szukać czystej pozycji do strzału, starali się przebić na siłę przez pozostałych defensorów TRCH, co się ostatecznie nie udało i w dramatycznych okolicznościach to zawodnicy Kamila Pasika cieszyli się ze zwycięstwa.
O 18:00 na sektorze D rozpoczął się kolejny hit. Tornado Squad zmierzyli się z FC Po Nalewce. Pierwsza połowa to koncert niewykorzystanych sytuacji. Oczywiście nie było ich tak dużo, jak to w klasycznych meczach szóstek bywa, ale wpadły tylko dwie bramki, a powinno ich być zdecydowanie więcej. Obydwa trafienia zapisali na swoje konto zawodnicy Tornado, jednak mimo tego prowadzenia było to równe starcie, przebiegające głównie w środkowej strefie boiska. Obu drużynom ciężko było przedrzeć się przez defensywę oponentów. W drugiej części spotkania do ekipy gości dojechały wzmocnienia, czyli Andrey Bratkovskyi oraz Rafał Zonnenberg. Po ich wejściu na boisko gra drużyny gości zdecydowanie się rozkręciła. Co prawda przegrywali na początku drugiej połowy już 0:3, ale w odstępie zaledwie 10 minut wyrównali, z czego dwa gole zdobył choćby Ruslan Yakubiv. W końcówce jedni i drudzy nie zamierzali bronić remisu i mogliśmy oglądać sporo ryzyka po obydwu stronach. W końcowym rozrachunku to Tornado zdobywa bramkę i wygrywa spotkanie 4:3.
W starciu Fenixa z Oldboys Derby II nieco więcej szans dawaliśmy ekipie gospodarzy, choć patrząc na dotychczasowe wyniki obu zespołów spodziewaliśmy się wyrównanego spotkania. I możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że nie pomyliliśmy się w naszych przewidywaniach. Z początku lepiej na boisku wyglądał Fenix, który zepchnął Oldbojów do defensywy. Gospodarze potrafili szybko wymieniać między sobą podania, do tego od pierwszych minut narzucili wysokie tempo i byliśmy ciekawi, czy team z Osiedla Derby będzie w stanie wytrzymać napór przeciwnika. Goście w myśl zasady, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać, nie uganiali się za rywalami, ale mądrze przesuwali w formacji defensywnej, dzięki czemu rywal nie dochodził aż tak często do klarownych sytuacji strzeleckich. Swoje też zrobił Rafał Wieczorek, który odważnymi wyjściami wielokrotnie ubiegał napastników rywali i przechwytywał piłkę. Oldboje nastawili się głównie na kontry, ale paradoksalnie to oni zostali skontrowani i Fenix objął w 9 minucie prowadzenie. Goście nie byli dłużni, choć na swoją bramkę musieli czekać aż do 21 minuty, kiedy to weteran Oldboys Derby Jacek Łukasiewicz zdecydował się na rajd lewą stroną boiska i na raty pokonał bramkarza oponentów. Druga część wyglądała podobnie do pierwszej. To głównie Fenix utrzymywał się przy piłce, szukając swoich okazji w ataku pozycyjnym. To co trzeba oddać gospodarzom to fakt, że mają niesamowicie wyrównaną kadrę. Nieważne kto przebywał na boisku, nie było widać różnicy w poziomie gry. Swoją drugą bramkę zdobyli tuż po wznowieniu i wydawało się, że ruszą za ciosem. Tymczasem Oldboys Derby II nie dało za wygraną i mimo upływających minut wynik się nie zmieniał. Dopiero w samej końcówce team Rafała Wieczorka przeprowadził akcję, po której uzyskał upragnione wyrównanie i można śmiało napisać, że Oldboje wyrwali cenny punkt Fenixowi. Gospodarze nie byli tak skuteczni jak w poprzednich meczach, ale trzeba oddać, że rywale postawili naprawdę wymagające warunki.
Bulbez Team Bemowo po dwóch porażkach z rzędu liczył na swoje pierwsze punkty w sezonie. Zadanie nie było łatwe, gdyż rywalem był New Samand, który lokował się na podium z dwoma wygranymi. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Żadna z drużyn nie odstawiała nogi w dążeniu do zdobycia gola. Efektem twardej postawy zanim padła pierwsza bramka, była żółta kartka dla New Samand. Goście mimo gry w osłabieniu zdołali przetrwać napór rywala i wciąż był bezbramkowy remis. Emocje sportowe nabierały na jakości, a my oglądaliśmy ekscytujące spotkanie. Niestety zaciętość meczu sprawiła, że sędzia nie chcąc dopuścić do eskalacji napięcia, w 18 minucie po raz drugi sięgnął po żółty kartonik, odsyłając na ławkę kar po jednym zawodniku z każdej drużyny. Mimo mniejszej liczby graczy na boisku, spotkanie nie zwolniło tempa. O wyrównanym poziomie może świadczyć pierwszy gol, który padł w ostatniej akcji premierowej odsłony, dzięki czemu gospodarze na przerwę schodzili z prowadzeniem. Druga połowa rozpoczęła się od kontynuacji strzelania goli przez Bulbez. Dwie szybkie bramki i przewaga w stylu gry stwarzały wrażenie, że wygrana gospodarzy jest tylko formalnością. Jednak goście na 10 minut przed końcowym gwizdkiem po raz pierwszy pokonali stojącego w bramce Marcina Górskiego. Chwilę później powtórzyli ten wyczyn i mając tylko jednego gola straty, intensywnie starali się doprowadzić do wyrównania. Minutę przed końcem gospodarze zdobyli czwartego gola i wydawało się, że jest po meczu. Jednak oponenci znów zbliżyli się na jedno trafienie i być może gdyby mecz potrwał minutę dłużej, końcowy wynik byłby inny. Ostatecznie Bulbez wygrał 4:3 i z pierwszymi punktami w sezonie jest o krok od opuszczenia strefy spadkowej. New Samand w wyniku porażki opuściło podium i traci do niego jeden punkt.
Mecz między ekipą KS Driperzy a Mareckimi Wygami obfitował w emocje od samego początku. Gospodarze ruszyli do ataku, stawiając na ofensywę, jednak to Mareckie Wygi zaskoczyły ich pierwszym trafieniem, kiedy Hutarov w 10. minucie umieścił piłkę w siatce. Driperzy szybko odpowiedzieli, a po kilku minutach stan meczu zmienił się na 2:2 po serii dynamicznych akcji z obu stron. Wydawało się, że obie drużyny miały równie duże szanse na objęcie prowadzenia, ale zabrakło skuteczności w kluczowych momentach. Remis utrzymał się do końca pierwszej połowy. Druga część spotkania rozpoczęła się od błyskawicznych bramek Mareckich Wyg, które w ciągu trzech minut zdobyły dwa gole, co znacznie utrudniło sytuację Driperów. Choć gospodarze próbowali nawiązać walkę, Mareckie Wygi konsekwentnie broniły swojego prowadzenia. Mecz stawał się coraz bardziej zacięty, na boisku nie brakowało twardych starć i sprzeczek, co zaowocowało żółtą kartką dla jednego z zawodników. Driperzy, mimo niekorzystnego wyniku, walczyli do ostatnich chwil, strzelając bramkę kontaktową, która dała im nadzieję na zdobycie choćby jednego punktu. Ostatecznie jednak zabrakło czasu, a Mareckie Wygi utrzymały przewagę, wygrywając 5:4. Obie drużyny pokazały się z dobrej strony, ale to goście wracają z kompletem punktów, podkreślając swoją mocną pozycję w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)