Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 13 Liga
W 6 kolejce Pogromcy Poprzeczek podejmowali drużynę Green Team. Te ekipy dzieliły dwa punkty różnicy i jedna lokata w tabeli na korzyść Zielonych. Obydwa zespoły do niedzielnych zawodów przystąpiły w dość solidnych i szerokich składach, co zapowiadało wiele emocji. Mecz rozpoczął się od ataków po obu stronach boiska, jednak w początkowych minutach brakowało dokładności i spokoju w wykończeniu akcji. Pierwsi nerwy opanowali zawodnicy Roberta Zawistowskiego. Nieporozumienie oraz niefortunną interwencję obrony gospodarzy wykorzystał Michał Kazimierczak. Zdobyta bramka dodała animuszu zawodnikom Green Teamu i po chwili mieliśmy już 0:2. Tym razem akcję całego zespołu wykończył Piotr Waszczuk. Niemoc w ataku oraz w obronie w drużynie Pogromców trwała, a kolejne minuty przyniosły następne dwie bramki dla gości. Sytuacja nieco się odmieniła po wejściu na boisko Mateusza Niewiadomego, który najpierw asystował, a po chwili sam umieścił piłkę w bramce rywali i z wyniku 0:4 zrobiło się 2:4. Ostatnie słowo należało jednak do gości, którzy ustalili wynik pierwszej połowy na 2:5. Wszystko za sprawą świetnie spisującego się tego dnia Piotra Waszczuka, który zdobył swoją drugą bramkę. Po zmianie stron obraz gry zmienił się nieznacznie. Byliśmy świadkami otwartej gry z dużą ilością niewykorzystanych okazji. Częściej w tej odsłonie do gry podłączał się bramkarz gospodarzy, co przy często niedokładnym rozegraniu kończyło się pustą bramką. Z pozytywnej strony pokazał się za to Marcin Kowalski, który po podaniach swojego brata Michała, strzelił dwie bramki. Niestety dla Poprzeczek Green Team zdobył ich aż cztery i spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 4:9. Nie oddaje on do końca przebiegu gry, bo wydawało się, że na boisku mamy dwie wyrównane drużyny. Zdecydowaną różnicę na korzyść gości robił wspomniany już Piotr Waszczuk, który raz po raz swoimi atakami zmieniał wynik spotkania. Sytuacja w tabeli obu ekip nie zmieniła się znacząco. Pogromcy zajmują pozycję nad strefą spadkową, a zaraz nad nimi są ich niedzielni rywale, którzy powiększyli jednak swoją przewagę do pięciu oczek.
Patrząc na ostatnie występy obu ekip, Ferajna była oczywistym faworytem. Tym większe było zdziwienie, gdy mecz rozpoczął się od trafienia NieDzielnych, a wynik dość niespodziewanym strzałem otworzył Bartosz Kujawiński. Goście odpowiedzieli błyskawicznie... strzałem w poprzeczkę. Następnie Ferajna potrzebowała kilku minut, aby złapać właściwy rytm i w końcu niemoc swojego zespołu przełamał Dominik Turos. Chwila nieuwagi w defensywie zaowocowała drugim golem gospodarzy i tym razem w protokole zapisał się Marcin Aksamitowski. Ekipa Bartosza Puchalskiego ponownie długo szukała swojej okazji, ale wreszcie wypracowała sobie przewagę, której gospodarze nie byli już w stanie dogonić. W niecałe pięć minut Patryk Szerszeń i Dominik Turos pokazali klasę i praktycznie rozmontowali blok defensywy NieDzielnych, dzięki czemu CWKS Ferajna Warszawa schodziła na przerwę z solidnym prowadzeniem 2:5. Na początku drugiej połowy NieDzielni byli jeszcze w stanie postraszyć gości a szybkiego gola, podobnie jak w pierwszej połowie, strzelił Bartosz Kujawiński. Jednak zaliczka z pierwszych 25 minut okazała się wystarczająca i goście spokojnie kontrolowali dalszy przebieg spotkania. W 34 minucie na 3:6 podwyższył Patryk Szerszeń, a jeśli ktoś jeszcze wierzył, że NieDzielni mogą w tym spotkaniu powalczyć, to w 45 Radosław Górnicki uciął wszelkie spekulacje, strzelając na 3:7. W samej końcówce na placu pojawił się Maciej Piątek, który wywalczył rzut karny, i choć Stanisław Wojda wyczuł zamiary i rzucił się w dobrym kierunku, to piłka ostatecznie wturlała się do siatki. Ostatnie słowo należało do Dominika Turosa, który w finałowej minucie meczu ustalił wynik na 4:8 i mimo słabszego początku CWKS Ferajna Warszawa zgarnęła trzy punkty i utrzymała się na podium 13 ligi.
Ekipa Gentleman Warsaw Team jak dotąd przekroczyła najśmielsze oczekiwania przedsezonowe. Nie da się ukryć, że sezon ligi letniej spowodował absolutny przełom w ekipie Jakuba Augustyniaka. Jako jedyna drużyna na tym poziomie rozgrywkowym chłopaki mogli pochwalić się kapitalnym rekordem, składającym się z samych zwycięstw. Naprzeciwko tej rozpędzonej maszyny stanęła druga rewelacja sezonu, Klub Sportowy Sandacz. Goście jak dotąd zdobyli zaledwie dwa punkty mniej niż ich rywal. Z tego powodu mogliśmy spodziewać się niezwykłych emocji. Pierwsi do głosu doszli Gentlemani, którzy po dwóch trafieniach z samego początku wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Konkurenci nie zamierzali jednak złożyć broni. Efektem tego była błyskawicznie wywalczona bramka kontaktowa, a później gol dający remis. Gracze Gentleman Warsaw Team co prawda zdołali ponownie pokusić się o trafienie, jednak w ferworze euforii zapomnieli o poprawnym ustawieniu w obronie, przez co rywal wyrównał tuż przed przerwą. Po zmianie stron sytuacja zdecydowanie się odmieniła. Wyraźnie zmęczeni gospodarze musieli uznać wyższość rywala. Klub Sportowy Sandacz był przede wszystkim skuteczniejszy, co zaowocowało kolejnymi bramkami. Finalnie to starcie skończyło się wynikiem 3:5. Dzięki temu, gracze gości pierwszy raz w tym sezonie mogą cieszyć się z samodzielnego objęcia fotela lidera. Po tak składnej i przede wszystkim skutecznej grze, kto wie, czy nie oddadzą go już do końca sezonu...
W tym spotkaniu padł grad bramek, świadczący o tym, że był to mecz z kategorii „futbol na tak”. I faktycznie – obie ekipy postawiły wyraźnie na ofensywę a strzelanie goli rozpoczęło się już od 3 minuty. I to dość zaskakująco, bo na prowadzenie wyszli Oldboye, a otwierające trafienie zaliczył Piotr Grudzień. Początek zdecydowanie należał do gości, bo w 9 minucie na 0:2 podwyższył Rafał Bujalski. Tyle że od tego momentu to Szereg przejął pełną inicjatywę i strzelając gole średnio co minutę, błyskawicznie wyszedł na prowadzenie, a kapitalną formą snajperską wykazał się Bogdan Bańkowski, który zaliczył hat-tricka. Gospodarze nie zatrzymywali się i do końca pierwszej połowy zapakowali jeszcze 3 trafienia, a na protokole zapisali się Piotr Baran i dwukrotnie Aleksander Ryszawa. W efekcie pierwsza połowa skończyła się solidnym prowadzeniem Szeregu 6:2, ale po zmianie stron Old Boys Derby szybko nawiązali walkę i w 30 minucie po golach Rafała Kordowskiego i Rafała Bujalskiego przewaga gospodarzy zmalała do dwóch oczek. Choć pościg za wynikiem trwał, defensywa gości trochę zbyt łatwo zostawiała pole Bogdanowi Bańkowskiemu, Aleksandrowi Ryszawie i Erykowi Borczonowi. W kilka minut ofensywne trio nastrzelało tyle goli, że Szereg odskoczył z wynikiem na 10:5, a na tym skuteczność gospodarzy się nie skończyła, bo na 11:5 z rzutu karnego trafił Adrian Zaraś. Ekipa z osiedla Derby obudziła się jeszcze w samej końcówce i po jednym trafieniu zaliczyli Artur Gacoń, Andrzej Garman, Piotr Grudzień i Rafał Kordowski, ale na więcej nie starczyło ani sił, ani czasu i choć Oldboje walczyli do samego końca, to musieli wyższość Szeregu Homogenizowanego, który wciąż pozostaje w walce o podium jesieni w 13 lidze.
W niedzielny wieczór drużyna FC Wombaty zmierzyła się z Inferno Team III w meczu, który zakończył się wyraźnym zwycięstwem gości. Spotkanie zaczęło się dynamicznie i już w pierwszej fazie gry Inferno Team III objęło prowadzenie za sprawą Dmytra Zhdanova, który wykorzystał świetne podanie Damiana Słojkowskiego. FC Wombaty szybko odpowiedziały, gdy Jakub Ryś popisał się mocnym strzałem po ziemi zza pola karnego, wyrównując wynik na 1:1. Inferno nie zwolniło tempa – Michał Morycz strzelił piękną bramkę, ponownie przy asyście Słojkowskiego, a chwilę później sam asystent wpisał się na listę strzelców, dając swojej drużyny dwa gole buforu. FC Wombaty zmniejszyły stratę do jednego gola, gdy Ryś ponownie pokonał bramkarza przeciwników. Jednak Inferno Team III zamknęło pierwszą połowę na swoją korzyść, gdy strzał z dystansu oddał Załuska, ustalając wynik do przerwy na 2:4. Druga połowa to popis gry ofensywnej Inferno Team III, które zdecydowanie przejęło kontrolę nad spotkaniem. Trzy kolejne gole zdobyte przez gości przypieczętowały ich zwycięstwo, a mecz zakończył się wynikiem 2:7. FC Wombaty nie były w stanie znaleźć odpowiedzi na dominującą formę przeciwników, którzy pewnie zdobyli trzy punkty i nie pozostawili złudzeń, kto był lepszy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)