Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
W upalne popołudnie o godzinie 15:00 na sektorze B doszło do spotkania pomiędzy Husarią Mokotów lll oraz FC Zoria Streptiv. Gospodarze zajmują obecnie 2 miejsce w tabeli i tracą do lidera 3 punkty. Goście znajdują się na 4 miejscu, goniąc ligowe pudło. Warto podkreślić, że większość spotkania Husaria grała bez zmian, podczas gdy przeciwnicy mieli praktycznie dwa składy. Już na początku meczu w przeciągu minuty padły dwie bramki po jednej dla obu stron. Chwilę później kapitan Husarzy Tomasz Hubner po podaniu Kamila Kapicy wyprowadza swoją drużynę na prowadzenie 2:1. Reszta część pierwszej połowy należała zdecydowanie do ekipy grającej w czarnych koszulach, bo prowadzili aż 5:1 i mimo szczęścia spowodowanego słabym wykończeniem Zorii, sytuacji mieli o wiele więcej. W drugiej części spotkania ponownie Zurabi Saginagze strzela 5:2. Dalszy etap meczu należał zdecydowanie do Husarii, bo kiedy tracili jedną bramkę, strzelali kolejne dwie, nie dając rywali żadnych złudzeń kto powinien wygrać to spotkanie. Ekipa gości swoją wiarę straciła definitywnie po tym, gdy została pokazana czerwona kartka dla ich bramkarza, za złapanie piłki poza polem karnym. Mecz zakończył się pewną i zasłużoną wygraną gospodarzy w stosunku 11:5.
W 12 kolejce 3 ligi FC Kryształ Targówek podejmował Ternovitsię. Nowa ekipa weszła na wiosnę za drużynę Cosmos United, przejmując po niej 5 punktów. Kryształ jest liderem i był także zdecydowanym faworytem tego spotkania. Oba zespoły przyjechały na AWF w mocnych zestawieniach i liczyliśmy, na dobry mecz. Ekipa w niebieskich strojach rozpoczęła starcie od bombardowania bramki przeciwnika i wynik w 6 minucie otworzył Igor Ruciński. Później, mimo wielu zmarnowanych sytuacji, nie udało się strzelić więcej bramek. Za to przeciwnik okazał się bardziej skuteczny, dzięki czemu wyrównał na 1:1. Ten stan nie potrwał jednak długo - Po faulu na zawodniku gospodarzy do rzutu wolnego podchodzi Igor Ruciński i zdobywa gola. Do końca pierwszej połowy Kryształ prezentował się zdecydowanie lepiej, jakkolwiek po 25 minutach prowadził tylko 4:2. W drugiej części spotkania faworyci przejmują pełną inicjatywę i mimo licznych fauli ze strony rywali, zachowują spokój. W swoim debiucie bramkę z przewrotki strzela Krzysztof Kubiszer. W ostatnim kwadransie wiele okazji do zdobycia bramek miała Ternovitsia, ale Kacper Romanowski popisywał się skutecznymi interwencjami. Dopiero przy wyniku 9:3 ekipa z Ukrainy zaczęła odrabiać straty, jednak czasu było już za mało a przewaga Kryształu zbyt duża. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9:5.
Przed tym meczem obie ekipy dzieło w tabeli 5 punków, a jako że Perła zajmowała miejsce na najniższym stopniu podium, dla Młodzieżowców było to spotkanie dzięki któremu, nieoczekiwanie, mogli włączyć się do walki o medale. Na jesieni rywalizacja pomiędzy tymi zespołami była niezwykle wyrównana, teraz spodziewaliśmy się podobnego scenariusza, choć faworytem pozostawała Perła. I to właśnie gospodarze otworzyli w 7 minucie wynik po strzale z dystansu niezawodnego Oliwiera Tetkowskiego. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez dłuższy czas. Zarówno Perła jak i Młodzieżowcy bardzo dobrze ustawiali się w obronie a obydwa bloki defensywne spisywały się bez zarzutu. Do tego pewnie interweniowali bramkarze i na kolejnego gola czekaliśmy aż do 20 minuty, kiedy to Tomek Krzyżański doprowadził do wyrównania. Choć trzeba też oddać, że Perła miała wcześniej świetną okazję do podwyższenia prowadzenia, jednak zawodnik gospodarzy nie trafił z metra do pustej bramki, a samo zagranie mogłoby śmiało konkurować do miana kiksu kolejki, jak nie sezonu. Po 25 minutach mieliśmy zatem remis 1:1. Po zmianie stron po raz pierwszy na prowadzenie wyszli Młodzieżowcy po golu Igora Jagodzińskiego, ale Perła w mgnieniu oka wyrównała. I tak to spotkanie wyglądało, żadna z drużyn nie potrafiła zdobyć dwubramkowej przewagi, co, patrząc na przebieg tej rywalizacji, byłoby milowym krokiem do zdobycia całej puli. Perła wyszła na prowadzenie 3:2, po paru minutach mieliśmy 3:3. Za chwilę znów gospodarze byli lepsi o jedną bramkę i w samej końcówce Młodzieżowcy, nie mając nic do stracenia, zdecydowali się na grę z lotnym bramkarzem. To zdało egzamin, bo na minutę przed końcem Rafał Szeretucha zdobył gola, jak się okazało, na wagę remisu. Z perspektywy całego spotkania to zasłużony rezulyay, bo na boisku zobaczyliśmy dwie równorzędne ekipy i podział punktów w naszej ocenie nikogo tutaj nie krzywdzi.
Wszyscy już chyba wiedzą, że Fuszerka jest w tej rundzie zupełnie innym zespołem niż jesienią. Ale jedno się nie zmieniło – to wciąż ambitna drużyna, która nawet jeśli została bardzo poważnie osłabiona, walczy w każdym spotkaniu o jak najlepszy wynik. I jeśli gdzieś miała szukać punktów w rundzie wiosennej, to mecz ze Szmulkami wydawał się ku temu dobrą okazją. Rywale również dawno nie zaznali zwycięstwa, okupują miejsce w strefie spadkowej, więc myśleliśmy, że należy się spodziewać wyrównanej potyczki, która rozstrzygnie się dopiero pod sam koniec. No ale niestety – Szmulki okazały się dużo silniejsze od Kamila Weredy i spółki. Ważny był przede wszystkim początek spotkania, gdzie Fuszerka gubiła krycie, zostawiała oponentom mnóstwo miejsca, a ci robili z tego użytek i prowadzili już 3:0. W dalszej części premierowej odsłony starcie trochę się wyrównało, a przegrywającym udało się nawet odrobinę zmniejszyć straty. Spora w tym zasługa Macieja Chrzanowskiego, który robił sporo zamieszania w linii ataku. I niewykluczone, że Fuszerce wydawało się, iż w drugiej połowie może powalczyć o korzystny wynik. Te plany zostały jednak zniweczone dość szybko, gdy bramkarz tej ekipy Mateusz Gołębiewski sfaulował wychodzącego na czystą pozycję przeciwnika i sędzia nie miał wyjścia – musiał pokazać mu czerwoną kartkę. Od tego momentu było już jasne, jak to się wszystko skończy. Szmulki wykorzystały grę w przewadze i dowiozły bezpieczne prowadzenie do finałowego gwizdka arbitra. Mimo wszystko wynik 11:4 nie oddaje poświęcenia, jakie włożyli w ten mecz przegrani. Fuszerka nie była tak słaba, jakby wskazywał na to rezultat i szkoda, że na własne życzenie odebrała sobie możliwość gry o coś więcej, niż honorowa porażka. Z kolei Szmulki zagrały solidne zawody i wydaje się, że nawet bez pomocy bramkarza rywali, wypunktowałyby niedzielnego rywala. Pewnie wynik byłby niższy, jakkolwiek rozmiary zwycięstwa nie miały tu wielkiego znaczenia. Liczyły się punkty, które są tej ekipie potrzebne, by powalczyć o utrzymanie. I chociaż zadanie jest szalenie trudne, to obóz Kuby Kaczmarka dał wyraźny sygnał, że jeszcze nie powiedział w tej kwestii ostatniego słowa.
W spotkaniu Smoczej Furiozy z Sante niezwykle ciężko było – nam obserwatorom – wyróżnić potencjalnego kandydata do zgarnięcia kompletu punktów. Zarówno jedni jak i drudzy przegrali swoje poprzednie mecze, jednak byliśmy pewnie, iż takie zestawienie będzie bezapelacyjnym gwarantem wysokich i przede wszystkim sportowych emocji. Otwarta wymiana ciosów rozpoczęła się niezwykle szybko. Pierwsi do głosu doszli gospodarze, którzy wyszli na 1:0 w 6 minucie. Mimo utraty prowadzenia chwilę później, nie zamierzali oni pozostawać dłużnymi w stosunku do bardziej doświadczonych rywali. Za sprawą bramek Janiszewskiego oraz Kochana w krótkim okresie ponownie objęli prowadzenie, następnie je podwyższając. Sante próbowało podjąć walkę, jednakże tym, czego zabrakło była kondycja. Młodszy rywal, mimo, że tracił bramki, był w stanie zdecydowanie szybciej i częściej transportować piłkę z formacji defensywnej wprost pod nogi swoich napastników. Zasadniczo okres dominacji Smoczej Furiozy rozpoczął się od wyniku 3:2, kiedy to udało im się wyjść na czterobramkowe prowadzenie, doprowadzając do rezultatu 6:2. Przed przerwą przeciwnicy zdołali odpowiedzieć tylko raz. W drugiej części tego widowiska, mimo kapitalnej (jak zwykle) dyspozycji najmłodszego old boya w ekipie Sante, Michała Aleksandrowicza, gra wyglądała na nierówną. Ponownie młodsi gracze gospodarzy byli szybsi, co przełożyło się na zdobycze bramkowe. Co prawda do 38 minuty było tylko 7:6, ale ponownie młodość wzięła górę nad doświadczeniem. Kolejne trafienie Janiszewskiego oraz pierwszy gol tego dnia Dominika Kulagi zadecydowały o tym, że mecz zakończył się wynikiem 9:6 na korzyść zawodników w fioletowych strojach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)