Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
Na inaugurację zmagań w 3 lidze na przeciwko siebie stanęły drużyny Sante oraz Husaria Mokotów III. Mecz zapowiadał się bardzo ciekawe, ponieważ obie ekipy w swoich kadrach dysponowały wieloma znakomitymi zawodnikami. Spotkanie od początku mogło się podobać postronnym widzom, ponieważ toczone było w szybkim tempie z bardzo dużą kulturą piłkarską. Pierwsze minuty dla zawodników z Mokotowa, którzy lepiej weszli w mecz i już na początku wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Sante obudziło się dopiero przy wyniki 0-3, a sygnał do ataku dał Michał Aleksandrowicz zdobywając bramkę na 1-3. Kilka minut później ten sam zawodnik znów wpisał się na listę strzelców i wydawało się, że gospodarze wracają do gry. Końcówka pierwszej połowy to już wymiana ciosów z obu stron. Po bardzo zaciętej końcówce na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4-4. Spotkanie w pierwszej odsłonie przysporzyło sporo emocji, dlatego liczyliśmy że druga połowa również będzie tak ciekawa. Początek zdecydowanie dla gości, którzy już na początku za sprawą Kuby Grenia wychodzą na prowadzenie. W 33 minucie na tablicy wyników było już 4-6, kiedy to po zespołowej akcji bramkę zdobywa Kamil Kapica. Gra w obronie oraz akcje zaczepne drużyny Sante przestały istnieć, gospodarze tracili bramki po głupich stratach i w pewnym momencie w drużynie pojawiły się wzajemne pretensje, a gra całej drużyny zupełnie się posypała. To nie zwiastowało niczego dobrego i wydawało się, że gwoździem do trumny będzie kolejną stracona bramka. Przy stanie 4-7 Husaria zwolniła trochę obroty i cofnęła się na swoją połowę. Gospodarze natomiast zaczęli cierpliwie rozgrywać piłkę od tyłu, poukładali grę w defensywie a kiedy nadarzyła się okazja szukali swojego niezawodnego napastnika Michała Aleksandrowicza. Taka taktyka przyniosła zamierzony efekt, bo w niespełna cztery minuty gospodarze strzelają 3 bramki, doprowadzają do remisu i o końcowym rozstrzygnięciu miały zdecydować ostatnie fragmenty. W nich swoją wyższość ponownie pokazała Husaria, która za sprawą Tomasza Hübnera najpierw zdobywa bramkę na 7-8, a po chwili wraz z końcowym gwizdkiem dobija gospodarzy trafieniem na 7-9. Po bardzo ciekawym i zaciętym widowisku Sante przegrywa swój pierwszy mecz w lidze. Husarii Mokotów gratulujemy, a gospodarze wiedzą co muszą poprawić, bo z takim potencjałem z pewnością mają szansę powalczyć o najwyższe cele w 3 lidze.
To spotkanie miało być pełne boiskowych emocji, a ostatecznie okazało się lekkim rozczarowaniem. Oczywiście nie umniejszamy obu drużynom, bo zarówno Szmulki jak i Zoria prezentują wysoki poziom piłkarski, ale spodziewaliśmy się nieco bardziej wyrównanego wyniku, bo sama rywalizacji pokazała, że oba teamy stoją na podobnym poziomie. Gospodarze już w 3 minucie objęli prowadzenie, kiedy podanie Maxa Wolskiego na gola zamienił Filip Pacholczak. Po 10 minutach było już 2:0 po golu samobójczym, a po kwadransie Szmulki prowadziły już 3:0, kiedy pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Wiktor Januszewski. Goście atakowali, ale brakowało skuteczności, a na dodatek kilkoma świetnymi interwencjami wykazał się bramkarz Szmulek Karol Dębowski. W 17 minucie sędzia podyktował rzut karny dla gości, ale wykonujący go Zurabi Saginagze fatalnie przestrzelił. Jeszcze przed przerwą Szmulki podwyższyły stan posiadania, kolejne trafienie zaliczył Wiktor Januszewski, ale i gospodarze w końcu przełamali niemoc strzelecką i w dosłownie ostatniej akcji pierwszej połowy strzelili gola na 4:1. Druga połowa rozpoczęła się od błyskawicznego ciosu ze strony gospodarzy i hat tricka skompletował Wiktor Januszewski, ale po kilku minutach Zoria odpowiedziała przepięknym trafieniem Artura Ulasiuka, który huknął z rzutu wolnego. Chwilę później snajper Zorii Zurabi Saginagze nie mógł pogodzić się z decyzją sędziego i za pyskówki został ukarany żółtym kartonikiem. Szmulki momentalnie wykorzystały przewagę liczebną i po chwili po raz kolejny piłkę do siatki zapakował rozpędzony Wiktor Januszewski. Był to poniekąd gwóźdź do trumny dla gości, bo po chwili Zurabi wyraźnie sfaulował przeciwnika i po raz kolejny obejrzał żółty, a w efekcie czerwony kartonik. Tym razem gospodarze przewagi liczebnej nie wykorzystali, ale zmęczenie wyraźnie dawało o sobie znać i Zoria po prostu nie miała już sił gonić wyniku. W 48 minucie na 7:2 trafił - a jakże - Wiktor Januszewski, a wynik spotkania na 7:3 ustalił w ostatniej minucie meczu Orest Petryszyn.
Starcie Fuszerki ze Smoczą Furiozą trzymało w napięciu do ostatnich minut i trzeba dodać, że było bardzo ciekawym widowiskiem rozegranym na wysokim tempie. Zdecydowanie lepiej w mecz weszły "Smoki", które po dwóch indywidualnych akcjach Gabriela Beredy wyszły na prowadzenie 0:2. "Fuchmistrze" po kilku minutach otrząsnęli się jednak z szoku i przystąpili do odrabiania strat. Bramka kontaktowa na 1:2 to dość kuriozalne trafienie, w którym piłka po rykoszecie ostatecznie trafiła do bramki, a na listę strzelców wpisał się Łukasz Prusik. Gol na 2:2 to już składna akcja Matiego Musaewa, którzy świetnym podaniem otworzył drogę do bramki Adrianowi Gisce. Obie strony bardzo twardo walczyły w środku pola, można powiedzieć, że wręcz na granicy przepisów, ale to tylko zwiększało atrakcyjność tego meczu. Strzelania ciąg dalszy zafundował kibicom i de facto rywalom Wojtek Chudzik, który bezpośrednio z rzutu wolnego wyprowadził gości na prowadzenie 2:3. Ostatnie dwa słowa należały jednak do Fuszerki, a konkretnie do Łukasza Prusika, zdobywcy gola na 3:3, a także Adriana Giski, który w ostatniej minucie tej części gry, po podaniu Piotrka Jastrzębia, zapewnił swojej ekipie prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron żadna z drużyn nie spuściła z tonu i wciąż oglądaliśmy wyrównany, pełen emocji pojedynek. Zaczęło się od akcji Łukasza Prusika, który świetnie podał do Adriana Giski, a ten strzałem na 5:3 skompletował hat-tricka. Smorcza Furioza nie zamierzała odpuszczać a do pracy wzięli się napastnicy. Najpierw, w roli strzelca, przy golu Wojtka Chudzika, wystąpił Gabriel Bereda, a następnie już jako egzekutor, przy bramce wyrównującej na 5:5. Tego popołudnia jednak w szeregach Fuszerki grał zabójczy duet Giska-Prusik i to ci panowie byli autorami trafień odpowiednio na 6:5 oraz 7:5. O swoim talencie przypomniał Daniel Grzegory, gdy po podaniu Wojtka Chudzika skrócił dystans do stanu 7:6. Ostatecznie więcej zimnej krwi zachowali gracze Fuszerki, którzy przypieczętowali wygraną golami w końcówce spotkania autorstwa Łukasza Prusika oraz Adriana Giski. Ostatecznie gospodarze wygrali 9:6, a zawodnikiem meczu został wybrany Adrian Giska, autor aż pięciu trafień!
Prawdziwy rollecoaster przeżyliśmy w spotkaniu Cosmosu z Perłą. Już od początku wiedzieliśmy, że w tym meczu będzie się działo. Pierwsze akcje w niezwykłym tempie zwiastowały nie lada emocje. Strzelanie rozpoczęła Perła. Jednak dość szybko Cosmos odpowiedział po bramce Adriana Wareckiego i mecz przy stanie 1:1 zaczął się od początku. Od tego momentu mimo wyrównanej gry skuteczniejsi byli gospodarze, którzy wykorzystywali stwarzane przez siebie okazje. W ofensywie brylował Kacper Włodarczyk. Strzelał, asystował i był praktycznie wszędzie. Często też pokazywał się kolegom do gry na jeden kontakt, z czym miała spory problem defensywa rywali. Cosmos budował swoją przewagę i do przerwy pewnie prowadził 5:1. Po zmianie stron nie wiemy jak to się stało, ale gospodarze stanęli jak zaczarowani a Perła w 10 minut doprowadziła do remisu 5:5! Moment letargu i wstrząsu zadziałał pozytywnie na lidera drużyny Kacpra Włodarczyka, który dał sygnał swoim kolegom do powrotu na właściwe tory. Cosmos strzelił kolejno trzy bramki i ponownie odskoczył przeciwnikom. Przy wyniku 8:5 znowu zabrakło koncentracji w zespole gospodarzy i Perła w końcówce zmniejszyła rozmiary porażki. Ostatnia bramka to prezent od Patryka Świtaja, który nie wiedział czy ma kiwać czy wybijać piłkę aż w końcu ją stracił na rzecz napastnika Perły. Na więcej nie było czasu i Cosmos dowiózł skromne zwycięstwo 8:7, co w końcowym rozrachunku dało cenne trzy punkty na inaugurację.
W swoim debiutanckim meczu FC Kryształ Targówek podejmował doświadczoną ekipę Młodzieżowców i uczciwie trzeba przyznać, że team Kacpra Romanowskiego swoją przygodę z Ligą Fanów rozpoczął z przytupem. Już na pierwszy rzut oka było widać, że chłopaki poważnie traktują nasze rozgrywki, bo na placu pojawił się komplet dwunastu zgłoszonych zawodników. Bardzo szybko okazało się, że będzie to raczej jednostronne widowisko z kategorii tych, w których obie drużyny się starają, ale tylko jedna zdobywa gole. W 3 minucie wynik atomowym strzałem z dystansu otworzył Igor Ruciński, a w 7 minucie było 2:0 po trafieniu Piotra Mściwujewskiego. Goście nie spuścili głów i starali się konstruować ataki od własnej bramki, ale Kryształ był świetnie poukładany zarówno w środku pola jak i defensywie i Młodzieżowcom ciężko było w ogóle podejść pod bramkę Kacpra Romanowskiego. W 10 minucie wypracowali sobie stuprocentową okazję, ale skończyło się fatalnym pudłem. Gospodarze za to spokojnie szukali sytuacji strzeleckich i jeszcze przed przerwą podwyższyli po golach Karola Sulkowskiego i Igora Rucińskiego. W drugiej połowie obraz gry zasadniczo nie uległ zmianie – Młodzieżowcy z trudem szukali okazji strzeleckich i nadziewali się na groźne kontrataki. Gospodarze byli po prostu szybsi i bardziej pomysłowi, a fenomenalne obrony Kacpra Romanowskiego wyraźnie podłamywały morale napastników teamu Tomka Krzyżańskiego. Gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i gładko wypracowali przewagę nie do odrobienia, ale honor Młodzieżowców w końcówce meczu uratował Igor Jagodziński i spotkanie skończyło się wyraźnym zwycięstwem Kryształu 9:1. Warto tu wspomnieć o wyśmienitym występie Igora Rucińskiego, który był tego dnia praktycznie nie do zatrzymania. Lepsza od wyniku była tylko atmosfera w drużynie gospodarzy i już po pierwszym meczu mamy solidne podstawy, aby wskazywać FC Kryształ Targówek jako jednego z głównych faworytów do zdobycia mistrzostwa 3 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)