Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
Po czterech ligowych kolejkach w trzeciej lidze przyszedł czas na starcie pomiędzy Cosmosem United, a Sante. Gospodarze jak dotąd nie mogą uznać startu rundy za udany, po kilku spotkaniach zdobyli zaledwie trzy punkty, co w zestawieniu z oddanym walkowerem plasowało ich na przedostatniej pozycji w tabeli. Goście natomiast na cztery spotkania wygrali dwukrotnie. Ich forma to jak dotąd wielka niewiadoma, występy w kratkę nie pozwoliły im natomiast na zajęcie wysokiej pozycji, przez co plasowali się w środku ligowej stawki. W pojedynku z Salvadorem de Fenixem i spółką problem również stanowił brak etatowego snajpera Michała Aleksandrowicza oraz brak nominalnego bramkarza. Spotkanie rozpoczęło się dla nich wprost katastrofalnie. Gracze Cosmosu nastawili się na precyzyjne kontry, które przyniosły im aż cztery bramki. Mimo tego ekipa Sante nie poddała się, co spowodowało, że do przerwy przegrywali oni zaledwie 5:3. W drugiej odsłonie tego pojedynku uwypukliła się jednak różnica w kondycji pomiędzy dwiema ekipami. Doświadczeni zawodnicy w granatowych strojach znacząco odstawali na tle młodszych, bardziej wybieganych rywali. Niestety dla nich, ten aspekt okazał się kluczowym w finalnym rozrachunku. Porażka 11:6 zdecydowanie może boleć, jednakże nie można tracić nadziei, ponieważ szansa na rehabilitację już w najbliższy weekend, w spotkaniu z Perłą Warszawa.
W rozgrywkach 3 ligi sytuacja w tabeli po czterech kolejkach jest bardzo ciekawa. Między drugim a siódmym miejscem różnice punktowe to tylko trzy oczka, dlatego tak ważne są wszystkie mecze z bezpośrednimi rywalami w tabeli. Doskonale zdawały sobie z tego sprawę drużyny FC Zoria Streptiv oraz Perła Wwa. Ich mecz już od pierwszych minut toczony był na wysokim tempie, bp obie drużyny zdecydowanie wolały grę ofensywną i długie utrzymywanie się przy piłce niż gęstą obroną, skupioną na przeszkadzaniu rywalom. Jako pierwsi na prowadzenie w tym pojedynku wychodzą goście. Po perfekcyjnym rzucie rożnym piłkę do bramki skierował Krzysztof Włodarkiewicz. Kolejne minuty przyniosły nam drugą bramkę dla Perły, tym razem z gola cieszył się Franco. W piłce nożnej jedna z najważniejszych kwestii to umiejętność wykorzystywania stałych fragmentów gry. Potwierdzili to również gracze z Ukrainy, którzy podobnie jak rywale zdobywają bramkę z rzutu rożnego. Do końca pierwszej połowy toczył się zażarty bój o każdą piłkę i bramki padały z obu stron. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 3-5. Po powrocie do gry zdecydowanie bardziej zmotywowani wrócili gracze Zorii i to oni już na początku drugich 25 minut strzelają bramkę kontaktową. Chłopaki poszli za ciosem i chwilę później mieliśmy już remis 5-5, kiedy to David Khidisheli głową skierował piłkę do świątyni rywali. Przy takim wyniku końcówka meczu zapowiadała się arcyciekawie. Na 8 minut przed ostatnim gwizdkiem, Perła wychodzi na prowadzenie 5-6, a autorem bramki został Maciej Zambrzycki. Goście z prowadzenia nie cieszyli się jednak długo, bo Zoria ponownie doprowadza do wyrównania. W finałowych fragmentach na boisku panował już spory chaos, drużyny kreowały trochę przypadkowe akcje, a gra w obronie pozostawiała wiele do życzenia. W końcowych minutach najwięcej zimnej krwi zachował Eryk Dudek i to on wyprowadził Perłę WWA na prowadzenie. Zoria próbowała jeszcze odrobić straty, ale zabrakło jej czasu. Po bardzo emocjonującym pojedynku goście w końcówce meczu zapewniają sobie trzy punkty i z 9 oczkami na koncie odskakują Zorii w ligowej tabeli.
Starcie między Husarią Mokotów III, a FC Kryształem Targówek miało być wielkim rewanżem za sromotną porażką jednej z ekip w sparingu. Oba zespoły były bardzo zmotywowane, aby udowodnić swoją wyższość, a biorąc pod uwagę potencjały piłkarskie graczy z tego zestawienia, mogliśmy być spokojni o wysoki poziom meczu. Nie spodziewaliśmy się jednak, że od pierwszych minut spotkanie zdominują goście, którzy bardzo szybko wyszli na prowadzenie po kosmicznym wręcz strzale Igora Rucińskiego, który wykorzystał podanie Mateusz Sidora i potężnym uderzeniem z dystansu obił poprzeczkę, ale ostatecznie piłka przekroczyła linię bramkową i było 0:1. Kolejne gole padały po składnych akcjach graczy "Kryształu". Dwoma asystami z rzędu popisał się Piotrek Mściwujewski, którego dokładnie podania zasiliły akcje ofensywne Kacpra Kubiszera oraz Igora Rucińskiego. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy goście zadali kolejne dwa ciosy, a istny show zaserwował kibicom Karol Sulkowski. Nazywany przez kolegów "Łydą" gracz Kryształu najpierw pięknym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Jarkowi Kurmanowi, a następnie w akrobatyczny sposób, nożycami, przy linii bocznej, skierował piłkę do nabiegającego Jakuba Zubkowicza, a ten z zimną krwią ustalił wynik pierwszej odsłony na 0:5. Tomek Hubner grę swojego zespołu skwitował jednym słowem, którego nie przytoczymy, ale widocznie ten komentarz dał lekkiego kopa kolegom, gdyż po zmianie stron od razu ruszyli do ataku. Efektem był gol Piotrka Milewskiego na 1:5 i mieliśmy nadzieję, że worek z bramkami dla "Husarzy" się otworzy na dobre, ale tak się nie stało. Gracze Kryształu szybko się pozbierali i do końca spotkania jeszcze czterokrotnie aplikowali gole rywalom, a na listę strzelców wpisywali się kolejno: Karol Sulkowski, dwa razy Igor Ruciński, a także Kacper Kubiszer oraz Bazyli Grabiec. Pozytywem, który możemy odnotować po stronie ekipy z Mokotowa była lepsza skuteczność w drugiej połowie, gdyż pokonywali golkipera rywali trzykrotnie, a konkretnie byli to: Tomek Hubner, Wiktor Kruczyński i Maciek Olszewski. Ostatecznie, bo dość wyraźnej przewadze przez większość spotkania, mecz zakończył się wygraną FC Kryształu Targówek aż 4:10. Zawodnikiem meczu wybrano Igora Rucińskiego, który poza pięknym trafieniem, zanotował na swoim koncie jeszcze dwa gole, kompletując hat-tricka, okraszonego asystą.
Rywalizacja Szmulek i Furiozy była potyczką dwóch zespołów ze strefy spadkowej. W lepszej sytuacji była ekipa gospodarzy, bo oni przynajmniej raz zaznali smaku zwycięstwa, podczas gdy goście wciąż pozostawali bez choćby punktu. Lepiej w mecz weszli jednak zawodnicy Furiozy. Nie minęło 5 minut, a już prowadzili 0:2 po golach Łukasza Cieszyńskiego i Aleksandra Janiszewskiego. Taki obrót spraw mógł nieco zaskoczyć gospodarzy, a my zaczęliśmy się zastanawiać, czy przypadkiem nie skończy się tak wysokim wynikiem jak rywalizacja z Młodzieżowcami. Szmulki próbowały odwrócić losy spotkania, ale były nieskuteczne, za to rywale jeszcze w pierwszej połowie dołożyli kolejne dwie bramki - najpierw na 0:3 trafił Janek Sądej, a następnie po rzucie wolnym w protokole zapisał się Bartek Kochan. Gospodarze zmniejszyli nieco straty po tym jak Jakub Kaczmarek tuż przed przerwą pewnie wykorzystał rzut karny. W przerwie musieli powiedzieć sobie parę mocniejszych słów, bo drugą część rozpoczęli znakomicie – od gola Filipa Pacholczaka, choć trzeba przyznać, że przy tej bramce nie popisał się bramkarz Furiozy. Goście odpowiedzieli trafieniem Alka Janiszewskiego, ale od tego momentu rywale zaczęli pościg. Najpierw doprowadzili do stanu 5:3, a potem duet Alex Wolski – Dawid Wierzchołowski w przeciągu trzech minut doprowadził do wyrównania! Na osiem minut przed końcem meczu mieliśmy więc 5:5 i niemal pewne zwycięstwo nominalnych gości zaczęło wymykać im się z rąk. Jednak końcówka należała do Smoczej Furiozy. Najpierw ponownie wyszli na prowadzenie, a potem swoje przysłowiowe 5 minut miał Hubert Brodowski. Nie bez przyczyny wywołaliśmy go do tablicy w przedmeczowych zapowiedziach, bo jego postawa w końcówce meczu była kluczowa. Z niesamowitym zaangażowaniem pracował w defensywie broniąc korzystnego rezultatu, a na sekundy przed końcem pozbawił rywala złudzeń ustalając wynik meczu na 5:7. Na razie pełni rolę jokera, ale z taką dyspozycją wyjściowy skład jest na wyciągnięcie ręki. Furioza mogła cieszyć się z pierwszej wygranej, Szmulki raczej niepocieszone, bo rywal był jak najbardziej w ich zasięgu.
Będąca w bardzo dobrej dyspozycji w tym sezonie Fuszerka chciała udowodnić, że dobra forma na początku sezonu to nie przypadek. Ich rywalem byli Młodzieżowcy, którzy mają spore problemy z zebraniem optymalnego składu na mecz i nie inaczej było tym razem. Gospodarze dobrze rozpoczęli spotkanie, stworzyli kilka okazji do zdobycia bramki, ale brakowało kogoś, kto wykończyłby akcję strzałem. Fuszerka po dość spokojnym początku obudziła się chwilę przed zakończeniem pierwszego kwadransa i udało jej się zdobyć dwie bramki. Odpowiedź Młodzieżowców była znakomita, w zaledwie dwie minuty doprowadzili do wyrównania. Najpierw bramkę kontaktową strzelił Bartosz Stankiewicz, a później Mateusz Pietkowicz wykorzystał błąd bramkarza rywali. Doprowadzenie do remisu wyraźnie rozluźniło gospodarzy, bo znów w krótkim odstępie Fuszerka zanotowała dwa trafienia. Przed przerwą Igor Jagodziński zdobył bramkę kontaktową, dającą nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Druga połowa była już znacznie mniej wyrównana. W zespole Fuszerki duet Stanisław Machnacki - Jan Kralczyński przeprowadzał między sobą wiele podań, którymi zdobywali przestrzeń w coraz bardziej zmęczonej defensywie Młodzieżowców. Gospodarze skupili się, żeby zatrzymać Adriana Giskę, niejednokrotnie podwajając krycie przy tym zawodniku, ale tym sposobem powstawało dużo miejsca dla innych graczy. Mecz zakończył się wynikiem 5-12 i Fuszerka cały czas nie pozwala na dobre uciec w ligowej tabeli Kryształowi, natomiast Młodzieżowcy mimo porażki wciąż tracą niewiele do górnej części ligowej stawki i jak tylko uda się przychodzić w pełnym zestawieniu, to na pewno są w stanie rozpocząć marsz w kierunku podium.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)