Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
Pierwsze starcie ekipy Sante z drużyną trzeciej drużyny Husarii zakończyło się minimalną wygraną gości z minionej niedzieli. Tym samym mogliśmy się spodziewać nie lada emocji w rewanżu. Nie pomyliliśmy się, a samo spotkanie okazało się jednym z najlepszych tego dnia. Początkowo przewagę objęli gospodarze, którzy pełni wigoru rozbijali akcje swoich przeciwników. Ofensywny tercet w postaci Michała Aleksandrowicza, Pawła Kowalskiego oraz Tomasza Cacko sprawił, że gospodarze bardzo sprawnie wyszli na prowadzenie 3:0. To właśnie w tym momencie do głosu doszła Husaria, a konkretnie kapitalny tego dnia Kamil Kapica. Niestety wszystko na co było go stać w tej odsłonie to jedna bramka, co w zestawieniu z czterema drużyny przeciwnej zamknęło stan rywalizacji w premierowej odsłonie. W drugiej części meczu sytuacja na boisku zrobiła się o wiele ciekawsza, a sama gra była bardziej otwarta. Przez to mogliśmy oglądać prawdziwy grad bramek oraz wielokrotne zmiany boiskowego obrazu. Od wyniku 5:1 ekipa z warszawskiego Mokotowa nieśmiało się rozkręcała, stopniowo łapiąc wiatr w żagle. Efektem tego było najpierw doprowadzenie do sensacyjnego remisu aż wreszcie objęcie prowadzenia. Radość nie trwała jednak długo. Rozjuszeni zawodnicy Sante kolejny raz pokazali, że należy się z nimi liczyć. Trafienia wcześniej wymienionych Kowalskiego oraz Cacki ponownie sprawiły, że gracze w granatowych strojach mogli cieszyć się z bramkowej przewagi. Być może ta radość okazała się zbyt wczesna, ponieważ na sekundy przed końcem piłkę do bramki skierował Brajan Alterman, ustalając wynik spotkania na 7:7.
W spotkaniu 10 kolejki Ligi Fanów drużyna Fuszerki podejmowała Smoczą Furiozę, która zdecydowanie nie może zaliczyć rundy jesiennej do udanych i na wiosnę ich podstawowym celem jest wyjście ze strefy spadkowej. Fuszerka natomiast w rundzie rewanżowej ma spory apetyt na awans i była to świetna okazja do postawienia kolejnego kroku w tym kierunku. W pierwszej połowie obie ekipy stwarzały sobie sytuacje i mimo, że gra stała na bardzo dobrym poziomie, to bramek oglądaliśmy jak na lekarstwo. Powodem takiego obrotu spraw była dobra dyspozycja obu bramkarzy. Na pierwsze trafienie musieliśmy poczekać aż do ostatniej minuty pierwszej połowy. Wtedy to Smocza Furioza wyszła na prowadzenie po bramce swojego niekwestionowanego lidera Aleksandra Janiszewskiego. W drugiej części spotkania Fuszerka zabrała się do odrobienia strat i po czterech minutach od rozpoczęcia drugiej połowy Łukasz Prusik po asyście Kamila Weredy doprowadził do wyrównania, co jeszcze bardziej napędziło tempo spotkania. W 33 minucie goście znów wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca spotkania. Fuszerka miała swoje sytuacje, żeby odwrócić losy tego spotkania, ale w bramce Smoków cuda robił doświadczony bramkarz Łukasz Kulesza, który dopiero co dołączył do tej ekipy. Świetny ruch transferowy, który przyczynił się do zwycięstwa tego wieczoru. Fuszerka ostatecznie przegrała 2:4, ale mimo to utrzymała się na miejscu premiowanym awansem i potknięcie na początku rundy rewanżowej może być dla nich mobilizacją na dalszą część sezonu. Z kolei Smocza Furioza pokazała się jako groźny przeciwnik, który może jeszcze wiele namieszać w rundzie rewanżowej i jest już blisko wyjścia ze strefy spadkowej. Ich obiecująca gra daje nadzieję na dalsze sukcesy w nadchodzących meczach.
Drużyna Kryształu Targówek jak burza idzie przez 3 ligę, tracąc punkty w tylko jednym spotkaniu i pewnym krokiem zmierza po końcowy sukces. Ich rywale, Młodzieżowcy po serii słabszych meczów znaleźli się blisko strefy spadkowej. Ale początek spotkania nie odzwierciedlał różnicy punktowej. Niewielką przewagę mieli gospodarze, ale pojedyncze sytuacje nie zakończyły się strzeloną bramką. Zawodnicy z Targówka w końcu dopięli swego i wyszli na prowadzenie. Jednak to nie załamało rywali, którzy konsekwentnie grali swoją piłkę – mądra obrona i czekanie na błędy przeciwnika. Jedna z takich akcji została zamieniona na bramkę i po kwadransie gry mieliśmy remis. Ostatnia minuty pierwszej części to ponowna przewaga gospodarzy, którzy jednak nie dość, że nie zdołali pokonać golkipera rywali, to jeszcze nadziali się na kontrę w wykonaniu Młodzieżowców. I to właśnie ta drużyna schodziła na przerwę w lepszych humorach, prowadząc 2:1. Początek drugiej części to znów inicjatywa faworytów, którzy tym razem szybko zdobyli dwie bramki i wyszli na prowadzenie. W kolejnych minutach trwała wymiana ciosów i obydwie drużyny strzelając po dwie bramki doprowadziły do wyniku 6:4 dla zawodników z Targówka. Ostatnie celne uderzenie również należało do zawodników gospodarzy, którzy ustalili rezultat na 7:4. FC Kryształ Targówek zgarnął kolejne ważne trzy punkty w walce o mistrzostwo a głównym motorem napędowym ich poczynań w ofensywie był Igor Ruciński, zdobywając cztery bramki i notując dwie asysty. Zespół Młodzieżowców przez większość spotkania grał jak równy z równym, ale w decydujących momentach to rywale zdołali przechylić szalę na swoją stronę.
Będąca w strefie spadkowej drużyna Szmulki Warszawa rozgrywała mecz z FC Zoria Streptiv, która ulokowana była w środku tabeli. Mecz przez cały swój czas rozgrywał się na naprawdę wysokim poziomie, lecz niestety było w nim wyczuwalne napięcie, które z każdą upływającą minutą powoli zaczynało eskalować. Zanim doszło do najgorszego, zawodnicy obu zespołów zaspokajali nasze apetyty na gole, które to śmiało mogłyby padać na poziomie ekstraklasy. Jako pierwszy w 3 minucie po piłkę z własnej siatki musiał sięgnąć bramkarz Szmulek, lecz trzy minuty później rolę się odwróciły. Wyrównana walka o prowadzenie trwała cały czas i przybierała na sile. Przy wyniku 2:3 gospodarze zobaczyli pierwszą kartkę w tym meczu i pomimo gry w osłabieniu, zdołali utrzymać kontakt z rywalem, aby w ostatnich minutach po raz pierwszy objąć jednobramkowe prowadzenie. Kiedy zawodnicy po chwili przerwy wrócili na boisko, goście wzięli się za odrabianie strat. Ich radość trwała zaledwie minutę, gdyż rywale szybko odpowiedzieli. Zoria Streptiv nic sobie z tego nie zrobiła i lada moment ponownie mieliśmy remis. Goście mogli znów objąć prowadzenie, lecz strzał z „wapna” obronił występujący w roli bramkarza Krystian Rzeszotek. Wynik remisowy utrzymywał się bardzo długo i wiele wskazywało na to, że skończy się podziałem punktów. Niestety na niespełna 10 minut przed końcem po prowokacji bramkarza Szmulek doszło do rękoczynów, czego efektem były dwie czerwone kartki i jedna żółta. Te wydarzenia zepsuły naprawdę fajny mecz i miały pośredni wpływ na wynik końcowy. Kiedy sytuacja się uspokoiła i powróciliśmy do grania w piłkę, gole zdobywali już tylko gracze gości, wygrywając to spotkanie i awansując o jedną pozycję w ligowej tabeli. Szmulki pozostały na przedostatnim miejscu.
Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWF-u mierzyły się ze sobą ekipy o znacznie odmiennych aspiracjach. Naprzeciwko siebie stanęły drużyny Cosmosu United oraz Perły WWA. Gospodarze podczas minionej rundy nie prezentowali się najlepiej i to sformułowanie jest zasadniczo i tak dość łagodne. Do ostatniej chwili ich kapitan Salvador de Fenix poszukiwał graczy, aby w ogóle wystartować w rozgrywkach. Sztuka ta ostatecznie mu się udała. Ich rywal wciąż walczy z kolei o trzecie miejsce, które premiowane jest awansem. Z tego powodu po obydwu drużynach mogliśmy się spodziewać zaciętej walki, bo mimo różnicy punktowej cel był jeden, a mianowicie zwycięstwo. Pierwsza odsłona dla graczy w niebieskich strojach rozpoczęła się szybką utratą trzech trafień. Bezapelacyjnie fatalne wejście w mecz pokrzyżowało ich przedmeczowe założenia. Co prawda Bartosz Gilewski zdołał zdobyć dla nich jedną bramkę, ale na nic się to zdało, ponieważ rywal przed przerwą pokonał Patryka Świtaja jeszcze dwa razy. W drugiej połowie Perła WWA kontynuowała boiskową dominację, zwiększając tempo swoich akcji kosztem dokładności. Efektem tego była wysoka wygrana 4:13, która biorąc pod uwagę potknięcie Fuszerki (bezpośredni rywal z trzeciej lokaty), przybliżyła ich do podium. Dla Cosmosu jest to kolejny mecz, w którym muszą obejść się smakiem. Liczymy jednak, że niegdysiejszy kolektyw ponownie złapie wiatr w żagle i w rundzie rewanżowej jeszcze nieraz miło nas zaskoczy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)