Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie Anonimowych z Contrą miało istotne znaczenie w kontekście walki o środek tabeli. Gospodarze do tej pory grają bardzo dobrze i widać, że Maciek Miękina skoncentrował się na budowaniu solidnej ekipy, która ma powalczyć o czołowe lokaty w tym sezonie. Goście z kolei mieli w pierwszych trzech kolejkach piekielnie ciężki kalendarz gier i jeszcze w tym sezonie nie zdobyli punktów. Początek wymarzony dla teamu Michała Raciborskiego i po akcji Karola Kuzimińskiego Dawid Biela dał prowadzenie. Anonimowi trochę nonszalancko na początku grali w obronie i potrzebowali trochę czasu by wejść na odpowiedni poziom. Od dziesiątej minuty jednak gospodarze zaczęli grać coraz lepiej i co najważniejsze zaczęli strzelać bramki. Wyrównał po akcji zespołowej Eryk Stoch i jeszcze przed przerwą Anonimowi potrafili dwa razy zaskoczyć Macieja Antczaka. Contra po kapitalnym początku była zagubiona i nie mogła złapać odpowiedniego rytmu gry. Zawodziły też wybory i to spowodowało, że do przerwy było 3:1 dla teamu Maćka Miękiny. Po zmianie stron szybkie dwa trafienia graczy w czarnych trykotach kompletnie podcięły skrzydła gościom. Znowu widzieliśmy próbę gry z lotnym bramkarzem, jednak ponownie bez efektów w postaci bramek. Trzeba też przyznać, że świetnie po raz kolejny w tym sezonie spisywał się Maciek Miękina i bronił w kilku znakomitych okazjach dla Contry. Ostatecznie Anonimowi zasłużenie wygrywają to spotkanie pokazując, że w tym sezonie mają zamiar powalczyć o czołowe lokaty w lidze. Contra po czterech seriach gier nadal bez punktów co na pewno jest pewnym zaskoczeniem, bo potencjał w tej ekipie jest spory tylko brakuje stabilności formy, która na tym poziomie jest niestety konieczna.
W meczu na szczycie East Wind podejmował Tura i jak w poprzednich sezonach nastawialiśmy się na znakomite zawody w wykonaniu obu ekip. Gospodarze nie mogli tego dnia skorzystać z usług swojego najlepszego napastnika Damiana Patoki i to była niewątpliwie ogromna strata. Goście tym razem postarali się by skład był mocniejszy niż w pierwszych trzech kolejkach wiedząc, że rywale to klasowa drużyna i trzeba pokazać dużo lepszą grę niż na początku sezonu. Początek meczu to dużo walki w środku pola i żadna z ekip nie mogła przedrzeć się przez defensywę przeciwników. Po okresie wyrównanej gry nastała ósma minuta meczu i kapitalna akcja zespołu z Ochoty. Piłka jak po sznurku wędrowała między zawodnikami i Bartek Osoliński dał prowadzenie. Nie minęły dwie minuty, a bliźniaczą akcję wykończył Robert Hankiewicz i zrobiło się już 0:2. Gospodarze po tych dwóch ciosach lekko się zachwiali i mimo, że się starali to brakowało precyzji w dograniu dobrej piłki pod bramką Pawła Wysockiego. Gdy wydawało się, że defensywa Tura tego dnia jest nie do przejścia to receptę na nią znalazł Michał Nowak. Obrońca East Windu minął rywala i huknął w dolny róg bramki dając gola kontaktowego. Trzeba przyznać, że tego dnia właśnie Mikel był najlepszym zawodnikiem gospodarzy, ale reszta kolegów nie miała swojego najlepszego dnia. Do przerwy był wynik 1:2 i nadzieje w obozie Sebastiana Dąbrowskiego na odwrócenie meczu. Po zmianie stron East Wind miał kilka okazji ale tego dnia widoczny był brak wspomnianego na początku relacji Damiana Patoki. Grający na szpicy Karol Modzelewski miał swoje szanse, ale nic nie chciało wpaść do sieci. Tur przeczekał rywali i w końcówce pokazał moc w ofensywie. Cztery trafienia na przestrzeni ośmiu ostatnich minut dało ostatecznie wynik 1:6. Tak wysoki wynik był konsekwencją ryzyka gry z lotnym bramkarzem i nie odzwierciedla w pełni przebiegu całego spotkania. A to było wyrównane choć trzeba przyznać, że Tur Ochota zagrał perfekcyjnie i jeżeli utrzyma taką formę to rywalom będzie trudno pokonać obecnego mistrza.
Przed tygodniem In Plus Pojemna Halina straciła pierwsze punkty w lidze na rzecz Mixamatora i przychodząc w ten weekend w zaledwie sześciu na spotkanie z Narodowym Śródmieściem w normalnej dyspozycji gospodarzy mieliby ogromne problemy ze zdobyciem punktów. Jednak w tym sezonie gospodarze odstają poziomem od reszty stawki i mimo, że goście mieli tylko meczową szóstkę, to bez problemu zdominowali rywali w pierwszych minutach meczu. Podopieczni Marka Szklennika starali się czekać na ataki przeciwników i skupili się na defensywie wiedząc, że otwarta gra może być wodą na młyn dla młodej wybieganej ekipy In Plus Pojemnej Haliny. Mieli kilka świetnych szans po przejęciu piłki, ale strzały kilkakrotnie mijały pustą bramkę gości. Trzeba podkreślić , że golkiper drużyny Patryka Galla wychodził wysoko poza pole karne i często w tym spotkaniu gościł nawet pod bramką rywali. Efektem tego były dwa trafienia w całym meczu. Do przerwy mieliśmy wynik 0:4. Po zmianie stron grający na luzie goście trochę się rozprężyli i w końcu Patryk Nawrocki strzelił gola dla Narodowego Śródmieścia. Gospodarze starali się walczyć o jak najniższy wymiar kary ale mimo, że stwarzali sobie sporo bramkowych sytuacji to szwankowała skuteczność. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:10. Narodowe Śródmieście nie ma co oszukiwać rzeczywistości w tym składzie raczej nie ma szans na utrzymanie. In Plus Pojemna Halina ma dużo szczęścia, że trafiła w tej kolejce na najsłabszą ekipę w stawce, bo w tym składzie o punkty z kimkolwiek innym byłoby bardzo ciężko.
W tym pojedynku faworytem wydawała się drużyna FC Kebavity jednak lekceważenie Mixamatora, zwłaszcza po ostatnich meczach, byłoby bardzo nierozsądne. Spotkanie rozpoczęło się dobrze dla gości – już w 3 minucie na prowadzenie swoją ekipę wyprowadził Azamat Qutpiddinov. Chwilę później dobrą okazję do podwyższenia miał Sebastian Groszek, ale tym razem nie znalazł drogi do siatki. Bez wątpienia Miksy przeżywały trudne chwile w pierwszych minutach tego meczu. Na domiar złego musieli grać w osłabieniu po tym jak żółty kartonik obejrzał jeden z graczy gospodarzy. Gdy na 2:0 podwyższył wcześniej wspomniany Sebastian Groszek wydawało się, że tutaj Kebavita spokojnie wygra to spotkanie. Jednak od tego stanu coraz większą przewagę zaczęli osiągać gospodarze. Wydaje się, że kluczowa była bramka Mikołaja Prybińskiego – to trafienie dodało wiatru w żagle Mixamatorowi i nadzieję, że można tu powalczyć o korzystny wynik. Jeszcze przed przerwą ekipa Michała Fijołka mogła doprowadzić przynajmniej do remisu, ale dobrze między słupkami spisywał się bramkarz Kebavity i utrzymał się rezultat 1:2. Po zmianie stron oglądaliśmy równie dobry mecz co przed przerwą, z tym, że do pewnego momentu prym wiedli bramkarze - Grzegorz Augustyniak i Jacek Żołnierski, którzy parokrotnie dobrze interweniowali. Ten drugi musiał skapitulować w 40 minucie i wynik znów stał się sprawą otwartą. Jednak Kebavita ma Azamata, który potrafi sam przesądzić o wyniku spotkania. Tak było i tym razem, kiedy obrońca Kebavity popisał się fenomenalnym strzałem z dystansu na parę minut przed końcowym gwizdkiem. Gościom nie pozostało nic innego jak tylko dowieźć ten rezultat do końca, co finalnie się udało. Kabavita wygrała 2:3, ale po raz kolejny uznanie należy się Mixamatorowi, bo naprawdę dobrze wyglądał w tym starciu.
Mecze ekstraklasy to piłka nożna na najwyższym poziomie, pełna doskonałej gry, kapitalnie konstruowanych akcji i w tym meczu mieliśmy wszystkie te elementy zawarte, a zapewniły Nam to drużyny FC Impuls UA i FC Gorlicka. Od początku tego spotkania atak pozycyjny rozgrywała drużyna Gorlickiej konstruując akcję w bardzo przemyślany sposób, ale spotkało się to również z doskonałą grą obronną drużyny gospodarzy. Impuls sam próbował odpowiedzieć grą z kontrataku, ale formacja obronna Gorlickiej też dawała sobie radę z napastnikami przeciwników. Pomimo tego, że obie drużyny miały swoje 100% sytuacje, to do przerwy bramek nie obejrzeliśmy i gracze zeszli na przerwę przy stanie 0:0. Warto podkreślić, że niesamowite zawody rozgrywał bramkarz gospodarzy, Artem Solonikov, który między słupkami strzeżonej przez siebie bramki wyczyniał cuda. Druga odsłona niewiele zmieniła w stylu gry obu drużyn. Pojawiły się za to bramki, a pierwsza z nich padła po prezencie od bramkarza Gorlickiej, który źle wybił piłkę, która znalazła się pod nogami gracza gospodarzy Konstantyna Didenko, który z łatwością to wykorzystał. Nie ustępowały ataki drużyny Gorlickiej, ale za sprawą fenomenalnej postawy bramkarza gospodarzy, który bronił każdą piłkę, która leciała w światło bramki, a nawet bronił te, które leciały obok. Akcje Gorlickiej przybierały na sile, ale nie dało to żadnych korzyści gościom, a konto bramkowe zwiększyli za to gospodarze. Drużyna Impulsu zdobyła jeszcze 3 ładne bramki, tracąc przy tym tylko jedną i to w samej końcówce spotkania. Gra obu zespołów w tym meczu stała na bardzo wysokim poziomie, a my w tym meczu oglądaliśmy piłkarskie szachy jeżeli chodzi o styl rozgrywania meczu. Poza bardzo ważną lekcją taktyki, obejrzeliśmy przede wszystkim kawał dobrego futbolu i nie możemy się już doczekać rewanżu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)