Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 8 Liga
Spotkanie rozpoczęło się bardzo wyrównanie i przez długi czas obie drużyny grały otwarty futbol, który mógł podobać się kibicom. Mecz był intensywny, fizyczny i prowadzony w wysokim tempie, ale jednocześnie nie brakowało składnych akcji oraz odwagi w ofensywie. Wynik 2:2 do przerwy dobrze oddawał przebieg pierwszej części spotkania, ponieważ żadna ze stron nie potrafiła przejąć pełnej kontroli nad wydarzeniami na boisku.
Synowie Księdza dobrze weszli w mecz i momentami potrafili narzucić rywalom swoje warunki. Gospodarze tworzyli sytuacje po szybkich akcjach i ambitnie walczyli o każdą piłkę. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Damian Węgierek, który zanotował dwie asysty i był jedną z najbardziej kreatywnych postaci swojej drużyny. Potrafił znaleźć partnerów dobrym podaniem i napędzał ofensywne akcje gospodarzy.
W drugiej połowie coraz większą przewagę zaczęli jednak budować goście, którzy wyglądali dojrzalej i skuteczniej pod bramką przeciwnika. Kluczową postacią meczu był Ruslan Yakubiv, autor trzech bramek i jednej asysty. Wysoki i silny napastnik przez całe spotkanie był niezwykle aktywny. Szukał gry, dobrze zastawiał piłkę i bardzo inteligentnie poruszał się w okolicach pola karnego rywali. Szczególnie imponowała jego umiejętność znajdowania wolnej przestrzeni oraz precyzja przy wykończeniu akcji.
Z biegiem czasu gospodarze zaczęli mieć coraz większe problemy z zatrzymaniem ofensywy przeciwnika, a skuteczność Ruslana Yakubiva okazała się decydująca. Mimo ambitnej postawy i dobrego początku Synowie Księdza finalnie musieli uznać wyższość rywala, przegrywając 3:6. Było to jednak spotkanie otwarte, fizyczne i naprawdę przyjemne do oglądania, z dużą liczbą dynamicznych akcji i walki po obu stronach boiska.
Z taką grą FC Dnipro United nie wydostanie się z ostatniego miejsca w tabeli 8. ligi. W spotkaniu z rywalem będącym w ich zasięgu, czyli Kresowią Warszawa, rozpoczęli nawet strzelanie. Bramka zdobyta w pierwszych minutach meczu przez Viacheslava Hladysheva była jednak zarówno pierwszą, jak i ostatnią w wykonaniu piłkarzy FC Dnipro United w tym spotkaniu.
Na zawodników Kresowii Warszawa stracony gol podziałał jak czerwona płachta na byka. Chwilę trwało otrząśnięcie się po słabym początku, ale gdy już przejęli inicjatywę, nie pozostawili wątpliwości, kto był lepszy tego dnia. Jako pierwszy odpowiedział Artem Janczylik, który kilkukrotnie próbował uderzać spod prawej linii boiska, aż wreszcie trafił precyzyjnie przy słupku. Chwilę później dobił jeszcze strzał Antona Liashuka, a następnie zagrał świetną piłkę w uliczkę do Mirosława Nowackiego, który technicznym strzałem pokonał bezradnego Oleksandra Hazymona.
Sprytnie rozegrany rzut rożny tuż przed przerwą pozwolił Kresowii schodzić do szatni z trzybramkowym prowadzeniem. Włodzimierz Kozakow wywiódł całą defensywę rywali w pole i trafił do siatki, wykorzystując - najprawdopodobniej wcześniej ćwiczony - schemat rozegrania stałego fragmentu gry. Trudno uwierzyć, że była to całkowita improwizacja.
W drugiej połowie Kresowia, mając bardzo korzystny wynik, skupiła się głównie na kontrolowaniu prowadzenia i wyprowadzaniu groźnych kontrataków. Choć kolejny gol padł dopiero w końcówce, kiedy Vitali Alizarovich minął bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki, najważniejsze dla gospodarzy było już niedopuszczenie do utraty drugiego gola.
Tym bardziej że z powodu kontuzji między słupkami Orkhana Huseynliego musiał zastąpić Daniil Mikulich. Zawirowania na tak ważnej pozycji nie zburzyły jednak sumiennie budowanego wyniku. Kresowia dopisała do swojego dorobku trzy punkty i uciekła ze strefy spadkowej.
Spotkanie liderującego i dodatkowo wzmocnionego Q Ice z nieprzewidywalnym Legionem miało w sobie absolutnie wszystko, czego można oczekiwać od dobrego widowiska. Piękne bramki, świetne interwencje bramkarzy, wybijanie piłki z linii bramkowej, szybkie kontry i tempo zdecydowanie przewyższające poziom rozgrywkowy - to był jeden z tych meczów, które ogląda się z czystą przyjemnością.
Początek należał do gospodarzy. Q Ice bardzo szybko przejęło kontrolę nad grą, długo utrzymywało się przy piłce i spokojnie budowało swoje akcje. Efekt przyszedł błyskawicznie - lider wyszedł na dwubramkowe prowadzenie i wydawało się, że będzie w pełni kontrolował przebieg spotkania. Legion miał jednak na ten mecz własny plan. Goście postawili na szybkie kontry i właśnie w tym elemencie wyglądali najgroźniej. Każda strata Q Ice mogła zamienić się w błyskawiczny atak. Jeszcze przed przerwą Legion doprowadził do wyniku 2:2, pokazując, że absolutnie nie zamierza oddać tego meczu bez walki.
Druga połowa była już prawdziwą wymianą ciosów. Gra przyspieszyła jeszcze bardziej, a akcje błyskawicznie przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Obie drużyny ratowały się wybiciami z linii bramkowej, bramkarze notowali efektowne interwencje, a tempo ani na chwilę nie spadało. Po trafieniach Pushkarenki oraz braci Andriia i Olesandra Hehelskyich Legion niespodziewanie wyszedł na prowadzenie 5:4. Co więcej, goście mieli okazje, by zamknąć ten mecz. Zabrakło jednak odrobiny szczęścia i skuteczności w kluczowych momentach. I właśnie wtedy swoją jakość pokazał ofensywny duet Kondarevych – Kashperuk. W przekroju całego spotkania ten pierwszy aż czterokrotnie asystował partnerowi, a ich współpraca była prawdziwym koszmarem dla defensywy Legionu. Bardzo dobrze funkcjonowali również Denys Blank oraz Vakhidov, którzy dawali drużynie odpowiedni balans i spokój w grze. Q Ice wrzuciło wyższy bieg i w końcówce całkowicie przejęło kontrolę nad spotkaniem. Z wyniku 4:5 zrobiło się 8:5, a lider pokazał, dlaczego znajduje się na szczycie tabeli.
To był mecz pełen jakości, emocji i ofensywnego futbolu. A fakt, że Łukasz Mróz musiał odreagować wszystko kilkoma papierosami… chyba najlepiej podsumowuje intensywność tego widowiska.
Podbudowani zwycięstwem nad wiceliderującym Force Fusion piłkarze FC Patriot podejmowali znajdujące się w strefie spadkowej Shitable - w teorii trzy punkty powinny więc wydawać się formalnością. Nic bardziej mylnego, bo przez znaczną część spotkania to właśnie niedoceniani gospodarze byli stroną dominującą i tylko spadek sił w końcówce oraz nieustępliwość przeciwników sprawiły, że nie zdołali oni wywieźć z tego starcia choćby punktu.
Już od pierwszych minut Shitable stwarzało sporo zagrożenia pod bramką FC Patriot, lecz bez zarzutów spisywał się obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi golkiper gości Dima Oleinikov. Wprawdzie dało się zauważyć dość dużą niedokładność w zagraniach obu ekip, ale w całym tym „zamieszaniu” lepiej odnajdywali się gracze Shitable. Skrzydeł nie podcięła im nawet słusznie obejrzana przez Marka Kovnata żółta kartka. Co więcej, grając w osłabieniu, wyszli na prowadzenie po kontrataku autorstwa Vitaliego Boiarchuka i Stanislaua Krayeuskiego. Ten sam duet napędził również drugą akcję bramkową po przechwycie niecelnego podania jednego z rywali w środku pola.
Pomimo dynamicznej gry i większej liczby okazji gospodarze dali się jednak dogonić. Najpierw kontakt dla FC Patriot złapał Mykyta Rai po dośrodkowaniu Ruslana Petrijsy, a tuż przed przerwą ten drugi samodzielnie wpakował piłkę do bramki, otrzymując podanie z autu od Vitaliego Krama.
Po zmianie stron goście postraszyli oponentów strzałem w słupek w wykonaniu Volodymyra Pedosiuka, ale to wciąż Shitable było konkretniejszym zespołem w swoich boiskowych poczynaniach. Nic więc dziwnego, że kolejna kontra przyniosła im gola na 3:2, którego zdobył Kovnat po asyście Yahora Zamascianskiego. Koniec końców błysk geniuszu Yuriego Butsa i fenomenalna prostopadła piłka do Maksima Abramaua wystarczyły jednak, by przywrócić stan remisowy. Od tego momentu piłkarze gospodarzy coraz wyraźniej opadali z sił, a przełomem na ich niekorzyść okazał się podyktowany za zagranie ręką rzut karny, zamieniony na gola przez Artema Bondarchuka.
Rozkojarzenie i frustrację Shitable wykorzystał później Buts, który zdobył iście kuriozalną bramkę. Popędził prawym skrzydłem, zwolnił i widząc brak doskoku ze strony rywali, zszedł do środka i posłał w pole karne podanie, które jakimś cudem wpadło do siatki. Na "dobicie" w okienko przymierzył jeszcze Petrijsa, a rezultat spotkania zatrzymał się na 3:6, nie dając Shitable nawet cienia szansy na opuszczenie strefy spadkowej przynajmniej do następnej kolejki.
Chaos, zabójcze kontrataki, odwracanie losów meczu i emocje do samego końca - tego wszystkiego mogliśmy uświadczyć podczas spotkania między FC Aliance a FC Pers w hicie środka tabeli 8. Ligi.
Od początku rzucało się w oczy, że piłka nie „kleiła” się do nóg piłkarzy, co doskonale obrazował szereg technicznych błędów zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie boiska. Pełne ręce roboty miał bramkarz gospodarzy, Serhii Zarubin, który zanotował serię interwencji śmiało mogących pretendować do miana parad kolejki. Pomimo że wspomniany golkiper dwoił się i troił między słupkami, nie zdołał w pełni uchronić swoich nieco ospałych kolegów z pola przed zmasowanymi atakami gości. FC Pers wyszło na prowadzenie w 8. minucie meczu, kiedy to górną piłkę do Kamola Obidova z głębi pola posłał Vohidjon Usmonov, po czym adresat podania płaskim strzałem z lewego skrzydła umieścił futbolówkę w siatce. Niedługo później Usmonov sam wpisał się na listę strzelców, otrzymując podanie „na pustaka” od Ilhama Siddigova. Dzięki doskonałemu przeglądowi pola Matiego Musoeva Usmonov skompletował nawet hat-tricka, a w tym samym czasie jedyne, na co zdobyli się przeciwnicy tadżyckiej drużyny, to dwukrotne obicie poprzeczki. Krótko mówiąc - jeśli już dogodne sytuacje zostały stworzone, to zwyczajnie brakowało szczęścia.
Końcówka pierwszej odsłony zmagań przyniosła nam jeszcze trafienie na 0:5 autorstwa Sharfijona Obidova oraz konkretny pokaz - momentami wręcz instynktownych - interwencji w wykonaniu Asada Oybekzody.
Jak to możliwe, że przy tak komfortowym prowadzeniu Pers całkowicie oddał pole gry rywalom i niemal roztrwonił przewagę? Jedno jest pewne - nastawienie FC Aliance w drugiej połowie naprawdę zasługiwało na pochwałę. W przeciągu 21 minut Aliance zdobyło aż sześć goli, a Pers tylko jednego i ku zaskoczeniu wszystkich mieliśmy remis. Wszystkie trafienia dla gospodarzy zdobył świetnie ustawiający się Volodymyr Lazaruk, który z zimną krwią wykańczał podania Sulima, Kravchenki i Halki oraz wykorzystał podyktowany na nim samym rzut karny.
Dopiero w końcówce, po żółtej kartce obejrzanej przez Zarubina za zagranie ręką poza polem karnym, FC Pers wróciło do gry i wykorzystało przyznany rzut wolny, po którym gola zdobył wychodzący z bramki Oybekzoda. Na 6:8 podwyższył jeszcze Sharfijon Obidov i pomimo nieudanej drugiej połowy to Tadżykowie mogli cieszyć się z kompletu punktów, oddalając się tym samym od „czerwonej strefy”.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)