Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 1 Liga
O spokojne utrzymanie i o awans do Ekstraklasy. W starciu Narodowego Śródmieścia z FC Almaz mogło się wiele wyjaśnić, bowiem była to swego rodzaju weryfikacja formy obu drużyn po przerwie zimowej. Rywalizację w 1. lidze zaczęliśmy od niespodziewanej bramki gospodarzy, której autorem okazał się być Karol Kubicki. Zawodnik Narodowego Śródmieścia z poświęceniem rzucił się na piłkę, aby ostatecznie umieścić ją w siatce. Szybko odpowiedzieli jednak rywale, którzy oprócz gola wyrównującego, zdołali nawet wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Punktowali w podobny sposób, mijając ostatniego obrońcę i wychodząc we dwóch na bramkarza. Podobnie bramkę kontaktową zdobyli również gospodarze, którzy skorzystali ze straty jednego z defensorów i w dwójkowej akcji nie dali golkiperowi gości szans. O wyniku 3:3 zadecydował Adam Biegaj, który honorowo stanął z bramkarzem twarzą twarz i samodzielnie wykończył akcję. Następnie dwie bramki zdobyli piłkarze FC Almaz - najpierw strzelił Nievdakh, a następnie byliśmy świadkami pechowego samobója po odbiciu piłki głową. Początkowo wydawało się, że nie podłamało to gospodarzy, którzy strzelili gola kontaktowego, ale jednak pod koniec drugiej połowy inicjatywę w pełni przejęli goście. Hat-tricka skompletował Nievdakh, a następnie świętowali Bakun i Kobyliatyskj. Heroiczna interwencja z linii bramkowej jednego z obrońców Narodowego Śródmieścia nie wystarczyła, by myśleć o odrabianiu strat. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:8, a noworoczna forma obu zespołów zgodziła odzwierciedliła ich miejsca w tabeli.
Mecz Otamanów ze Zjednoczoną Ochotą miał być spotkaniem do jednej bramki. Sugerowała to tabela, gdzie zespół z Ukrainy okupował miejsce na podium, a ich rywale zamykali stawkę, nie mając w swoim dorobku ani jednego punktu. I kto wie, czy faworyci nie pomyśleli sobie, że zgarną tutaj całą pulę bez większego wysiłku. W składach obydwu ekip było kilku nowych zawodników i oni również odcisnęli piętno na wyniku spotkania. W obozie Ochoty najlepiej prezentował się Rafał Popis i to głównie dzięki niemu zespół Daniela Gałązki prowadził w drugiej połowie 6:4! I nic nie zwiastowało tego, że za chwilę rolę się tutaj odwrócą. Rywale grali do tego momentu przeciętnie, ale w samej końcówce do roboty wziął się Vitalii Yakovenko. Dobrze wyglądała jego współpraca z Maksem Kondarevychem i ta dwójka miała największy wpływ na to, że ekipie z Ukrainy udało się wyrównać. I według nas remis byłby tutaj najlepszym możliwym rozstrzygnięciem, ale w ostatniej akcji spotkania o swoich umiejętnościach przypomniał Vitalii Yakovenko, który z ekwilibrystycznej pozycji zdobył bramkę na wagę zwycięstwa! Rozczarowanie w obozie Ochoty było ogromne, bo z przebiegu spotkania zasłużyli na więcej niż honorowa porażka. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ta drużyna udowodniła przede wszystkim sobie, że nie zasługuje na ostatnie miejsce w tabeli i jeśli w kolejnych spotkaniach zagra na podobnym poziomie, to szybko odbije się od ligowego dna. Z kolei Otamany mogą mówić o szczęściu. To nie był ich dzień, ale od czego mają w swojej ekipie Vitalija Yakovenko. Chłopaki muszą jednak pamiętać, że ten gość nie zawsze będzie im ratował skórę i jeśli chcą powalczyć o mistrzostwo 2.ligi, to w kolejnych spotkaniach muszą zagrać zdecydowanie lepiej.
Ależ to było meczycho! Z czystym sumieniem możemy stwierdzić, że pojedynek Contry z Explo Team spełnił nasze oczekiwania. Pierwsze minuty to bardzo dokładna i pewna gra bloków defensywnych obu ekip, a także świetna postawa Damiana Zalewskiego oraz Rafała Pomaskiego między słupkami. Strzelecki impas ostatecznie przerwał Oskar Górecki, który po indywidualnej akcji znalazł sposób na świetnie dysponowanego golkipera rywali i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 0:1. Odpowiedź była równie zaskakująca, co imponująca. Bramkarz Contry zaczął wyprowadzać akcję swojego zespołu i powoli przesuwał się z piłką do połowy boiska, gdy nagle zdecydował się na płaskie uderzenie. Zasłonięty bramkarz Explo był nieco zdezorientowany i nie zdołał wyciągnąć piłki zmierzającej do bramki tuż przy słupku. Rezultatem 1:1 zakończyła się pierwsza połowa i trzeba przyznać, że tak niski wynik to zasługa graczy broniących bramki, gdyż okazji naprawdę nie brakowało. Taktyka gry ze swoim dobrze grającym nogami golkiperem była niejako podsumowaniem strategii gospodarzy. Trzeba też pokreślić, że Damian Zalewski kilkukrotnie popisywał się niesamowitym refleksem, broniąc strzały z bardzo bliska, a jego interwencji były niemalże odruchem bezwarunkowym. Dobrą postawę kolegi docenili gracze z pola, a konkretnie Dawid Biela i Radek Parszewski, których akcja ofensywna zakończyła się trafieniem drugiego z wymienionych Panów na 2:1. Świetną kontrą, po przechwycie w okolicy własnego pola karnego, popisał się Rafał Osiński, a jego dobrego podania nie zmarnował Tomek Zagórski, który wpisując się na listę strzelców wyprowadził Contrę na 3:1. Bardzo ciekawie zrobiło się w ostatnich minutach. Najpierw, po dokładnym podaniu Łukasza Dziewickiego piłkę do bramki skierował Piotrek Duma, a następnie oglądaliśmy bardzo kontrowersyjną sytuację. W polu karnym padł zawodnik Explo, jednak sędzia w pierwszej chwili nie odgwizdał przewinienia. Piłka trafiła pod nogi gracza gospodarzy, a ten, wykorzystując fakt, iż bramkarz Explo mocno wysunięty do środka boiska, skierował futbolówkę przez całe boisko do siatki. Jednak z uwagi na silne protesty graczy gości, sędzia skonsultował sytuację z koordynatorem meczu i ostatecznie ekipie Explo został przyznany rzut karny, a bramka dla Contry nieuznana. Świetnej okazji na wyrównanie nie wykorzystał jednak Oskar Górecki, a po raz kolejny świetną interwencją popisał się Damian Zalewski, którego za całokształt w tym meczu nagrodziliśmy MVP kolejki. Ostatecznie Contra, po bardzo ciekawym i zaciętym meczu pokonała Explo Team 3:2.
Lider 1 ligi czyli Warsaw Bandziors podejmował ekipę z przedostatniego miejsca w tabeli, czyli Warszawską Ferajnę. Można by było pomyśleć, że dla gospodarzy będzie to spacerek, ale drużyna Szymona Kołosowskiego doskonale zdawała sobie sprawę, że takiego przeciwnika jak Ferajna lekceważyć nie można. W efekcie Bandziors od pierwszego gwizdka postawili swoje warunki gry i grając wysokim pressingiem zepchnęli gości na ich połowę. Szybka bramka autorstwa Macieja Kiełpsza wydawała się potwierdzić słuszność planu taktycznego gospodarzy. W 9 minucie gola na 2:0 po zamieszaniu pod bramką zdobył Norbert Stachura. Bandziors praktycznie non-stop byli w ofensywie i bardzo długo utrzymywali się przy piłce, niemalże odcinając Ferajnę od okazji strzeleckich. Jednak w 12 minucie goście dostali prezent w postaci rzutu wolnego i bez zbędnego kombinowania uderzył Łukasz Niedźwiedź, a zasłonięty bramkarz gospodarzy nie zdążył z interwencją. Bandziors odpowiedzieli błyskawicznie golem Wojciecha Koniecznego, ale początkowa przewaga nie była już tak wyraźnie widoczna i Ferajna coraz częściej zapuszczała się pod bramkę Kajetana Podgórskiego. Mimo to nie udało się jej przechylić szali na swoją stronę, choć po prawdzie Ferajnie zabrakło trochę szczęścia. Goście dwukrotnie byli bliscy zdobycia gola, ale skończyło się jedynie obiciem słupka. Druga połowa spotkania należała już zupełnie do teamu Szymona Kołosowskiego. Przy stanie 3:1 mecz był jeszcze otwarty, ale szybkie trafienia Norberta Stachury spowodowały, że Bandziors momentalnie zdobyli przewagę, której nie oddali do samego końca. Ferajna powinna gonić wynik, ale momentami wyglądała bezradnie wobec uskrzydlonych i pewnych siebie zawodników Bandziors, którzy mając spory zapas bramek poczuli zupełny luz i dokładali kolejne trafienia. Mecz zakończył się pewnym zwycięstwem Bandziors 10:3 i gospodarze mogą być bardzo zadowoleni zarówno z gry zespołowej, jak i indywidualnego koncertu, jaki dał tego dnia Norbert Stachura. Team Kacpra Domańskiego niestety nie pokazała się zbyt dobrze, ale przypomnijmy, że był to mecz z liderem, który do pewnego momentu był bardzo wyrównany, co może zawodnikom Ferajny dodać nieco otuchy przed kolejnymi potyczkami.
Na starcie rundy rewanżowej w meczu pomiędzy Green Lantern a Mixamator rozgrywanym na arenie AWFu zebrała się spora liczba kibiców, którzy liczyli na emocjonującą grę obu ekip. Faworytem spotkania wydawali się być goście, którzy wysoko wygrali pierwsze spotkanie pomiędzy tymi drużynami. Od pierwszych minut meczu widać było, że drużyna gości stawia na ofensywny styl gry i to oni od początku przejęli inicjatywę. Gospodarze natomiast skupiali się na solidnej obronie i czekali na swoje szanse, aby zaskoczyć rywali. W pierwszej połowie goście mieli sporo sytuacji których jednak nie potrafili zamienić na bramkę. Często brakowało dokładności oraz ostatniego podania, a gdy ich akcje się zazębiały to świetnie na linii bramkowej spisywał się bramkarz "zielonych" Adrian Mańk, który skutecznie parował strzały przeciwników. Niestety dla gospodarzy, jeszcze przed przerwą weteran boiskowych zmagań Łukasz Widelski z Mixamatora mocnym strzałem po ziemi zdołał pokonać bramkarza Green Lantern, ustalając tym samym wynik pierwszej połowy na 0:1 dla gości. W drugiej odsłonie gospodarze wyszli na boisko zdecydowanie bardziej zmotywowani i zaczęli przejmować inicjatywę. Zawodnicy Green Lantern stworzyli kilka groźnych sytuacji i mecz zaczął się robić zdecydowanie bardziej wyrównany. W drugiej połowie spotkania drużyna Green Lantern przeprowadziła wiele groźnych akcji, ale za każdym razem świetnie interweniował Mateusz Karpiński. W końcówce spotkania goście nieco opadli z sił, co skrzętnie wykorzystała drużyna gospodarzy. Tomasz Ciurzyński pokazał swoje umiejętności, przeprowadzając świetną indywidualną akcję, po której zdołał pokonać bramkarza Mixamatora i wyrównać wynik na 1:1. Do końca meczu obie drużyny grały ambitnie i dążyły do zwycięstwa. Mixamator starał się zdobyć kolejną bramkę, ale defensywa Green Lantern była niezwykle skuteczna. W końcu sędzia odgwizdał koniec meczu, a wynik 1:1 oznaczał remis i podział punktów. Warto zaznaczyć, że mecz był bardzo wyrównany i ciekawy, a zawodnicy obu drużyn pokazali swoje wysokie umiejętności techniczne. Mimo, że Mixamator miał przewagę w pierwszej połowie, to Green Lantern w drugiej połowie pokazał charakter oraz swoją siłę i zdołał wyrównać. Ostatecznie remis był sprawiedliwym wynikiem tego spotkania.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)