Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Drużyna Warszawskiej Ferajny bardzo dobrze zagrała pierwsze spotkanie, jednak w drugiej kolejce musieli uznać wyższość swojego przeciwnika. Niedawny spadkowicz z Ekstraklasy ekipa Narodowego Śródmieścia bardzo słabo rozpoczęła jesienne zmagania ponosząc dwie porażki. Pierwsze minuty spotkania obydwie drużyny rozpoczęły bardzo ofensywnie, czego efektem były dwie strzelone bramki - po jednej dla każdej z drużyn. W kolejnych minutach gra toczyła się głownie w środkowej części boiska i bramkarze w tej części spotkania nie mieli wielu okazji do interwencji. W 14 minucie pierwszy raz na prowadzenie wyszli goście, ale już minutę później ponownie mieliśmy wynik remisowy. Stracona bramka podrażniła zespół prowadzony przez Marka Szklennika, który stworzył sobie kilka dogodnych sytuacji bramkowych. Pierwsza z nich zakończyła się na słupku, natomiast dwie kolejne były już już bardziej skuteczne i zakończyły się bramkami. Końcówka pierwszej połowy należała już do gospodarzy, którzy w ciągu trzech minut odrobili straty i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:4. Druga część mogła się rozpocząć bardzo dobrze dla zespołu Warszawskiej Ferajny, ale nie potrafili oni skutecznie wykorzystać rzutu karnego. Aż do 40 minuty wynik nie ulegał zmianie, pomimo tego że zespoły miały bardzo dobre sytuacje na zmianę wyniku. Ostatnie dziesięć minut zdecydowanie należało do drużyny gospodarzy, którzy wykorzystali dwa błędy w obronie rywali i ustalili wynik spotkania na 6:4. Po bardzo zaciętym meczu trzy punkty wędrują do Warszawskiej Ferajny, którzy odnoszą drugie zwycięstwo w sezonie. Drużyna Narodowego Śródmieścia kolejny raz po bardzo wyrównanym spotkaniu nie zdołała zdobyć choćby punktu i znajduje się w strefie spadkowej.
W niedzielne popołudnie o 14:00 naprzeciwko siebie stanęły dwie ekipy, które w tym sezonie są na przeciwnych biegunach w ligowej tabeli. Gospodarze Green Lantern jeszcze nie wygrali, natomiast goście ekipa FC Otamany pokazała się z bardzo dobrej strony w poprzednich meczach i była zdecydowanym faworytem tego starcia. Od pierwszych minut tempo spotkania było bardzo wysokie, a optyczną przewagę na boisku zdobyli goście, którzy już po kilku pierwszych minutach gry cieszyli się z bramki. Po błędzie bramkarza gospodarzy bramkę zdobył Vitalii Yakovenko. Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać, autorem trafienia na 1:1 był Tomasz Ciurzyński, który pokonał golkipera strzałem z połowy boiska. Po upływie kilku minut ponownie na prowadzenie wyszli zawodnicy z Ukrainy. Precyzyjnym i mocnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Kholodkevych i mieliśmy 1:2. Tuż przed przerwą drugie trafienie na swoim koncie zanotował Yakovenko i schodząc na przerwę goście prowadzili 1:3. Po zmianie stron ekipa Otamanów jeszcze bardziej podkręciła obroty. Najpierw podwyższyli stan meczu na 1:4, by po chwili dołożyć kolejną bramkę na 1:5. Koncert gry ofensywnej zaprezentował Vitalii Yakovenko. Kolejne minuty spotkania to coraz większą przewaga gości, którzy raz po raz atakowali na bramkę „Zielonych”. Przy wyniku 1:8 gospodarze zdołali zdobyć bramkę, po starcie piłki w środku pola gola strzela Adrian Rzepecki. W końcowych minutach meczu goście odpowiedzieli jeszcze dwoma trafieniami i to oni ostatecznie mogli cieszyć się z okazałego zwycięstwa 2:10. Świetne zawody rozegrał Vitaliia Yakovenko, który w całym meczu aż pięciokrotnie trafiał do bramki rywali i został wybrany MVP spotkania. Otamany po tym spotkaniu z kompletem zwycięstw prowadzą w ligowej tabeli.
Każdy obserwator Ligi Fanów doskonale wie, że spotkania takie jak rywalizacja FC Almaz z Mixamatorem dostarczają mnóstwa piłkarskich emocji i tak było w ostatnią niedzielę. Obie drużyny znane są z nieustępliwego charakteru i gry do samego końca, więc walka na wysokim poziomie była niemalże pewna. W 7 minucie wynik otworzył Almaz – rzut różny w wykonaniu Ihara Bakuna wykończył Volodymyr Kylnyk. Po kilku minutach Ihar osobiście pokonał bramkarza Mixów, ale goście nie pozostawali dłużni i gola kontaktowego zdobył Mikołaj Prybiński. Kolejne akcje to praktycznie cios za cios – najpierw Jurii Rubashnyi wykorzystał zamieszanie pod bramką, po chwili podwyższył Ilya Varabei, a Mixamator odpowiedział drugim golem Mikołaja Prybińskiego. Cały mecz toczył się w zawrotnym tempie i nie brakowało ambitnej walki o piłkę, ale sędzia tylko raz sięgnął po żółty kartonik. W 18 minucie Mikołaj Prybiński musiał uciec się do fauli taktycznego i jego drużyna przez trzy minuty zmuszona była do gry w osłabieniu. Co ciekawe Almaz nie wykorzystał przewagi liczebnej, ale jeszcze przed przerwą Yevhn Syrotenko pokonał Mateusza Karpińskiego i goście schodzili do szatni z solidnym prowadzeniem 5:2. Już na tym etapie dało się zauważyć dysproporcję w grze obu ekip. Mixamator dobrze rozciągał grę po skrzydłach i skupiał się na dalekich wyrzutach lub podaniach, ale rozbijał się o ciasną obronę Almazu. Z drugiej strony Ukraińcy grali futbol kombinacyjny, wymieniali dużą ilość podań, atakowali we trzech i oddawali strzały z praktycznie każdej pozycji. Wynik do przerwy nie jest więc zaskoczeniem, bo goście mimo usilnych starań nie nadążali za stylem gry gospodarzy. Druga połowa zaczęła się od błyskawicznego ciosu ze strony Almazu, który podwyższył na 6:2. Na kolejnego gola musieliśmy trochę poczekać, ale wcześniej doszło do bardzo niefortunnej sytuacji, w której groźnej kontuzji doznał Michał Fijołek i chociaż sam był w stanie opuścić plac gry, ostatecznie został zabrany karetką do szpitala. Sytuacja ta ostudziła nieco zawodników obu drużyn. Chwilę później Mixamator złapał gola kontaktowego, kiedy Mikołaj Prybiński z zimną krwią wykorzystał rzut karny, ale tempo meczu trochę opadło. Yevhen Syrotenko trafił na 7:3 i gospodarze skupili się bardziej na bronieniu wyniku, niż szarżach do przodu. W 45 minucie Mikołaj Prybiński atomowym uderzeniem zdobył gola na 7:4 i takim wynikiem skończyło się to spotkanie.
Co to było za spotkanie! /w zapowiedziach przed tym meczem napisaliśmy, że to starcie doświadczenia i rutyny z młodością i fantazją. Twierdziliśmy tam, że każdy wynik będzie tu możliwy i w niedzielne popołudnie przyszła weryfikacja naszych typów. Wprost przecieraliśmy oczy ze zdumienia, patrząc jak szybko operują piłką zawodnicy jednej i drugiej drużyny. Akcje napędzane od środkowych obrońców przez pomocników do napastników. Niestety, ci ostatni mieli w tym spotkaniu największe problemy z dobrą grą. Jak już udało się napastnikom Warsaw Bandziors lub Explo Team dojść do jakiejś sytuacji strzeleckiej, to zawsze w porę interweniowali obrońcy lub w ostateczności bramkarze. Bramkarze, którzy mimo, iż nie puścili w tym meczu żadnej bramki to nie mieli w trakcie meczu zbyt wiele pracy. Kilka razy z dystansu próbował strzelać Kajetan Podgórski, ale zazwyczaj te strzały były dość słabe i często prowokowały kontry ze strony Explo. W okolicach 40 minuty żółtą kartką został ukarany Lukasz Dziewicki i mogło się wydawać, że na takim poziomie na jakim stał ten mecz ekipa Warsaw Bandziors wykorzysta grę w przewadze jednego zawodnika. Nic z tych rzeczy, Explo zwarło jeszcze mocniej szyki obronne i z okresu gry w przewadze nic wielkiego nie wyniknęło. Minuty nieubłaganie mijały, a w protokole meczowym poza żółtą kartką nic nie mieliśmy zapisane. Ku naszemu zdziwieniu mecz, który miał obfitować w wiele bramek zakończył się bezbramkowym remisem. Bardzo rzadko w rozgrywkach sześcioosobowych zdarza się, żebyśmy mieli do czynienia z takim rezultatem i co by nie mówić, nie można mieć o taki wynik pretensji do żadnej z drużyn, bo ambicji i walki o korzystny wynik odmówić nikomu nie można.
Po dwóch pierwszych porażkach Zjednoczona Ochota miała nadzieję na przełamanie i pierwsze punkty w sezonie. Patrząc na dużo lepszy skład niż przed tygodniem można było założyć, że szansa na zwycięstwo z Contrą była całkiem realna. Goście widać że rozkręcają się z każdym meczem i też mieli zamiary zgarnąć całą pulę w tym pojedynku. Mecz od początku stał na wysokim poziomie i intensywność gry była bardzo wysoka. Team Michała Raciborskiego zaczął od mocnego uderzenia, ale Zjednoczona Ochota również starała się stwarzać swoje okazje. Wynik otworzył będący w kapitalnej formie Radek Parszewski. Skorzystał on ze znakomitego dogrania Tomka Zagórskiego i strzałem głową pokonał Aleksandra Gęściaka. Po chwili było już 2:0 po znakomitym strzale zawodnika Contry. Gospodarze mimo że grali dobrze, to byli tego dnia nieskuteczni. Pod koniec pierwszej połowy udało się złapać kontakt z rywalem, lecz to goście na przerwę schodzili prowadząc 2:4. Po zmianie stron team Daniela Gałązki starał się odrabiać straty, ale tego dnia gospodarze nie mieli sposobu na Radka Parszewskiego. Ten strzelał kapitalne bramki i tego dnia piłka po prostu szukała go w polu karnym. Contra ponownie odskoczyła tym razem na cztery bramki przewagi. Zryw Zjednoczonej Ochoty i dwie bramki Oscara Góreckiego na przestrzeni zaledwie trzech minut wydawało się że może dać impuls do walki o chociażby remis. Trzeba przyznać że gospodarze mieli sporo okazji by odwrócić losy meczu, jednak zabrakło szczęścia i skuteczności. Wynik ustalił nie kto inny jak Radek Parszewski pozbawiając złudzeń na jakiekolwiek punkty w tym meczu swoich rywali. Contra zasłużenie zgarnia trzy "oczka", będąc drużyną bardziej konsekwentną i skuteczniejszą niedzielnego wieczora na boiskach AWFu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)