Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 15 Liga
W niedzielny poranek, punktualnie o 10:00 na sektorze B, w ramach 12. kolejki zmierzyły się drużyny Karabakh Azerbejdżan oraz ADS Scorpions II. Gospodarze rozpoczęli mecz w dość nietypowy sposób – bez nominalnego bramkarza. Golkiper nie zdążył dotrzeć na czas, więc rolę między słupkami przejął sam prezes drużyny.
Ten fakt tylko zmotywował zespół ADS-ów, który od pierwszego gwizdka ruszył do intensywnych ataków. Mimo wszystko tymczasowy bramkarz Karabachu wielokrotnie spisywał się zaskakująco dobrze, notując kilka efektownych interwencji. Do przerwy wynik brzmiał 1:3, a gospodarze mogą mówić o zmarnowanych okazjach – sytuacji do zdobycia bramek im nie brakowało, ale wykończenie szwankowało.
Druga połowa rozpoczęła się znacznie lepiej dla gospodarzy – na boisku pojawił się już spóźniony golkiper, a także świeże zmiany. Karabakh przez kilka minut był w stanie stawić opór, jednak z czasem coraz bardziej widoczna była przewaga ADS Scorpions II. Z każdą minutą goście punktowali rywala za błędy w ustawieniu i niedokładności w obronie. Do tego zdołali zdobyć efektowną bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. W ramach rekompensaty z dobrej strony pokazał się bramkarz Orkan, który w jednej sekwencji aż trzykrotnie ratował swój zespół przed utratą gola, interweniując w ciągu zaledwie dziesięciu sekund.
Mimo walki i kilku udanych momentów po stronie gospodarzy, końcówka należała zdecydowanie do gości. ADS Scorpions II ostatecznie wygrali wysoko, bo aż 10:3, potwierdzając swoją dobrą formę w rundzie wiosennej.
12.kolejka Ligi Fanów przyniosła starcie, którego wynik mógł w dużej mierze zadecydować o tym, jak na koniec rundy wiosennej będzie wyglądało podium 15. Ligi. Elitarni Gocław i FC Mocny Narket zajmowali odpowiednio drugie i trzecie miejsce w tabeli, mając nie tylko tyle samo punktów, ale również identyczny bilans bramkowy! Choć w poprzednim spotkaniu to Elitarni okazali się wyraźnie lepsi, tym razem o powtórce nie było mowy.
Od pierwszych minut los nie sprzyjał gospodarzom – już w trzeciej minucie kontuzji kostki doznał bramkarz Elitarnych, Marcin Głębocki. Jego miejsce zajął Dawid Rupiński, który poprawił rozegranie od tyłu, jednak nie przełożyło się to na większe zagrożenie pod bramką przeciwnika.
Ironią losu okazał się stały fragment gry – wywalczony przez gospodarzy rzut rożny zakończył się zabójczą kontrą Narketu. Po podaniu Natana Nieścieruka wynik otworzył Bartek Sitek. Choć żadna z drużyn nie przejęła w pełni inicjatywy, to goście wydawali się bardziej opanowani i konsekwentni.
Narastająca frustracja w szeregach Elitarnych zaczęła uwidaczniać ich problemy w defensywie, co skrzętnie wykorzystali rywale. Po prostopadłym podaniu Dawid Brzeziński ograł bezradnego golkipera i podwyższył wynik. Choć Sitek zmarnował stuprocentową okazję na pustą bramkę, trzeciego gola udało się zdobyć w 18. minucie – znów po błędzie w rozegraniu gospodarzy, który skutecznie wykorzystał Brzeziński.
Elitarni starali się wrócić do gry, a najaktywniejszy w ich szeregach Mariusz Głębocki wywalczył rzut wolny. Pewnym strzałem z lewej nogi gola zdobył Marcin Bielski, ustalając wynik do przerwy na 3:1.
Po zmianie stron dominacja Narketu była już wyraźna. Kapitan drużyny, Ruben Nieścieruk, znakomicie dowodził ustawieniem i uspokajał grę, gdy było trzeba. To on zapoczątkował akcję, która przyniosła bramkę na 4:1 – przejął dośrodkowanie z rzutu rożnego i szybko uruchomił Brzezińskiego, który wyłożył piłkę Sitkowi. Chwilę później, po asyście Śliwińskiego, Brzeziński skompletował hat-tricka.
Elitarni grali zbyt wąsko, z dużą niedokładnością, co znacząco ograniczało ich ofensywę. Na przebłysk indywidualnego geniuszu zdobył się jeszcze Bielski – jego strzał w okienko obronił Nieścieruk, ale chwilę później ten sam zawodnik wykorzystał kolejny rzut wolny, zdobywając swoją drugą bramkę.
Ostatnie słowo należało jednak do Narketu – wrzutkę Szuflińskiego wykorzystał Jakub Dąbek, ustalając wynik meczu.
Zwycięstwo pozwoliło FC Mocny Narket wyprzedzić Elitarnych w tabeli, co z pewnością ich satysfakcjonuje. Ekipa z Gocławia natomiast musi się mieć na baczności – z tak bezbarwnym atakiem, jak w tym meczu, utrzymanie miejsca na podium może być bardzo trudne.
Starcie pomiędzy ostatnim w tabeli Partyzantem Włochy a walczącym o podium zespołem FC Babice zapowiadało się jako jednostronne widowisko. Tymczasem kibice byli świadkami meczu pełnego niespodzianek, zwrotów akcji i prawdziwego gradobicia bramek.
Partyzant rozpoczął w sposób, którego nikt się nie spodziewał – już na samym początku Gonera wykorzystał błąd defensywy gości i zdobył gola na 1:0, wprawiając wszystkich w osłupienie. Gospodarze grali przez kilka minut z ogromną energią i determinacją, wyraźnie zaskakując faworyzowanych rywali. FC Babice jednak szybko się otrząsnęli i jeszcze przed przerwą pokazali swoją siłę w ataku, strzelając trzy gole i schodząc do szatni z prowadzeniem 3:1.
Po zmianie stron gospodarze znów zaskoczyli – walczyli z dużym zaangażowaniem i zdołali doprowadzić do wyrównania. Remis 3:3 dawał nadzieję na sensację, ale to właśnie wtedy goście wrzucili wyższy bieg. Z każdą minutą przewaga Babic rosła – zdominowali końcówkę spotkania, aplikując rywalom aż osiem bramek w drugiej połowie i ostatecznie wygrywając 11:4.
Choć wynik sugeruje jednostronne starcie, Partyzant Włochy pokazał ogromne serce do gry i mimo swojej pozycji w tabeli – potrafił zagrozić wyżej notowanemu przeciwnikowi. FC Babice z kolei potwierdzili, że są zespołem poważnie myślącym o miejscu na podium – ich ofensywny styl i skuteczność mogą budzić respekt u każdego ligowego rywala.
Ten mecz rozpoczął się z taką intensywnością, że część kibiców nie zdążyła jeszcze dobrze usiąść, a na tablicy wyników już było 3:0. Santiago Remberteu weszło w spotkanie z ogromną energią, narzucając własne warunki gry praktycznie od pierwszego gwizdka. Wszystko to za sprawą duetu Piotr Wójtowicz – Michał Syrnyk, którzy byli wszędzie: raz asysta, raz gol – i tak w kółko.
W ciągu pięciu minut Santiago wyglądało, jakby rozgrywało sparing, a nie mecz ligowy. Warsaw Pistons jednak nie zamierzali się tylko przyglądać. Minutę po trzecim golu przeprowadzili składną akcję, która zakończyła się bramką – mały błysk nadziei, że jeszcze mogą wrócić do gry. Santiago jednak momentalnie odpowiedziało kolejnym trafieniem i znów zbudowało przewagę. Właściwie cały mecz wyglądał podobnie. Gospodarze prowadzili grę, kontrolowali tempo i nie dopuszczali przeciwnika do wielu klarownych sytuacji. Wyjątkiem był Kacper Romanowski, który jak zwykle pokazał kilka nieprzewidywalnych, technicznych rajdów. Wspólnie z Kubą Rogulskim próbowali napędzać ofensywę Pistons i momentami wyglądało to naprawdę obiecująco – zabrakło jednak wykończenia i chłodnej głowy w decydujących momentach.
Pierwsza połowa to pełna dominacja Santiago. W drugiej goście wyglądali już lepiej – zaczęli grać agresywniej, odważniej ruszali do przodu i oddali kilka groźnych strzałów. Próbowali złapać kontakt, ale brakowało konkretów. Gospodarze z kolei potrafili szybko przejść do kontry i wykorzystywali każdą lukę w defensywie Pistons.
Santiago Remberteu dowiozło pewne zwycięstwo i po raz kolejny potwierdziło, że to drużyna kompletna – dobrze zorganizowana, skuteczna i świetnie czytająca grę. Pistons, mimo porażki, pokazali postęp. To młody zespół, który wciąż się uczy, ale widać, że idą w dobrym kierunku. Jeśli utrzymają ten rozwój, mogą jeszcze niejednego zaskoczyć.







)
)
)
)
)
)
)
)