Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 15 Liga
Ciężkie zadanie czekało Niedzielnych w starciu z Yug Budem. Mimo że ekipa w żółtych trykotach przyszła w szerokim składzie, a brakowało tylko snajpera Macieja Piątka, to już od początku meczu było widać gołym okiem, że gospodarze nie grali zimą, przez co piłka często odskakiwała im nawet przy prostych podaniach.
Goście, jak na ekipę, która ma zamiar wygrać całą ligę, rozkręcali się z każdą minutą i dość szybko objęli prowadzenie. Przy stanie 0:3 Niedzielni strzelili swojego pierwszego i zarazem ostatniego gola w tym starciu. Piłkę z własnej połowy zagrywał Daniel Czekaj, a po kiksie bramkarza Krzysztof Kaska wbił ją do pustej bramki. Od stanu 1:3 niestety to rywale dominowali na boisku. Do przerwy mieliśmy wynik 1:6, co nie zwiastowało niczego dobrego dla ekipy gospodarzy.
Po przerwie ekipa z Ukrainy jeszcze podkręciła tempo i niestety Kamil Jarosz miał sporo pracy między słupkami. Miał kilka dobrych interwencji, ale goście mozolnie podwyższali wynik i szczególnie w końcówce dorzucili kilka bramek, często wychodząc w sytuacjach sam na sam z golkiperem przeciwników.
Ostatecznie Yug Bud wygrał mecz 1:14 i może spokojnie czekać na kolejne potyczki po przerwie świątecznej. Niedzielni niestety zaliczyli słaby start i muszą koniecznie doszlifować formę na pozostałe mecze w tym sezonie.
Mecz o trzecią lokatę w sławetnej 15. lidze zapowiadał się niezwykle emocjonująco – niemałym więc zdziwieniem było dwubramkowe prowadzenie Poprzeczek już po sześciu minutach gry. Oba trafienia należały do grona tych urodziwych – najpierw Norbert Plak „fałszem” z powietrza pokonał Aleksandra Szczawińskiego, a później Mateusz Niewiadomy, podbiwszy piłkę głową nad rywalem, podwyższył przewagę.
Po dłuższej dominacji gości, kontakt piłkarze Interu złapali dopiero w okolicach 16 minuty, kiedy to strzałem przy słupku popisał się Artem Kolianovskyi, wykorzystując podanie Kiryla Kandratskiego. Nie minęło wiele czasu, a wywalczony przez siebie rzut karny na bramkę zamienił Niewiadomy, lecz dystans jednej bramki został utrzymany za sprawą Bohdana Kulbashnyego. Kolejne „wapno” dla Poprzeczek wywalczył Marcin Kowalski, ale jego wykonanie było dalekie od ideału – gracz z numerem „33” obił jedynie słupek, tak więc na przerwę goście schodzili z bardzo skromną zaliczką.
Po zmianie stron nastąpiło wyrównanie, a ospałość grających na granatowo wykorzystał Niyetali Kaliyev, umieszczając piłkę w siatce przy bliższym słupku. Dobry okres gry Interu pozwolił im nawet objąć prowadzenie po cudownym „woleju” w samo okienko bramki Michała Treli autorstwa Kulbashnyego. Choć gdyby nie golkiper Poprzeczek, to stale naciskający gospodarze mogliby strzelić znacznie więcej goli. Pogromcy zdołali wrócić do gry po przytomnym wyłożeniu piłki Niewiadomemu przez Aleksandra Peszko, dzięki czemu ten skompletował hat-tricka strzałem pod ladę.
Kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały wynik okołoremisowy, stało się coś niebywałego – w przeciągu czterech minut Inter dokonał prawdziwej remontady, zdobywając aż pięć bramek. Cztery z tych trafień były autorstwa niezwykle aktywnego Kolianovskyiego, trzy ostatnie podania zanotował natomiast Kandratski.
Totalnie wycieńczeni i przybici Pogromcy nie zdobyli się już na żaden konkretniejszy zryw, jakby godząc się z porażką, a w konsekwencji utratą – przynajmniej chwilowo – miejsca na podium. Zespół Interu pokazał ogromną determinację i po przetrwaniu znacznej części spotkania, gdy to rywale prowadzili grę, zaatakował w punkt – i to bezlitośnie, wręcz wyrywając z rąk oponentów komplet punktów.
Wówczas, gdy słońce zaczynało operować najmocniej, KP Syrenka podejmowała Oldboys Derby III. Choć determinacji do opuszczenia strefy spadkowej nie można było gospodarzom odmówić, to na cierpliwie kontrolujących przebieg spotkania żółto-czerwonych było to mimo wszystko za mało.
Po ośmiu minutach gry goście prowadzili już spokojnie 2:0 po golach Gołębiewskiego i Chmielewskiego (efektowne położenie bramkarza rywali), przy których asystował Łukasz Łukasiewicz. Syrenka miała swoje szanse, ale w świetnej dyspozycji znajdował się lider defensywy przeciwnika, Daniel Zieliński, który doskonale czytał zamiary młodych napastników gospodarzy.
Kontakt biało-niebiescy złapali dzięki strzałowi pod poprzeczkę Maksymiliana Pająka, lecz błyskawicznej odpowiedzi udzielił młodszy Łukasiewicz, znakomicie zastawiając się z piłką w polu karnym i zdobywając bramkę z lewej nogi po obrocie. Chwilę później przed okazją z rzutu wolnego stanął nowy nabytek Syrenki, Wojciech Maliszewski, i pewnym strzałem przy dalszym słupku zmniejszył stratę do Oldboys Derby. Dobry okres gry gospodarzy powinien dać im wyrównanie, ale wtedy na wysokości zadania stanął golkiper gości, Piotr Arendt, znakomicie broniąc nogą próbę Pająka. Frustracja Syrenki, zamiast przełożyć się na kreowanie kolejnych akcji, sprezentowała gola dla rywali po fatalnym wznowieniu gry z autu wprost pod nogi Łukasiewicza.
Po zmianie stron, wciąż licząc na poprawę wyniku, Syrenka wystawiła do gry nowego „asa z rękawa” – potężnie zbudowanego Marcina Słabikowskiego, który okazał się specjalistą od rzutów wolnych, zdobywając gola precyzyjnym uderzeniem przy słupku. Zapędy goniących zostały jednak szybko ostudzone za sprawą trafień Łukasiewicza i Cieślaka, dla którego był to pierwszy mecz po kilkumiesięcznej kontuzji. Wprawdzie w szeregach Oldboys wdarło się nieco ospałości w doskoku, z czego skorzystali Pająk oraz Woźnicki, lecz ostatnie słowo w tym spotkaniu należało do Łukasiewicza, który z dystansu przymierzył idealnie w lewy, górny róg bramki.
Taki rezultat pozwolił zbliżyć się ekipie z osiedla Derby na dwa oczka straty do podium, natomiast Syrence jeszcze przez jakiś czas nie będzie dane wyjść z czerwonej strefy.
Mecz bez większej historii, za to w dość dużym chaosie – nie od dziś wiadomo, że zarówno Szereg, jak i Wombaty posiadają w swoich kadrach graczy o wysokich umiejętnościach piłkarskich, niemniej w meczu pomiędzy tymi ekipami trudno było dostrzec moment, w którym choć przez chwilę jedna ze stron próbowała zagrać spokojniej bądź utrzymać się przy piłce.
Pierwsza odsłona zmagań to istna wymiana „cios za cios” – najpierw Jakub Myszór otworzył wynik spotkania po dośrodkowaniu Jakuba Wojno z prawego skrzydła, natomiast trzy minuty później wyrównał Maciej Stąporek w bliźniaczy do przeciwnika sposób. Prowadzenie dla Szeregu odzyskał po sześciu minutach Myszór, kierując piłkę do siatki piętką, lecz na świętowanie nie było czasu, gdyż chwilę później na 2:2 trafił Filip Sznajder. Kiedy już wydawało się, że po rzucie rożnym rozegranym przez Bańkowskiego i Wojno gospodarze będą mogli zejść na przerwę ze skromną zaliczką, swoje trzy grosze w postaci gola dorzucił Michał Kwiatkowski.
W drugich 25 minutach kilka razy wykazywać się musiał Kacper Mitręga, bowiem Szereg coraz bardziej przejmował inicjatywę w tym meczu. Starania gospodarzy zostały w końcu zmaterializowane i dzięki Gazdzie, Pietrzakowi i Bańkowskiemu odskoczyli oni Wombatom na trzy trafienia. Goście ożywili się nieco po żółtej kartce dla Filipa Ptaszka i grając w przewadze wypracowali bramkę na 6:4 autorstwa Wojciecha Grabowskiego. Gracze SH nie pozwolili już jednak na więcej zrywów swoim oponentom, sami natomiast jeszcze dwukrotnie trafili do siatki, tym samym pieczętując ważne zwycięstwo.
Dużo strat, jeszcze więcej niedokładności, ale pomimo wyrównanej gry przez lwią część tej potyczki to właśnie Szereg zgarnął komplet oczek, a Wombaty pozostały w pokonanym polu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)