Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 8 Liga
Mecz pomiędzy Shitable a Kresowią Warszawa zapowiadał się bardzo jednostronnie. Gospodarze przystępowali do spotkania z zaledwie jednym punktem i wciąż bez zwycięstwa w tym sezonie. Goście natomiast zajmowali drugie miejsce w tabeli i pozostawali niepokonani. Nikt jednak nie spodziewał się takich emocji, jakie przyniósł ten mecz.
Pierwszy gol padł błyskawicznie – już po dwóch minutach gry, ku zaskoczeniu wszystkich, Fedir Ivanchenko wyprowadził Shitable na prowadzenie. Nie minęła nawet minuta, gdy Kirill Pshyk doprowadził do wyrównania. Kolejne dziesięć minut to prawdziwa kanonada – aż pięć bramek i wynik 3:4 dla Kresowii po zaledwie trzynastu minutach gry. Po tej strzelaninie nastąpiła chwila ciszy - jak na tempo tego meczu, wyjątkowo długa. Tuż przed końcem pierwszej połowy goście dołożyli dwa trafienia i schodzili do szatni z prowadzeniem 3:6.
Po zmianie stron obraz gry odwrócił się o 180 stopni. W szatni gospodarzy musiały paść bardzo mocne słowa, bo po przerwie Shitable grało jak naoliwiona maszyna. Cała drużyna nie straciła wiary ani na moment. Stanislau Krayeuski – główny architekt tego comebacku – kierował każdą akcją swojego zespołu. Gdy gospodarze złapali kontakt, Kresowia na chwilę się przebudziła i odskoczyła na 6:8, ale był to ich ostatni gol w tym meczu. Do końca pozostawało czternaście minut, a więc wystarczająco, by odrobić trzybramkową stratę. Tak właśnie się stało. Po trafieniu na 9:8, którego autorem był ten sam Krayeuski, radość Shitable była nie do opanowania.
To spotkanie było prawdziwym widowiskiem dla wszystkich miłośników piłki nożnej. Pełnym emocji rollercoasterem, który dla Shitable zakończył się pierwszym zwycięstwem w sezonie. Kresowia z kolei musi przełknąć gorzką pigułkę porażki i skupić się na nadchodzącym meczu.
W piątej kolejce ósmej ligi kibice mogli oglądać prawdziwe piłkarskie święto, a wszystko to za sprawą hitowego starcia pomiędzy trzecim w tabeli zespołem Alliance a jego bezpośrednim rywalem – Synami Księdza, którzy plasowali się tuż za nimi. Obie drużyny miały na swoim koncie po siedem punktów, co dodatkowo podgrzewało atmosferę tego meczu.
Pierwsza połowa przebiegała dokładnie tak, jak wszyscy się spodziewali – była wyrównana, zacięta i trudno było wskazać, która z drużyn obejmie prowadzenie. Udało się to gościom, którzy najpierw otworzyli wynik spotkania, a po kilku minutach podwyższyli prowadzenie. W odpowiedzi FC Alliance zdobył jedynie jednego gola, którego autorem był Ihor Veina.
W drugiej połowie bramki zdobywali już tylko Synowie Księdza. Zespół przejął pełną kontrolę nad meczem i zaczął dominować, co szybko przełożyło się na kolejne trafienia. Jednym z bohaterów spotkania był Damian Węgierek, który zdobył przepiękną bramkę po sytuacyjnej przewrotce.
Oczywiście zwycięstwo nie było tylko jego zasługą, bo cały zespół rozegrał niemal perfekcyjne spotkanie. Triumf gości pozwolił im odskoczyć w ligowej tabeli od niedzielnych rywali, choć Synowie Księdza muszą mieć się na baczności – tabela jest bardzo wyrównana i jeden nieudany mecz może zrzucić każdy z zespołów o kilka pozycji w dół.
W 8. lidze, w 5. kolejce, doszło do emocjonującego starcia pomiędzy FC Legion UA a Force Fusion, które do ostatnich minut trzymało w napięciu zarówno zawodników, jak i kibiców. Mecz obfitował w zwroty akcji, a jego przebieg był prawdziwym rollercoasterem. Do przerwy widniał wynik 3:3, choć gospodarze prowadzili już 3:1, pokazując, że potrafią grać ofensywnie i skutecznie naciskać przeciwnika.
Po zmianie stron tempo wcale nie spadło. Obie drużyny grały otwarcie, szukając swoich szans w ataku. W drugiej połowie padła cała seria bramek — od 3:3, przez 3:4, aż do 4:4. Ostateczny cios zadał jednak Piotr Szpilarewicz, zdobywając gola na 4:5, który zapewnił Force Fusion komplet punktów. To trafienie było nie tylko bramką na wagę zwycięstwa, ale również symbolem determinacji i odwagi samego zawodnika.
Szpilarewicz był bezsprzecznie centralną postacią meczu. Choć jego gra momentami balansowała na granicy zbyt ostrej walki, to właśnie ta bezkompromisowość okazała się kluczem do sukcesu. Zanotował dwa gole, w tym decydujące trafienie, a swoim pressingiem i agresywnym odbiorem wielokrotnie zmuszał rywali do błędów.
Force Fusion może być dumne z tej wygranej. Pokazali charakter, nie poddali się mimo niekorzystnego wyniku i potrafili przechylić szalę zwycięstwa w dramatycznych okolicznościach. To był mecz, który idealnie oddaje ducha 8. ligi – pełen rywalizacji i nieprzewidywalności.
W 8. lidze odbył się mecz, który trener gospodarzy Andrii Baran z pewnością chciałby jak najszybciej wymazać z pamięci. Niestety, znane z nieustępliwości i waleczności Dnipro było jedynie tłem dla rozpędzonego tego popołudnia zespołu Q-Ice Warszawa.
Goście od pierwszych minut narzucili swoje warunki gry, nie pozwalając rywalom nawet na chwilowe odzyskanie futbolówki. Z wykorzystaniem swoich technicznie wyszkolonych skrzydłowych nieustannie nękali defensorów Dnipro. Przy jednej z akcji Kondarevych posłał z prawego skrzydła tak mocne, płaskie dośrodkowanie, że próbujący przeciąć je Prokopenko wpakował piłkę do własnej bramki, otwierając tym samym wynik spotkania. Przez dłuższy czas, mimo wyraźnej dominacji Q-Ice, goście nie potrafili jej ponownie udokumentować, głównie za sprawą świetnie dysponowanego bramkarza gospodarzy, Antona Dychenko. W końcu jednak „bieganie za piłką” wymęczyło niewielką, siedmioosobową kadrę FC Dnipro United, co – na ich nieszczęście – otworzyło worek z golami. Na listę strzelców wpisywali się kolejno Yarmoliuk, Pidluzhnyi i Mianovskyi, a znakomite zawody rozgrywał Maks Kondarevych.
W drugiej odsłonie zmagań oglądaliśmy kontynuację obrazu gry sprzed przerwy. Prawdziwą ozdobą tej części spotkania było odważne wyjście golkipera gości Eduarda Vakhidova, który przedryblował kilku rywali i wyłożył piłkę Vladyslavowi Andriuszce. Gracze Q-Ice przeprowadzali liczne, efektowne akcje, często „wchodząc z piłką do bramki”. Motorami napędowymi drużyny byli niezmiennie Kondarevych i Andriyanchenko, którzy dyktowali tempo i kreowali większość sytuacji. Dopiero przy stanie 0:10 Dnipro przypomniało o swojej obecności na placu gry – rajd prawą stroną Oleha Ilnytskyiego zakończył się golem Maksyma Marchenko, a chwilę później, wykorzystując stratę Vakhidova, na pustą bramkę trafił Prokopenko. Ostatni akcent należał jednak do zawodników w biało-złotych trykotach, bo po asyście Kondarevycha wynik ustalił Yarmoliuk.
Tak wysokie zwycięstwo pozwoliło Q-Ice Warszawa znacząco podreperować bilans bramkowy i utrzymać się na fotelu lidera. Na szczęście dla Dnipro, ta druzgocąca porażka nie miała aż tak dramatycznych konsekwencji dla ich pozycji w tabeli.
Spotkanie między Legionem a Persem było starciem drużyn z drugiej połowy tabeli, które nie najlepiej rozpoczęły sezon. Legion w ostatnim czasie zdołał już poczuć smak zwycięstwa, natomiast Pers kilkukrotnie był blisko, ale za każdym razem zabrakło mu odrobiny szczęścia. W 8. lidze rywalizacja jest bardzo wyrównana, dlatego każdy zdobyty punkt ma ogromne znaczenie.
Jeśli chodzi o przebieg meczu jego obraz był dość jednolity przez całe 50 minut. Legion próbował budować akcje w ataku pozycyjnym, natomiast Pers konsekwentnie grał z kontry, co okazało się bardzo skuteczne. Patrząc na wynik, można śmiało powiedzieć, że to właśnie taktyka gości przyniosła lepszy efekt – oprócz strzelonych bramek stworzyli oni jeszcze kilka bardzo groźnych sytuacji, więc rezultat mógł być nawet wyższy.
Persowie prowadzili zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie, ani razu nie tracąc przewagi. Legion zdołał jedynie na moment wyrównać dzięki dubletowi Kacpera Szymańskiego, ale to Pers ostatecznie doprowadził mecz do zasłużonego zwycięstwa. W jego składzie, jak zwykle, wyróżniali się Kamil Obidov, Mati Musoev, Sharifjon Obidov oraz Vohidjon Usmonov – każdy z nich miał udział przy dwóch bramkach.
Dzięki tej wygranej triumfatorzy dopisali do swojego konta trzy punkty i zbliżyli się do bezpośrednich rywali w tabeli. Legion natomiast pozostał z sześcioma punktami, ale do strefy podium traci obecnie zaledwie trzy oczka.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)