Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 14 Liga
Niezwykłego pecha mają zawodnicy Cockpit Country w spotkaniach z Sokil. Podobnie jak jesienią, gospodarze wypuścili zwycięstwo z rąk i przegrali różnicą jednej bramki. Tym razem o wyniku zadecydowały ostatnie trzy minuty, w których Sokil wyprowadził dwa zabójcze kontrataki. Wniosek? W kluczowych momentach nie wystarczy mieć piłkę z dala od własnej bramki – trzeba ją także odpowiedzialnie rozgrywać.
Nie uprzedzając jednak faktów, strzelanie w meczu zgodnie z planem rozpoczęła drużyna lidera tabeli. Już w 2. minucie Dmytro Petriianchuk przechwycił piłkę w polu karnym przeciwnika i lewą nogą otworzył wynik.
Później do głosu doszli gospodarze. Konstanty Pociej i Albert Pielak pressingiem zmusili rywali do błędu, a pierwszy z nich przejął futbolówkę, zwiódł bramkarza i wyrównał strzałem z bliskiej odległości. W kolejnych minutach Cockpit Country prezentowało się bardzo aktywnie w obu fazach gry. Przechwyty napędzały kolejne kontry, ale brakowało skuteczności i trochę szczęścia, by odskoczyć rywalom. Mateusz Hofman kilkukrotnie dochodził do sytuacji strzeleckich, lecz dobrze reagowała defensywa gości, a Ivan Soboliev skutecznie skracał dystans i blokował jego zapędy.
Niewykorzystane okazje się mszczą – i tak było w 21. minucie, kiedy bramkarz Sokila wznowił grę długim podaniem, a Pavlo Petriianchyk w efektowny sposób uderzył z woleja po długim słupku, zdobywając bramkę na 1:2. Trafienie było tak efektowne, że nawet sędzia wymownie spojrzał w stronę koordynatora. Gospodarze jednak nie spuścili głów i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania – Mateusz Hofman przechwycił piłkę i wyłożył ją Albertowi Pielakowi, który trafił na 2:2.
Po zmianie stron Cockpit Country kontynuowało dobrą grę. Mateusz Hofman w końcu wpisał się na listę strzelców, zamykając dośrodkowanie Staśka Gorzelińskiego. Gospodarze przez długi czas kontrolowali przebieg spotkania, utrzymując się przy piłce i rozgrywając ją w pobliżu pola karnego lidera. Niestety, w 48. minucie popełnili błąd w rozegraniu, który zakończył się stratą, a Andrii Tkachuk wykorzystał długie podanie i doprowadził do remisu. Chwilę później kolejny kontratak zakończył Valerii Koval, ustalając wynik spotkania na 3:4.
Gdyby Cockpit Country w obu spotkaniach z Sokil zachowało więcej zimnej krwi, dziś goście byliby dopiero na piątym miejscu w tabeli. Nie ma jednak co gdybać – Sokil utrzymuje pozycję lidera, a Cockpit Country już w niedzielę będzie miało szansę na rehabilitację w meczu z Turkmensami.
W zapowiedziach nie dawaliśmy Nieuchwytnym zbyt wielu szans w tym pojedynku, ale ku naszemu zaskoczeniu drużyna Marka Szklennika postawiła drugiej ekipie Vikersonn naprawdę trudne warunki. Goście musieli się solidnie napracować, aby wywieźć z tego spotkania komplet punktów.
Już pierwszy gol zaskoczył zawodników Ihora Makhlaia – chwilę po rozpoczęciu gry Yan Samysionok wykorzystał rzut z autu i dał gospodarzom prowadzenie. Vikersonn długo szukał odpowiedzi, aż w 9. minucie udało się wyrównać za sprawą Vitalii Rybki. Pięć minut później Nieuchwytni znów objęli prowadzenie – tym razem na listę strzelców wpisał się Szymon Szymanek. Jeszcze przed przerwą goście zdołali jednak wyrównać – gola zdobył Artur Androsiuk.
Po zmianie stron to Vikersonn jako pierwszy trafił do siatki – Danylo Kononchuk umieścił piłkę tuż przy słupku. Odpowiedź przyszła błyskawicznie – w kolejnej akcji Szymon Szymanek strzelił swojego drugiego gola, doprowadzając do remisu. Spotkanie obfitowało w błędy w defensywie po obu stronach, co tylko podgrzewało tempo rywalizacji. W 39. minucie Vikersonn znów wyszedł na prowadzenie, ale chwilę później Nieuchwytni po raz kolejny odpowiedzieli, a Szymon Szymanek skompletował hat-tricka.
W 41. minucie Ihor Kovalenko trafił na 4:5 i tym razem gospodarze nie byli już w stanie udzielić riposty. Brakowało im energii i pomysłu, by jeszcze raz odrobić straty. Końcówka należała do gości – najpierw Ivan Vovk, a potem ponownie Vitalii Rybka ustalili wynik spotkania na 4:7.
Mimo porażki, był to naprawdę dobry występ gospodarzy. Jeśli utrzymają taką formę, to w kolejnych meczach drużyna Marka Szklennika może wreszcie przerwać niechlubną serię porażek.
Synowie Księdza nie przestają zaskakiwać i w rundzie wiosennej prezentują się naprawdę dobrze, kontynuując swoją passę meczów bez porażki. Mozolnie wspinają się w górę ligowej tabeli, powoli, ale konsekwentnie zbliżają się do podium. Teraz ten marsz chcieli zatrzymać Turkmeni, którzy przed meczem tracili do rywala raptem 1 punkt. Dla obu drużyn było to niezwykle ważne spotkanie w kontekście walki o czołową czwórkę i awans do grupy mistrzowskiej.
Znacznie lepiej weszli w to spotkanie Synowie Księdza. Duet Mateusz Gołębiewski – Damian Węgierek w przeciągu zaledwie 6 minut wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie, co ustawiło dalszy przebieg tej rywalizacji. Patrząc na pierwszą połowę, Turkmeni właściwie nie mieli za wiele do powiedzenia. Na palcach jednej ręki można policzyć interwencje, w których Paweł Pryciński musiał się wykazać. Synowie Księdza mieli więcej szans na podwyższenie wyniku, ale byli nieskuteczni. Kolejny gol padł dopiero wtedy, gdy piłkę do własnej siatki wpakował przeciwnik. Do przerwy mieliśmy 3:0 dla ekipy w czarnych trykotach.
Po przerwie Turkmeni zaczęli grać znacznie lepiej, tworząc więcej sytuacji strzeleckich, ale nie potrafili ich wykorzystać. Rywale podwyższyli na 4:0, a wtedy stało się jasne, że Synowie Księdza dowiozą kolejne zwycięstwo. Turkmeni jedynie zmniejszyli rozmiar porażki, a finalnie mecz zakończył się wynikiem 5:2.
Synowie Księdza co prawda (jeszcze) nie wskoczyli na podium, ale jeśli utrzymają formę, będzie to tylko kwestią czasu. Turkmeni natomiast muszą poprawić swoją grę, jeżeli wciąż myślą o awansie do grupy mistrzowskiej, bo do końca sezonu zasadniczego zostało już bardzo niewiele czasu.
Ścisk w tabeli 14 ligi sprawia, że każda kolejka może mocno wpłynąć na układ miejsc. Przed tym spotkaniem różnica między obiema drużynami wynosiła zaledwie dwa punkty, a forma z ostatnich meczów nie wskazywała żadnego wyraźnego faworyta.
Od samego początku Sultan ruszył do ataku z dużym impetem. Już w jednej z pierwszych akcji gospodarze byli blisko gola, ale uratowała ich poprzeczka. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Zaruby United, którzy odważnie ruszyli do przodu i szybko zostali za to nagrodzeni. W 9. i 10. minucie dwukrotnie trafił Aliaksei Sudziankou, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
Sultan nie spuścił głowy i szybko odpowiedział. Kapitan Yakub Jr dwukrotnie pokonał bramkarza rywali, doprowadzając do remisu. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – niemal natychmiast po wznowieniu gry Sudziankou skompletował hat-tricka, dając Zarubom prowadzenie 3:2 do przerwy.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Obie ekipy wciąż szukały swoich szans, a na 3:3 trafił Rahim Salikhov, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym po wrzucie z autu. Spotkanie się wyrównało – były okazje, ale brakowało skutecznego wykończenia. W 43. minucie Zaruby zdobyły czwartą bramkę i wydawało się, że trzy punkty są już na wyciągnięcie ręki.
Sultan jednak nie powiedział ostatniego słowa. Vohidjon Usmonov doprowadził do remisu 4:4, a w samej końcówce gospodarze mieli jeszcze jedną szansę – rzut wolny z dogodnej pozycji. Strzał zmierzał pod poprzeczkę, ale świetną interwencją popisał się Łukasz Kulesza i uratował remis. To było pełne zwrotów akcji widowisko, a podział punktów wydaje się sprawiedliwym zakończeniem tej rywalizacji.







)
)
)
)
)
)
)
)