Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 10 Liga
Druga kolejka dziesiątej ligi rozpoczęła się od spotkania pomiędzy A.D.S. Scorpion's II, a FC Warsaw Wilanów. Gospodarze, którzy ponieśli dość dotkliwą porażkę w pierwszej kolejce tym razem podejmowali zespół mający na swoim koncie jeden punkcik. Pierwsza połowa spotkania przyniosła bardzo wyrównaną grę obu zespołów. Systematyczna wymiana kontrataków była przeplatana pojedynkami o piłkę w środkowej strefie boiska. Dobra gra gospodarzy w obronie stwarzała duży problem napastnikom gości, którzy swoją niemoc strzelecką przełamali dopiero w dwudziestej drugiej minucie zdobywając jedyną bramkę w tej części meczu. Druga połowa zapowiadała się na jeszcze bardziej zacietą w pogoni za wynikiem. Po wznowieniu przez sędziego dalszej części gry tylko drużyna z Wilanowa potrafiła grać „swoje”. Dokładność podań i gra zespołowa, którą widzieliśmy w jej wykonaniu okazała się kluczem do wygrania tego spotkania. Całkowicie odmieniona w drugiej połowie drużyna A.D.S. II nie potrafiła nawiązać wyrównanej walki. Błędy indywidualne, oraz brak zrozumienia pomiędzy sobą były wodą na młyn dla chłopaków z Wilanowa, którzy nie pozwalali na zagrożenie pod własną bramką. Drużyna Scorpionów na pięć straconych bramek w drugiej połowie dała radę odpowiedzieć tylko raz. Wygrana mogła być jeszcze bardziej okazała, lecz obroniony przez Konrada Dudka karny dał zwycięstwo różnicą pięciu bramek gościom, którzy wywalczyli awans na drugą pozycję ze stratą tylko dwóch punków do lidera. Obu drużynom życzymy powodzenia w dalszej części sezonu, a wygranej drużynie gratulujemy zwycięstwa.
Kolejnym interesującym meczem w 10 lidze było spotkanie drużyn Piwo Po Meczu FC oraz debiutującą w naszej lidze ekipa Deluxe Barbershop, składającą się głównie z zawodników z Azerbejdżanu. W meczu tych dwóch drużyn ciężko było wytypować faworyta, ponieważ nie wiedzieliśmy jakim potencjałem piłkarskim dysponują popularni barberzy. Niedzielne spotkanie dużo lepiej rozpoczęli goście, to oni kreowali zdecydowanie więcej sytuacji pod bramką rywala, lecz niestety w kluczowych momentach brakowało dokładności w wykończeniu dobrze zapowiadającej się akcji. Przełamanie nastąpiło w dziesiątej minucie meczu, kiedy to po dwójkowej akcji piłkę do bramki gospodarzy skierował Emil Hasanzanda i mieliśmy 0-1. Na odpowiedź ekipy Piwo Po Meczu nie trzeba był długo czekać, zawodnicy gospodarzy szybko odrobili straty, bramkę zdobył Jan Majecki i na tablicy widniał wynik 1-1. W kolejnych minutach meczu byliśmy świadkami bardzo otwartego i miłego dla oka spotkania. Bramki padały raz z jednej raz z drugiej strony boiska. Szczególnie aktywny w tej części meczu był wspomniany już Emil Hasanzanda, który raz po raz kreował kolegom sytuacje podbramkowe. Do przerwy było 4:5 i gospodarze mieli nadzieję, że drugie 25 minut będzie lepsze w ich wykonaniu. Po zmianie stron Deluxe Barbershop szybko pozbawił złudzeń rywali na korzystny wynik. Z bardzo dobrej strony w drugiej odsłonie meczu pokazał się Isa Veysov, którego akcje były niezwykle widowiskowe a przede wszystkim skuteczne. Goście byli lepsi w każdej formacji i w ich grze widać było pomysł, czego nie można było powiedzieć o gospodarzach. W defensywie panował chaos i błędy jakie popełnili gracze Piwo Po Meczu w prostych sytuacjach były skrzętnie wykorzystywane przez rywali. Barberzy zasłużenie wygrywają spotkanie 6:10 i w naszej ocenie będą czarnym koniem rozgrywek w swojej lidze. Piwo Po Meczu z jednym punktem po dwóch kolejkach musi wziąć się do pracy i w kolejnych spotkaniach udowodnić, że są w stanie jeszcze namieszać na tym poziomie rozgrywkowym.
To było jedno z tych spotkań, w których każda połowa miała zupełnie inne oblicze. Zespół Na2Nóżkę podejmował tego wieczora Kozice Warszawa. Pierwsza połowa to absolutna dominacja gospodarzy, którzy świetnie rozgrywali piłkę i bardzo dobrze poruszali się po boisku. Szczególnie dobrze w tych warunkach czuł się Kacper Bera, który po tym występie na pewno stanie się obiektem obserwacji z naszej strony. To jego dwa trafienia, po podaniach Wiktora Sląza oraz Mateusza Rosłanowskiego sprawiły, że dość szybko inicjatywa w tym spotkaniu powędrowała na stronę gospodarzy. Wspomniany wcześniej Wiktor Sląz był natomiast autorem trafienia na 3:0, kiedy po indywidualnej akcji pewnie pokonał golkipera rywali. Odpowiedz Kozic to bramka na 3:1 autorstwa Kacpra Napory, który nie zmarnował podania od Czarka Kożuchowskiego. Jednak po tym trafieniu to znów gospodarze dominowali, udowodniając swoją przewagę czterema trafieniami jeszcze w pierwszej połowie. Autorem trzech z nich był Kacper Bera, który naprawdę świetnie się prezentował na boisku. Bardzo szybkie ataki skrzydłami, umiejętna gra plecami do bramki oraz pewne wykończenie – to wszystko było ogromnym problemem dla bloku defensywnego gości. Wynik pierwszej części gry na 7:2 ustalił Kacper Napora i wszystko wskazywało na to, że będziemy świadkiem pogromu. Nasze zdziwienie było naprawdę duże, gdy od początku drugiej odsłony inicjatywa powędrowała w szeregi „Kózek”. Goście naprawdę świetnie sobie poczynali i momentami ich poczynania ofensywne wręcz przygniatały rywali na ich połowie. Bardzo dobrze między słupkami spisywał się jednak Aleksander Sordyl, który szczególnie skutecznie zatrzymywał rywali w sytuacjach jeden-na-jednego. Jednak rajd Kacpra Napory, zakończony mocnym uderzeniem na bramkę był już dla Sordyla nie do wyjęcia. Zrobiło się 7:3, a Kozice ewidentnie uwierzyły, że jest to wynik, z którego można jeszcze wyciągnąć choćby punkt. Jednak przysłowiową „kropkę nad i” postawił Wiktor Sląz, który po podaniu Kacpra Bery ustalił wynik meczu na 8:3.
W drugiej kolejce 10 ligi stanęły naprzeciwko siebie ekipy FC Mokrywilly Cartel oraz WKS Bęgal. Obie drużyny rywalizowały nie tylko między sobą, ale na dodatek z fatalną aurą, bo chwilę po rozpoczęciu meczu spadł rzęsisty deszcz. W takich warunkach ciężko było o precyzyjną kontrolę piłki, ale mimo to gospodarze od pierwszego gwizdka nadali temu spotkaniu dość wysokie tempo. Opłaciło się to bardzo szybko – już w drugiej minucie Łukasz Kobus otworzył wynik spotkania. Bęgal odpowiedział w 7 minucie golem Maksymiliana Korczaka, ale już akcję później Cartel wrócił na prowadzenie po zabójczym ataku Łukasza Kobusa zakończonym golem Mateusza Mućki. Pięć minut później gospodarze podwyższyli prowadzenie, a w 17 minucie przejęcie piłki i rajd Łukasza Zimeckiego skończył się kolejną bramką dla Cartelu i nagle zrobiło się 4:1, ale po chwili oglądaliśmy niemalże kalkę sytuacji sprzed kilku minut i tym razem dynamiczne rozegranie piłki przez gości zakończyło się golem Patryka Opęchowskiego. Bęgal nie zdejmował nogi z gazu - przejęcie piłki w środku boiska, dalekie podanie i po atomowym strzale Patryka piłka znów zatrzepotała w siatce Cartelu. Podopieczni Łukasza Zimeckiego mieli jeszcze jedną wyśmienitą okazję przed przerwą, ale mimo wyjścia dwóch na jednego zabrakło podania i bramkarz wyszedł z tej akcji obronną ręką. Przy stanie 4:3 druga połowa zapowiadała się bardzo ciekawie. Po gwizdku wznawiającym grę gospodarze zaczęli oblężenie bramki Emila Łebskiego i inicjatywa powoli przechodziła na stronę Cartelu. W 34 minucie niezdecydowanie bramkarza skończyło się niecelnym podaniem, a piłka odbiła się od kolana Adriana Rutkowskiego i wpadła do bramki. Po chwili Cartel podwyższył na 6:3, ale Bęgal broni jeszcze nie składał i szybko ustrzelił bramkę kontaktową. W 42 minucie doszło do sytuacji, która mogła odmienić losy meczu – świetnie broniący do tej pory golkiper Cartelu Aleksander Kutyła doznał groźnej kontuzji i nie mógł kontynuować spotkania. Na jego miejsce wszedł Adrian Rutkowski. Goście gonili wynik i tym razem to oni oblegali bramkę Cartelu, ale długo nie byli w stanie znaleźć klarownej sytuacji. Gospodarze za to spokojnie bronili wyniku, a w samej końcówce wyprowadzili skuteczną kontrę i Łukasz Kobus zdobył gola, który zupełnie pogrzebał nadzieje Bęgala. Powietrze zeszło z zawodników Emila Łebskiego, a Mokrywilly Cartel dołożył jeszcze dwa trafienia i ostatecznie wygrał 9:4.







)
)
)
)
)
)
)
)