Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 4 Liga
Było to starcie ekip o bardzo zbliżonym poziomie piłkarskim, a na dodatek zawodnicy obu drużyn postarali się o wyjątkowo emocjonujące zawody, szczególnie w samej końcówce. Mecz był bardzo wyrównany. Wprawdzie pierwsza bramka padła już w 7 minucie, jednak na kolejne trafienie musieliśmy czekać do końca pierwszej połowy. Wynik otworzył Compatibl – przez niemal całe boisko podał Jacek Fijałek, a Oleksandr Yaremenko strącił piłkę głową i było 1:0. Goście szukali swoich okazji, ale ciasna i czujna, a przede wszystkim bardzo ofiarna praca obrońców gospodarzy nie pozwalała na wypracowanie klarownych sytuacji. Bardzo aktywny był szczególnie supersnajper Shadows, czyli Zurabi Saginagze, jednak defensorzy Compatiblu skutecznie wyłączali go z akcji ofensywnych i w pierwszej połowie Zurabi nie był w stanie zapisać się w protokole. Warto tu wspomnieć o nieuznanym golu dla Shadows, który sędzia początkowo uznał, ale ostatecznie po konsultacji z obserwatorem słusznie odwołał. W ostatniej minucie pierwszej połowy gospodarze wyprowadzili dwa zabójcze ciosy i pięknym trafieniem z dystansu Artura Kustova oraz golem Aliaksandra Volina zakończyli pierwszą część spotkania wynikiem 3:0. Na początku drugiej połowy szczęście wciąż uśmiechało się do Compatiblu – w 30 minucie na 4:0 trafił Artur Kustov, ale kapryśna fortuna miała za chwilę odwrócić się od gospodarzy. Po chwili Shadows w końcu przełamali się i gola strzelił wspomniany Zurabi Saginagze. Wyraźnie podbudowało to zawodnika gości, który harował na boisku coraz mocniej, a jego zespół powoli przechylał szalę zwycięstwa na swoją stronę. W 41 minucie było już 4:3 po golu Illi Shemanuieva oraz drugim trafieniu Zurabiego. Na moment inicjatywa przeszła jeszcze na stronę gospodarzy po bramce Oleksandra Yaremenki, ale gospodarzom kompletnie skończyły się pomysły na przełamanie obrony Shadows i sama końcówka to już koncert w wykonaniu teamu Andrzeja Rykalova. W 45 minucie prowadzili już 5:6, a na minutę przed końcem nawet 5:7. Chwilę przed gwizdkiem nadzieję w serca swoich kolegów wlał Andrii Hrynda, ale dosłownie ostatnia akcja meczu skończyła się faulem w polu karnym Compatiblu i z rzutu karnego wynik meczu na 6:8 ustalił kapitan Shadows - Andrzej Rykalov.
Pantera w niezłym stylu rozpoczęła obecny sezon Ligi Fanów zdobywając w pierwszym meczu cenny punkt w rywalizacji z mocnym rywalem. Ich przeciwnik, FC Popalone Styki rozpoczął tę kampanię w jeszcze lepszym wydaniu minimalnie zwyciężając Compatibl. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy już w 1 minucie wyszli na prowadzenie. Po upływie kilku minut powiększyli swoją przewagę, lecz chwilę później ich golkiper musiał wyjmować piłkę ze swojej bramki i ponownie mieliśmy jednego gola przewagi gospodarzy. Szybka riposta tego zespołu i po minucie gracze Pantery byli już dwa gole na plusie. Trzeba przyznać że te kilka minut to był istny rollercoaster. Dodatkowo po upływie 10 minut gry byliśmy świadkami kolejnej bramki dla zespołu gości i już na początku meczu wynik brzmiał 3:2. W kolejnych fragmentach gra znacznie się uspokoiła i zespoły większą uwagę skupiły na defensywie. W tej części meczu wpadła jeszcze tylko jedna bramka i była ona strzelona przez gospodarzy z rzutu karnego, dzięki czemu drużyny na przerwę schodziły przy stanie 4:2. Po zmianie stron gra toczyła się głównie w środkowej części boiska i pierwszą sytuacją wartą do odnotowania było spięcie pomiędzy dwoma zawodnikami, czego efektem były żółte kartki – po jednej dla każdej ze stron. Sytuacja ta nie wpłynęła na zmianę rezultatu i pierwsza bramka w tej części spotkania wpadła, gdy obie drużyny grały już w komplecie. Za chwilę goście zmniejszyli straty i dzięki temu zapowiadało się na wielkie emocje w finałowych minutach. Dodatkowo drugą żółtą kartkę otrzymał zawodnik gospodarzy, co skrupulatnie wykorzystali rywale i doprowadzili do remisu. Ostatnie słowo należało jednak do ich przeciwników, którzy chwilę przed końcowym gwizdkiem sędziego zdobyli bramkę na wagę trzech punktów. Po bardzo ciekawym spotkaniu zespół Pantery wygrał 5:4 i przeskoczył swoich rywali w ligowej tabeli. Zespół FC Popalonych Styków ponosi pierwszą porażkę w tym sezonie i kolejnych punktów będzie szukał w najbliższą niedzielę.
Oldboys Derby po zeszłotygodniowym remisie miało chęć zdobyć komplet punktów, podobnie jak ich rywal Husaria Mokotów II, która minimalnie przegrała swój inauguracyjny mecz. Już od pierwszych minut spotkania obaj bramkarze mieli ręce pełne roboty i głównie dzięki nim długo nie oglądaliśmy żadnych bramek. Dopiero w 11 minucie Michał Piątkowski został zmuszony do wyciągnięcia piłki zza własnych pleców. Akcje ofensywne nie ustępowały i goście chwilę po objęciu prowadzenia podwyższyli je o kolejne trafienie. Jacek Pryjomski w 14 minucie spotkania wykorzystał podanie od Marcina Wiktoruka i zmniejszył straty do rywala, lecz „kontakt” nie trwał długo. Kiedy do końca pierwszej połowy zostały cztery minuty Oldboys Derby próbowali doskoczyć swojego oponenta, zmusili go do błędu i samobójcze trafienie zostało dopisane na konto Arka Urmanowskiego. Była to ostatnia chwila, kiedy pomiędzy obiema drużynami istniała minimalna różnica bramkowa. Nim sędzia odgwizdał przerwę Husaria po raz czwarty pokonała bramkarza gospodarzy i z dwubramkową przewagą schodziła na przerwę. Po powrocie zawodników na murawę oglądaliśmy jednostronny pojedynek, z którego zwycięsko wyszli goście. Przeważali w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła a świadczy o tym siedem zdobytych bramek i ani jednej straconej. Końcowa wygrana 11:2 przez drużynę z Mokotowa pozwoliła im opuścić strefę spadkową. W odwrotnym kierunku powędrowali Oldboysi...
Niezwykłe emocje i kawał dobrego futbolu oglądaliśmy w meczu Dzików z Lasu i Lagi Warszawa. Gospodarze po wysokiej wygranej w pierwszej kolejce liczyli na kolejne zwycięstwo. Jednak rywal to ekipa z wysokiej półki i od początku meczu widać to było na boisku. Gospodarze nie mieli tak łatwo jak zazwyczaj, bo rywale szybko doskakiwali do zawodników szczególnie ofensywnych, nie dając im rozwinąć skrzydeł. Sami mieli w ofensywie znakomitego Huberta Szalskiego, który potrafił przytrzymać piłkę, minąć kilku rywali i defensywa Dzików miała sporo problemów by zatrzymać tego zawodnika. Laga grała konsekwentnie i w końcu wyszła na prowadzenie. Od stanu 0:1 Dziki dążyły do wyrównania. W ataku starali się zaskoczyć rywali Michała Janowicz i Konrad Adamczyk, lecz obrona gości była przygotowana i znakomicie się asekurowała. Laga Warszawa spokojnie kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku a tuż przed przerwą podwyższyła wynik. Po zmianie stron gospodarze wzięli się za odrabianie strat. Michał Janowicz strzelił gola kontaktowego i Dziki poczuły, że mogą tutaj odwrócić losy meczu. Jednak Laga była niemal perfekcyjna w swoich reakcjach na sytuacje boiskowe. Gdy rywale łapali wiatr w żagle to goście potrafili temperować ich zapędy. Tak podziała bramka na 1:3, gdzie na chwilę widać było zniechęcenie w obozie Dzików. Jednak gdy szybko Tymek Kuroczko strzelił gola na 2:3 odżyła nadzieja w sztabie gospodarzy. Końcówka to ataki i obrona wyniku przez gości. Emocje były tak duże, że nie wytrzymał ich Konrad Adamczyk. Po strzale na bramkę widział zagranie ręką przeciwnika a rzecz miała miejsce w polu karnym. Arbiter był innego zdania, co wywołało szereg uwag pod jego adresem ze strony napastnika Dzików. Skończyło się na czerwonej kartce i Dziki zamiast dać jeszcze sobie szanse, to w ostatnich trzech minutach musieli grać w osłabieniu. Laga dowiozła jednobramkową przewagę i zasłużenie zgarnęła komplet punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)