Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 9 Liga
Rywalizacja Mistrzów Chaosu z FC Łazarskim otwierała zmagania na Arenie Grenady podczas 16.kolejki. Można ją nazwać meczem na szycie 9.ligi, ale tylko pod warunkiem, że odwrócimy tabelę, bo te zespoły zajmowały odpowiednio przedostatnie i ostatnie miejsce w ligowej hierarchii. Lekkim faworytem zdawali się być Mistrzowie Chaosu, aczkolwiek triumf Łazarskiego w poprzedniej kolejce z Elitarnymi, dawał do zrozumienia, że nominalni goście łatwo się nie poddadzą. No i to oni długimi fragmentami wyglądali lepiej. Początkowo ten mecz brzmiał Łazarski kontra Bednarczyk, bo golkiper Chaosu miał mnóstwo do roboty i chociaż długo odbijał wszystko, to w końcu musiał skapitulować po bramce Olzhasa Zhambila. To trafienie otworzyło worek z bramkami dla Łazarskiego, który podwyższył prowadzenie na 3:0 i dopiero w końcówce rywalom udało się odpowiedzieć. Jak na nasze oko, wynik 3:1 to był i tak dość niski wymiar kary dla ekipy Jakuba Spławskiego. Na szczęście w drugiej połowie ta drużyna wyglądała znacznie lepiej. Szybko gola kontaktowego zdobył Piotr Wójtowicz i zaczęły się poszukiwania kolejnego. Fani Chaosu byli bardzo zdeterminowani, jednak konkretów brakowało. I jak można się domyśleć – skończyło się to kontrą przeciwników i trafieniem Olzhasa Zhambila. Przegrywający mimo wszystko grali do końca, mieli nawet wyborną okazję po tym, jak strzelał Kacper Owczarek, ale jeden z obrońców wybił piłkę z linii bramkowej. Na tym marzenia o choćby punkcie się zakończyły i Łazarski wygrał mecz 4:2. W naszym odczuciu zasłużenie, bo zwłaszcza w pierwszej połowie był dużo lepszy i już wtedy mógł załatwić temat trzech punktów. Rywale potrzebowali z kolei zbyt dużo czasu, by zainstalować odpowiednie sterowniki i niestety muszą się pogodzić z dość bolesną porażką. Zamiast wygranej i awansu na 6 miejsce, wciąż pozostają na przedostatniej lokacie.
O godzinie 9:00 na boisko wyszły zespoły Varsovii i Nagel. Varsovia w tym sezonie broni się przed spadkiem, ale wiemy, że w tej ekipie grają zawodnicy o sporych umiejętnościach i jeżeli gospodarze zbiorą solidny skład, to są w stanie powalczyć z większością drużyn w lidze. Po ubiegłotygodniowym walkowerze stawili się dość licznie na arenie AWF, więc liczyliśmy na ciekawy pojedynek. Nagel z kolei tydzień temu dość niespodziewanie wygrał z Rodziną Soprano i jak pokazał początek tego meczu, nie było to dziełem przypadku. Goście mocno weszli w to spotkanie i właściwie zdominowali rywala już od pierwszych minut. Kapitalną robotę wykonał duet Arthem Ugai – Maksimo Stesiuk, dzięki któremu Nagel wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Ani się obejrzeliśmy, a goście prowadzili już 0:5, ustawiając sobie to spotkanie, ale trzeba zaznaczyć, że to prowadzenie było jak najbardziej zasłużone. W pierwszej części doszło jeszcze do wymiany ciosów, gol za gol i obie ekipy schodziły na przerwę przy stanie 2:7. W drugiej części strzelanie rozpoczął Radosław Przybylski kapitalnym uderzeniem ze środka boiska w samo okienko bramki, a warto dodać, że w pierwszej części podobne uderzenie kapitana gości obiło jedynie poprzeczkę bramki przeciwnika. Przy stanie 2:9 Nagel jakby nieco osiadł na laurach – zawodnicy zaczęli się bawić pod bramką rywala, niekiedy zbyt długo rozgrywając piłkę, szukając koronkowych rozwiązań, zamiast uderzać z dogodnych sytuacji. To poniekąd się zemściło, bo do głosu doszła Varsovia zdobywając kolejne trzy gole. Na więcej zabrakło czasu, a i tak przewaga rywala była na tyle bezpieczna, że strata bramek nie zagroziła zwycięstwu gości. Ostatecznie mecz zakończył się sukcesem ekipy Nagel, która zapewniła już sobie udział w Pucharze Ligi Fanów. Varsovia natomiast musi nadal walczyć o utrzymanie i najbliższy pojedynek z Force Fusion będzie dla niej kluczowy.
Zawodnicy GLK bardzo dobrze prezentują się w tym sezonie i zapewnili już sobie pierwsze miejsce a co za tym idzie, awans do 8 ligi. Hetman po serii kilku zwycięstw cały czas ma szansę na promocję i musi walczyć o każdy punkt, który w końcowym rozrachunku może się bardzo przysłużyć. Lepiej w to spotkanie weszli gospodarze, którzy za sprawą Patryka Dominiaka wyszli na prowadzenie. Kilka chwil później było już 1-1. Z każdą kolejną akcją oba zespoły podkręcały tempo meczu. Po upływie kolejnych 10 minut mieliśmy remis 3-3. Jeśli już któraś z drużyn wychodziła na prowadzenie, rywale natychmiast odpowiadali bramką, nie pozwalając, aby przeciwnik wyrobił sobie zbyt dużą przewagę. W końcowej fazie pierwszej połowy Oskar Kalicki po indywidualnej akcji strzela bramkę na 3-4 dla gości. Kilka minut później mamy dwie groźne akcje, z których jedna zakończyła się bramką dla liderów i ponownie był remis. W kolejnych minutach obydwaj bramkarze mieli sporo pracy, ale w tej części meczu nie dali się już pokonać i drużyny na przerwę schodziły przy wyniku 4-4. Początek drugiej połowy lepiej rozpoczęli zawodnicy Hetmana. To oni szybko rozpoczęli strzelanie i odskoczyli na 3 bramki. Zawodnicy GLK starali się gonić wynik, jednak bramka Sławka Fariona na niewiele się zdała, bo goście odpowiedzieli trafieniem Grzegorza Himkowskiego. Po mocnym początku drugiej odsłony, w którym obydwie drużyny zdobywały bramki, tempo trochę spadło. Ostatni kwadrans spotkania to liczne ataki i okazje, w których lepiej odnajdywali się goście. Odskoczyli na cztery trafienia i tej przewagi skutecznie bronili do ostatniego gwizdka. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem drużyny Hetman 7-11 a zdobyty komplet punktów pozwala im cały czas walczyć o awans. GLK, mimo że swoje już w tej edycji zrobił, do rywalizacji podszedł sportowo i starał się urwać punkty rywalom. Skończyło się jednak na pierwszej porażce w sezonie.
Rodzina Soprano kontra ADP Wolską Ferajną to mecz drużyn, które w ostatniej kolejce solidarnie przegrały. W lepszej sytuacji byli gospodarze, którzy zajmowali drugie miejsce i mieli pięć punktów przewagi nad ekipą gości. Tak więc walka o medale zapowiadała się bardzo ciekawie. Tym bardziej, że obydwie drużyny w swoich składach posiadają zawodników potrafiących zrobić różnicę w każdym spotkaniu. Od początku czuć było powagę tego pojedynku, ale mimo dużej intensywności obydwie drużyny grały fair i nie było żadnych złośliwości. W 10 minucie wynik otworzyli gospodarze i długimi fragmentami kontrolowali boiskowe wydarzenia. Kiedy już myślami byli przy wodopoju w ostatnich sekundach pierwszej połowy stracili bramkę i do przerwy mieliśmy remis. Druga połowa rozpoczęła się bardzo spokojnie i na pierwszą bramkę czekaliśmy aż do 35 minuty, gdy pierwszy raz na prowadzenie wyszli goście. Dwie minuty później ponownie był remis, jednak riposta zawodników z Woli była natychmiastowa. Trzy celne trafienia i końcowy sukces był już na wyciągniecie ręki. W ostatnich minutach gospodarze grający w przewadze strzelili bramkę, ale była ona tylko na osłodę i drużyna ta przegrała 3:5. Na uwagę zasługuje gra zespołowa po obu stronach, ponieważ pomimo dużych indywidualności w statystykach meczowych żaden z zawodników nie osiągnął podwójnej zdobyczy bramkowej bądź asysty. Wynik ten sprawia, że walka o srebrne medale w 9 lidze nabrała rumieńców i do końca będziemy obserwować zaciętą rywalizację na tym poziomie rozgrywkowym!
Elitarni Gocław w rundzie wiosennej wciąż nie zaznali smaku wygranej, więc to Force Fusion FC uchodził za faworyta tego pojedynku. Trzeba jednak powiedzieć, że obydwa zespoły spisują się w tym sezonie poniżej oczekiwań, przez co ich celem było - tylko i aż - utrzymanie w lidze. To spotkanie miało duże znaczenie w tej kwestii i wszyscy spodziewali się zażartej walki o trzy punkty. Mecz lepiej zaczęli zawodnicy Force Fusion FC. Już w 2 minucie defensorzy Elitarnych niefrasobliwie rozgrywali piłkę, a niecelne podanie w poprzek boiska przejął Emir Adisbek, który bez problemu umieścił piłkę w siatce. W 8 minucie pomarańczowo-biali przejęli futbolówkę w środku pola i po składnej akcji bramkę wyrównującą zdobył Łukasz Eljasiak. Gra w pierwszej części meczu była wyrównana, obie ekipy miały swoje szanse, ale skuteczniejsi okazali się goście, którzy na przerwę schodzili z jednobramkową przewagą. Po przerwie na nawodnienie i rozmowy motywacyjne, Elitarni Gocław chwilę po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę ponownie doprowadzili do remisu. Grzegorz Bednorz przejął piłkę i prostopadłym podaniem znalazł dobrze ustawionego Dariusza Gutowskiego, który pokonał bramkarza gości. Po tym golu mieliśmy 3:3, ale taki wynik nie utrzymał się długo. Force Fusion FC szybko odzyskali inicjatywę i w 29 minucie ponownie wyszli na prowadzenie, którego już nie oddali do samego końca. Kontrolowali grę, wykorzystując luki w obronie gospodarzy, co skutkowało kolejnymi bramkami. W 43 minucie wynik na tablicy wskazywał już 3:8. Trzeba jednak przyznać, że goście mogli jeszcze bardziej odskoczyć rywalom, ale w bramce Elitarnych Gocław kilkoma świetnymi interwencjami popisał się Marcin Głębocki. W końcówce gospodarze zerwali się jeszcze do odrabiania strat, ale zdołali jedynie zmniejszyć rozmiary porażki do 5:8. Force Fusion FC zwyciężyli, robiąc duży krok w stronę utrzymania. Nadal pozostają w strefie spadkowej, ale zrównali się punktami z siódmą w tabeli Varsovią. Może okazać się, że już w przyszłą niedzielę układ dołu tabeli będzie wyglądał zupełnie inaczej. Niechlubna seria porażek Elitarnych Gocław trwa i chłopaki muszą szybko znaleźć sposób na poprawę gry, jeśli chcą jeszcze uratować ten sezon.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)