Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 9 Liga
Spotkanie pomiędzy Rodziną Soprano z Nagel było bardzo zacięte. Obie drużyny zajmują środkową lokatę w tabeli przez co sam mecz zapowiadał nam się naprawdę ciekawie. Szeroka kadra Nagel postawiła ciężkie warunki do gry gospodarzom. Sytuacji bramkowych w meczu było jednak stosunkowo niewiele, na co wskazuje końcowy wynik. Warto jednak pochwalić bramkarzy po obydwu stronach, bo naprawdę bronili świetnie. A jak wglądał sam mecz? Momentami prowadzili grę gospodarze spychając Nagel, a w innym czasie meczu to goście napierali a Rodzina Soprano miała duży problem, by wyjść z połowy. Remis utrzymywał się praktycznie przez całą pierwszą połowę. Dopiero pod koniec na prowadzenie wyszli gospodarze po bramce Krzysztofa Kulibskiego. Radość z bramki nie trwała jednak długo, bo po dwóch minutach nastąpiło wyrównanie. Sędzia po chwili zaprosił drużyny na przerwę, kończąc pierwszą połowę wynikiem 1:1. Druga połowa niewiele różniła się od pierwszej. Wciąż oglądaliśmy równe widowisko, jedynie zwiększyła się chęć walki po obu stronach i częściej dochodziło do starć fizycznych. W okolicach 40 minuty Kulibski znów wyprowadza swoją drużynę na prowadzenie, ale szybciutko odpowiada Maksimo Stesiuk. W ostatnich minutach jedni i drudzy postawili wszystko na jedną kartę. Oglądaliśmy dużo sytuacji, bo nikogo jeden punkt nie satysfakcjonował. W ostatniej minucie meczu Piotr Zmysłowski wrzuca piłkę w pole karne, która odbija się od pleców obrońcy i w takich dość szczęśliwych okolicznościach Rodzina Soprano wygrywa mecz w stosunku 3:2!
Najciekawszym spotkaniem w 9 lidze był pojedynek Varsovii oraz GLK. Gospodarze tylko raz do tej pory stracili punkty i znajdowali się w ścisłej czołówce ligowej tabeli. Goście natomiast mieli komplet punktów na na koncie i przed spotkaniem zajmowali pozycję lidera. Stawka spotkania sprawiła, że obydwie drużyny mecz rozpoczęły bardzo spokojnie. Pierwsza groźna akcja miała miejsce w 8 minucie, ale piłka po strzale zawodnika gości trafiła w słupek. Kolejną groźną akcję widzieliśmy dopiero pod koniec pierwszej połowy, kiedy to z rzutu wolnego atomowym strzałem popisał się zawodnik gospodarzy Kamil Łukasik i ustalił wynik pierwszej połowy na 1:0. Po krótkiej przerwie od początku do ataku ruszyli gospodarze, którzy szybciutko zdołali dwukrotnie pokonać bramkarza rywali i odskoczyli na trzy bramki przewagi. Sygnał do odrabiania strat chwilę później dał Sławek Farion, który strzelając przepiękną bramkę z dalszej odległości zmniejszył stratę swojego zespołu. Chwilę później żółtą kartkę obejrzał zawodnik gospodarzy, co skrzętnie wykorzystali rywale strzelając kolejnego gola. Zespół GLK poszedł za ciosem i w kolejnej akcji doprowadził do wyrównania. Gospodarze nie załamali się tym, że stracili trzybramkowy bufor i już w kolejnej akcji znów byli o gola z przodu. Ostatnie słowo należało jednak do gości, którzy tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego zdołali strzelić bramkę na wagę remisu. Po bardzo ciekawym spotkaniu zespół Varsovii zremisował z GLK 4:4. Warto odnotować, że w pojedynku snajperów Łukasik - Sawicki też mieliśmy remis, ponieważ obydwaj gracze zanotowali hattrick. Gracze Varsovii mogą jednak odczuwać po spotkaniu większy niedosyt, bo kontrolując przez większość czasu przebieg rywalizacji, wypuścili trzy punkty trochę na własne życzenie. Brawa należą się za to przedstawicielom GLK. Przede wszystkim za walkę do końca, bo to ona sprawiła, że zdołali tutaj wyrwać bardzo cenny remis.
Gospodarze wiedzieli już, że w przypadku wygranej mogą zrównać się punktami z liderującym GLK, który chwilę wcześniej zremisował w meczu na szczycie z Varsovią. Dla Hetmana zaś był to pojedynek, w którym mógł odrobić nieco straty do czołówki ligi. Pierwszą groźną akcję mieliśmy po stronie Hetmana, ale Kamil Jagiełło wyszedł obronną ręką w sytuacji sam na sam. Chwilę później Mateusz Nejman otworzył wynik meczu, a obie drużyny od tego momentu szły cios za cios. Co Hetman wyrównał, to ADP znów wychodziło na prowadzenie. I to nam się w tym spotkaniu podobało, bo obie ekipy chciały zdobywać, gole, grały ofensywnie i akcje przenosiły się z jednego pola karnego na drugie. Do przerwy mieliśmy wynik 3:2 dla Wolskiej Ferajny i z przebiegu meczu to prowadzenie się jej należało. Gospodarze grali naprawdę ciekawie, potrafili rozegrać składne akcje, w których piłka chodziła jak po sznurku. To że skończyło się tylko na trzech bramkach po pierwszych 25 minutach goście mogą zawdzięczać swojemu bramkarzowi, bo Daniel Starosielski kilkukrotnie popisywał się świetnymi interwencjami. Nie oznacza to, że ADP całkowicie zdominowało przeciwnika, bo Hetman też miał swoje okazje, choć lepiej zaczął grać w drugiej części. Ta nie zaczęła się dla gości zbyt dobrze – Oskar Nieskórski zdobył swoja drugą w tym spotkaniu bramkę, podwyższając prowadzenie swojej ekipy na 4:2. Wtedy odpowiedzialność za wynik wziął na swoje barki Grzegorz Himkowski, który dwukrotnie zmniejszał straty do stanu 4:3 i 5:4. Do tego Hetman przeprowadził koronkową akcję, którą wykończył Artur Dębski doprowadzając do ponownego remisu (5:5). Szala zwycięstwa przechylała się na jedną i drugą stronę, nikogo nie interesowały tu półśrodki i każdy chciał zawalczyć o pełną pulę. Ta trafiła w ręce Wolskiej Ferajny, która zwycięstwo wyrwała niemal w ostatniej minucie spotkania – gola na wagę trzech punktów zdobył Bartek Oleksiewicz. Tym samym ADP wciąż pozostaje niepokonane i obecnie gospodarze wskoczyli na pierwsze miejsce. Hetman, choć nie zagrał złego meczu niestety po raz kolejny opuszcza AWF bez punktu i musi szybko coś zrobić, by przełamać swoją niemoc.
Ósma ekipa 9 ligi Force Fusion FC podejmowała w niedzielę Elitarnych. Przez premierowych kilkanaście minut obydwie drużyny starały się znaleźć receptę na szyki obronne przeciwnika, ale bezskutecznie. Dopiero w 18 minucie pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy z Gocławia. Marcin Brzozowski ładnie przechwycił piłkę w środku boiska i sprytnym strzałem po długim słupku pokonał golkipera oponentów. Po tym golu ekipa Force Fusion szybko ruszyła do odrabiania strat co przyniosło im wymierny efekt w postaci bramki na 1-1. Ruslan Yakubiv przechwycił piłkę na skrzydle, ściął ładnie w pole karne i bez problemu zmienił rezultat na 1:1. Do końca pierwszej połowy kibice obydwóch ekip nie zobaczyli już żadnej bramki i ta odsłona meczu zakończyła się remisem. Druga cześć to ponownie naprzemienne ataki obydwu ekip, ale bramka padła dopiero w 30 minucie. Autorem trafienia na 2-1 był przedstawiciel Elitarnych, Łukasz Eljasiak, który wykorzystał ładne podanie Grzegorza Bednorza i sprytnym plasowanym strzałem pokonał bramkarza Force Fusion. Rozpędzeni goście coraz śmielej atakowali a gospodarze coraz mocniej się cofali. Bardzo aktywny tego dnia Grzegorz Bednorz bez problemu trafił na 3-1 po ładnym, crossowym zagraniu ze skrzydła przez Wojciecha Sekulaka. Wydawać by się mogło, że od 36 minuty nic już nie może zagrozić ekipie Elitarnych, ale to jeszcze nie był koniec emocji. W 40 minucie arbiter podyktował rzut wolny dla gospodarzy, do piłki podszedł Dmytryi Nikolaienko i bardzo silnym strzałem zdobył kontaktową bramkę. Wymiana ciosów trwała w najlepsze i albo bramkarze popisywali się swoimi umiejętnościami albo piłka nie chciała wpaść do żadnej z bramek. Mecz zakończył się więc wynikiem 3-2 dla Elitarnych z Gocławia i daje on im 4 miejsce oraz szerokie perspektywy na awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Natomiast Force Fusion FC plasują się na miejscu ósmym i będąc w strefie spadkowej muszą następne mecze zacząć wygrywać, bo widmo spadku zaczyna im coraz głębiej zaglądać w oczy.
W niedzielne przedpołudnie w szranki stanęły ze sobą zespoły, które do tej pory nie potrafiły zaznać smaku zwycięstwa. Nic więc dziwne, że zarówno Mistrzowie Chaosu jak i FC Łazarski przystąpiły do tego spotkania z wielką motywacją, bo jeśli zdobyć pierwsze punkty to właśnie w takim meczu. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie, po bramce którą zdobył Kacper Owczarek. Mistrzowie Chaosu nie cieszyli się jednak długo z zaistniałych okoliczności, bo jak zawsze bramkostrzelny Wiktor Rychlik już w następnej akcji doprowadził do wyrównania. Po dwóch szybkich ciosach jakie wyprowadzili sobie zawodnicy jednej i drugiej ekipy, mecz na chwilę stracił tempo. Dopiero po upływie kwadransa gry zobaczyliśmy kolejną bramkę, której autorem ponownie był Wiktor Rychlik i tym samym Łazarski wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał już do końca pierwszych 25 minut. Kilka chwil po wznowieniu gry ze środka boiska do remisu doprowadził Piotr Wójtowicz, jednak znów obrona Mistrzów Chaosu straciła koncentrację po zdobytej bramce i lada moment Wiktor Rychlik skompletował hat-tricka.Na 10 minut przed zakończeniem spotkania na dobre odpalili dwaj najlepsi zawodnicy tego dnia w szeregach gospodarzy. Lasha Kvelashvili dwukrotnie w krótkim okresie znakomicie wypatrzył Bartłomieja Zalewskiego, który wykorzystując zagrania kolegi kierował piłkę do siatki, a chwilę przed zakończeniem meczu bramkę dorzucił Radosław Nizołek i Mistrzowie Chaosu mogli wreszcie zacisnąć pięść w geście zasłużonego triumfu!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)