Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 5 Liga
Po dobrym początku sezonu, Junak spuścił nieco z tonu. Rundę kończą z czterema porażkami z rzędu, ale z niedużą stratą do miejsc premiowanych awansem. Na takowym znajduje się m.in. Laga Warszawa, dla której też nie wszystkie spotkania z minionych tygodni należały do łatwych, ale ostatnim meczem zapracowali na miejsce na podium. Strzelanie w 9. kolejce zaczął jednak Junak, gdy Gacyk wykorzystał płaskie dośrodkowanie jednego z kolegów. Dwie szybkie odpowiedzi Dudzika sprawiły, że gospodarze prowadzili 2:1. Niedługo mogli się jednak cieszyć, bo po chwili zrobiło się 2:2, gdy nieco szczęśliwego gola strzelili goście. Kolejne trafienia to już przede wszystkim zespół Lagi Warszawa. Przede wszystkim, bo choć na 3:2 strzelił Szeligowski, to o 4:2 zadecydowało trafienie samobójcze! O wyniku 5:2 gospodarze rozstrzygnęli sprytnie wykonanym rzutem wolnym - dośrodkowywał Dudzik, a szczęśliwym odbiorcą tego podania okazał się Bajek. Laga się nie zatrzymywała i robiła wszystko, by ten mecz zakończyć wysokim zwycięstwem. Na 6:2 trafił Święcicki, a pięciobramkowe prowadzenie zdobyli dzięki Dudzikowi. Wyraźna przewaga nieco osłabiła koncentrację gospodarzy i tym sposobem Yurii Trush (bramkarz Junaka) wpisał się na listę strzelców. W ostatnich minutach goście wyszli jeszcze w sytuacji dwóch na jednego i dzięki temu mecz zakończył się wynikiem 7:4.
Konfrontacja Munji z Bulbezem zapowiadała się naprawdę smakowicie. Owszem – Bulbez ma swoje problemy, pełnym składem przyjeżdża „od święta”, ale gdy już uda się zebrać dobry skład, to ta ekipa potrafi być groźna dla każdego. I w niedzielę przekonała się o tym Munja. Byłoby nadużyciem stwierdzenie, że ekipa Macieja Affeka była tutaj murowanym faworytem, ale chłopaki nie wyobrażali sobie, że kończą rundę innym wynikiem niż zwycięstwo. Długo jednak nie zapowiadało się na taki scenariusz. Mądrze grający Bulbez stanowił twardy orzech do zgryzienia i po 25 minutach mieliśmy remis 1:1. Nikt nie potrafił wyrobić sobie tutaj przewagi – zarówno w kwestii wyniku, ale też biorąc pod uwagę to co działo się na boisku. Jasnym było jednak, że im dłużej ten mecz będzie trwał, to większe szanse ma Munja, dysponująca może nie tyle szerszym, co na pewno młodszym składem, który dawał nadzieję na zostawienie więcej energii na końcówkę. I gdy w pewnym momencie zrobiło się tutaj 2:1 dla faworytów, wydawało się że Bulbez już tego nie dźwignie. A jednak – ekipa z Bembowa dość szybko odpowiedziała swoim trafieniem i nadal nie było jasne, czy to spotkanie znajdzie swojego triumfatora. Ostatecznie o wszystkim zadecydowały finałowe fragmenty, gdzie żółtą kartkę zobaczył Marcin Osowski. W dość prostej sytuacji popularny „Osa” zamiast zastawić piłkę, to dał wejść przed siebie przeciwnikowi i ratując się musiał go faulować. Arbiter słusznie wycenił to na „żółtko” i to była idealna okazja dla Munji, by zadać decydujący cios. I chociaż początkowo wykorzystywanie przewagi szło tej ekipie bardzo opornie, to praktycznie pod sam koniec kary mocny strzał Eryka Białeckiego w końcu znalazł metę w siatce i Munja mogła triumfować! Te trzy punkty na pewno dobrze smakowały, bo zawsze gdy przechylasz szalę na swoją korzyść niemal równo z końcowym gwizdkiem, to czujesz się zdecydowanie lepiej, niż po kolejnym wysokim zwycięstwie. Chwałę trzeba tutaj oddać przede wszystkim autorowi zwycięskiego gola – Eryk Białecki próbował w tym meczu wielokrotnie strzałów z dystansu i mimo, że wiele z tych prób było nieudanych, to nie zrażał się i los go za to wynagrodził. Mimo porażki dobre słowa należą się też Bulbezowi. Szkoda, że akurat na to spotkanie nie dojechał Olivier Wójcik, bo gdyby stanowił on wsparcie dla Rafała Szewczyka, to być może udałoby się tutaj zgarnąć jakieś punkty. Stało się inaczej i chociaż mały niedosyt pozostał, to Bulbez ze swojej postawy powinien być zadowolony.
Chyba śmiało można powiedzieć, że był to najsłabszy mecz w wykonaniu broniącego się przed spadkiem FC Melange. Ich przeciwnicy, Bulbez Team Bemowo od początku kontrolował przebieg spotkania i był zdecydowanie lepszym zespołem. Pierwsza połowa to całkowita dominacja gości, którzy zaczęli strzelanie od indywidualnej akcji Rafała Szewczyka. Niezawodny zazwyczaj w bramce gospodarzy Bartek Jakubiel również popełnił błąd, gdy przy akcji na 0:2 wyszedł z piłką do połowy boiska, a tam na przechwyt czyhał Marek Solecki, który piłkę wyłuskał i popędził na pustą bramkę. Świetny strzał z dystansu Leszka Zalewskiego, a następnie dwójkowa akcja Maćka Włodarkiewicza i Rafała Szewczyka, po której popularny "Szewa" podwyższył na 0:4. Honorowe trafienie w pierwszej odsłonie dla FCM to dzieło Tomka Kałuna, lecz mimo to goście wyraźnie prowadzili przed zmianą stron. Druga połowa zaczyna się od dwóch trafień Rafała Szewczyka i dwóch asyst bramkarza Bulbezu, Kamila Bieńkowskiego. Było 1:6 i nic tak naprawdę nie zapowiadało powrotu "Melanżu" do gry. Jednak jakimś sposobem Kamil Pietrzykowski oraz Kamil Kapczyński znaleźli metodę na świetnie dysponowanego golkipera rywali i zmniejszyli stratę do stanu 3:6. Ostatnie słowo w tym spotkaniu należało jednak do ekipy z Bemowa, a konkretnie do najjaśniejszej, a już na pewno, najgłośniejszej ich gwiazdy, znanego i lubianego Marcina Osowskiego. Bulbez zasłużenie wygrywa 3:7, a FC Melange zimę spędzi w strefie spadkowej.
W spotkaniu Bartolini Pasta z Miksturą goście byli typowani w roli faworyta, ale chyba nikt nie spodziewał się tego, jak srogie lanie gospodarze zbiorą od ekipy Mateusza Jochemskiego. Zawodnicy Mikstury zagrali bardzo ofensywny futbol i kompletnie zdominowali drużynę Michała Cholewińskiego. Mimo to początek meczu nie zwiastował takiej dysproporcji. Wprawdzie już w 1 minucie Patryk Zych wyłożył piłkę Mateuszowi Skowrońskiemu, ale wyśmienita okazja zakończyła się tylko trafieniem w słupek. Bartolini próbowało ataków z prawego skrzydła, ale ciasna obrona gości nie pozwalała na zbyt wiele. W 7 minucie wynik otworzył Rafał Jochemski, a gospodarze szukali wyrównania, ale fenomenalne zawody rozgrywał golkiper Mikstury Adrian Sosnowski. W pierwszej połowie nie dał się pokonać ani razu, a jego interwencjom należą się szczególne wyrazy uznania. Po kwadransie gry inicjatywa była już zupełnie po stronie gości. W 14 minucie Mateusz Pawlik przejął piłkę w środku pola i strzelił do praktycznie pustej bramki. Minutę później precyzyjne dośrodkowanie Rafała Jochemskiego strzałem głową na gola zamienił Mateusz Skowroński, a w 18 minucie było już 0:4 po golu Tomasza Uzarskiego. Gospodarze nie bardzo mieli pomysł na przełamanie defensywy Mikstury, a na dodatek byli koszmarnie niedokładni w podaniach. Goście za to byli bardzo aktywni w środku pola i grali świetny, drużynowy futbol, a Rafał Jochemski i Mateusz Pawlik non-stop stwarzali groźne sytuacje. W 23 minucie Mateusz mimo potrojonego krycia oddał strzał, a piłka wtoczyła się do bramki i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 0:5. Po przerwie obraz gry nie uległ specjalnej zmianie – w 29 minucie strzałem z dystansu w sama okno popisał się Mateusz Pawlik, a po chwili dwa kolejne trafienia zanotował Rafał Jochemski. Można powiedzieć, że Bartolini myślami nie dojechało na ten mecz, ale w 39 minucie Piotr Winek obronił honor swojej drużyny i strzelił gola na 1:8. Co ciekawe po minucie Arkadiusz Kamiński dołożył drugie trafienie na konto Bartolini, ale o żadnym comebacku nie było nawet mowy, bo Rafał Jochemski pięknym strzałem z rzutu wolnego zapakował piłkę do siatki i Mikstura wróciła na odpowiednie tory. Wynik ustalił Michał Miłkowski i Bartolini Pasta wyraźnie uległa Miksturze 3:9.
Gracze Sportowych Zakapiorów w starciu z FC Melange podchodzili do meczu z lekką przewagą psychologiczną i fizyczną, bowiem weterani "Melanżu" mieli w nogach jeden zaległy mecz, który rozegrali bezpośrednio przed tym spotkaniem. O dziwo, ekipa Łukasza Słowika zdecydowanie lepiej weszła w to spotkanie, a sam kapitan tylko w pierwszej połowie aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców. Ozdobą spotkania było trafienie na 0:3, w której Mateusz Figiel dośrodkował z rzutu rożnego do popularnego "Słowinho", a ten zawijając piłkę piętą skierował ją obok interweniującego bramkarza rywali. Jedno trafienie na swoim koncie zanotował także Kamil Kapczyński, a szeregach rywali takiej sztuki dokonał tylko Marcin Sojczyński. Melange prowadził nieco niespodziewanie do przerwy aż 1:4 i wszyscy gracze goście mówili chórem: "Panowie, nie sp****my tego". No niestety, znów im się nie udało tego taktycznego założenia zrealizować. Co prawda w pewnym momencie, po golu Darka Zegara, prowadzili 2:5, ale wtedy doszło do serii głupich, żółtych kartek dla zawodników gości. Sportowe Zakapiory skrzętnie wykorzystały grę w przewadze i w ciągu zaledwie dwóch minut aż trzykrotnie pokonali Bartka Jakubiela. Na listę strzelców wpisywali się odpowiednio: Mateusz Kloch, Daniel Dąbrowski i Daniel Lasota. Zrobiło się momentalnie 5:5 i wydawało się, że FCM już z tego się nie podniesie. Wtedy jednak, po akcji dwójkowej Krzyśka Białego i Bartka Podobasa przy rzucie rożnym, piłkę sprytnym strzałem do bramki skierował popularny "Bart". Trzy punkty dla Melange'u były już prawie dopisane do tabeli, kiedy po pięknej akcji dwójkowej dwóch Danieli: Dąbrowskiego i Lasoty, wynik meczu na 6:6 ustalił drugi z wymienionych Panów! Podział punktów sprawiedliwy, aczkolwiek w dużej mierze na życzenie FC Melange, którzy wypuścili z rąk trzybramkowe prowadzenie.
W starciu BJM Development z Sante goście byli skazywani na pożarcie. Był to bowiem pojedynek niepokonanego lidera z outsiderem, więc każdy spodziewał się solidnej wygranej gospodarzy. Pierwsza połowa stała pod znakiem dość ostrej gry z obu stron, szczególnie rosłych graczy Sante, którzy w ten sposób skutecznie gasili zapał napastników BJM. Jednak po akcji Piotrka Jarmakowskiego i podaniu do Mateusza Kwiatkowskiego mieliśmy już 1:0. Kolejne gole okazały się kwestią czasu, a świetne zawody rozgrywał popularny "Kwiatek", który na swoim koncie zapisał w dwóch kolejnych akcjach asystę - przy bramce Patryka Ciborowskiego - oraz gola, po podaniu od wcześniej wymienionego "Cibora". Honor gości przed gwizdkiem kończącym pierwszą odsłonę uratował Łukasz Gawroński, który nie zmarnował dobrego podania Szymona Kwiecińskiego. 3:1 do przerwy i tak naprawdę druga odsłona zapowiadała się bardzo ciekawie, gdyż jak na mecz Dawida z Goliatem faworyt aż tak bardzo nie dominował. Jednak w drugiej połowie zespół gospodarzy mocniej zwarł szeregi defensywne i nie pozwolił już rywalom na radość ze zdobytej bramki, mimo iż świetną okazję w postaci "wapna" mieli gracze Sante, jednak kapitalną interwencją przy rzucie karnym popisał się Filip Odoliński. Nieco zmęczeni goście, mimo bardzo dzielnej walki z wyżej notowanym rywalem, w pewnym momencie nieco opadli z sił, co wykorzystali znacznie młodsi gracze rywali. Mateusz Kwiatkowski dwukrotnie, a także Gracjan Kowalski raz i mieliśmy 6:1. Takim rezultatem skończyło się spotkanie, a zawodnikiem meczu został Mateusz Kwiatkowski, który po ostatnim gwizdku miał na swoim koncie cztery trafienia oraz asystę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)