Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 5 Liga
Przed południem mieliśmy okazję do obejrzenia bardzo ciekawego spotkania w 5 lidze. Drużyna Bartolini Pasta podejmowała zespół Sante. Obie ekipy są bardzo doświadczone i mają duży spokój w rozegraniu piłki, więc spodziewaliśmy się, że będzie się sporo działo na boisku. Nie pomyliliśmy się, chociaż po serii strzałów w obramowanie bramki w wykonaniu Makaroniarzy, wydawało się, że to oni wyjdą na prowadzenie. Tak się jednak nie stało, bo Piotr Kowalski otrzymał podanie od Tomka Kawalca i trafił do bramki rywali. To trochę rozruszało gospodarzy, którzy ruszyli do kolejnych ataków. Faul zawodnika Sante, do piłki podszedł Michał Cholewiński i potężnym uderzeniem, trafił do bramki strzeżonej przez Grzegorza Kozłowskiego. To doprowadziło do sytuacji, w której na boisku pojawił się tajemniczy dżoker z ławki – Mateusz Pęczek. Nie wiemy, czemu tak do końca Bartolini Pasta trzymała takiego dzika na ławce, ale ten zawodnik miał ogromny wpływ na końcowy wynik. W pierwszej połowie zagrał tylko 6 minut, ale za to jak zagrał! Kontra zespołu Bartolini Pasta, Cholewiński rozejrzał się i podał do wbiegającego na pełnej szybkości Pęczka, a ten trafił idealnie i wyprowadził Bartolini Pasta na prowadzenie. Do przerwy nic się nie zmieniło, więc gospodarze prowadzili, ale to się szybko zmieniło po przerwie. Piotr Wirboł zamienił podanie Tomasza Cacko na bramkę i Sante doprowadziło do remisu. Goście poszli za ciosem i Mateusz Frelek załadował piłkę do siatki, wyprowadzając gości na prowadzenie 2:3. Makaroniarze ani przez minutę się tym nie przejęli i konsekwentnie nacierali na przeciwnika, który z jakiegoś powodu się wycofał pod własne pole karne. Znów na boisku pojawił się Pęczek i po raz kolejny nie potrzebował więcej niż 3 minut, żeby zameldować się na liście strzelców. Sante przeczuwało kłopoty, a te obawy znalazły odzwierciedlenie w tym, że ostatnia bramka dla Bartolini Pasta padła… po samobójczym trafieniu Adama Lewandowskiego. Wynik 4:3 dobrze oddaje emocje, które towarzyszyły tym, którzy oglądali tę potyczkę, ale trzeba przyznać, że wygrała to spotkanie drużyna minimalnie lepsza.
Kolejny pojedynek międzypokoleniowy oglądaliśmy w starciu Bulbez Team Bemowo oraz Lagi Warszawa. Gospodarze to zgrany kolektyw, który doskonale rozumie się zarówno na boisku, jak i poza nim. Goście z kolei to jedna z ekip, która miło niewysokiej średniej wieku już może się pochwalić złotem zdobytym w rozgrywkach Ligi Fanów. Strzelanie rozpoczęło się, gdy po podaniu Jakuba Dmitruka pięknym strzałem zza pola karnego, tak zwanym „rogalem” popisał się Szymon Dudzik. W odpowiedzi gracz Bulbezu, Marek Solecki, po wypuszczeniu piłki przez Oliwiera Wójcika, zdecydował się na rajd, który zakończył się celnym strzałem na 1:1. Laga wróciła na prowadzenie dość szybko, gdy po podaniu Szymona Święcickiego na strzał zdecydował się Aleksander Muszyński. Laga po tej bramce zdecydowanie przejęła inicjatywę, co udokumentowała świetną akcją Władka Pogłoda, który efektownym podaniem piętą obsłużył Jakuba Dmitruka, a ten spokojnie podwyższył na 1:3. Po faulu na Marcinie Osowskim, który tego dnia wcielił się w rolę napastnika, sędzia wskazał na „wapno”, a stały fragment gry na bramkę zamienił sam poszkodowany i mieliśmy 2:3. Ostatnie słowo w pierwszej części należało jednak do gości, gdy po drugiej asyście tego dnia Władka Pogłoda do piłki dopadł Wojtek Buraś i ustalił wynik premierowej połowy na 2:4. Po zmianie stron zdecydowanie lepiej prezentowali się „Lagerzy”, którzy po golach Szymona Święcickiego, Olka Muszyńskiego oraz Jakuba Dmitruka wyszli na kilkubramkowe prowadzenie. Na pocieszenie, bramki dla Bulbezu zdobywali jeszcze Maciek Włodarkiewicz oraz po raz drugi w tym meczu Marek Solecki. Kropka nad „i” była jednak autorstwa gracza gości, Szymona Dudzika, który swoim drugim trafieniem w tym starciu ustalił wynik spotkania na 4:8. Zasłużone zwycięstwo Lagi zapewniło im pierwsze miejsce w tabeli. Bulbez niestety przesunął się w dół tabeli do strefy spadkowej.
Mecz zaczął się obiecująco dla BJM, bo już dosłownie w jednej z pierwszych akcji gospodarze otworzyli wynik spotkania po trafieniu Oliviera Aleksandra. Po takim początku sądziliśmy, że czeka nas kanonada goli, ale jak się okazało, nasze przypuszczenia niewiele miały wspólnego z późniejszymi wydarzeniami na boisku. Mecz bardzo się wyrównał i choć obie ekipy próbowały stworzyć sobie dogodne okazje, to jednak brakowało ostatniego podania, które wyprowadziłoby zawodników na czystą sytuację strzelecką. Akcje kończyły się więc w okolicach pola karnego. W pierwszej części możemy wyróżnić co najwyżej groźny strzał Filipa Odolińskiego czy też uderzenie w poprzeczkę zawodnika Junaka. Pierwsza połowa zakończyła się więc skromnym 1:0. Po zmianie stron mecz nabrał kolorów. Około 30 minuty do własnej siatki trafił obrońca Junaka i goście musieli się mocniej odsłonić. To było na rękę gospodarzom, którzy zaczęli coraz bardziej przeważać i tylko dzięki bardzo dobrym interwencjom Andrzeja Groszkowskiego utrzymywał się wynik 2:0 dla rywali. Swoją drogą bramkarz Junaka parę razy w taki sposób bronił strzały przeciwników, że wszyscy obecni na tym pojedynku łapali się za głowy. Jednak i on musiał skapitulować po raz trzeci po golu Adama Rękawka. Junaka stać było tylko na bramkę honorową po dobrze wykonanym rzucie rożnym na 5 minut przed końcem. Dodało to wiatru w żagle gościom, którzy mieli parę niezłych okazji w samej końcówce, ale tu z kolei na wysokości zadania stanął Filip Odoliński, który również popisał się paroma kluczowymi dla przebiegu spotkania interwencjami. Dzięki jego obronom, Junak nie zdołał zbliżyć się nawet do remisu i zwycięstwo przepadło właśnie BJM-owi. Choć pierwsza połowa na to nie wskazywała, w drugiej części oglądaliśmy naprawdę dobry, trzymający w napięciu do ostatnich minut mecz.
FC Melange po zeszłotygodniowej bardzo zaciętej batalii, przegranej ostatecznie jedną bramką, podchodził z nadzieją na wyrównaną walkę w starciu z Munją. Niestety dla gości, ich nadzieje zostały bardzo szybko rozwiane. "Melanżownicy" nie mieli w pierwszej połowie żadnego pomysłu na grę, a ich zapędy ofensywne bardzo skutecznie niwelowała świetnie zorganizowana defensywa gości. Szczególnie musimy tutaj podkreślić pewną, niemal bezbłędną grę w obronie Eryka Białeckiego, który praktycznie wyłączył z gry etatowego snajpera FC Melange – Łukasza Słowika. Munja z kolei co raz stwarzała sobie dobre okazje do zdobycia bramki, a gospodarzy przed stratą dwucyfrowej ilości goli uchronił Bartek Jakubiel. Nie zdołał jednak nic poradzić przy bramce na 0:1, gdy mimo dwóch interwencji, za trzecim razem piłkę do bramki skierował Kacper Drozdowicz. W kolejnych akcjach oglądaliśmy gole Eryka Białeckiego, który uderzył piłkę zagraną z rzutu rożnego tak, że ta odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. Wynik pierwszej połowy na 0:3, po ładnej, dwójkowej akcji z Robertem Rzącą, zdobył Andrzej Denysov. Strzelec ostatniej bramki z pierwszej części gry był inicjatorem akcji, po której Artur Baradziej-Szczęśniak podwyższył na 0:4. Po golach Kacpra Drozdowicza oraz Konrada Lewkowicza zrobiło się 0:6 i było jasne, kto tego dnia wróci z meczu „z tarczą”. Na osłodę bardzo gorzkiej porażki bramkę dla FCM zdobył Adrian Zegar, który wykorzystał podanie sfrustrowanego golkipera gospodarzy. Wynik meczu na 1:7 ustalił Robert Zając, który złapał na wykroku bramkarza przeciwników. Zdecydowana dominacja Munji, zasłużony komplet punktów. Co do FC Melange, muszą ze sobą poważnie porozmawiać, bo niestety, ale w ich grze nie było widać żadnej iskierki nadziei. Oby przypomnieli sobie, jak kolejkę temu bardzo dzielnie walczyli z pretendentem do mistrzostwa, Lagą Warszawa, bo inaczej szybko nie opuszczą strefy spadkowej.
Gospodarze po dwóch zwycięstwach i remisie przystępowali do tego spotkania w roli faworyta. Goście jak dotąd zanotowali remis, porażkę oraz zwycięstwo, więc wiadomym było, że będą walczyć o pełną pulę. Spotkanie od samego początku było dość nerwowe. Zamiast na grze zawodnicy skupiali się na rozmowach między sobą oraz z sędzią. Sytuacji podbramkowych mieliśmy jak na lekarstwo. Jedną z niewielu po stałym fragmencie gry na bramkę zamienił Tomasz Łokietek. Jeszcze przed przerwą Mikstura zdołała wyrównać za sprawą Mateusza Pawlika. W drugiej odsłonie nerwów było jeszcze więcej i sędzia zmuszony był interweniować wielokrotnie. Było też więcej strzałów oraz sytuacji zagrażających bramce rywali. Jedną z nich wykorzystał Łukasz Figura i Sportowe Zakapiory po raz drugi w tym meczu wyszły na prowadzenie. Jak się okazało - ostatni. Później do samego końca spotkania gole zdobywali tylko gospodarze. Najpierw wyrównał Rafał Jochemski, następnie bramkę dorzucił Kamil Sygitowicz, po raz drugi Rafał Jochemski oraz Mateusz Pawlik co dało nam końcowy rezultat 5:2 dla Mikstury, która z 10 punktami na koncie zajmuje 3 miejsce w tabeli. Ich rywale niezmiennie mają 4 oczka i są na 7 pozycji. Mimo, że nerwów podczas spotkania nie brakowało, to warto zauważyć ładną postawę obu ekip po meczu, bo przeprosiły się wzajemnie za brzydkie zachowanie przybijając sobie piątki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)