Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Starcie lidera tabeli z czerwoną latarnią Ekstraklasy nie mogło się inaczej skończyć niż totalną deklasacją rywala przez team Daniela Gello. Strzelanie w meczu rozpoczął Marcel Gorczyca przy asyście Adriana Zaremby i… na tym jednym golu się nie skończyło. W zapowiedziach ostrzegaliśmy Narodowe Śródmieście przed Marcelem Gorczycą i jego seryjnymi strzałami, ale nie spodziewaliśmy się, że w tym meczu trafi ich aż 11! Połowa bramek, które zdobył zespół została strzelona właśnie przez niego. Nie był on samolubny bo strzelał też Dariusz Gorczyca, Jakub Sosnowski, Maks Himel oraz Przemysław Ostrowski, jednak niekwestionowanym królem był zdecydowanie Marcel. W pierwszej połowie mogliśmy dostrzec wolę walki gospodarzy, jednak im dłużej trwało to spotkanie, a rozmiary porażki tylko się powiększały, to wola spadała. FC Gorlicka z każdą minutą nabierała coraz więcej luzu i pod koniec meczu czuła się już prawie jak na treningu. Narodowe Śródmieście pomimo ewidentnych braków zarówno w ofensywie jak i defensywie postarali się znaleźć kilka chwil nieuwagi rywala i zdołali umieścić futbolówkę w bramce cztery razy. Po tym spotkaniu FC Gorlicka umacnia się na fotelu lidera z dorobkiem 43 punktów. Staje się również najbardziej bramkostrzelną drużyną w Ekstraklasie wyprzedzając In Plus & Pojemną Halinę o 8 goli. Narodowe Śródmieście dalej z trzema punktami pozostaje na ostatnim miejscu w tabeli.
Spotkanie Tura z Mixamatorem miało jednego faworyta ,ale jak to często bywa, historia lubi się powtarzać i ponownie w starciu tych drużyn gospodarze nie mieli optymalnego składu. Do tego nawet nie mieli zmiany i bramkarza co dodatkowo komplikowało sytuację. Miksy w poprzedniej rundzie byli blisko sprawienia niespodzianki, ale wówczas zabrakło szczęścia i skuteczności. Od początku Tur starał się operować piłką, jednak nie mając topowego składu często grał niedokładnie i to stwarzało okazje dla Miksów do kontr. Trzeba też podkreślić, że golkiper gości świetnie wyczuwał intencje przeciwników przez co gracze z Ochoty mieli problemy ze stwarzaniem klarownych sytuacji. Po jednej z akcji Mikołaj Prybiński huknął na bramkę, a piłka po drodze odbiła się od Bartka Nowodworskiego i było 0:1. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat ale to ponownie Miksy strzeliły bramkę. Arsen Oleksiv przejął piłkę pod własnym polem karnym i samotnym rajdem przez niemal całe boisko podwyższył prowadzenie. To oznaczało kłopoty dla Tura, który nie miał w pierwszej połowie pomysłu na grę. Po 25 minutach było 0:2 i sensacja wisiała w powietrzu. Po zmianie stron gospodarze zmienili ustawienie i to Rafał Polakowski wziął się za rozgrywanie. Klepanie piłki po obwodzie nie przynosiło jednak wymiernych skutków. Dopiero strzały z dystansu zaskoczyły golkipera rywali i dwukrotnie popularny Polak znalazł drogę do siatki przeciwników. Remis 2:2 nie zadowalał nikogo, dlatego w końcówce zarówno Tur, jak i Mixamator mieli swoje okazje. Dwa razy pomylił się Przemysław Alberski, a z drugiej strony Kamil Kamiński minimalnie chybił chcąc przelobować bramkarza Tura. Podział punktów, który jest małym zaskoczeniem. Dla Tura to strata dwóch oczek, która może mieć znaczenie na koniec sezonu. Dla Miksów remis oznacza spadek do pierwszej ligi.
W meczu na szczycie Kebavita podejmował vice lidera In Plus Pojemną Halinę. Od początku spotkania widać było determinację u gospodarzy by wygrać to spotkanie. Pierwszy fragment meczu to popis Christiana Namaniego, który dwa razy wpisał się na listę strzelców. Goście początkowo grali tak jak się zbierali na mecz, czyli ospale. Jednak jak już ruszyli ze swoją grą to Kebavita nie miała już tyle swobody i gospodarze doświadczali coraz większych problemów w konstruowaniu akcji. Bramkę kontaktową zdobył Maciej Sioch i koniecznie tego gola trzeba obejrzeć w skrótach meczowych, bo bramkarz nawet się nie ruszył do interwencji przy strzale Macieja. Team Buraka Cana po chwili podwyższył na 3:1, ale od tego momentu In Plus Pojemna Halina zaczęła dominować. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Goście szybko doprowadzili do wyrównania, a jeszcze przed przerwą Rafał Barzyc wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Trzeba zaznaczyć, że wejście na boisko tego zawodnika uspokoiło grę i dodało jakości, której brakowało na początku spotkania. Po zmianie stron Kebavita starała się odrobić stratę, jednak obrona ekipy Patryka Galla była już bardziej skuteczna i nie pozwalała napastnikom rozwijać skrzydeł. Znakomicie grał także Bartosz Przyborek, który od tyłu świetnie rozgrywał, czym stwarzał sporo okazji kolegom do strzelania bramek. W pewnym momencie wydawało się, że gospodarze podobnie jak w starciu z Gorlicką mogą tutaj ugrać choćby punkt. Przy stanie 5:6 jednak w końcówce postawili wszystko na jedną kartę, a że byli nieskuteczni, to rywale odskoczyli na bezpieczną przewagę, której nie oddali już do końca meczu. Po końcowym gwizdku na tablicy wyników był rezultat 5:8 i to oznacza, że In Plus Pojemna Halina zapewniła sobie drugie miejsce w lidze. Kebavita natomiast straciła praktycznie szanse na medale i co więcej musi bronić pozycji nr 5, bo może się okazać że Anonimowi rzutem na taśmę mogą pozbawić ich gry w Pucharze Ligi Fanów.
Będący na fali wznoszącej zespół, który już zapewnił sobie utrzymanie z tylko teoretycznymi szansami na medale kontra zespół, który przegrał dwa ostatnie spotkania i spadł z miejsca na podium ligowej tabeli. Dodatkowo zespół, który chciał się zrewanżować za porażkę z zeszłej rundy. Anonymmous! kontra East Wind. Goście przystąpili do tego spotkania niemal w optymalnym składzie i już od początku ruszyli do ataku. W 5 minucie bramkę otwierającą wynik spotkania zdobył niezawodny Damian Patoka i mogło się wydawać, że będzie to łatwy mecz dla ekipy Sebastiana Dąbrowskiego. Jednak po szybko strzelonej bramce East Wind oddał pole gry gospodarzom, zaczął popełniać coraz więcej błędów w defensywie, co skrzętnie wykorzystali Anonimowi doprowadzając do wyrównania minutę po pierwszym kwadransie gry. W końcówce pierwszej połowy East Wind znów za sprawą popularnego Pato wyszedł na prowadzenie, ale niemal równo z kończącym pierwszą połowę gwizdkiem sędziego bramkę dającą wyrównanie zdobył Michał Głębocki. W drugiej połowie ciężar zdobywania bramek w ekipie gości wziął na siebie Mateusz Olszak, który w 25 minut zdobył aż 4 gole i pozwolił East Windowi myśleć o pozytywnym wyniku. Ekipa Maćka Mękiny jak to ma w zwyczaju walczyła do samego końca i nawet przy niekorzystnym wyniku z dużą ambicją podchodziła do swoich obowiązków na murawie. Niestety tylko dwa zdobyte gole nie pozwoliły na zdobycie upragnionych 3 punktów i to East Wind cieszył się z wygranej dając sobie szanse na zakończenie ligowych rozgrywek na podium.
W niedzielny wieczór odbyło się istotne starcie w kontekście utrzymania w ekstraklasie. Naprzeciw siebie stanęły ekipy Impulsu i Contry. Gospodarze jak to mają w zwyczaju w tym sezonie przeplatają lepsze mecze ze słabszymi. Jednak jak zawsze podkreślamy w tej drużynie jest potencjał i być może w kolejnym sezonie ten team pokaże swoje prawdziwe oblicze. Goście nie zaliczą tego sezonu do udanych. Skład nie jest już tak solidny jak wtedy, gdy ta ekipa awansowała do ekstraklasy. Nie dziwi więc fakt, że podopieczni Michała Raciborskiego męczą się i walczą o to by zebrać skład na spotkania. Tym razem jednak mieli kim grać i ciekawi byliśmy tego pojedynku. Lepiej zaczął Impuls i prowadził już 3:0. Jednak goście nie dawali za wygraną i udało im się jeszcze przed przerwą strzelić gole kontaktowe. Patryk Kwiatkowski i Michał Raciborski znaleźli drogę do bramki przeciwników i po 25 minutach rywalizacji było 3:2. Po zmianie stron Contra rzuciła się do odrabiania strat. Trzeba przyznać, że goście mieli swoje szanse ale brakowało szczęścia. Z drugiej strony Impuls szukał możliwości powiększenia wyniku, by nie czekać nerwowo na końcowy gwizdek. Ponownie w ostatnich kolejkach spokój zagwarantował Kostiantyn Didenko, który swoimi strzałami z dystansu nie dał szans bramkarzowi rywali. W końcówce wyłożył piłkę do pustej bramki koledze z drużyny i ponownie w tej rundzie stał się bohaterem swojej drużyny. Ostatecznie gospodarze wygrywają 6:3 i praktycznie pieczętuje pozostanie w lidze. Contra co prawda ma jeszcze matematyczne szanse, ale uniknięcie spadku to jak wygrana w lotto - zdarza się niezwykle rzadko w podobnej sytuacji.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)