Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Będąca jednym z pretendentów do mistrzostwa IN Plus & Pojemna Halina chcąc pozostać w walce o najwyższe cele i nie dać odjechać rywalom przed przerwą zimową musiała pokonać niżej notowanego gospodarza tego spotkania - Contrę, która po dobrej serii trzech zwycięstw potknęła się w ostatnim meczu i chciała pozostać w grze o „pudło”. Mecz rozpoczął się od szybko strzelonej bramki na 0:1 z dobitki przez Jakuba Nahornego. Parę minut później mogło być już 0:2, lecz zawodnik „ In Plus & Pojemnej Haliny” nie wykorzystał „setki” i moment później zawodnicy Contry doprowadzili do wyrównania tego spotkania. Były to ostatnie chwile, kiedy byli tak blisko swoich przeciwników, ciąg dalszy pierwszej połowy przebiegał na warunkach narzuconych przez graczy gości, którzy bardzo szybko odskoczyli rywalom i spokojnie grali „swoje”. Pierwsza część spotkania zakończyła się wynikiem 3:6, który mógł zwiastować pogoń gospodarzy w dalszej części tego meczu. Bezpieczne i szybkie powiększenie prowadzenie po odbiorze piłki bramkarzowi Contry zapewnił gościom strzelec pierwszej bramki spotkania - Jakub Nahorny, rozwiązując worek z bramkami dla swojego zespołu. Niemoc gospodarzy w tym meczu nie pozwalała na zbliżenie się do gości i dość wysoką porażką 7:16, przez co zawitali do strefy spadkowej na koniec rundy jesiennej, a goście utrzymali dystans do lidera i pozostają w walce o mistrza.
Kolejnym ciekawie zapowiadającym się spotkaniem w ekstraklasie było starcie AnonyMMous! z FC Impuls UA. Oba zespoły mają swoje problemy w tym sezonie ligowym, jednak zdecydowanym faworytem tego spotkania byli gospodarze. Goście podeszli do tego meczu bardzo zmotywowani i już sam początek meczu zwiastował, że będziemy świadkami bardzo zaciętego pojedynku. Mecz był bardzo otwarty, akcje przenosiły się z jednej pod drugą bramkę. Obie ekipy prezentowały duże umiejętności piłkarskie i świetne wyszkolenie techniczne. Pierwsi z gola cieszyli się zawodnicy Impulsu, a autorem bramki był Vadym Tymonik. Kilka minut później, Anonimowi doprowadzają do remisu, po świetnie rozegranym rzucie z autu bramkę zdobywa Maciej Sidorowicz. Jeszcze przed przerwą ponownie na prowadzenie wyszła ekipa z Ukrainy, tym razem pięknym strzałem popisał się Artur Tymonik i goście na przerwę schodzili prowadząc 1:2. Po zmianie stron AnonyMMous zdecydowanie postawili na grę ofensywną, często przy tym zapominając o grze w defensywie. Impuls świetnie to wykorzystał i już po kilku minutach drugiej połowy goście prowadzili 1:4. Anonimowi zdecydowali się na wycofanie bramkarza chcąc przy tym rozgrywać piłkę z przewagą jednego zawodnika w polu. Maćka Miękinę zastąpił Damian Borowski. Niestety taka taktyka nie przynosiła efektu, brakowało precyzji w rozgrywaniu piłki, a w kluczowych momentach szwankowała skuteczność. Goście kontrowali raz po raz ekipę gospodarzy i podwyższali swoje prowadzenie. Przy wyniku 1:7 Anonimowym udaje się strzelić jeszcze dwie bramki, jednak były to gole na otarcie łez. Ostatecznie Impuls dość niespodziewanie wygrywa to spotkanie aż 3-8 i pokazuje, że nie wolno ich lekceważyć w kolejnej rundzie Ligi Fanów.
Niezwykle ważne w kontekście układu tabeli w ekstraklasie było starcie Kebavity z Turem. Od początku było widać, że oba zespoły chcą wygrać i to powodowało, że oglądaliśmy niezwykle emocjonujące widowisko. Gospodarze ustawili się w defensywie i czekali na ataki gości. Ekipa Konrada Kowalskiego starała się konstruować spokojnie atak pozycyjny, ale nie mogła sobie wypracować klarownych sytuacji bramkowych. Kebavita w poprzednich sezonach w starciach z Turem nie potrafiła skutecznie zagrać całego spotkania w defensywie i w pewnym momencie Tur potrafił ich zdominować. Tym razem było inaczej, bo podopieczni Buraka Cana potrafili wytrzymać napór rywali i po kontrze wyszli na prowadzenie. Goście po chwili mogli wyrównać, bo grali w przewadze po karze indywidualnej dla Jacka Żołnierskiego. Okresu przewagi nie wykorzystali, a po chwili przegrywali już 2:0. Valik Chopaniuk po rajdzie po skrzydle mocno uderzył futbolówkę i nie dał szans Pawłowi Wysockiemu. Do przerwy było jeszcze gorzej, bo Christian Namani wykorzystał błąd w obronie i było już 3:0. Po zmianie stron Kebavita strzeliła gola na 4:0 i wydawało się, że jest po meczu. Wtedy do gry wrócił niespodziewanie Tur. Robert Hankiewicz zamienił na pozycji bramkarza Pawła Wysockiego i w okresie kilku minut grając z lotnym bramkarzem ekipa z Ochoty odrobiła trzy bramki i było już tylko 4:3. Jednak tego dnia Kebavita miała dużo więcej argumentów po swojej stronie. Kolejne akcje gości nie były udane i po kontrach team Buraka Cana ponownie odjechał rywalom. Ostatecznie skończyło się 9:4 i mimo, że jeszcze nie wszystkie mecze w ekstraklasie się zakończyły o tej porze, to wiedzieliśmy, że Kebavita zakończy zmagania po rundzie jesiennej na podium. Tur pierwszy raz od paru sezonów poza strefą medalową, ale jak dobrze wiemy wszystko decydować się będzie na wiosnę i obecny mistrz na pewno zmobilizuje się na rundę rewanżową.
Dla Mixamatora zwycięstwo w meczu z Narodowym Śródmieściem było szansą na wydostanie się ze strefy spadkowej. Ekipa Marka Szklennika walczyła za to o pierwsze punkty w sezonie i w końcu udało się kapitanowi Narodowego zebrać skład, który dawał solidne nadzieje na wygraną. Od pierwszego gwizdka obie drużyny grały raczej zachowawczy futbol i przede wszystkim skupiły się na grze z tyłu, przez co pierwszego gola obejrzeliśmy dopiero po dwudziestu minutach gry. Wynik otworzył Yurii Suliatytskyi i Mixamator objął prowadzenie. Wprawdzie gospodarze byli stroną zdecydowanie przeważającą w pierwszej połowie, to trafienie Yuriego było jedynym, jakie obejrzeliśmy przed przerwą. W drugiej części spotkanie zdecydowanie nabrało kolorów, bo choć w 31 minucie na 2:0 podwyższył Kamil Krupa, to z każdą minutą dało się zauważyć, że Mixom zaczyna brakować pomysłów i polotu w grze ofensywnej. W 36 minucie Kamil Gadomski posłał piłkę przez całe boisko do niekrytego Victora Yaremii, ale z sytuacji jeden na jeden górą wyszedł golkiper Śródmieścia Marek Reszczyński. Goście spychali zespół Michała Fijołka do defensywy, a Mixy odpowiadały nieskutecznymi kontratakami. W końcu gola kontaktowego zdobył Tomek Terpiłowski i dało się odczuć, że Narodowe Śródmieście łapie wiatr w żagle. W 45 minucie Yurii Suliatytskyi zatrzymał akcję ofensywną gości i widząc daleko wysuniętego bramkarza oddał strzał przez niemal całe boisko i zdobyłby gola, gdyby nie pogoń Marka Reszczyńskiego, któremu w ostatniej chwili udało się zatrzymać piłkę. W 46 minucie gola wyrównującego potężnym strzałem z dystansu zdobył Marcin Banasiak i Narodowe całkowicie przejęło inicjatywę. Mixamator dzielnie się bronił i kiedy zdawało się, że dowiezie remis do końca, na minutę przed ostatnim gwizdkiem wysiłek zawodników Narodowego Śródmieścia ukoronował Patryk Nowicki zdobywając zwycięskiego gola.
W meczu na szczycie na koniec zmagań w ekstraklasie w rundzie jesiennej zmierzyły się ekipy East Windu i Gorlickiej. Patrząc na to w jakim składzie przyszli gospodarze nie sądziliśmy, że postawią tak duże wymagania swoim rywalom. Już na początku spotkania Maciek Aderek - golkiper teamu Sebastiana Dąbrowskiego, strzałem z dystansu dał prowadzenie. Goście stopniowo zaczęli grać swoje schematy gry i to dało efekty. Dwie bliźniacze akcje przeprowadził Marcel Gorczyca, który uderzał na bramkę, a tor lotu piłki w obu przypadkach zmieniał Maksymilian Kot i było już 1:2. Po indywidualnej akcji napastnika Gorlickiej zrobiło się 1:3 i wydawało się, że ekipa Daniela Gello ma mecz pod kontrolą. Jednak East Wind nie rezygnował ze swojej taktyki i to się opłaciło. W odstępie trzech minut dwa razy pokonał Mateusza Kota i zrobił się remis 3:3. Mimo jeszcze kilku okazji z obu stron wynik do przerwy się nie zmienił. W drugiej połowie obie ekipy grały konsekwentnie swoje założenia. Po okresie, w którym nie padały bramki, pierwsi dali się zaskoczyć goście. Paweł Rybak wykorzystał błąd w defensywie i wyprowadził East Wind na prowadzenie. Radość nie trwała zbyt długo, bo po chwili Eryk Murawski wyrównał i od tego momentu to właśnie Gorlicka zaczęła dominować. Dwie bramki dające prowadzenie ustawiły scenariusz końcówki spotkania. Goście operowali piłką i długo budowali swoje akcje. Gospodarze musieli zaryzykować nie mając nic do stracenia. Obrona kierowana przez Roberta Śmigielskiego grała perfekcyjnie w destrukcji, choć samemu Robertowi przydarzył się kiks i po bloku napastnika rywali piłka wtoczyła się do bramki. Nie miało to jednak konsekwencji na wynik tego spotkania, bo Gorlicka w końcówce po solowym rajdzie Marcela Gorczycy przypieczętowała zwycięstwo 5:8. Oznacza to, że przez zimę będzie w fotelu lidera po rundzie jesiennej i patrząc na grę tego zespołu nie jest to dla nas zaskoczenie. East Wind w środku tabeli i jest pewnie w teamie Sebastiana Dąbrowskiego lekki niedosyt, bo ta runda zagrana była poniżej ambicji i oczekiwań.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)