reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Trzecia kolejka rozgrywek 3. ligi przyniosła nam hitowe starcie dwóch niepokonanych dotąd drużyn. FC Vikersonn I podejmował trzecią ekipę Husarii Mokotów. Zapowiadało się fascynujące widowisko, ponieważ zarówno gospodarze, jak i goście wystawili na to spotkanie bardzo mocne składy.

Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli zawodnicy z Ukrainy, którzy już w pierwszych sekundach – po błędzie w rozegraniu piłki przez rywali – zdobyli bramkę na 1:0. Ekipa Tomasza Hubnera od samego początku musiała gonić wynik. Po stracie gola goście starali się kontrolować przebieg spotkania, długo utrzymując się przy piłce i szukając odpowiedniego momentu na atak. Gracze z Mokotowa często grali z wysoko ustawionym bramkarzem, co zwiększało liczbę zawodników w ofensywie. Niestety, ta taktyka przez długi czas nie przynosiła efektów – brakowało dokładności i spokoju w kluczowych momentach akcji. Vikersonn bronił się solidnie, grając nisko i skutecznie neutralizując przewagę liczebną Husarii.

Na kolejną bramkę musieliśmy chwilę poczekać. W 14. minucie najniższy na boisku Krzysztof Mamla okazał się najsprytniejszy i strzałem głową doprowadził do wyrównania 1:1. Husaria kontynuowała grę z wysoko ustawionym bramkarzem, jednak tuż przed końcem pierwszej połowy popełnił on błąd przy rozegraniu piłki, co wykorzystał Yurii Rubinski, kierując futbolówkę do pustej bramki. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie – mieliśmy 2:1 dla gospodarzy.

Druga odsłona to otwarta gra z obu stron. Goście od początku starali się szybko wyrównać, by powalczyć o kolejne trzy punkty. Udało im się to po błędnie rozegranym rzucie rożnym przez rywali – po błyskawicznej kontrze bramkę zdobył Patryk Herman. Chwilę później Husaria wyszła na prowadzenie 3:2 po trafieniu Mamli, który po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Wydawało się, że Husaria zaczyna kontrolować przebieg spotkania, jednak Vikersonn nie poddawał się i szybko odpowiedział, doprowadzając do remisu 3:3. Radość gospodarzy nie trwała długo – już dwie minuty później Patryk Borowski wykorzystał grę na ścianę z napastnikiem i ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 4:3.

Na dziesięć minut przed końcem spotkania ponownie dał o sobie znać Yurii Rubinski, który wykorzystał błędy w kryciu i doprowadził do remisu 4:4. Od tego momentu gra gości całkowicie się posypała – zaczęli popełniać proste błędy, a taktyka z lotnym bramkarzem nie przynosiła już wymiernych korzyści. Co prawda Husaria miała jeszcze szansę na objęcie prowadzenia z rzutu karnego, ale Krzysztof Mamla nie wykorzystał „jedenastki”.

Vikersonn natomiast z zimną krwią wykorzystał wszystkie błędy rywala i w końcówce spotkania zdobył aż cztery bramki, ostatecznie wygrywając mecz. Gospodarze zagrali bardzo solidnie, skutecznie punktując przeciwnika. Świetne zawody rozegrał Yurii Rybinski, który zdobył aż pięć bramek. Dzięki temu zwycięstwu FC Vikersonn I wyprzedza Husarię Mokotów w tabeli i awansuje na trzecie miejsce.

2
12:00

W niedzielę doszło do interesującego starcia pomiędzy Warsaw Sinaloa a Deluxe Barbershop. Obie ekipy znajdowały się w górnej części tabeli i miały na koncie solidny dorobek punktowy po dwóch kolejkach – gospodarze z czterema oczkami zajmowali 3. miejsce, a goście z trzema punktami plasowali się na 5. pozycji. Zapowiadało się wyrównane spotkanie i rzeczywiście – emocji nie zabrakło.

Już na początku meczu pierwsi zaatakowali goście. Mammadov wykorzystał precyzyjne podanie od Huseyna i otworzył wynik, dając prowadzenie Deluxe Barbershop. Strata bramki podziałała jednak mobilizująco na Warsaw Sinaloa, a sygnał do ataku dał świetnie dysponowany Abbassi, który wyrównał kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego. Chwilę później gospodarze poszli za ciosem – tym razem Kucharczyk zagrał dokładnie w pole karne, a akcję skutecznie wykończył Himkowski. W 13. minucie znów błysnął Abbassi, który po dynamicznej, indywidualnej akcji minął rywali i po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Do przerwy wynik 3:1 utrzymał się mimo okazji po obu stronach.

Po zmianie stron gospodarze szybko udowodnili, że nie zamierzają zwalniać. Abbassi skompletował hat-tricka, a po chwili dobrą kontrę zespołu skutecznie zakończył Nejman, podwyższając na 5:1. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, ale goście zerwali się jeszcze do walki – w krótkim czasie zdobyli dwa gole i wrócili do gry, choć tylko na moment.

Ostatecznie to jednak Warsaw Sinaloa dopięła swego – wynik meczu na 6:3 ustalił Popławski, który wykorzystał kolejną skuteczną kontrę. Było to spotkanie pełne ofensywnej jakości i efektownych akcji, ale to gospodarze wykazali się większą skutecznością i zasłużenie sięgnęli po trzy punkty.

3
13:00

W trzeciej kolejce rozgrywek naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny o zupełnie odmiennych nastrojach. GLK, lider tabeli, w doskonałym stylu rozpoczął sezon od dwóch przekonujących zwycięstw. Z kolei Orzeły Stolicy, mimo dużego doświadczenia i jakości w składzie, notowały spore problemy – zwłaszcza po zaskakującej porażce z Warsaw Sinaloa, gdzie mimo mocnego zestawienia, nie byli w stanie nawiązać wyrównanej walki.

Wszelkie nadzieje gospodarzy na przełamanie szybko zostały jednak rozwiane. GLK od pierwszych minut narzucił swoje tempo, grając z polotem, swobodą i ogromną pewnością siebie. Już do przerwy Zieloni prowadzili 3:0, kontrolując każdy aspekt meczu – zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – GLK dalej dominował, podkręcając tempo i konsekwentnie punktując rywali. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:0, co było odzwierciedleniem pełnej dominacji przyjezdnych.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Mateusz Grabowski – zdobywca aż czterech bramek oraz asysty. Jego gra była nie tylko skuteczna, ale i widowiskowa. Świetnie wspierał go Damian Sawicki, który dorzucił dwa gole i jedno ostatnie podanie. Cała drużyna imponowała zorganizowaniem, pressingiem i skutecznością w finalizacji. To poskutkowało w pełni zasłużonym sukcesem.

4
13:00

W niedzielnym spotkaniu druga drużyna Łowców podejmowała zespół FC Prykarpattia. Obie ekipy w tym sezonie grają zdecydowanie poniżej oczekiwań – żadna z nich nie zaznała jeszcze smaku zwycięstwa. Mimo solidnych składów był to więc pojedynek drużyn z dolnej części tabeli.

Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy od pierwszych minut wykazywali większą determinację i chęć do gry. Ich zaangażowanie szybko przyniosło efekt – bramkę zdobył Sderihin. Gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli, doprowadzając do wyrównania po składnej akcji całego zespołu, którą wykończył Anton Nautiak. Od tego momentu przewaga Prykarpattii zaczęła rosnąć. Goście częściej stwarzali zagrożenie pod bramką rywali i wyraźnie dominowali. W pierwszej połowie zdobyli jeszcze dwie bramki – najpierw na 2:1 trafił Dutchak, a tuż przed przerwą wynik na 3:1 podwyższył Nykyforak. Do szatni schodziliśmy więc z dwubramkowym prowadzeniem gości.

Po zmianie stron zawodnicy w białych koszulkach kontynuowali dobrą grę, a ich przewaga rosła z każdą minutą. Prykarpattia prowadziła już w pewnym momencie 5:1 i wydawało się, że emocje w tym meczu dobiegły końca. Goście, pewni swego, zaczęli rotować składem, co przy braku zrozumienia i błędach w defensywie pozwoliło gospodarzom coraz śmielej atakować. Bramka Danylo Tkachuka na 2:5 wlała nadzieję w drużynę Łowców, która z każdą udaną akcją nabierała pewności. Kolejne minuty przyniosły gole na 3:5 i 4:5, a końcówka spotkania zapowiadała się niezwykle emocjonująco.

W ostatnich minutach meczu gospodarze przeprowadzili groźną akcję, podczas której obrońcy Prykarpattii kilkukrotnie nie potrafili wybić piłki ze swojego pola karnego. Niefrasobliwość defensywy i spryt napastnika doprowadziły do faulu w polu karnym. Sędzia bez wahania wskazał na "wapno". Do piłki podszedł najlepszy tego dnia zawodnik gospodarzy – Anton Nautiak – i pewnym strzałem pokonał bramkarza, doprowadzając do remisu 5:5.

Do końca spotkania obie drużyny próbowały jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale zabrakło czasu. Mecz zakończył się remisem i podziałem punktów. Goście z pewnością mogą żałować roztrwonionej przewagi, a końcowy wynik nie zadowala żadnej ze stron – po trzech kolejkach obie ekipy nadal znajdują się w dolnej części tabeli. Szansa na kolejne punkty już w najbliższą niedzielę.

5
15:00

W trzeciej kolejce zmierzyły się drużyny FC Comeback oraz Tonie Majami. Gospodarze po dwóch seriach gier mieli na swoim koncie trzy punkty, natomiast goście – zaledwie jeden. W zapowiedziach wskazywano, że faworytem będzie ukraiński zespół, choć wielu spodziewało się wyrównanego widowiska. I rzeczywiście – początek meczu potwierdził te przewidywania.

Pierwsze minuty należały do gospodarzy, którzy częściej utrzymywali się przy piłce i stwarzali groźniejsze sytuacje. Tonie Majami ratował jednak znakomicie dysponowany Jakub Krzyżanowski, popisując się kilkoma pewnymi interwencjami, a w jednej z akcji uratowało go jeszcze obramowanie bramki. Remis utrzymywał się do 22. minuty, kiedy to goście objęli prowadzenie po trafieniu Jakuba Sobczaka.

Po przerwie gracze Majami szybko podwyższyli wynik – ponownie na listę strzelców wpisał się Jakub Sobczak. Goście wyszli na dwubramkowe prowadzenie, ale ich radość nie trwała długo. Pechowo z boiska, z powodu kontuzji, musiał zejść wspomniany wcześniej Jakub Krzyżanowski, który do tego momentu był jednym z najlepszych zawodników meczu. Między słupkami zastąpił go Adam Krzyżanowski. Od tego momentu inicjatywę przejął FC Comeback, który po raz kolejny udowodnił, że jego nazwa nie jest przypadkowa. Trzy bramki Valentyna Sinkevycha odwróciły losy meczu, a rozpędzeni gospodarze dołożyli jeszcze dwa trafienia, ustalając wynik na 5:2.

FC Comeback sięga po drugie zwycięstwo w sezonie, pokazując charakter i skuteczność w decydujących momentach. Tonie Majami, mimo ambitnej postawy i dobrej pierwszej połowy, ponownie schodzą z boiska bez wygranej...

Reklama