Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 5 Liga
Iglica Warszawa, choć już pogodzona ze spadkiem, miała zamiar powalczyć o punkty w meczu z Bartolini Pasta. Goście wciąż nie mogą być pewni utrzymania, dlatego zwycięstwo było dla nich absolutnym priorytetem. Od początku gospodarze zagrali bez kompleksów, odważnie atakując, co szybko przyniosło efekt – w zamieszaniu pod bramką najlepiej odnalazł się Jakub Kieczka i niespodziewanie team Radka Sówki objął prowadzenie.
Bartolini musiało wrzucić wyższy bieg, ale mimo kilku okazji nie potrafiło pokonać świetnie broniącego Konrada Starobrata. Dopiero przed przerwą Mateusz Brożek urwał się skrzydłem i idealnie dograł do Przemysława Sierpińskiego, który wyrównał wynik spotkania. Do przerwy mieliśmy remis 1:1 i wszystko wskazywało na to, że druga połowa przyniesie sporo emocji.
Po zmianie stron długo utrzymywał się wynik sprzed przerwy. Bartolini musiało zaatakować, ale gospodarze nadal trzymali się w grze, głównie dzięki kapitalnym interwencjom Starobrata. W końcu jednak napór gości przyniósł efekt – w polu karnym Iglicy zrobiło się spore zamieszanie i po kilku przebitkach piłka wpadła do siatki. Chwilę później Krystian Pazdyka podwyższył wynik, dając swojej ekipie dwubramkowe prowadzenie. Iglica nie odpuszczała i miała jeszcze swoje szanse, ale po drugiej stronie dobrze spisywał się Piotr Szczypek, który wielokrotnie ratował swój zespół przed stratą bramki. W końcówce po rykoszecie Bartolini strzeliło czwartego gola, a dosłownie w ostatnich sekundach Iglica zdołała jeszcze odpowiedzieć – na więcej jednak nie było już czasu.
Ostatecznie ekipa Michała Cholewińskiego wygrywa 4:2, gwarantuje sobie utrzymanie i wciąż walczy o Puchar Ligi Superbet.
W 17. kolejce 5. ligi naprzeciw siebie stanęły drużyny ze środka tabeli – Więcej Sprzętu niż Talentu oraz Georgian Team. Zdecydowanie lepiej w mecz weszła drużyna Łukasza Krysiaka, która od początku bombardowała bramkę rywali, jednak przez długi czas brakowało im skuteczności.
Po trafieniu na 1:0 obraz gry się nie zmienił – WSnT nadal dominowało, a Georgian Team skupiało się na grze z kontry, licząc na błąd przeciwnika. Wielokrotnie bramkarz gości popisywał się spektakularnymi interwencjami, trzymając swój zespół w grze. Ale jak wiadomo, w piłce nożnej nie liczy się samo posiadanie piłki czy liczba sytuacji, tylko to, kto więcej razy trafi do siatki. I tak też się stało – kilka dobrze wyprowadzonych kontr gości przyniosło efekt i w krótkim czasie Georgian Team wyszli na prowadzenie 1:2. Gospodarze jednak nie odpuścili i jeszcze przed końcem pierwszej połowy zdołali wyrównać.
Druga część meczu nie różniła się wiele od pierwszej – WSnT nadal prowadziło grę, statystyki zdecydowanie przemawiały na ich korzyść, ale wciąż raziła ich nieskuteczność. Bramkarz drużyny z Gruzji kontynuował świetny występ, długo odpierając ataki gospodarzy.
Dopiero w końcówce meczu WSNT zdołało przełamać impas, strzelając dwie bramki i zasłużenie wygrywając to starcie 4:2. Trzeba jednak oddać Georgian Team, że zaprezentowali się bardzo dobrze – byli zorganizowani, waleczni i niezwykle groźni w kontratakach. Tyle że ta porażka oznacza, że dopiero w ostatniej kolejce okaże się, czy uda im się zachować byt w 5.lidze.
Dla obu ekip stawka tego spotkania była wysoka, choć z zupełnie różnych powodów. Hetman walczy o mistrzostwo, a Old Eagles – o utrzymanie. Tym bardziej dziwi fatalna frekwencja, bo obie drużyny pojawiły się na boisku bez żadnych rezerwowych. Przełożyło się to na przebieg spotkania, które szybko zamieniło się w typowy pojedynek młodości z doświadczeniem – i zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami, skuteczniejsza okazała się ta pierwsza.
Już w 3. minucie niezawodny Damian Kucharczyk zdecydował się na indywidualną akcję, którą zakończył precyzyjnym strzałem przy słupku. W 11. minucie dla odmiany Arkadiusz Kibler huknął z dystansu i golkiper Orłów był bez szans. Po drugiej stronie fenomenalną formę ponownie potwierdzał Wiktor Stankowski – bramkarz Hetmana, który skutecznie zatrzymywał kolejne ataki rywali, a w 15. minucie wygrał kluczowy pojedynek jeden na jednego. Mimo świetnej postawy między słupkami, w 21. minucie musiał skapitulować po ładnej akcji Bartosza Figata i strzale Sylwestra Madeja. Pierwsza połowa zakończyła się więc wynikiem 2:1.
Po przerwie Hetman jednak szybko pokazał, kto tego dnia był lepiej przygotowany. Gol Piotra Zielińskiego i trzy kolejne trafienia Damiana Kucharczyka pozwoliły odskoczyć na 5:1. Old Eagles nie zamierzali składać broni – Roman Pamięta obił poprzeczkę, ale ponownie świetną formą błyszczał Stankowski, który dwoił się i troił w bramce. W końcówce defensywa Hetmana nieco się rozkojarzyła, co wykorzystali Michał Skalski i Mariusz Żywek, zmniejszając straty do 6:3. Jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy – Oskar Kalicki w 46. minucie dobił rywali, a chwilę później znów trafił do siatki. Jedno trafienie dołożył jeszcze Arkadiusz Kibler, a wynik 9:4 w ostatniej akcji meczu ustalił Michał Skalski.
Mimo problemów kadrowych Hetman zgarnia komplet punktów i wciąż pozostaje w grze o mistrzostwo 5. ligi. Old Eagles Koło będą musieli dać z siebie wszystko w ostatniej kolejce, jeśli chcą pozostać na tym poziomie rozgrywek.
Pewna już co najmniej drugiego miejsca na koniec sezonu drużyna Tonie Majami podejmowała Broke Boys – zespół, który w przyszłym sezonie zagra ligę niżej. Zanim mecz na dobre się rozkręcił, dość niespodziewanie to goście objęli prowadzenie. Już w pierwszej minucie Mikita Volkau, dzięki wysokiemu pressingowi, zmusił bramkarza gospodarzy do błędu, a piłka odbita od niego wpadła do siatki.
Pierwsza połowa, choć wyrównana, lepiej układała się dla Broke Boys. Po 17 minutach goście prowadzili już trzema golami, nie tracąc przy tym żadnego. Tonie Majami mimo kilku dogodnych okazji, zdołało pokonać bramkarza przeciwników dopiero na trzy minuty przed końcem tej części spotkania. Wynik 1:3 do przerwy był sporą niespodzianką.
Druga połowa rozpoczęła się jeszcze w miarę równo – przez pierwsze 10 minut żadna z ekip nie była w stanie zdominować rywala. Jednak z każdą minutą rosła skuteczność gospodarzy. Tonie Majami potrzebowało zaledwie pięciu minut, by strzelić cztery bramki i po raz pierwszy objąć prowadzenie.
Broke Boys próbowali jeszcze wrócić do gry, ale nie byli w stanie znaleźć sposobu na rozpędzonego rywala. Sensacja, która wisiała w powietrzu po pierwszej połowie, szybko się rozwiała. Tonie Majami wygrało 7:4 i przed ostatnią kolejką utrzymało fotel lidera.
Broke Boys, mimo porażki, zaprezentowali się z naprawdę dobrej strony – niewiele brakowało, by urwali punkty jednemu z faworytów całych rozgrywek.
To miało być spotkanie z lekkim wskazaniem na GLK, ale nikt nie spodziewał się aż tak jednostronnego widowiska. ADS Scorpions, którzy w tej rundzie wyraźnie nie mogą odnaleźć formy, zostali wręcz rozgromieni – GLK od pierwszego gwizdka nie zostawiło rywalom żadnych złudzeń.
Strzelanie rozpoczął Mateusz Grabowski, który już w pierwszych minutach pokazał, że będzie głównym bohaterem tej części spotkania. W samej pierwszej połowie zanotował aż cztery trafienia, a jego dynamika, pressing i skuteczność sprawiły, że Scorpions szybko stracili wiarę w pozytywny wynik. Do przerwy było już 6:2 dla gospodarzy.
Pech nie opuszczał również A.D.S – bramkarz Damian Sewerynek musiał opuścić boisko, prawdopodobnie z powodu urazu, a między słupkami zastąpił go zawodnik z pola. Choć z pewnością utrudniło to sytuację Scorpionsom, trudno powiedzieć, by był to decydujący czynnik. Większość goli dla GLK to efekt świetnie rozegranych akcji, płynnych kombinacji i zupełnego braku reakcji ze strony obrony – krycie szwankowało, powroty były spóźnione, a tempo gry narzucane przez gospodarzy okazało się nie do udźwignięcia.
W drugiej połowie show kontynuował Jakub Zieliński, który wziął na siebie więcej odpowiedzialności w ofensywie, dokładając kilka trafień i asyst. Mateusz Grabowski nie zwalniał tempa i nadal punktował, a defensywa A.D.S nie potrafiła znaleźć na to żadnej odpowiedzi.
Końcowy wynik to wysoka, w pełni zasłużona wygrana GLK, które umacnia swoją pozycję na podium i pokazuje, że w tej fazie sezonu prezentuje naprawdę solidny, dojrzały futbol. Dla A.D.S Scorpions to niestety piąta porażka z rzędu – kryzys toczy tę ekipę coraz mocniej....







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)