Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 5 Liga
Starcie Hetmana z Bartolini Pasta dostarczyło mnóstwo emocji i zwrotów akcji. Od początku obie drużyny skupiły się na defensywie, co sprawiło, że aż do osiemnastej minuty nie oglądaliśmy bramek. Gospodarze mieli optyczną przewagę, ale nie przekładało się to na klarowne sytuacje pod bramką Piotra Szczypka. Co więcej, to goście jako pierwsi przełamali strzelecką niemoc – Adam Kubajek wykorzystał podanie Piotra Winka i otworzył wynik spotkania.
Stracony gol zmobilizował ekipę Daniela Władka, która jeszcze przed przerwą odwróciła losy meczu. Najpierw wyrównał Damian Kucharczyk, a chwilę później Grzegorz Himkowski, niepilnowany w polu karnym, podwyższył na 2:1.
Po zmianie stron tempo gry jeszcze wzrosło. Hetman szybko zdobył kolejną bramkę, ale Bartolini Pasta nie zamierzało się poddawać. Adam Kubajek był niezwykle aktywny w ofensywie, regularnie nękając defensywę rywali. Goście zdobyli gola na 3:2 i mieli nadzieję na korzystny wynik, jednak Hetman wrzucił wyższy bieg i odskoczył na 6:3.
Gdy wydawało się, że jest po meczu, ekipa Michała Cholewińskiego poderwała się do walki, doprowadzając do stanu 6:5. Ostatnie sekundy były niezwykle nerwowe – Adam Kubajek miał stuprocentową okazję na remis, ale niestety spudłował. Emocji mogłoby być mniej, gdyby Damian Kucharczyk wcześniej wykorzystał rzut karny – gdyby Hetman nie wygrał, ten moment mógłby mocno ciążyć gospodarzom. Na jego szczęście wszystko skończyło się dobrze dla jego ekipy.
Więcej Sprzętu Niż Talentu na inaugurację rundy wiosennej mierzyło się z liderem, Tonie Majami. Od pierwszych minut było widać, że gospodarze zamierzają postawić trudne warunki. Goście starali się narzucić swój styl gry, ale dobrze zorganizowana defensywa rywali skutecznie ich powstrzymywała. W końcu jednak udało się zaskoczyć Łukasza Krysiaka i objąć prowadzenie.
Gospodarze nie zamierzali się poddawać – po strzale Szymona Małyszka piłka odbiła się od przeciwnika, kompletnie myląc Szymona Świercza, co doprowadziło do wyrównania. Od tego momentu gra stała się bardzo wyrównana, a żadna ze stron nie potrafiła przechylić szali na swoją korzyść. W końcówce pierwszej połowy Łukasz Krysiak otrzymał żółtą kartkę za faul taktyczny, ale Tonie Majami nie wykorzystało przewagi liczebnej. Do przerwy wynik brzmiał 1:1.
Po zmianie stron długo czekaliśmy na kolejne trafienie. Filip Motyczyński miał świetną okazję z rzutu karnego, lecz nie zdołał jej wykorzystać. Szybko się jednak zrehabilitował, dogrywając precyzyjne podanie do Dawida Zagrodzkiego, który wyprowadził lidera na prowadzenie. Więcej Sprzętu Niż Talentu nie odpuszczało – efektowną zespołową akcję ponownie wykończył Szymon Małyszek, doprowadzając do remisu.
Gdy wydawało się, że obie drużyny podzielą się punktami, Filip Motyczyński wykorzystał błąd obrony i zapewnił Tonie Majami komplet punktów. Mimo wygranej lider nie zachwycił, ale dopisał do swojego konta cenne trzy oczka. Z kolei gospodarze pokazali, że ich gra wygląda obiecująco i w tej rundzie z pewnością nie raz będą się cieszyć ze zwycięstw.
Bardzo ciekawe spotkanie pomiędzy Georgian Team a Old Eagles Koło zapowiadało się na hit kolejki piątej ligi fanów. Gruzińska ekipa, z braćmi Gabrichidze na czele, desperacko potrzebowała punktów, aby wyrwać się ze strefy spadkowej. Co ciekawe, bezpośrednio nad nimi w tabeli znajdowała się obchodząca w tym roku 20-lecie istnienia drużyna z Woli.
Od pierwszych minut to Gruzini narzucili szybsze tempo gry, wykazując więcej dynamiki w rozgrywaniu akcji. W ich szeregach wyróżniał się Lasha Gabrichidze. To dzięki jego asyście oraz dokładnemu wykończeniu Saby Lomii ekipa z Kaukazu mogła cieszyć się z pierwszej bramki. Po kilku kolejnych minutach optycznej przewagi oraz – trzeba przyznać – dobrej gry w obronie gości, wspomniany Lasha osobiście wpisał się na listę strzelców, a asystę przy tym trafieniu zanotował jego brat Giorgi.
Druga bramka wyraźnie pobudziła "Orzełki", które przez kolejne 10 minut starały się odrobić straty, ale świetnie w bramce spisywał się Mate Zakariadze. Nie zdołał jednak obronić strzału Piotra Parola, który wykorzystał doskonałe podanie Mariusza Żywka. Radość drużyny z Koła nie trwała jednak długo, gdyż w ostatniej minucie pierwszej połowy gola na 3:1 zdobył ponownie świetny tego dnia Lasha Gabrichidze.
Druga połowa rozpoczęła się z wysokiego C, gdy duet odpowiedzialny za pierwszą bramkę powtórzył swój wyczyn – podanie od Lashy Gabrichidze skutecznie wykończył Saba Lomia, podwyższając wynik na 4:1. Jednak goście nie poddali się i po trafieniach Mariusza Żywka oraz Adriana Olwińskiego zmniejszyli dystans do jednej bramki (4:3). Gdy wydawało się, że drużyna z Woli przeprowadzi "remontadę", drugi oddech złapał Giorgi Gabrichidze, który strzałem na 5:3 ponownie dał Gruzinom bezpieczniejsze prowadzenie.
Do końca meczu pozostawał mniej więcej kwadrans, a gracze Old Eagles Koło nie zamierzali się poddać. Najpierw akcję Bartosza Figata skutecznie wykończył Krzysztof Józefiak, a chwilę później po świetnym podaniu Przemka Długokęckiego do remisu 5:5 doprowadził doskonale dysponowany tego dnia Mariusz Żywek. W 40. minucie starcia gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie – po golu Saby Lomii zrobiło się 6:5. Co ważne, to trafienie pozwoliło napastnikowi Georgian Team skompletować hat-tricka.
Old Eagles Koło do końca spotkania podejmowało intensywne próby wyrównania wyniku, jednak Gruzinom udało się dowieźć korzystny rezultat do końca. Zwycięstwo 6:5 sprawiło, że Georgian Team zrównał się punktami z rywalami, a walka o utrzymanie zapowiada się niezwykle emocjonująco!
W 5. lidze w 10. kolejce przeciwnikiem GLK była KS Iglica Warszawa. Gospodarze zajmowali 3. miejsce w tabeli, mając 16 punktów, a ich przeciwnik ostatnie, na jesień gromadząc ledwie 3 oczka. Mimo zdecydowanego faworyta, którym była drużyna w zielonych strojach, pierwsza połowa nie wyglądała tak łatwo, jakby osoba nieznająca drużyn, patrząca wyłącznie na tabelę, mogła się spodziewać.
Prowadzenie GLK zaczęło się od zdobycia dwóch bramek. Atak zielonych koszulek był piekielnie niebezpieczny, w którym główną rolę odgrywali bracia Dominiak oraz Damian "Bąbel" Sawicki. Drużyna Iglicy pokazała solidną defensywę przez wolę walki oraz wiele udanych, kapitalnych odbiorów. Zdołali odpowiedzieć na 2:1, ale niestety później stracili kolejną bramkę. Na przerwę obie strony zeszły z wynikiem 3:1 dla gospodarzy.
Druga część spotkania niestety nie była tak zacięta jak pierwsza. Biorąc pod uwagę jej początek, gdzie jeszcze goście się mocno stawiali, mimo straty gola na 4:1, odpowiedzieli pewnym strzałem z wolnego na 4:2. Niestety po tej bramce mecz przybrał jednostronny wymiar. Oczywiście drużyna w czarnych barwach miała swoje sytuacje, jednak ich ilość porównując do drużyny gości była dużo mniejsza. Drużyna GLK kapitalnie wykorzystywała błędy zespołu przeciwnika oraz pewnie kończyła swoje ataki golem. Spotkanie zakończyło się wynikiem 10:2, dając ważne 3 punkty ekipie gospodarzy, dzięki którym podtrzymali strefę medalową.
W spotkaniu pomiędzy drużyną ADS Scorpions a Broke Boys już na samym początku meczu widać było sporą dysproporcję sił. Zespół prowadzony przez trenera Artura Kałuskiego na starcie musiał borykać się z nie lada problemem, którym była absencja dwóch graczy. W ich miejsce do składu wrócił Adam Dedek, którego obecność sprawiła, że ekipa mogła wystawić pełną szóstkę zawodników. Z drugiej strony natomiast w składzie gości można było zobaczyć na ławce aż trzy nazwiska. Początkowo drużyna z szerszą kadrą radziła sobie minimalnie lepiej. Udało im się nawet strzelić pierwszą bramkę, która padła po dość chaotycznym wybiciu bramkarza, do którego dopadł nowy nabytek Broke Boys, Mikita Volkau. Niestety dla postronnego obserwatora było to jedyne wydarzenie, do którego można odnieść się w kontekście pierwszej połowy, która zakończyła się jednobramkową przewagą gości.
W drugiej odsłonie tego starcia o wiele wyraźniej zarysowała się przewaga gospodarzy. Zaowocowało to najpierw golem na remis, autorstwa Dominika Dedka. Młody i perspektywiczny gracz ADS-ów dał im następnie upragnione prowadzenie mocnym i precyzyjnym uderzeniem nie do obrony. Mimo że chwilę później rywal Scorpionów zdołał doprowadzić do wyrównania, to podopieczni trenera Kałuskiego nie dali już zepchnąć się do defensywy. Zasadniczo mieli oni dużą kontrolę nad przebiegiem spotkania, co zostało uwidocznione kolejnymi pięcioma trafieniami. Jeśli chcielibyśmy być drobiazgowi, to mówilibyśmy o sześciu golach, ponieważ przy wyniku 5:2 piłkę do własnej bramki skierował wcześniej wspomniany Dedek. Mimo tego wydarzenia wychowanek okęckiego RKS-u już chwilę później wrócił na właściwe tory. To głównie dzięki jego postawie oraz fantastycznej formie Łukjanca Scorpiony zatriumfowały w pięknym stylu aż 7:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)