Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 5 Liga
Tonie Majami w tym sezonie gra niemal bezbłędnie, pewnie zmierzając po mistrzowski tytuł. Na dziesięć dotychczas rozegranych meczów tylko raz musieli podzielić się punktami – właśnie z Bartolini Pasta. Czy zatem można było sądzić, że nominalni goście po raz drugi w tym sezonie powstrzymają rozpędzoną maszynę Patryka Kamoli?
W zapowiedziach ostrzegaliśmy przed Filipem Motyczyńskim, który w każdym meczu potrafi zrobić coś z niczego – i jak się okazało, team Michała Cholewińskiego nie odrobił lekcji. Po dość wyrównanym początku, w okolicach 8. minuty, to właśnie Filip wykorzystał błąd obrońcy, który źle opanował piłkę, i wyłożył futbolówkę Dawidowi Zagrodzkiemu niemal do pustej bramki. Ten sam duet kilka minut później podwyższył na 2:0, a około 13. minuty było już 3:0 dla gospodarzy.
Wtedy goście się przebudzili i w krótkim czasie doprowadzili do stanu 3:2. Ale jak to Bartolini ma w zwyczaju – pojedyncze zrywy przeplatają się u nich z przestojami. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:2. Po zmianie stron Tonie Majami nie pozwoliło przeciwnikowi na zbyt wiele – raczej kontrolowało przebieg spotkania. Kluczowa mogła być bramka na 5:2, gdy Filip Motyczyński ponownie wykorzystał nieporozumienie między bramkarzem a obrońcą Bartolini.
Goście nie mieli już zbyt wielu argumentów, by choć spróbować dogonić wynik, a okres między 40. a 45. minutą – kiedy Tonie Majami zdobyło aż trzy gole – tylko przypieczętował dziesiąte zwycięstwo w sezonie. W samej końcówce, na otarcie łez, Mateusz Brożek zdobył trzecią bramkę dla Bartolini, ustalając wynik na 8:3.
Gospodarze zasłużenie zgarnęli komplet punktów. Bartolini miało swoje momenty, ale to zdecydowanie za mało na drużynę, która z taką regularnością zmierza po mistrzostwo.
W starciu Hetman FC z Georgian Team to gospodarze uchodzili za faworytów i końcowy wynik 11:5 potwierdził tę rolę. Jednak samo spotkanie miało zupełnie inną narrację, niż mogłoby się wydawać po spojrzeniu na wynik. Gruzińska drużyna, mimo ogromnych problemów kadrowych – pojawili się bez żadnego rezerwowego, a między słupkami stanął ich nominalny napastnik Mate Zakariadze – przez większość meczu prezentowała się bardzo ambitnie.
Pierwsza połowa była naprawdę zacięta i zaskakująco to goście prowadzili grę. Ich zdecydowanie, waleczność i pressing pozwoliły na wypracowanie wyniku 2:3 do przerwy, co wyraźnie zaskoczyło Hetmana. W drugiej części Georgian Team znów jako pierwszy wpisał się na listę strzelców, ale z czasem gospodarze złapali rytm. Ostatecznie, dzięki lepszej kondycji i możliwości rotacji składem, zdołali najpierw doprowadzić do remisu, a następnie odskoczyć i przejąć pełną kontrolę nad spotkaniem.
Z każdą minutą zmęczenie Gruzinów było coraz bardziej widoczne – brak zmian i intensywne tempo gry zrobiły swoje. W końcówce, próbując zmienić losy meczu, Zakariadze opuścił bramkę i wszedł do pola, ale ten manewr nie przyniósł efektu. Nowy bramkarz nie zdołał zatrzymać rywali i w krótkim czasie stracił aż sześć goli. Mimo wysokiej porażki, Georgian Team pokazał charakter, a przy pełnym składzie ten mecz mógł wyglądać zupełnie inaczej.
Więcej Sprzętu niż Talentu, z nadziejami na zwycięstwo, przystępowało do starcia z GLK. Początek spotkania był wyrównany, a obie ekipy miały swoje szanse na gole. Jednak dobrze grające defensywy obu zespołów nie pozwalały napastnikom na klarowne sytuacje. W końcu, po jednej z akcji, Kamil Pietrzykowski zdecydował się na strzał z dystansu i otworzył wynik meczu. GLK rzuciło się do odrabiania strat, ale nic z tego nie wychodziło. Dopiero stały fragment gry – rzut wolny dobrze wykonany przez Jakuba Zielińskiego – doprowadził do remisu.
Gospodarze, nie zrażeni stratą bramki, konsekwentnie kreowali kolejne sytuacje, a co więcej, skutecznie je wykańczali. GLK, zaskoczone dobrą grą rywali, nie potrafiło powstrzymać przeciwników, i na kilka minut przed końcem pierwszej połowy przegrywało 4:1. Tuż przed przerwą miała miejsce kluczowa, być może decydująca, sytuacja w meczu. Marcin Rumianowski faulował bramkarza Więcej Sprzętu niż Talentu, Łukasza Krysiaka, który niestety musiał opuścić plac gry z kontuzją. GLK, dostając żółtą kartkę, przetrwało okres osłabienia, a po przerwie ruszyło do odrabiania strat. W zaledwie pięć minut strzeliło cztery bramki, a od tego momentu postawa gospodarzy totalnie się posypała.
Choć próbowali wrócić do gry, podobnie jak na początku meczu, natrafiali na kontry, które kończyły się kolejnymi bramkami. Nie ma co ukrywać, że brak zmian i wymuszona rotacja na pozycji bramkarza miały wpływ na przebieg spotkania. Ostatecznie goście wygrali 4:9, umacniając się w czubie tabeli. Mamy nadzieję, że Łukasz Krysiak szybko wróci na boisko, bo bez niego gospodarze, nie ma co ukrywać, będą mieli ciężko o punkty w kolejnych meczach.
W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady odbyło się spotkanie pomiędzy drużynami Old Eagles Koło a ADS Scorpions. Gospodarze, walczący o ligowe utrzymanie, podejmowali ekipę gości, która celuje w ligowe podium. Mecz zakończył się wynikiem 1:2, ale emocji nie brakowało do ostatniego gwizdka.
Pierwsza połowa to pokaz skuteczności w wykonaniu Scorpionów. Już w 17. minucie Adam Wojciechowski popisał się świetnym podaniem, a akcję skutecznie wykończył Zwierzchowski. Zaledwie trzy minuty później Wojciechowski ponownie zabłysnął precyzyjnym dograniem – tym razem na listę strzelców wpisał się Kamil Faryniarz, podwyższając wynik na 0:2. Gospodarze byli wyraźnie zaskoczeni, ale nie zamierzali się poddawać.
Po przerwie Old Eagles ruszyli do odrabiania strat, zepchnęli rywali do defensywy, stwarzając sobie kilka dogodnych okazji. Jedną z nich udało się wykorzystać – padła bramka kontaktowa na 1:2 autorstwa etatowego snajpera, Piotra Parola. Niestety dla lokalnych sympatyków sportu, więcej goli już nie padło, a główną przeszkodą okazał się fenomenalny Patryk Krajewski. Bramkarz ADS Scorpions kilkukrotnie ratował swój zespół przed stratą gola, popisując się kapitalnymi interwencjami i udowadniając, że jest jednym z najlepszych golkiperów w lidze.
To spotkanie było wyrównane, pełne walki i determinacji Old Eagles pokazali charakter, jednak muszą szukać punktów w kolejnych meczach. ADS Scorpions z kolei zrobili następny krok w stronę podium, a ich forma – szczególnie w pierwszej połowie – może robić wrażenie.
W niedzielne popołudnie kibice zgromadzeni na meczu Broke Boys z KS Iglica Warszawa z pewnością nie mogli narzekać na brak dramaturgii. Spotkanie obfitowało w gole, zwroty akcji i momenty, które naprawdę mogły się podobać. Mecz zakończył się wynikiem 3:5 dla gości z Warszawy, ale gospodarze pokazali ogromną wolę walki.
Pierwsza połowa to dominacja Iglicy. Już po 11 minutach wynik otworzył Krupiński po składnej akcji i asyście Wszeborowskiego. W 20. minucie ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców – tym razem po podaniu od Kieczki. Trzeciego gola jeszcze przed przerwą dołożył Fejcher, ustalając wynik pierwszej połowy na 0:3. Goście prezentowali się pewnie, skutecznie i wydawało się, że nic nie jest w stanie ich zatrzymać.
Drugą połowę rozpoczęli równie mocno – najpierw Kieczka podwyższył na 0:4, a chwilę później Krupiński skompletował hat-tricka, zdobywając piątą bramkę dla Iglicy. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, ale wtedy do głosu doszli Broke Boys. Między 46. a 48. minutą gospodarze zdobyli trzy gole w błyskawicznym tempie. Przejęli inicjatywę i przez ostatnie minuty zdecydowanie dominowali na boisku. Choć nie udało im się odrobić całej straty, ich gra w końcówce zasługuje na uznanie.
To był mecz dwóch różnych połów – pierwsza z wyraźną przewagą KS Iglicy, druga z odważnym zrywem Broke Boys. Kibice z pewnością nie mogli się nudzić na tym meczu, natomiast zwycięzca mógł być tylko jeden i to Igliczanie wrócili do domów w dobrych nastrojach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)