reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00
( 1 : 4 )
2 : 8
Raport

Pogromcy Poprzeczek nie byli faworytem rywalizacji z Borowikami, a im bliżej było do meczu, tym mniejsze stawały się szansę gospodarzy na pozytywny rezultat. Ostatecznie dysponowali tylko jedną zmianą, a przez brak nominalnego bramkarza, między słupkami musiał stanąć zawodnik z pola. Ciężar ten wziął na swoje barki Adam Maj, który swoją drogą zaliczył w przeciągu całego meczu parę bardzo dobrych interwencji. Problemów z frekwencją nie miały za to Borowiki, które stawiły się dość licznie mimo wczesnej pory rozgrywania meczu. Nie powinno więc nikogo dziwić, że Borowiki dość szybko objęły w tym spotkaniu prowadzenie, a następnie powiększały swoją przewagę. W pierwszej części ich licznik goli zatrzymał się na czterech, choć mogłoby ich być nieco więcej. Borowiki miały pomysł na grę, który konsekwentnie realizowały. Sporo piłek było kierowanych na skrzydła, rozciągając obronę przeciwnika, by następnie kierować futbolówkę do środka kończąc akcje strzałem. Pogromcy z kolei w pierwszej części tylko raz pokonali bramkarza rywala i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 1:4. Druga połowa miała podobny przebieg co pierwsza, przy czym sądziliśmy, że mając tylko jedną zmianę Pogromcom będzie coraz trudniej się bronić i worek z bramkami dla Borowików się rozwiąże na dobre, a tymczasem znów skończyło się na czterech trafieniach. Pogromcy ponownie zrewanżowali się tylko raz, choć mieli nieco więcej okazji niż w pierwszej części. Mecz zakończył się wynikiem 2:8 i choć zwycięstwo Borowików absolutnie nie podlegało żadnej dyskusji, to Pogromcy odnieśli mniejszą porażkę niż jesienią co można uznać za pewnego rodzaju progres.

 

2
14:00

W przedmeczowych zapowiedziach nie dawaliśmy zbyt wielu szans Dżentelmenom na jakąkolwiek zdobycz punktową, a gospodarze zrobili naprawdę wiele, by nasze przewidywania wyrzucić do kosza. Mecz zaczął się pomyślnie dla Szeregu, który już po paru minutach wyszedł na prowadzenie. Goście nie poszli jednak za ciosem jak można byłoby się spodziewać. Długo utrzymywał się wynik 0:1, choć sytuacji nie brakowało, zarówno z jednej jak i drugiej strony. W 10 minucie gospodarze byli bliscy wyrównania, ale piłka po strzale jednego z zawodników odbiła się jedynie od słupka. Jednak co się odwlecze… Do upragnionego remisu doprowadził w końcu Jakub Augustyniak po asyście Pawła Domańskiego. W pierwszej połowie oba zespoły trafiły jeszcze po razie, z czego bramka dla Dżentelmenów na 2:2 była typową bramką do szatni, bo zaraz po tym jak piłka zatrzepotała w siatce, sędzia zakończył pierwszą połowę. Po pierwszych 25 minutach mieliśmy małą niespodziankę. W drugiej części obraz gry się nie zmienił, nadal byliśmy świadkami wyrównanego spotkania, akcje przenosiły się z jednego pola karnego na drugie, ale z biegiem czasu szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę ekipy Michała Danga. Właśnie kapitan Gentleman Warsaw Team wyprowadził swój zespół na prowadzenie 3:2, ale Szereg wyrównał za sprawą Jana Mitrowskiego. Przy stanie 3:3, gospodarze odskoczyli na trzybramkowe prowadzenie, którego nie oddali już do samego końca. Dżentelmeni wygrali jak najbardziej zasłużenie 7:4, widać było że w składzie gości brakuje Bartłomieja Leszczyńskiego i Pawła Ślązaka, którzy odpowiadali za seryjne zdobywanie goli. Z przodu próbował szarpać Jan Mitrowski, ale Tomek Woźnica był tego dnia w kapitalnej formie. Ogólnie wszyscy Dżentelmeni zagrali bardzo dobre zawody, począwszy od bramkarza po napastnika. W środku pola dobrze radził sobie Paweł Domański, a gdy nieco przygasł, grę pociągnął Piotr Loze zaliczając trzy asysty z rzędu i dokładając bramkę w kluczowym momencie meczu. Jak zwykle skuteczny pod bramką rywala był Jakub Augustyniak, a i pozostali zawodnicy dołożyli do tego zwycięstwa niemałą cegiełkę.  

3
14:00

Na rozpoczęcie wiosennych zmagań jedenastej ligi tracąca dwa punkty do podium drużyna Red Rebels grała przeciwko zespołowi Niedzielnych, którzy dzięki korzystniejszej różnicy goli nie wkroczyli jesienią do „czerwonej” strefy. Gospodarze od pierwszego gwizdka narzucili szybkie tempo i po upływie zaledwie pięciu minut wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Autorem tych trafień był Ertugrul Akoglan, który wraz z Cemem Ocakiem byli głównymi kreatorami zagrożeń bramki rywala. Zawodnicy gości robili co mogli, aby wrócić do gry, a ich starania robiły się coraz bardziej odważne. Dopiero na dziewięć minut przed końcem pierwszej połowy Anton Baliuk po przejęciu piłki w środkowej strefie boiska zdołał pokonać bramkarza Red Rebels, ustalając wynik do przerwy 5:1 dla gospodarzy. Druga część meczu przez pierwsze minuty wyglądała lepiej ze strony gości, lecz nie przyniosła im zdobyczy bramkowej. „Czerwoni” swoje prowadzenie zdołali podwyższyć dopiero po upływie trzynastu minut z rzutu karnego. Trzy minuty później w odstępie 60 sekund Niedzielni zdobyli dwa gole i wydawało się, że mają realne szanse na powrót do walki o co najmniej remis. Radość z tych zdobyczy bramkowej jednak nie trwała zbyt długo, a szybka odpowiedź gospodarza również dwoma golami ustaliła końcowy wynik meczu. Dzięki wygranej i wynikom pozostałych spotkań Red Rebels nie awansował w tabeli, lecz teraz traci do lidera zaledwie trzy „oczka”. Gorzej wygląda sytuacja u Niedzielnych, którzy chcąc zachować szansę na grę w Pucharze Ligi Fanów muszą zacząć być bardziej skuteczni w ofensywie. Dziękujemy obu zespołom i życzmy powodzenia w rundzie wiosennej.

4
19:00
( 1 : 1 )
7 : 3
Raport

Mecz KTA Wszedło z Green Teamem był ostatnim, jaki został rozegrany w niedzielę na Arenie Grenady. I trzeba powiedzieć, że ta potyczka długo nie rozpieszczała kibiców. Okazji było stosunkowo niewiele, a zapowiadało się, iż będzie inaczej, bo dwa gole jakie zobaczyliśmy dla każdej ze stron, padły dość szybko. Jednak tempo po tym energetycznym początku spadło i dopiero w końcówce pierwszej połowy doczekaliśmy się niezłej okazji, którą zmarnował Daniel Kurowski z Green Teamu. W drugiej odsłonie początkowo to Zieloni dysponowali niezłymi okazjami, głównie wtedy gdy grali w przewadze, po żółtej kartce dla Daniela Kowalskiego. Nie udało się jednak zamienić ich na bramki, co spotkało się z szybką ripostą oponentów. Daniel Kowalski w chwilę po tym, jak wrócił na boisku, zdobył dla Wszedło gola na 2:1. Green Team próbował odpowiedzieć, w okolicach 35 minuty miał kilka fajnych szans, lecz czasami zawodnikom brakowało decyzyjności, a czasami po prostu skuteczności. Rywal miał lepiej ustawiony celownik i wynik z perspektywy Green Teamu robił się coraz gorszy. Po stronie KTA swoje zrobiła młodość, lepsza kondycja, no ale Zieloni mogą mieć trochę pretensji również do siebie, bo nawet rzutu karnego nie potrafili zamienić na bramkę (strzał Marcina Walczaka obronił Czarek Szczepanek). Końcowy rezultat brzmiał 7:3 i nawet jeśli z przebiegu spotkania powinien być trochę niższy, to jednak trzy punkty trafiły w dobre ręce. Triumfatorzy mieli więcej argumentów, byli znacznie skuteczniejsi i dobrze rozpoczęli drugą część sezonu. Zieloni muszą popracować nad wykańczaniem stwarzanych przez siebie okazji i niewykluczone, że również nad lepszym rozkładaniem sił. Ale to dopiero początek rundy, więc zakładamy że wnioski szybko zostaną wyciągnięte i ta drużyna jeszcze niejednej wyżej notowanej ekipie trochę krwi napsuje.

Reklama