reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

Na szczycie tabeli doszło do starcia lidera z wiceliderem – takie mecze zawsze budzą duże oczekiwania i zazwyczaj przynoszą sporo emocji. Tym razem było trochę inaczej. Spotkanie było wyrównane, ale bramek zobaczyliśmy niewiele, a obie drużyny grały dość zachowawczo, unikając zbędnego ryzyka.

Lepiej zaczęli gospodarze, którzy szybko wyszli na prowadzenie po golu Jakuba Michny. Jak się później okazało, była to jedyna bramka w pierwszej połowie. Widać było sporo nerwowości po obu stronach – akcje się zazębiały, ale często kończyły się niedokładnym podaniem, złym przyjęciem albo nieudanym wykończeniem.

Delikatną przewagę miał zespół MWSP. Był bardziej aktywny, dynamiczny i częściej dochodził do sytuacji, choć brakowało konkretów. Po przerwie goście w końcu odpowiedzieli. Michał Kochanowski doprowadził do wyrównania i przez moment wydawało się, że mecz może się otworzyć. To jednak było jedyne trafienie Choszczówki w tym spotkaniu. Gospodarze dobrze wyglądali fizycznie, byli lepiej ustawieni i skutecznie ograniczali ofensywne zapędy rywali. Druga połowa przyniosła nieco więcej bramek dla gospodarzy, a w ofensywie zaczęło się wyróżniać kilku zawodników. Najwięcej zamieszania robił Szymon Winkler – był nieprzewidywalny, trudny do zatrzymania i często dawał impuls z przodu. Na wyróżnienie zasłużył również Łukasz Piechociński, który wykonał ogrom pracy w środku pola – łączył grę, napędzał akcje, a przy tym twardo uczestniczył w defensywie.

Dzięki temu zwycięstwu gospodarze zmniejszyli stratę do rywala i znów włączyli się do walki o mistrzostwo. Choszczówka wciąż jest wysoko i jej pozycja na razie nie jest zagrożona, ale widać, że musi popracować nad ofensywą – w ostatnich meczach bramek jest po prostu za mało, a przewaga nad rywalami wcale nie musi być bezpieczna na dłuższą metę.

2
14:00

Spotkanie miało większe znaczenie dla Legijnej Ferajny, która walczyła o wydostanie się ze strefy spadkowej i pilnie potrzebowała punktów. CWKS Ferajna Warszawa znajdowała się w środku tabeli, jednak również chciała umocnić swoją pozycję i spokojnie utrzymać dystans do dolnych rejonów.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, z momentami przewagi po obu stronach. Wynik otworzył w środkowej fazie tej części gry Oskar Jenner, wyprowadzając Legijną Ferajnę na prowadzenie. Niedługo później CWKS odpowiedzieli – po rozegraniu rzutu wolnego bramkarz Stanisław Dąbrowski zdecydował się na strzał z dystansu i doprowadził do wyrównania. To trafienie wyraźnie napędziło zespół CWKS, który szybko poszedł za ciosem. Najpierw zdobyli bramkę po dobitce, a następnie, po przechwycie po nieudanym rozegraniu rzutu rożnego przez rywali, akcję skutecznie wykończył Ignacy Morawski.

Druga połowa rozpoczęła się od dalszej skutecznej gry CWKS. Po ataku pozycyjnym zdobyli kolejną bramkę, a już chwilę później Morawski ponownie wpisał się na listę strzelców, powiększając przewagę swojej drużyny. Legijna Ferajna nie zamierzała się jednak poddawać – po długim zagraniu w pole karne zdobyli bramkę głową, a niedługo później dołożyli kolejne trafienie. Szybko złapali kontakt i poszli dalej za ciosem – po błędzie w rozegraniu rywali i przechwycie zdobyli następną bramkę. W końcówce, po kolejnym przechwycie, Oskar Jenner ustalił wynik spotkania, kompletując dublet. W końcowych minutach CWKS Ferajna Warszawa otrzymali dwie żółte kartki, przez co zmuszeni byli kończyć mecz w osłabieniu, grając w trójkę w polu. Mimo trudnej sytuacji oponentów Legijna Ferajna nie zdołała tego wykorzystać.

Spotkanie było bardzo dynamiczne i pełne zwrotów akcji – CWKS przez długi czas kontrolowali wynik, jednak brak koncentracji pozwolił rywalom wrócić do gry i ostatecznie odwrócić losy meczu.

3
15:00

Zdecydowanym faworytem tego spotkania był Hiszpański Galeon, który mimo ostatnich wyników na styku mierzył się z ostatnią drużyną w tabeli – Piwo Po Meczu FC, będącą w trudnej serii porażek. Na papierze wszystko wskazywało na gości i początek meczu to potwierdził. Zespół Magnusa Michalskiego jako pierwszy otworzył wynik spotkania, a na listę strzelców wpisał się Ivan Rudyi. Jednak odpowiedź przyszła bardzo szybko – Rafał Wiercioch wyrównał i dał sygnał, że outsiderzy nie zamierzają oddać tego meczu bez walki. Było widać, że Piwo Po Meczu podtrzymało dobrą energię z poprzedniego spotkania, gdzie również postawili się mocnemu rywalowi.

Po kwadransie gry znów prowadzenie objęli goście, tym razem po trafieniu Franka Zakrzewskiego, ale i tym razem gospodarze szybko odpowiedzieli. Z każdą minutą to oni zaczęli wyglądać coraz pewniej i przed przerwą dołożyli jeszcze dwa gole, schodząc do szatni z dwubramkowym prowadzeniem. To był moment, w którym mecz zaczął wyraźnie przechylać się na ich stronę.

Po przerwie Hiszpański Galeon próbował wrócić do gry i szybko zdobył bramkę kontaktową po trafieniu Krzysztofa Małażewskiego. Przez chwilę wyglądało to tak, jakby goście znów łapali kontrolę nad spotkaniem, ale gospodarze nie pozwolili się zepchnąć. Kluczowa okazała się druga połowa w wykonaniu Piwa Po Meczu. Ich ofensywa zaczęła działać jeszcze lepiej, a bohaterem został Michał Świercz, który skompletował hat-tricka i napędzał kolejne akcje. Dzięki temu gospodarze ponownie odskoczyli i tym razem nie oddali już prowadzenia.

Ostatecznie Piwo Po Meczu FC sięgnęło po bardzo ważne trzy punkty i swoje drugie zwycięstwo w lidze. Do wyjścia ze strefy spadkowej jeszcze trochę brakuje, ale takie mecze pokazują, że ten zespół jest w stanie odwrócić swoją sytuację.

4
15:00

W ramach spotkania 11. ligi spotkały się ze sobą drużyny Patetikos oraz Mocny Narket. Mecz miał niezwykle wyrównany przebieg, jednak górą z tego starcia wyszli gracze Narketu, triumfując nad rywalem 4:3.

Od pierwszego gwizdka to zwycięska drużyna narzuciła swoje tempo gry, przeprowadzając atak za atakiem i nie dając wielu możliwości odpowiedzi gospodarzom. Ich starania nie poszły na marne – po pierwszych 25 minutach prowadzili 2:1.

Po gwizdku rozpoczynającym drugą część spotkania to gracze Patetikos zaczęli dochodzić do głosu. Przejęli inicjatywę i byli znacznie aktywniejsi niż w pierwszej połowie. Udało im się doprowadzić do wyrównania na 3:3. Niemniej jednak, gdyby nie znakomita postawa w bramce Rubena Nieścieruka, golkipera Narketu, bylibyśmy świadkami prowadzenia gospodarzy. To, co wyczyniał tego dnia Ruben, przechodziło ludzkie pojęcie – wyciągał piłki, które wydawały się niemożliwe do obrony. Jego fantastyczne parady z pewnością dodawały odwagi zawodnikom z pola i bez dwóch zdań uratowały całą drużynę.

Co więcej, Mocny Narket w samej końcówce zdołał strzelić zwycięskiego gola i tego weekendu opuścił Arenę Grenady z kompletem punktów.

5
16:00

Spotkanie pomiędzy FC Warsaw Wilanów a Mistrzami Chaosu dostarczyło sporo emocji, zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie tempo gry i zwroty akcji trzymały wszystkich w napięciu aż do ostatnich minut przed przerwą.

Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, a wynik spotkania otworzył Karol Kowalski, pewnie wykańczając pierwszą dobrą akcję swojej drużyny. Mistrzowie Chaosu nie zamierzali jednak odpuszczać i bardzo szybko odpowiedzieli, przejmując inicjatywę. Kilka skutecznych akcji sprawiło, że goście wyszli na prowadzenie 1:3 i wydawało się, że zaczynają przejmować pełną kontrolę nad spotkaniem. Taki obrót wydarzeń tylko zmobilizował FC Warsaw Wilanów. Gospodarze dostali wiatru w żagle i ruszyli do zdecydowanej walki o powrót do meczu. Kluczową postacią tego comebacku był Karol Kowalski, który rozegrał kapitalne spotkanie – zdobył hat-tricka i dwukrotnie świetnie obsłużył swoich kolegów, notując także dwie asysty. To właśnie jego przywództwo i skuteczność pozwoliły odwrócić losy meczu jeszcze przed przerwą. Do szatni oba zespoły schodziły przy wyniku 4:3 dla FC Warsaw Wilanów, co było efektem świetnej końcówki pierwszej połowy w wykonaniu gospodarzy. 

Po rozpoczęciu drugiej części spotkania FC Warsaw Wilanów nie zwolnił tempa. Kontynuował swoją dobrą grę, kontrolował przebieg meczu i konsekwentnie wykorzystywał błędy rywali. Dwie kolejne bramki przypieczętowały przewagę gospodarzy i pozwoliły im spokojnie dowieźć zwycięstwo do końcowego gwizdka.

Ostatecznie gospodarze wygrali 6:3, a bohaterem spotkania bez wątpienia został Karol Kowalski, który swoim hat-trickiem i dwiema asystami poprowadził drużynę do bardzo cennego zwycięstwa.

Reklama