Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 9 Liga
W 9. lidze doszło do starcia lidera tabeli z drużyną znajdującą się w strefie spadkowej. Można było spodziewać się jednostronnego widowiska – dominacji faworyta od pierwszych minut. I rzeczywiście, początek meczu przebiegał dokładnie tak: trzy szybkie gole lidera, w tym prawdziwy majstersztyk Kacpra Kubiszera, który trafił z połowy boiska w sam górny róg bramki.
Wydawało się, że czeka nas kolejny pogrom, zwłaszcza że w poprzednim meczu Scorpion's przegrali z wiceliderem aż 0:23. Tym razem jednak było zupełnie inaczej. Odświeżony skład Skorpionów nie zamierzał się poddać i krok po kroku zaczął odrabiać straty. Świetnie spisywał się duet Krystian Kazakov – Danylo Strużyński, który wspólnie wypracował wszystkie bramki swojej drużyny. Do przerwy sensacyjny wynik 3:2 dawał nadzieję na niespodziankę.
Druga połowa to długi okres bez bramek i rosnące napięcie. Momentami to nawet Scorpion's stwarzali groźniejsze sytuacje, jednak znakomicie bronił Kacper Starobrat, utrzymując prowadzenie swojego zespołu. W końcówce lider zdołał jednak przełamać opór rywali – trafienia Kacpra Kubiszera i Sebastiana Szczygielskiego przywróciły trzybramkową przewagę i pozwoliły spokojnie dowieźć wynik do końca.
Mimo porażki Scorpion's pokazali ogromny charakter i zagrali naprawdę solidne spotkanie, dając nadzieję na lepsze czasy. Iglica natomiast musiała się mocno napocić, by zdobyć te trzy cenne punkty, ale właśnie takie trudne mecze budują drużynę lidera. Umiejętność przełamania momentów, gdy „nic nie idzie”, jest równie ważna jak wysokie zwycięstwa.
Od pierwszych minut obie drużyny postawiły na otwartą grę, tworząc sobie dogodne sytuacje do zdobycia bramki. Mecz toczył się w wyrównanym tempie, jednak z biegiem czasu coraz wyraźniej zaznaczała się przewaga graczy z Woli, którzy potrafili dłużej utrzymywać się przy piłce i częściej zagrażać bramce rywali. W pierwszej połowie kibice nie doczekali się jednak goli, głównie dzięki kapitalnej postawie bramkarza Bielany Legends – Damiana Urbaczewskiego, który kilkukrotnie popisał się znakomitymi interwencjami, ratując swój zespół przed stratą bramki.
Po zmianie stron tempo gry nie spadło, a w końcu padły długo wyczekiwane gole. Adrian Olwiński uderzeniem z dystansu otworzył wynik spotkania, dając Królewskim prowadzenie. Kilka minut później przewagę gości podwyższył Kacper Olejnicki, który pewnym strzałem pokonał bramkarza rywali.
Gospodarze jednak nie zamierzali się poddawać. Stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji, a na kilka minut przed końcem Mateusz Borczyk zdobył bramkę kontaktową, przywracając swojemu zespołowi nadzieję i podgrzewając emocje do maksimum. Ostatecznie jednak to Królewscy postawili kropkę nad „i”, gdy Dominik Brzostowski wykorzystał swoją okazję i ustalił wynik meczu na 3:1 dla zespołu z Woli.
Królewscy zasłużenie sięgnęli po komplet punktów, choć Bielany Legends pokazali się z dobrej strony. To było naprawdę solidne spotkanie w wykonaniu obu ekip.
To spotkanie od pierwszego gwizdka przebiegało pod dyktando jednej drużyny. LaFlame Bielany wyszło na boisko pewne siebie, skoncentrowane i z jasnym planem na grę. Już pierwsze minuty pokazały, że to oni będą rządzić tempem i przestrzenią. Szymon Lisiecki, świeżo po kapitalnym występie w poprzedniej kolejce, od razu zaznaczył swoją obecność – kierował grą, inicjował akcje i rozgrywał piłki z precyzją, której rywale nie potrafili powstrzymać.
Świetnie uzupełniali go Napiórkowski i Przewoźny, tworząc ofensywne trio, które siało spustoszenie w defensywie Gamby. Ich współpraca wyglądała naturalnie – wymieniali się pozycjami, przyspieszali w odpowiednich momentach i kończyli akcje z chłodną precyzją. Do przerwy LaFlame prowadziło 5:2, grając z pełną kontrolą i swobodą, a mogło prowadzić jeszcze wyżej, gdyby nie kilka świetnych interwencji bramkarza gości.
Po przerwie Gamba spróbowała odwrócić losy spotkania. Zagrali odważniej, bardziej zdecydowanie, a sygnał do walki dał Wolski, który swoją aktywnością i skutecznością tchnął życie w drużynę. Gdy w 35. minucie zrobiło się 6:4, w powietrzu pojawił się lekki zapach emocji i możliwego powrotu do gry. Jednak wtedy LaFlame Bielany wrzuciło wyższy bieg. Gospodarze błyskawicznie odzyskali kontrolę i ponownie narzucili swój styl. Ich ataki nabrały lekkości, tempo gry wzrosło, a kolejne bramki zaczęły wpadać w regularnych odstępach. W końcówce gospodarze całkowicie rozbili przeciwnika, strzelając pięć goli z rzędu i kończąc mecz wynikiem 10:4.
To był pokaz siły i jakości zespołowej gry. Lisiecki, Napiórkowski i Przewoźny prowadzili zespół jak z nut, a reszta drużyny dorzucała solidne wsparcie w defensywie oraz środku pola. LaFlame Bielany nie tylko odniosło przekonujące zwycięstwo, ale też obroniło trzecią lokatę w lidze po 7. kolejce, potwierdzając, że należy do ścisłej czołówki rozgrywek.
W 7. kolejce doszło do prawdziwej deklasacji – KSB II Warszawa podejmowało TRCH, a spotkanie od pierwszych minut przebiegało pod całkowite dyktando gospodarzy. Zespół KSB II narzucił niezwykle wysokie tempo i szybko przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Już do przerwy prowadził 7:0, nie pozostawiając gościom żadnych złudzeń. Dominacja gospodarzy była absolutna – każda akcja i każdy kontratak pokazywały ogromną przewagę techniczną oraz taktyczną tej drużyny.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze kontynuowali ofensywne popisy i bombardowanie bramki rywali, ostatecznie zwyciężając 17:1. Spotkanie było prawdziwym pokazem skuteczności i współpracy całego zespołu.
Najlepszym strzelcem meczu został Maksym Hluschenko, który zdobył aż 5 bramek i zaliczył 2 asysty, nadając rytm atakom KSB II. Świetny występ zaliczył również Aleksander Giżyński – 4 gole i 1 asysta to dowód jego doskonałej formy i instynktu pod bramką.
Nie można pominąć także innych wyróżniających się zawodników: Anatolii Nahorichnyi dołożył 2 gole i 2 asysty, Maksym Marchenko również zapisał na swoim koncie 2 bramki i 2 asysty, a Vitalii Balandziuk uzupełnił dorobek drużyny golem i dwiema asystami. Cały zespół zaprezentował perfekcyjne zgranie, determinację i konsekwencję. Triumfatorzy nie pozostawili wątpliwości, kto rządził na boisku, i pokazali, że jeśli utrzymają wysoką frekwencję i formę, mogą w tym sezonie znacząco poprawić swoją pozycję i włączyć się do walki o czołowe miejsca w lidze.
Pierwsza połowa nie zapowiadała tego, co wydarzyło się po przerwie. Obie drużyny zaczęły spotkanie bardzo uważnie, z dużym naciskiem na grę w środku pola i zabezpieczenie dostępu do własnej bramki. Gospodarze pierwsi znaleźli sposób na defensywę rywala. Po świetnej akcji Damiana Rozmarynowskiego wynik otworzył Rafał Bujalski, wykorzystując dobre podanie kolegi. Vegas jednak błyskawicznie odpowiedzieli, doprowadzając do wyrównania. Do przerwy utrzymał się remis 1:1, głównie dzięki bardzo dobrej postawie obu bramkarzy.
Po zmianie stron wydawało się, że Sandacz ma szansę na coś więcej. Ponownie trafił Rafał Bujalski, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 2:1. Niestety od tego momentu mecz całkowicie się odmienił. ASAP Vegas przejęli pełną kontrolę nad grą i z każdą minutą coraz mocniej dominowali przeciwnika. Wyrównanie dał Kacper Drozdowicz, a potem worek z bramkami po prostu się rozwiązał.
Największe show dał Łukasz Czerwionka, który był absolutnym liderem ofensywy Vegas. Trzy bramki i trzy asysty mówią same za siebie - napędzał każdą akcję, świetnie rozumiał się z kolegami i niemal każda jego decyzja kończyła się zagrożeniem pod bramką Sandacza. W końcówce goście grali już z pełnym luzem, wykorzystując każdy błąd rywala i podkreślając swoją dominację.
ASAP Vegas FC wygrywa 9:3, odnosząc kolejne przekonujące zwycięstwo, które potwierdza, że nieprzypadkowo zajmują miejsce w ścisłej czołówce. Dla KS Sandacz to bolesna lekcja. Po dobrej pierwszej połowie gospodarze kompletnie stracili rytm i koncentrację, co bezlitośnie wykorzystał jeden z najlepiej dysponowanych zespołów ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)