Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 13 Liga
Z reguły batalie Gentlemanów i NieDzielnych należały do raczej wyrównanych, jednak tym razem gospodarze sięgnęli po zwycięstwo dość gładko. Na pewno pomogła w tym słaba frekwencja gości, którzy początkowo stawili się z zaledwie jedną zmianą, co dla tej drużyny przeważnie kończy się katastrofą. W poprzednich sezonach często chwaliliśmy duet Paweł Domański – Piotr Loze, tymczasem zabójcze duo przerodziło się w arcyskuteczne trio, do którego przebojem wdarł się Sebastian Bartosik. To po jego asyście Paweł Domański otworzył wynik, a zanim się obejrzeliśmy było już 2:0. Gra NieDzielnych nie wyglądała jakoś szczególnie źle, jednak gospodarze wykorzystywali każdy drobny błąd i praktycznie rozklepywali defensywę gości, niekiedy zaledwie dwoma podaniami. Jeszcze przed przerwą zrobiło się 4:0 i wtedy nadeszło lekkie rozluźnienie, które pozwoliło Janowi Wójcikowi i Maciejowi Piątkowi rozegrać dynamiczną akcję na jeden kontakt, zakończoną golem tego drugiego. Ostatecznie bramka ta okazała się trafieniem honorowym, bo choć do końca pierwszej połowy nie udało się już nikomu zapakować piłki do siatki, to po wznowieniu gry punktowali już tylko Gentlemani i znów koncert rozegrało trio Domański - Loze - Bartosik. Gra NieDzielnych nieco się w drugiej połowie ożywiła, ale brakowało przebłysku w ofensywie a swoje, jak zwykle, zrobił Jakub Augustyniak. Marcin Aksamitowski postraszył dobrymi dośrodkowaniami z rzutów rożnych, Jan Wójcik poszarpał na skrzydłach, Maciej Piątek obił słupek po potężnym strzale z dystansu, ale to wszystko na co było stać team w żółtych trykotach. Gentleman Warsaw Team zaliczyło wysokie zwycięstwo i po trzech kolejkach lideruje tabeli 13 ligi.
CWKS Ferajna Warszawa przystąpiła do meczu jako zdecydowany faworyt, zwłaszcza po ostatnich dobrych występach. Początek spotkania potwierdził te przewidywania – po bramkach Szerszenia i Turosa gospodarze objęli prowadzenie 2:0. Jednak to wybudziło z letargu zawodników Szeregu Homogenizowanego, którzy w 10. minucie odpowiedzieli trafieniem Tomasza Świeczki. Z czasem mecz stał się bardziej wyrównany, a goście zaczęli przejmować inicjatywę, pokazując, że przyjechali powalczyć o punkty. Końcówka pierwszej połowy była niezwykle emocjonująca – po asyście Filipa Ptaszka, Piotr Baran doprowadził do wyrównania, a kolejne minuty przynosiły bramkę za bramką. Sprawiło to, że dość niespodziewanie pierwszy akt zakończył się wynikiem 3:4 na korzyść gości. Początek drugiej połowy nie przyniósł tyle emocji, co pierwszej. Oba zespoły mogły odczuwać skutki intensywnej rywalizacji, co prowadziło do wielu nieudanych sytuacji. Dopiero w końcówce znów zobaczyliśmy spektakularne zwroty akcji. Ferajna wyrównała na początku, jednak Szereg odzyskał prowadzenie. Widzowie mogli emocjonować się każdą chwilą, a meczu nikt nie mógł być pewien do ostatniego gwizdka. W dramatycznych okolicznościach Patryk Szerszeń, który wcielił się w rolę bohatera drużyny, zdobył bramkę na wagę remisu w ostatnich minutach, dając Ferajnie cenny punkt. Oba zespoły zasłużyły na uznanie za swoją determinację i wolę walki, a to starcie pokazało, jak zacięta może być rywalizacja w 13. lidze. Mamy nadzieję, że tak emocjonujące mecze będą się powtarzać przez cały sezon!
W niedzielne popołudnie na arenie AWFu stanęły do rywalizacji Klub Sportowy Sandacz oraz Pogromcy Poprzeczek. Gospodarze z kompletem zwycięstw prowadzą w tabeli 13 ligi, natomiast goście po dwóch meczach radzili sobie ze zmiennym szczęściem. Smaczkiem tej rywalizacji było starcie braci. Po jednej stronie bracia Czuba, po drugiej weterani naszych rozgrywek – Kowalscy. W roli faworyta stawiani byli gospodarze, jednak podopieczni Mateusza Niewiadomego nie raz już pokazywali, że lata spędzone w naszych rozgrywkach wiele ich nauczyły i mogą sprawić niespodziankę. Potwierdziło się to już na starcie rywalizacji, gdy po dwóch bramkach swojego kapitana Pogromcy wyszli na prowadzenie 2:0. Musiało upłynąć kilka minut zanim rywale otrząsnęli się z dość niespodziewanego początku. Tak naprawdę, to najbardziej brakowało im wykończenia, albo świetnie w bramce interweniował Adam Maj. Wreszcie jednak udało się przełamać. W 15 minucie, po dość miękkim faulu w polu karnym, sędzia przyznał rzut karny dla faworytów. Do piłki podszedł Karol Czuba i nie zmarnował okazji. Jeszcze przed przerwą gospodarze wyrównali, a tym razem na listę strzelców wpisał się drugi z braci Czuba, Szymon. Do końca tej odsłony wynik już się nie zmienił i na pauzę schodziliśmy przy stanie 2-2. Po zmianie stron od mocnego uderzenia rozpoczęli zawodnicy KS Sandacz, którzy po błędzie bramkarza Pogromców strzelili bramkę i pierwszy raz w tym meczu prowadzili. Goście starali się atakować, z przodu biegał zawsze groźny Marcin Kowalski, a to jakim niewygodnym do upilnowania zawodnikiem jest były piłkarz Promila Mokotów czy Młodzieżowców, przekonaliśmy się chwilę później. Po płaskim podaniu w pole karne i walce o piłkę, sędzia dyktuje drugi w tym spotkaniu rzut karny. Do piłki podszedł sam poszkodowany i ponownie mieliśmy remis. W dalszej fazie meczu oba zespoły zdobyły jeszcze po jednym trafieniu. W tym momencie w grze gości wdarło się wiele niedokładności, brakowało celnych podań oraz przede wszystkim sił, których zdecydowanie więcej zachowali oponenci. Klub Sportowy Sandacz wykorzystał to z zimną krwią i odskoczył na kilka trafień, co bez wątpienia było momentem przełomowym. Przy wyniku 7-4, goście zdołali jeszcze dwukrotnie pokonać bramkarza konkurentów, sami tracąc przy tym jednego gola. Ostatecznie spotkanie kończy się wynikiem 8:5. Gospodarze dzięki determinacji oraz walce do końca zdobywają kolejne 3 punkty i pozostają niepokonani. Pogromcy Poprzeczek ponoszą z kolei drugą porażkę. Szkoda, bo w pierwszej połowie i na początku drugiej rywalizowali jak równy z równym, a o przegranej zdecydowała końcówka.
W niedzielę o godzinie 15:00 mogliśmy być świadkami starcia pomiędzy trzecimi drużynami Old Boys Derby a Inferno. Oba zespoły miały coś do udowodnienia i chciały zgarnąć komplet oczek, gdyż w poprzedniej kolejce zgubili punkty. Lepiej lekcję odrobili gracze gości. Grali z polotem, pomysłem, widoczna była ich przewaga od samego początku. Największa różnica była widoczna pod względem technicznym - zawodnicy Inferno korzystali z lepszych umiejętności indywidualnych. Cała drużyna Igora Patkowskiego zagrała solidny mecz, lecz bez cienia wątpliwości możemy stwierdzić, że piłkarzem, który najbardziej "dał w kość" Old Boysom, był Rafał Matyjaszczyk. Kręcił on swoimi rywalami, wykorzystywał niesamowity balans ciała oraz szybkość, pieczętując to trzema bramkami, co zostało docenione przez przeciwników, którzy zdecydowali się wybrać go zawodnikiem meczu. Finalnie Inferno odniosło pewną wygraną 10:3, czym ostrzegło innych, że są drużyną, która będzie biła się o najwyższe cele.
Spotkanie drużyn, które do rozpoczęcia trzeciej kolejki zmagań świeżo rozpoczętego sezonu nie cieszyły się ze zwycięstwa. Green Team, który przegrał swoje dwa pierwsze mecze przystąpił do tego pojedynku niezwykle zmotywowany. Szeroka kadra i duża liczba zmian zwiastowała nam, że Zieloni zrobią wszystko, by pokonać FC Wombaty, którzy już dwukrotnie byli blisko zwycięstwa, lecz brakowało odrobiny koncentracji w końcówkach poprzednich starć. Pierwsza połowa przebiegała zdecydowanie pod dyktando Green Teamu, którego przewaga była widoczna gołym okiem, a kolejne bramki nie były kwestią przypadku, a przemyślanych ataków, w której udział brał każdy z zawodników przebywających aktualnie na boisku. FC Wombaty poza kilkoma wypadami w okolice bramki rywali, w pierwszej połowie nie zagroziły realnie bramkarzowi Zielonych i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:0. Druga odsłona była bardziej wyrównana, Wombaty coraz częściej odpowiadali na ataki Green Teamu i ten mecz oglądało się dużo ciekawiej. Bramki dla Wombatów zaczęły padać jednak zdecydowanie za późno, bo gospodarze w pewnym momencie prowadzili już 6:0 i takiej straty po prostu nie dało się odrobić. Green Team wygrał ten mecz 7-2 i może cieszyć się z pierwszych punktów sezonie. Natomiast Wombaty, mimo że końcówka tego meczu była lepsza niż w poprzednich przypadkach, to jednak o wszystkim zdecydował kiepski początek. Wydaje się jednak, że gdy goście w końcu zagrają cały mecz na jednakowym poziomie, to na pewno zaczną regularnie zdobywać punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)