Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 4 Liga
Rywalizację w 4. lidze rozpoczęliśmy już o godzinie 9:00 spotkaniem zespołów, które doskonale się znają i które już nie raz rywalizowały ze sobą na boiskach Ligi Fanów. Trudno więc było czymkolwiek się zaskoczyć, bo jedni i drudzy znają się niemal na wylot. Sugerując się tabelą, faworytem tego starcia była Mikstura, jednak team Mateusza Jochemskiego początkowo dysponował tylko jedną zmianą (kolejny zawodnik pojawił się już w trakcie rozgrywania meczu), podczas gdy mobilizacja u rywala była na najwyższym poziomie. W składzie Bad Boys pojawiło się również dwóch nowych zawodników, a jak się okazało, Bartek Podobas ma oko do talentów, bo zarówno Kuba Solecki, jak i Krystian Stępień odegrali znaczącą rolę w tym spotkaniu.
Pierwsza połowa omal nie zakończyła się bezbramkowym remisem, bo choć obie ekipy stworzyły sobie kilka sytuacji, to jednak albo dobrze spisywali się bramkarze, albo szwankowała skuteczność, a piłka w znacznej odległości mijała bramkę rywala. Dopiero w okolicach 20. minuty Mikstura otworzyła wynik tego meczu – Patryk Zych uderzył z dystansu, piłka po drodze odbiła się jeszcze od Piotra Stefaniaka i wylądowała w siatce. Bad Boysi także mają w swoich szeregach bombardierów i Damian Borowski, również strzałem z dystansu, doprowadził do wyrównania.
W drugiej części worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Mikstura do stanu 2:2 potrafiła dotrzymać kroku rywalowi, ale im bliżej końca, tym team Bartka Podobasa osiągał coraz większą przewagę. Spora w tym zasługa Kuby Soleckiego, który w drugiej połowie wrzucił wyższy bieg i w dużej mierze dzięki jego dyspozycji Bad Boysi wygrali to spotkanie. Jeszcze wykorzystany rzut karny na 5:3 przez Mateusza Jochemskiego dał iskierkę nadziei na korzystny rezultat, ale przeciwnicy szybko te nadzieje zgasili, aplikując Miksturze jeszcze dwie bramki. Choć zapowiadało się na wyrównane spotkanie, to jednak wygrana gospodarzy jest jak najbardziej zasłużona.
To spotkanie zapowiadało się jako zacięte starcie, bo naprzeciw siebie stanęły dwie solidne drużyny, które nie mogą zaliczyć jesiennej rundy do udanych. Motywacja, aby dobrze wejść w wiosenne rozgrywki, była ogromna.
Mimo że BJM Development miało lepszą sytuację w tabeli, nie udało im się zebrać pełnego składu. Do meczu przystąpili w osłabieniu, a na bramce stanął zawodnik Sante, Grzegorz Kozłowski, który zgodził się pomóc drużynie gości. Wydawało się, że FC Patriot będą mieli ułatwione zadanie, ale Kozłowski rozpoczął spotkanie znakomicie – przez pierwsze pięć minut odpierał kolejne ataki rywali. W końcu jednak musiał uznać wyższość Artema Bondarchuka, który huknął zza pola karnego, zdejmując pajęczynę z okienka bramki. Chwilę później gospodarze mieli okazję na podwyższenie, lecz piłka odbiła się od poprzeczki.
FC Patriot nie zwalniali tempa, ale drugi gol padł dopiero w 15. minucie – znów za sprawą Bondarchuka, który kilka minut później skompletował hat-tricka, a wszystkie jego trafienia były efektownymi strzałami z dystansu. Od tego momentu worek z bramkami się rozwiązał, a do przerwy było już 6:0. Dopiero minutę przed końcem pierwszej połowy BJM Development zaczęło grać w pełnym składzie, gdy spóźnieni zawodnicy w końcu dotarli na miejsce. Ich gra od razu nabrała innego rytmu – zaczęli stawiać opór i szybko zdobyli dwie bramki. Kluczową rolę odegrał Mikołaj Zawistowski, który razem z Patrykiem Ciborskim napędzał ofensywę BJM.
Gdy wydawało się, że BJM może jeszcze nawiązać walkę, los ponownie rzucił im kłody pod nogi. Gracjan Kowalewski doznał kontuzji, przez co drużyna znów musiała grać w osłabieniu. Wykorzystali to gracze FC Patriot, którzy do końca kontrolowali przebieg meczu i ostatecznie zwyciężyli 12:2.
Szkoda, że nie mogliśmy zobaczyć tego starcia w pełnej krasie, z obiema drużynami na równym poziomie liczebnym i fizycznym – wtedy byłoby to o wiele bardziej emocjonujące widowisko. Na pochwałę zasługują jednak zawodnicy BJM Development – mimo trudności i niekorzystnego wyniku walczyli do samego końca i grali fair play.
Lider 4. ligi – Rock’n Roll Warsaw – swój pierwszy mecz na wiosnę 2025 rozgrywał z będącą tuż nad strefą spadkową drużyną Sportowe Zakapiory. W jesiennym starciu górą byli gospodarze i zapewne liczyli na powtórkę. Jednak tym razem rywale od początku narzucili wysokie tempo.
Sportowe Zakapiory nie traciły czasu i już w pierwszych minutach rozpoczęły strzelecki festiwal. Po zaledwie czterech minutach goście prowadzili już trzema bramkami. Przespany początek Rock’n Roll Warsaw oraz dobra forma przeciwników sprawiły, że powtórka z jesieni stawała się coraz mniej realna. Mimo niekorzystnej sytuacji gospodarze starali się stopniowo odrabiać straty. Około 11. minuty Maksim Hladchenko zdobył pierwszego gola dla swojej drużyny, ale Zakapiory szybko odpowiedziały i ponownie powiększyły przewagę. Końcówka pierwszej połowy była już bardziej wyrównana, co dawało nadzieję na emocjonującą drugą część spotkania.
Po przerwie mecz stał się bardziej wyrównany, a bramkarze obu ekip musieli wspiąć się na wyżyny umiejętności. Szczególnie wyróżniał się golkiper gości – Andrzej Groszkowski, który skutecznie odpierał kolejne ataki Rock’n Roll Warsaw. W miarę upływu czasu emocje zaczęły sięgać zenitu, co doprowadziło do niepotrzebnych przepychanek po jednym z fauli. Nerwowa atmosfera poskutkowała kilkoma indywidualnymi żółtymi kartkami, ale mimo to widowisko pozostawało niezwykle emocjonujące aż do końcowego gwizdka.
Jedyne dwa gole po przerwie padły w okolicach 40. minuty i zostały zapisane na konto Sportowych Zakapiorów, które rozpoczęły rundę rewanżową z przytupem, wygrywając 7:3. Rock’n Roll Warsaw straciło pozycję lidera, lecz nadal ma sporą przewagę punktową nad trzecim miejscem. Ich gra pokazała, że wciąż będą trudnym rywalem dla każdego, podobnie jak Sportowe Zakapiory, które potwierdziły, że nie zamierzają łatwo oddać miejsca w lidze.
To spotkanie zapowiadało się jako twarda walka na pograniczu faulu, zwłaszcza biorąc pod uwagę wydarzenia z poprzedniego meczu Vikersonna z Wiecznie Drugimi. Już na początku gospodarze wykorzystali dobrze wyprowadzoną kontrę, obejmując prowadzenie i od razu ustawiając rywali w trudnej pozycji. Kilka minut później podwyższyli wynik, co jeszcze bardziej skomplikowało sytuację drużyny Piotra Kawki.
Wiecznie Drudzy w pierwszej połowie zdołali odpowiedzieć jedną bramką, ale Vikersonn również dorzucił kolejne trafienie, kończąc pierwszą część meczu z przewagą 3:1. Po przerwie gospodarze całkowicie przejęli kontrolę nad grą, zdobywając bramki niemal na zawołanie. Ostatecznie pewnie zwyciężyli 9:3, jasno dając do zrozumienia, że ich walka o mistrzostwo 4. ligi dopiero się rozpoczyna. Każdy kolejny rywal musi liczyć się z tym, że punkty przeciwko Vikersonnowi łatwe nie będą.
Wiecznie Drudzy w pierwszej połowie pokazali, że potrafią rywalizować na wysokim poziomie, ale gdy do gry wkradają się emocje i niesportowe zachowania, tracą koncentrację, co odbija się na wynikach.
Dziesiąta kolejka 4. Ligi Fanów przyniosła emocjonujące starcie pomiędzy Teamem Ivulin a Szmulkami Warszawa. Faworytem meczu byli gospodarze, którzy zajmowali trzecie miejsce w tabeli i walczyli o utrzymanie przewagi nad rywalami. Dla gości natomiast było to spotkanie o włączenie się do walki o czołowe lokaty, a wygrana mogła pozwolić im oddalić się od strefy spadkowej.
Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando Szmulek, które od pierwszych minut narzuciły wysokie tempo i częściej utrzymywały się przy piłce. Gra była jednak bardzo intensywna, a goście nie unikali ostrych wejść. Już w pierwszej fazie meczu Borys Sułek otrzymał żółtą kartkę za niepotrzebny faul w środku pola. Mimo chwilowej gry w przewadze, Team Ivulin nie potrafił wykorzystać tej sytuacji. Po powrocie na boisko Sułek idealnie wszedł w kontratak i precyzyjnym strzałem otworzył wynik meczu. Szmulki poszły za ciosem, a ich dominacja przełożyła się na kolejne bramki. Kapitalną formą błyszczał Kuba Marciniak, który dwukrotnie uderzył z woleja, nie dając szans bramkarzowi Ivulina. Do przerwy goście prowadzili 3:0, sprawiając sporą niespodziankę.
Gospodarze rzucili się do odrabiania strat zaraz po zmianie stron. Szybko zdobyli bramkę kontaktową za sprawą Rutkowskiego, ale ich radość nie trwała długo. Szmulki ponownie odpowiedziały, a trzeci gol Marciniaka rozwiał wątpliwości co do losów spotkania. Mimo czterokrotnej gry w przewadze po kolejnych kartkach dla gości, Team Ivulin nie potrafił przejąć kontroli. W końcówce zdołali jeszcze zdobyć jedną bramkę, lecz na więcej zabrakło im czasu. Ostatecznie Szmulki Warszawa wygrały 4:2, zbliżając się do czołówki tabeli. Team Ivulin pozostaje na trzecim miejscu, ale ich przewaga nad rywalami maleje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)