Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 4 Liga
Niezwykle ważne spotkanie w kontekście walki o medale stoczyły ekipy Team Ivulin i Mikstury. Goście mieli problemy z kompletowaniem optymalnego składu, co zwiastowało trudną przeprawę z gospodarzem. Brakowało Patryka Zycha, Mateusza Jochemskiego i kilku innych zawodników, ale ci, którzy przyszli na mecz, zamierzali walczyć o ligowe punkty. Team Ivulin od samego początku był stroną dominującą i po jednej z akcji wyszedł na prowadzenie. Mikstura nie rezygnowała, a w ataku starał się jak mógł Rafał Jochemski. Dobrze w bramce spisywał się golkiper rywali, co dawało pewność w grze całego zespołu.
Do przerwy było 3:0, gdyż gospodarze wykorzystali jeszcze dwie dogodne okazje. Gdyby nie kilka interwencji Cezarego Kubalskiego, wynik mógłby być znacznie wyższy. Po zmianie stron Mikstura starała się nawiązać walkę, ale bramki strzelali głównie przeciwnicy. Team Ivulin wykorzystywał błędy w defensywie i już na początku drugiej odsłony strzelił kolejne gole. Przy stanie 6:0 dopiero goście potrafili trafić do bramki przeciwnika. Rafał Jochemski zabrał piłkę rywalowi i podał do Filipa Junowicza, który nareszcie pokonał bramkarza Ivulina. Po chwili Mateusz Pawlik dorzucił drugiego gola dla Mikstury, ale na więcej nie było już stać ekipy Mateusza Jochemskiego.
Team Ivulin w końcówce dorzucił jeszcze jedno trafienie i pewnie wygrał całe spotkanie 7:2. Goście muszą się obudzić, bo kolejna porażka może pogrzebać ich szanse na dobry wynik w tym sezonie. Z kolei Team Ivulin wraca do walki o medale, a wygrana na pewno podbuduje ten zespół na kolejne potyczki.
Spodziewaliśmy się w tym meczu zaciętej walki i ewentualnej niespodzianki, ale Vikersonn bardzo szybko rozwiał wszelkie wątpliwości i pokazał, dlaczego znajduje się na szczycie tabeli. Już pierwsze dziesięć minut pokazało różnicę w poziomie organizacji gry – przy stanie 0:3 goście praktycznie zamknęli temat rywalizacji.
Pomarańczowi błyskawicznie narzucili swoje warunki, a wynik otworzył Ivan Vovk już w 3. minucie. Kilka chwil później gole dołożyli Vadym Butenko i Yurii Rubinski. Patrioci próbowali odpowiedzieć, a ich nadzieje odżyły po trafieniu Volodymyra Pedosiuka w 18. minucie, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego. Chwilowa radość gospodarzy szybko została jednak przygaszona – jeszcze przed przerwą Yevhen Syrotiuk i Slawik Tuymkiw rozmontowali ich defensywę i ustalili wynik pierwszej połowy na 1:4.
Druga część spotkania rozpoczęła się od kolejnego błysku Pedosiuka, który zdobył swoją drugą bramkę i dał Patriotom nadzieję na odrobienie strat. Jednak Vikersonn odpowiedział błyskawicznie – najpierw Tuymkiw huknął nie do obrony, a potem Syrotiuk podwyższył na 2:6. Ten cios ostatecznie podciął skrzydła gospodarzom, którzy mimo prób, nie byli w stanie odwrócić losów spotkania.
Vikersonn zagrał dojrzale, z chłodną głową i po raz kolejny pokazał, że zasłużenie przewodzi ligowej stawce.
Rock’n Roll Warsaw przegrał pierwsze spotkanie w rundzie wiosennej i do meczu z Bad Boysami podchodził z zamiarem powrotu na zwycięską ścieżkę. Początek spotkania zdecydowanie wskazywał, że gospodarze będą dominować w tym meczu. Bad Boysi, jakby jeszcze nie potrafili dobrze ułożyć swojej gry, musieli wielokrotnie liczyć na interwencje Krystiana Matyska, który sporo się natrudził, broniąc kolejne strzały rywali. Ekipa z Ukrainy osiągnęła wynik 4:1, co sugerowało, że goście będą mieli trudności, by wrócić do tego meczu.
Jeszcze przed przerwą Damian Borowski z rzutu wolnego dał sygnał do odrabiania strat. Po 25 minutach rywalizacji było 4:2, a Bartek Podobas w przerwie zmobilizował zespół do walki i jeszcze lepszej gry. Po zmianie stron goście szybko wzięli się do roboty, co zaowocowało szybkimi bramkami. Po kilku minutach gry był remis 4:4, i wszystko zaczęło się od nowa. Od tego momentu gra się wyrównała, a bramki padały po obu stronach. W ekipie gospodarzy brylowali Vladyslav Voronov i Vladyslav Rakhmail. W obozie gości niezawodny był Kuba Solecki, który był tego dnia nie do zatrzymania. Strzelił w całym meczu sześć goli, w tym jedną z niemal zerowego kąta.
Końcówka to niesamowite emocje, a w ostatniej akcji meczu Łukasz Kotus podał do Grzegorza Dryki, a ten z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Po niezwykle zaciętym i wyrównanym meczu Bad Boysi wygrywają 9:8 i zdobywają cenne trzy punkty. Rock’n Roll Warsaw, nadal bez punktów w rundzie rewanżowej, muszą szybko wziąć się w garść, by nie stracić tego, co wypracowali sobie na jesieni.
Po tym meczu oczekiwaliśmy wyrównanej rywalizacji i emocji do ostatniego gwizdka, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Sportowe Zakapiory tego dnia zagrały koncertowo i całkowicie zdominowały ekipę Szmulek, nie pozostawiając złudzeń, kto był lepszy.
Już w 3. minucie Karol Dębowski obronił strzał Krzysztofa Westenholza, ale przy dobitce głową Daniela Lasoty nie miał już żadnych szans. Chwilę później ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców, a po kwadransie do siatki trafił... bramkarz gości, Andrzej Groszkowski, który zaskoczył wszystkich. Szmulki, grające przez chwilę w przewadze po żółtej kartce dla Łukasza Pronobisa, nie potrafiły tego wykorzystać, a ich sytuacja z minuty na minutę wyglądała coraz gorzej.
Gospodarze momentami stwarzali zagrożenie, ale brakowało im precyzji i zwyczajnie szczęścia. Na domiar złego tuż przed przerwą Piotr Maciuk dorzucił czwartego gola dla Zakapiorów i ustalił wynik pierwszej połowy.
Po zmianie stron pojawił się moment nadziei dla gospodarzy – Kacper Pacholczak dwukrotnie wykreował dobre sytuacje, ale pech nie opuszczał Szmulek. W 30. minucie Daniel Lasota skompletował hat-tricka, a to praktycznie zakończyło emocje w tym meczu. Do końca spotkania goście dokładali kolejne trafienia, a w 42. minucie było już 0:8.
Dopiero w samej końcówce gospodarze zdołali się przełamać – Kuba Marciniak zdobył dwie bramki, ratując honor drużyny, ale Zakapiory odpowiedziały tym samym i ustaliły wynik na 2:10. Dzięki temu zwycięstwu drużyna Daniela Lasoty wskoczyła na czwarte miejsce w tabeli i traci już tylko pięć punktów do podium.
Ten mecz do pewnego momentu był bardzo wyrównany i trudno było wskazać wyraźnego faworyta. Obie drużyny prezentowały zbliżony poziom, a pierwsza bramka padła dopiero po osiemnastu minutach gry. Jednak w końcówce pierwszej połowy BJM wykorzystało swoje szanse i wyraźnie odskoczyło, co praktycznie ustawiło dalszy przebieg meczu.
Strzelanie goli rozpoczął Miłosz Matuszewski, a minutę później było już 2:0 po trafieniu Macieja Flisa. Nie minęła chwila, a duet Maciej Kawka i Rafał Chen zdobyli gola dla gości, zmniejszając stratę. Jednak BJM błyskawicznie odpowiedziało – najpierw Gracjan Kowalewski trafił na 3:1, a w ostatniej minucie pierwszej połowy Olivier Aleksander i Miłosz Matuszewski zadali dwa zabójcze ciosy, podwyższając wynik na 5:1. Sytuacja drużyny Wiecznie Drugich stała się dramatyczna, ale goście nie poddali się i w drugiej połowie szukali swojej szansy.
W 30. minucie Antek Gronet zdobył gola na 5:2, ale to był to ostatni jasny punkt w występie ekipy Piotra Kawki. Zabrakło zarówno pomysłów na przełamanie defensywy BJM, jak i szczęścia, bo Wiecznie Drudzy mieli co najmniej dwie stuprocentowe okazje na zdobycie bramki, lecz nie potrafili ich wykorzystać. BJM również nie było specjalnie skuteczne, ale wykorzystało swoje szanse, a w 44. minucie Gracjan Kowalewski i Miłosz Matuszewski podwyższyli na 7:2, praktycznie zamykając mecz.
Na koniec Wiecznie Drudzy jeszcze dwukrotnie pokonali Marcina Skowrońskiego, ale nie wystarczyło to do zmiany oblicza spotkania. BJM wygrało 7:4 i zdobyło trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)