Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 13 Liga
Na Arenie Grenady po raz pierwszy mieliśmy okazję gościć zespół Asap Vegas FC. Dwa pierwsze mecze jakie rozegrali w Lidze Fanów skończyły się porażkami, więc być może chłopaki pomyśleli sobie, że na nowym obiekcie uda się przełamać kiepską serię. Za rywala mieli Green Team, ekipę solidną, jednak w naszej ocenie z którą można było spokojnie powalczyć o premierowe punkty. Boiskowa rzeczywistość potwierdziła nasze przypuszczenia. Obejrzeliśmy bardzo wyrównane spotkanie, które mogło się rozstrzygnąć w każdy możliwy sposób. Początek był minimalnie lepszy dla graczy Vegas, którzy nie tyle byli lepsi piłkarsko, co mieli trochę więcej szczęścia i skuteczności w kończeniu swoich akcji ofensywnych. To spowodowało, że po 25 minutach prowadzili 2:1, a kolejna dobra wiadomość była taka, że w przerwie dojechał na mecz ich nominalny bramkarz, Gianluca Villamaina. Tyle że golkiper rodem z Włoch nie miał najlepszego wejścia w spotkanie. Zanim bowiem zdążył się dobrze rozgrzać, już musiał wyciągać piłkę z siatki. Potem zrobiło się 3:2 dla Green Teamu, gdy najlepszy na boisku Wiktor Mikołajczak wykorzystał nieporozumienie w defensywie przeciwników. Im mecz trwał dłużej, tym „Zieloni” mieli coraz większą inicjatywę, a gdy podwyższyli stan posiadania na 4:2, wydawało nam się, że nie może im się stać krzywda. Rywali stać było jednak na zryw. Trafienie kontaktowe zaliczył Maciej Urban, a potem było jeszcze kilka wrzutek i prób ze strony Vegas, lecz Green Team nie dał sobie wyrwać trzech punktów i sędzia zakończył potyczkę przy stanie 4:3. Z przebiegu spotkania to jednobramkowe zwycięstwo Roberta Zawistowskiego i spółki jest zasłużone. Różnicę zrobił przede wszystkim Wiktor Mikołajczak i śmiemy twierdzić, że gdyby go w niedzielę zabrakło, to wynik byłby odwrotny. W osobie Asap kogoś tak przebojowego nie było, jakkolwiek nawet po samych wynikach widać, że w tym zespole następuje regularny progres. Zaczęli od 2:9, potem było 2:5, a teraz porażka tylko jednym golem. To dobrze wróży na kolejne potyczki, chociaż warto zadbać o trochę szerszą kadrę, ale te i inne wnioski na pewno zostały wyciągnięte. Pierwsze punkty powinny więc być kwestią czasu.
Minionej niedzieli mieliśmy przyjemność obserwować pojedynek pomiędzy ekipami Old Boys Derby III a rezerwami Niedzielnych. Gospodarze mieli jak dotąd trzy punkty na swoim koncie, z kolei goście wciąż czekali na swoją pierwszą ligową zdobycz. Tym samym, zarówno po jednych, jak i drugich, mogliśmy się spodziewać nie lada zaangażowania. Strzelanie rozpoczęli reprezentanci drużyny w czerwono-żółtych strojach, którzy po trafieniu Janiaka poprzedzonym fantastyczną asystą Gaconia, wyszli na prowadzenie. Radość jednak nie trwała zbyt długo, ponieważ kilka chwil po tym wydarzeniu do bramki strzeżonej przez Andrzeja Gorzkowskiego trafił Łukasz Ostrowski. Napastnik Niedzielnych zdołał w tej akcji pokonać golkipera rywali sprytnym strzałem między nogami. Mimo takiego obrotu spraw, ikona Oldboys'ów, Przemysław Biały zdołał wznieść się na piłkarskie wyżyny, aby tuż przed przerwą wykorzystać sytuacyjną piłkę, wyprowadzając gospodarzy po raz kolejny na prowadzenie. Mimo kapitalnej postawy w końcowym etapie pierwszej odsłony spotkania zaledwie minuty po rozpoczęciu drugiej, futbolówkę do siatki Oldboys'ów po samobójczym trafieniu skierował Gacoń. Dodatkowo kontuzji uległ bramkarz gospodarzy, Gorzkowski. W jego miejsce między słupkami pojawił się Przemysław Biały. Uwzględniając tak patową sytuację, gospodarze nie poddali się, a ponadto kolejny raz znaleźli drogę do bramki rywala. Niestety dla nich, w szeregach defensywnych znowu pojawiła się luka, kiedy to bezpośrednio z rzutu rożnego trafił Daniel Czekaj, ustalając tym samym wynik spotkania na 3:3.
Ostatnia kolejka w 13 lidze obfitowała w wyjątkowo wyrównane spotkania i takim było też starcie drugiej ekipy Furduncio z Gentlemanami. Choć bloki ofensywne obu ekip nie próżnowały już od pierwszego gwizdka, to na trafienie otwierające wynik musieliśmy czekać dokładnie kwadrans. W natarciu była głównie ekipa Furduncio, ale Brazylijczykom brakowało skuteczności, a i golkiper gości Jakub Augustyniak wykazywał się czujnością i refleksem. Choć gospodarze byli stroną przeważającą, to pierwszego gola strzelili Gentlemani – rzut z autu wykonał Jakub Tryngiel, a lot piłki głową przedłużył Paweł Domański i futbolówka zatrzepotała w siatce. Dwie minuty później było już 0:2 – tym razem podawał Paweł Domański, a gola zdobył Piotr Loze. Canarinhos zripostowali błyskawicznie akcją... bramkarza Bruno Martinsa, który pogalopował przez całe boisko, minął obrońców i nie dał szans golkiperowi gości. Kolejna bramka padła dopiero na początku drugiej połowy, a piłkę przy samym słupku zmieścił Carlitos Moreira. W 30 minucie goście znów wyszli na prowadzenie i ponownie wykazał się duet Domański – Loze. W dalszej części meczu Furduncio szukało okazji do strzelenia gola, ale świetnymi paradami wykazywał się Jakub Augustyniak, a i defensywa Gentlemanów spisywała się solidnie, blokując większość strzałów z dystansu i formując ciasne krycie uniemożliwiając Carlitosowi Moreirze i Elio Silvie przedarcie się pod pole karne. Mimo to Brazylijczycy nie ustawali w atakach, a w 45 minucie mogli doprowadzić do remisu, lecz zmarnowali stuprocentową okazję. Trud w końcu się opłacił i w 47 minucie Bruno Martins dalekim wyrzutem odnalazł Carlitosa Moreirę, a ten w końcu zdobył upragnionego gola i po niezwykle wyrównanym spotkaniu padł remis 3:3.
Każdy kto śledzi chociaż trochę 13.ligę, nie miał złudzeń co do scenariusza w spotkaniu Pogromcy Poprzeczek kontra Wystrzeleni. Nikt w tej parze nie zastanawiał się kto wygra, ale jaką różnicą bramek zespół Wystrzelonych odprawi Mateusza Niewiadomego i spółkę. A ponieważ ten zespół w dwóch poprzednich spotkaniach zdobył aż 23 gole, to można było założyć, że golkiper Pogromców przynajmniej dziesięciokrotnie będzie musiał wyjmować piłkę z siatki. I to, że tak się ostatecznie nie stało, należy potraktować w kategoriach sukcesu. Oczywiście przewaga w posiadaniu piłki i kreowaniu sytuacji podbramkowym była ogromna, lecz Adam Maj wraz z blokiem obronnym nie pozostawiali bierni na ofensywę oponentów i w pierwszej połowie dali się pokonać tylko trzy razy. Co więcej – świetnie dla nominalnych gospodarzy rozpoczęła się druga odsłona. Ładnym, mierzonym strzałem popisał się Olek Markowski i piłka wpadła przy słupku obok bezradnego Marcina Kurka. Nie był to rzecz jasna początek powrotu do tego meczu Pogromców, ale należało docenić, że wypełnili kolejny punkt klubowego bingo, czyli zdobyli w meczu przynajmniej jedną bramkę. Finalnie to trafienie okazało się honorowym. Rywale na więcej nie pozwolili, a sami zdobyli jeszcze cztery gole i wygrali 7:1, chociaż gdyby wykazali więcej koncentracji, a mniej "brazyliany", to ich dorobek byłby znacznie większy. W kontekście punktów nie ma to jednak znaczenia – różnica goli nie wpływa na liczbę „oczek”, więc najważniejsze było zwycięstwo. Tym bardziej, że pozwoliło ono pozostać na szczycie ligowej hierarchii, czyli pewnie tam, gdzie Wystrzeleni chcieliby być nie po 3.kolejce, a ostatniej. Takich planów nie mają za to Pogromcy. Ich zadowoli zdecydowanie mniej – prawdopodobnie wszystko, co w tabeli nie jest zaznaczone na czerwono. Nie będzie łatwo, bo rywale wydają się silniejsi niż w tamtym sezonie, z kolei Pogromcy trochę się osłabili i tak naprawdę każdy zdobyty punkt będzie cenny. A najważniejsze, to zdobyć ten pierwszy i mamy nadzieję, że w przypadku tej sympatycznej drużyny stanie się to jak najszybciej.
W trzeciej kolejce na najniższym szczeblu rozgrywkowym Szereg Homogenizowany podejmował na Arenie AWF zespół Piwo Po Meczu FC. Pierwsza połowa była pełna dynamicznych akcji i ataków obu drużyn. Bramkarze mimo zaciętych ataków, świetnie spisywali się, nie pozwalając piłce znaleźć się w siatce. Jednak jako pierwszy musiał się poddać golkiper gospodarzy, Jan Wosiński. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niepilnowany Michał Świercz głową skierował piłkę do bramki, otwierając wynik meczu. Piwo Po Meczu FC nie zadowoliło się jednobramkową przewagą i kontynuowało ataki na bramkę rywali. Bramkarz Szeregu nadal walczył dzielnie, ale goście znaleźli znów na niego sposób. Po kolejnej akcji Piwo Po Meczu FC skorzystało ze straty piłki w ataku Szeregu Homogenizowanego i piłka po kontrze znalazła się w bramce po raz drugi. Jeszcze przerwą doszło do istnego zamieszania w polu karnym gości, gdzie po serii strzałów i próbach wybicia piłki, na koniec to Jan Mitrowski skierował ją do bramki, zdobywając kontaktowego gola dla gości. Strzelanie w pierwszej połowie skończyli podobnie jak zaczęli, piłkarze Piwo Po Meczu - po rzucie rożnym gola zdobywa niepilnowany tym razem Piotr Zakrzewski. Jak widać stałe fragmenty były asem w talii kart gości. Po przerwie zawodnicy obu drużyn kontynuowali zaciętą walkę. Piwo Po Meczu nadal naciskało na przeciwnika i wykorzystywało słabe ustawienie obrony Szeregu Homogenizowanego. Piłka w kilku akcjach przechodziła od nogi do nogi i trafiała do bramki rywali. W rezultacie goście zdobyli kolejne bramki, ustalając wynik meczu na 2-8. Mecz ten pokazał, że Piwo Po Meczu było drużyną lepiej przygotowaną do tego starcia, wykorzystując błędy defensywy gospodarzy oraz skutecznie wykorzystując stałe fragmenty gry. Szereg Homogenizowany miał trudności w obronie i nie był w stanie skutecznie przeciwdziałać atakom przeciwnika. Końcowy rezultat nie jest więc zaskoczeniem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)