Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 4 Liga
Laga podrażniona po swojej pierwszej porażce w poprzedniej kolejce przystępowała do meczu z Shadows w roli faworyta, choć patrząc na wyniki gospodarzy w tej rundzie można było spodziewać się ciekawego pojedynku. Chociażby wygrana nad Husarią pokazała, że FC Shadows nie można lekceważyć. Laga zaczęła zgodnie z planem, bo od wyjścia na prowadzenie już w 4 minucie. To nie podcięło skrzydeł gospodarzom, którzy wyrównali w 11 minucie po rzucie wolnym. Wtedy Laga podkręciła tempo, a przede wszystkim była dużo bardziej skuteczniejsza w ataku i w przeciągu paru minut wyszła na prowadzenie 1:4. Wydawało się, że lider będzie się rozkręcał i spotkanie nie będzie miało wielkiej historii. Jednak pod koniec pierwszej części gospodarze zaczęli odrabiać straty i na przerwę schodzili przy wyniku 3:5. Początek drugiej części znów należał do Lagi. Dobrze na boisku prezentował się duet Szymon Dudzik – Daniel Kielak i nominalni goście prowadzili w tym spotkaniu już 3:7. Trudno było zatem sądzić, że w tej rywalizacji będziemy jeszcze świadkami takich emocji, jakich doświadczyliśmy. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat i niemal chwilę po wznowieniu gry zdobyli swoją czwartą bramkę, a parę minut później mieliśmy już 5:7. Do końca meczu pozostawało trochę czasu i nagle role zaczęły się odwracać. Laga zaczęła gasnąć, być może ze względu na coraz większe zmęczenie, natomiast Shadows coraz mocniej atakowało rywala. I to się opłaciło, bo udało się doprowadzić do wyrównania (7:7). Laga czując nóż na gardle rzuciła się do ataków, ale końcówka należała do rywala, który na dwie minuty przed końcem trafił na 8:7, a potem dobił oponenta golem na 9:7. Shadows należą się brawa za walkę do końca i wiarę w sukces. Bardzo dobre spotkanie rozegrał Vladyslav Rakhmail, szczególnie ciągnąc swój zespół w drugiej części meczu. Nie wiemy natomiast co stało się z Lagą. Wygrywała już 1:4 czy 3:7, a nagle jakby ktoś odciął jej prąd i niemal pewne zwycięstwo zamienili na drugą z rzędu porażkę, która mocno komplikuje im sytuację w tabeli.
BJM Development do spotkania z Husarią Mokotów przystępował z nadziejami na punkty. Sytuacja w tabeli przed meczem wskazywała, że gospodarze żeby jeszcze liczyć się walce o medale musieli tutaj coś ugrać. Goście zajmują obecnie trzecie miejsce w tabeli i by spokojnie kontrolować swoją sytuację, także zamierzali zwyciężyć. Początek spotkania wskazywał, że będzie to mecz na styku. Obie ekipy ruszyły do ataku a pierwsi na prowadzenie wyszli podopieczni Tomka Hubnera. Ekipa Oliviera Aleksandra nie zamierzała jednak ustępować i szybko wyrównała. Goście ponownie po składnej akcji wyszli na prowadzenie, jednak dość szybko po samobójczej bramce golkipera Husarii mieliśmy kolejny remis. Jeszcze przed przerwą to BJM wyszedł na prowadzenie. Ekipa Tomka Hubnera trochę zaskoczona, że nie idzie tak łatwo, starała się coś zmienić w swojej grze. Do przerwy mieliśmy wynik 3:2. Po zmianie stron zaczęło się prawdziwe widowisko. Husaria szybko wyrobiła sobie gola przewagi, jednak BJM nie ustępował i od tego momentu mieliśmy bramkę za bramkę. Świetnie w zespole gości grał Krzysiek Mamla. Po stronie gospodarzy ciężar gry na siebie wziął Paweł Tamowski, który zdecydowanie został bohaterem tego meczu. To on właśnie wykreował zwycięską bramkę dla swojej drużyny, bo świetnie dostrzegł w polu karnym popularnego Cibora, a ten z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki. Końcowy gwizdek i radość w obozie BJM. Długo przy linii bocznej leżał natmiast Tomek Hubner, nie wierząc że jego team stracił punkty. Husaria zatem zamiast zmniejszyć stratę do Lagi i Dzików z Lasu, musi patrzeć za plecy, bo ekipy, które są poza podium, mają do niej coraz mniejszą stratę.
Zespół Andriija Hryndy nie wygrał meczu od 15 października tamtego roku, dlatego w starciu z Kryształem liczył na przełamanie. Od dłuższego czasu nie widzieliśmy tak dobrej frekwencji w obozie Compatybilnych, dlatego gospodarze mogli mieć nadzieję na ligowe punkty. Kryształ co prawda nie dysponuje takim potencjałem ofensywnym jak pierwsza drużyna, ale potrafi grać solidnie, co już nie raz udowadniał. Od początku spotkania mecz był niezwykle wyrównany a obie ekipy skoncentrowane na defensywie, szukając szans w kontrach. Początkowo to Compatibl sprawiał lepsze wrażenie i to on wyszedł na prowadzenie. Z biegiem czasu jednak Kryształ atakował coraz groźniej, czego efektem były bramki dla tego zespołu. W sumie po wyrównanej pierwszej połowie mieliśmy remis 3:3. Po zmianie stron lepiej w drugie 25 minut weszli gospodarze. Najpierw udało się strzelić bramkę na 4:3, a po chwili znakomitą asystą popisał się golkiper Compatibl posyłając piłkę ręką przez cale boisko do napastnika, który przewrotką pokonał bramkarza rywali. Przy stanie 5:3 Kryształ nie miał nic do stracenia i rzucił się w pogoń za wynikiem. Efektowna akcja dwójkowa dała bramkę kontaktową. W końcówce idealną sytuację na remis miał napastnik Kryształa, ale bramkarz zachował zimną krew i nie dał się zaskoczyć. Ostatecznie Compatibl przełamał niemoc i wygrał to spotkanie, dając sobie nadzieję, że jeszcze uda się powalczyć o ligowy byt. Kryształ ten sezon traktuje testowo, więc taka porażka stanowi po prostu kolejną lekcję na przyszłość.
Po zeszłorocznej udanej kampanii w niższej lidze, ekipa FC Popalone Styki została nagrodzona awansem do wyższej klasy rozgrywkowej. Jak dotąd na boiskach czwartej ligi radzą sobie delikatnie mówiąc średnio. Ich potencjał wykracza o wiele bardziej poza aktualny stan rzeczy, a zestawienie wyników z poprzedniego roku z aktualnymi jest tego dobitnym przykładem. Tym razem przyszło im się zmierzyć z pierwszym zespołem Old Boys Derby. Starcie już przed samym meczem nie zapowiadało się dla nich na łatwe, ponieważ zawodnicy w żółto-czerwonych strojach wygrali pięć ostatnich spotkań, będąc jednocześnie jednym z faworytów do zajęcia trzeciego miejsca, eq aequo z rezerwami mokotowskiej Husarii. Jednakże mimo dysproporcji sił na papierze, to gospodarze objęli prowadzenie w 4 minucie. Niestety dla nich stracili je już zaledwie trzy minuty później, by przegrywać po kolejnych czterech. Mimo tego ponownie podnieśli się chwilę później niczym feniks z popiołów, dzięki bramce autorstwa Kamila Paszka. Niestety mimo relatywnie korzystnego wyniku, nie udało im się dowieźć go do przerwy, inkasując gola minutę po wyrównaniu. W drugiej odsłonie spotkania pierwsze pięć minut skłaniało do sformułowania śmiałej tezy, jakoby mecz mógłby zakończyć się pozytywnym rezultatem dla Popalonych Styków. Tuż po przerwie do piłki dopadł Paweł Popow, który wykazał się niebywałym opanowaniem pod bramką strzeżoną przez Michała Piątkowskiego. Niestety dla nich od tego momentu było już tylko gorzej. Bardziej doświadczeni rywale zdecydowanie uspokoili swoją grę, ustawiając się dość pragmatycznie w obronie i wyczekując na możliwość wyprowadzenia kontrataku. To właśnie dzięki wspomnianym kontrom Old Boysi ponownie wyszli na prowadzenie. Pomimo kolejnej straty bramki w 44 minucie meczu na 4:5, udało im się po raz kolejny zdominować spotkanie, aby na trzy minuty przed końcowym gwizdkiem arbitra głównego zdobyć ostatnią - tego dnia - bramkę, która ustaliła wynik spotkania na 4:6.
Spotkanie o 21:00 pomiędzy FC Dziki z Lasu oraz Panterą było bez wątpienia najciekawszym ze wszystkich o tej godzinie. Przed meczem wydawało się, że gospodarze będą zdecydowanym faworytem i bez problemu zdobędą komplet punktów. Tym bardziej, że zajmują drugą lokatę z takim samym dorobkiem 31 punktów co lider, zaś zespół przeciwny jest w strefie spadkowej, mając jedynie 10 punktów. Tyle że na spotkanie w drużynie biało szarych koszulek przychodzą zawodnicy UEFA Mafia Ursynów, którzy grają w 2 lidze i to wszystko zmieniło trochę stan rzeczy. Chwilę po pierwszym gwizdku Pantera obejmuje prowadzenie po bramce Jakuba Komendołowicza. Chwilę później Konrad Adamczyk wyrównuje na 1:1. Do końca pierwszej połowy mieliśmy równe widowisko, które ostatecznie wygrywają Dziki 4:3. Po przerwie do drużyny w czerwonych barwach dojeżdża Karol Bienias, który zdecydowanie pomógł drużynie. Swoim rozgrywaniem w środku pola i celnymi strzałami na bramkę wyprowadził drużynę do stanu 8:3. Swoją czwartą bramkę z rzutu wolnego strzela wówczas Komendołowicz. Na ostatnie 10 minut obie drużyny przeszły w tryb ofensywnego futbolu, bo padło aż 10 goli! Mecz zakończył się sprawiedliwą wygraną Dzików 13:8.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)