Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 6 Liga
Crimsony w tym sezonie miały nadzieję na walkę o czołowe lokaty, ale ostatnio na spotkania przychodzą w okrojonym składzie i nie inaczej było w ten weekend. Na arenie AWFu stawiła się zaledwie meczowa szóstka i nie zwiastowało to łatwej przeprawy z dobrze spisującymi się w rundzie rewanżowej Kanonierami. Goście choć nie w najsilniejszym składzie, to jednak wyglądali dużo lepiej kadrowo niż rywale. Początek spotkania to prezent od defensywy dla Mateusza Nejmana, który nie zwykł marnować takich sytuacji i z bliska pokonał bramkarza gospodarzy. Po chwili było już 0:2 i wydawało się, że Kanonierzy będą dominować na boisku. Gdy golkiper Crimsonów dostał karę za zagranie piłki ręką poza polem karnym wydawało się, iż kolejne bramki są kwestią czasu. Tymczasem to właśnie team Artura Baradzieja-Szczęśniaka w przewadze stracił gola. Po chwili gdy siły się wyrównały wynik był na styku i mimo, że Kanonierzy strzelali to przed przerwą ponownie stracili bramkę. Po 25 minutach rywalizacji było 2:4. Po zmianie stron gospodarze konsekwentnie bronili się, licząc na kontry. Z przodu szarpał Piotr Zieliński, a goście mimo iż mieli mnóstwo szans nie potrafili podwyższyć wyniku. Gdy gospodarze strzelili kolejno dwa gole na tablicy wyników był remis 4:4. Menedżer Kanonierów dostawał szewskiej pasji przy linii końcowej, aż wreszcie jego drużynie wróciła skuteczność. W rolach głównych wystąpili ponownie Mateusz Nejman i Kacper Sitko, którzy potrafili zapewnić gościom trzy punkty. Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 5:8. Szkoda ekipy gospodarzy, bo mając lepszy skład z pewnością powalczyliby o zwycięstwo, a tak zamknęli sobie praktycznie drogę do czołówki w tym sezonie. Kanonierzy zrobili z kolei krok do utrzymania w lidze i na wiosnę prezentują się znakomicie.
Mecz na szczycie – tak śmiało możemy nazwać pojedynek pomiędzy zespołami Mikstury oraz Bad Boys. Pomimo sporej różnicy punktowej byliśmy pewni wysokiego poziomu i wzajemnego szacunku na murawie, gdyż w obu ekipach gra wielu klasowych zawodników. Początek spotkania dość nerwowy z obu stron, dało się wyczuć wagę tego pojedynku. Nieco szybciej nerwy opanowała drużyna Mikstury, która z każdą minutą lepiej prezentowała się na murawie. W ich grze dominowała mądrość w rozgrywaniu akcji, wyrachowanie i jak się okazało skuteczność, bo po dwóch akcjach wyszli na prowadzenie 2:0. Co prawda ekipie Bartka Podobasa udało się dość szybko zrehabilitować za sprawą bramki Konrada Kozłowskiego, to dalsza część pierwszej połowy należała do Mikstury. Gospodarze wrócili do tego co prezentowali w pierwszych minutach, a to przyniosło kolejne bramki - najpierw Rafała Jochemskiego a następnie po katastrofalnym błędzie w rozegraniu piłkę przejął Bartek Folc i pewnie wyprowadził Miksturę na prowadzenie 4:1. W grze gości raziła niedokładność i brak wykończenia akcji. W ich poczynania wkradła się nerwowość i wzajemne pretensje, co na jednych działa demotywująco a na innych - jak w tym przypadku - pobudza do działania. W końcówce Bad Boysi strzelają jeszcze bramkę i na pauzę schodzimy przy wyniku 4:2. Po zmianie stron goście podjęli decyzję o grze z lotnym bramkarzem, w którego rolę wcielił się Bartek Podobas. Choć gospodarze długo bronili się przed stratą bramki, to zostali praktycznie zamknięci na swojej połowie i strata gola była tylko kwestią czasu. Gospodarze cierpliwie konstruowali ofensywne akcje, szukali wyrwy w obronie, aczkolwiek bramka przyszła dopiero po stałym fragmencie gry i mieliśmy 4:3. Tuż po chwili Mikstura wykorzystuje błąd w rozegraniu piłki gości i Rafał Jochemski pakuje piłkę do pustej bramki. Bad Boysi nie zamierzali jednak zmieniać taktyki z lotnym bramkarzem i dalej prowadzili swoją grę. To była kluczowa decyzja, co pokazały kolejne minuty. Od stanu 5:3 perfekcyjnie grający zawodnicy Bad Boys doprowadzają do remisu 6:6. Stracone prowadzenie sprawiło, że z drużyny Mikstury zeszło powietrze. Zawodnicy gospodarzy nie byli w stanie poradzić sobie z grą kombinacyjną rywali i zupełnie nie prezentowali tego, co grali w pierwszej odsłonie. Natomiast goście rozkręcali się z minuty na minutę. Kolejne akcje to już prawdziwy pokaz siły, świetnie dysponowany tego dnia Damian Borowski pięknym strzałem wyprowadził Bad Boys na prowadzenie 6:7. Końcówka spotkania to z kolei wymiana ciosów z obu stron. Gospodarze musieli się odkryć, co było wodą na młyn dla rozpędzonych oponentów, którzy dołożyli dwa kolejne trafienia i zasłużenie wygrali to spotkanie 6:9. Po zakończeniu meczu możemy na chłodno napisać, że był to prawdziwy rollercoaster emocji, bo dramaturgii nie brakowało. Wszystko rozstrzygało się w drugiej połowie za sprawą kluczowych decyzji taktycznych. Mikstura dalej ze sporą przewagą prowadzi w 6.lidze, natomiast Bad Boys dzięki wygranej wskakuje na trzecią pozycję w tabeli.
Szósta liga jest jedną z najbardziej zaciętych w całej Lidze Fanów, a między zespołami z dołu tabeli a pierwszą drużyną jest naprawdę niewielka różnica punktów. W związku z tym pojedynek między drugim a trzecim zespołem zapowiadał się niezwykle ekscytująco. Starcie Więcej Sprzętu niż Talentu z ekipą FC Vikersonn można było śmiało nazwać meczem o 6 punktów, jednak początek spotkania był dla wszystkich istnym szokiem. Pierwsze 15 minut to całkowita dominacja zespołu Ihora Makhlaia oraz popis duetu Slavika Tuymkiwa i Ivana Vovka. Ofensywni zawodnicy FC Vikersonn byli zaangażowani w ekspresowo zdobyte cztery gole dla swojego zespołu, a konkretnie na listę strzelców wpisywał się Slavik Tuymkiw raz, natomiast Ivan Vovk już po kilkunastu minutach miał na swoim koncie klasycznego hat-tricka. Warto jednak podkreślić, że przy golach Ivana trzy asysty zanotował Slavik. Gdy po podaniu Jewhena Kyrii gola na 0-5 zdobył Jewhen Syrotiuk, było raczej jasne, kto pewniej zmierza w tym meczu po komplet punktów. Delikatny impuls do walki swoim kolegom dał Oskar Foremniak, który po przechwyceniu źle zagranej piłki przez rywali popisał się ładnym strzałem z dystansu, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:5. Druga połowa była zdecydowanie bardziej wyrównana, aczkolwiek zaczęła się od świetnego okresu gry Ivana Vovka, który tego dnia był nie do zatrzymania. Po jego kolejnych dwóch golach oraz skromnej odpowiedzi postaci gola Oskara Foremniaka wynik brzmiał 2:7. W szczególnej urody był gol na 1:6, gdy piłka zagrana przez całe boisko przez bramkarza Vikersonn, Serhija Zaridze, trafiła pod nogi Ivana Vovka, a ten pewnym strzałem nie dał szans golkiperowi rywali. Do końca meczu ekipa z Ukrainy kontrolowała przebieg spotkania, a mogła zwiększyć rozmiary zwycięstwa o dwie bramki, jednak w absolutnie kuriozalnych sytuacjach piłkarze graczy w pomarańczowych strojach kiksowali. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:9, a rewelacyjny występ na swoim koncie (za co przyznany mu został później tytuł MVP) zanotował Ivan Vovk, autor aż siedmiu goli. Po zwycięstwie ekipy FC Vikersonn sytuacja w tabeli na tym szczeblu rozgrywek zrobiła się jeszcze bardziej ciasna i żeby to zrozumieć, trzeba po prostu spojrzeć na tabelę!
W starciu Wiecznie Drugich z KS Iglicą Warszawa mogliśmy być pewni, że na boisku będzie gorąco. Zarówno gospodarze z kapitanem Piotrkiem Kawką na czele, jak i goście z nieustępliwym w obronie Danielem Szmańdą, zasłynęli z bardzo dużego zaangażowania w walce o piłkę na murawie i o odstawianiu nogi nie mogło być mowy. O ile boiskowej walki nie brakowało od samego początku, o tyle zabrakło spodziewanej wyrównanej gry, szczególnie w pierwszej połowie. Od pierwszych minut widzieliśmy poukładaną postawę Iglicy oraz stwarzane przez nią okazję ofensywne, a w odpowiedzi sporadyczne ataki Wiecznie Drugich. Już pierwsze trafienie było bardzo przyjemne dla oka, gdy po podaniu Jakuba Kieczki ładnym strzałem w długi róg popisał się Piotrek Skiba, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w siatce. Piotrek Skiba był również autorem drugiego trafienia, a autorem ładnej asysty był w tym przypadku Sebastian Szczygielski. Goście wciąż atakowali bramkę strzeżoną przez Bartka Zawadzkiego i na kilka minut przed końcem pierwszej połowy przyniosło to efekt, gdy gola na raty zdobył Krystian Sobierajski, ustalając w ten sposób wynik na 0:3. Po zmianie stron zrobiło się zdecydowanie ciekawiej i Wiecznie Drudzy nawiązali równorzędną walkę z rywalem, momentami wręcz dominując sytuację na murawie. Zaczęło się od bramki zdobytej przez samego kapitana gospodarzy, czyli Piotrka Kawkę. Kilka chwil później, po ładnej akcji kombinacyjnej Oskara Krajewskiego oraz Łukasza Tomaszuka, gola na 2:3 zdobył drugi z wymienionych graczy. Mecz zrobił się naprawdę ciekawy, co przełożyło się na nieco agresywniejszą postawę obu ekip. Poza kilkoma uszczypliwościami na boisku, panowała jednak sportowa rywalizacja, a efektem była obustronna wymiana ciosów. Najpierw gola na 2:4 zdobył Sebastian Szczygielski, który wykorzystał kontrę wyprowadzoną przez Krystiana Sobierajskiego, ale po chwili w szeregach Wiecznie Drugich ładnym podaniem popisał się Łukasz Tomaszuk, który dojrzał dobrze ustawionego Piotrka Kawkę, a ten znowu skrócił dystans do jednej bramki i mieliśmy wynik 3:4. Niestety dla Wiecznie Drugich, po raz kolejny tego dnia o swojej świetnej dyspozycji przypomniał Sebastian Szczygielski, który był autorem kolejnych dwóch bramek, najpierw strzelając z dystansu od słupka po podaniu Jakuba Kieczki, a następnie w zamieszaniu w polu karnym dobijając piłkę po własnym strzale. Do końca meczu strzelali już tylko zawodnicy Iglicy Warszawa, chociaż nie zawsze zgodnie z zamierzeniem, gdyż gola samobójczego na swoim koncie zanotował Jakub Kieczka. Na poprawę humoru kolegi z zespołu, wynik meczu na 4:7 ustalił Antek Suchenek, a dzięki zwycięstwu zespół Iglicy nieco zwiększył swoje szanse na utrzymanie się w 6-tej Lidze Fanów. Wiecznie Drudzy docenili postawę Daniela Szmańdy w obronie, który w ich ocenie był defensywną fortecą, w dużej mierze odpowiedzialną za końcowy wynik swojego zespołu.
Jednym z ostatnich zmagań 12 kolejki było starcie w 6 lidze - After Wola z Czasoumilacze. Ekipa gości dołączyła do ligi na wiosnę za Ciamajdy i zajmuje obecnie ostatnie miejsce z 9 punktami. Gospodarze zgromadzili dotąd 19 punktów i są w środku tabeli. W pierwszej połowie lepsi wydawali się zawodnicy grający w białych koszulkach. W 5 minucie za nieudany wślizg bramkarza zostaje podyktowany rzut karny, który pewnie wykorzystuje Patryk Abbassi. Później długo utrzymywał się wynik 1:0 i chociaż to gospodarze mieli więcej z gry, to wystarczyły zaledwie dwie minuty, aby prowadzenie przeszło na stronę gości i to po pierwszej połowie mieli wynik 2:1. Po przerwie wiele sytuacji wyratowali bramkarze. After Wola długo nie mogła doprowadzić do remisu, ale jak w końcu się to udało, to systematycznie zaczęły padać kolejne bramki. W ostatnich 3 minutach Czasoumilacze zdobywają dwa gole, a gospodarze odpowiadają jedną. I to im wystarcza do zwycięstwa 6:4. Kluczowy był tutaj Patryk Abbassi, który zdobył 4 bramki i zanotował jedną asystę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)