Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 7 Liga
Trzy zwycięstwa z rzędu i trzy porażki z rzędu. Więcej Sprzętu niż Talentu i FC Polska Górom to niejedyne drużyny w 7. lidze, które są tak powtarzalne w swoich działaniach, a to ułatwia przedmeczowe typowanie przebiegu spotkań. Spodziewaliśmy się, że walczący o awans WSNT zdoła pokonać graczy FCPG i nie doczekaliśmy się niespodzianki. Już w pierwszej połowie wynik był dość jednostronny. Strzelanie rozpoczął Szewczyk, który płaskim uderzeniem umieścił piłkę w siatce. Prowadzenie gospodarzy podwyższył Banasiewicz, skutecznie główkując. Przed utratą trzeciej bramki starał się uchronić gości golkiper, Kamil Nowak, ale nie zdołał tego dokonać. Piłka prześlizgnęła się po jego rękach i zatrzepotała w siatce. Jeszcze przed przerwą oglądaliśmy najpiękniejsze trafienie tego spotkania, gdy Daniel Mikołajczyk pięknie okiwał kilku rywali, a następnie pokonał bramkarza. Wynik 4:0 nie zadowalał w pełni gospodarzy, którzy w drugiej części spotkania prędko ruszyli po kolejne trafienia. Gola honorowego goście strzelili dopiero przy wyniku 0:6, ale dwiema szybkimi bramkami odpowiedzieli na to utalentowani zawodnicy Więcej Sprzętu niż Talentu. Mimo zerowego dorobku strzeleckiego w tym spotkaniu, wyjątkowo dobrze spisywał się Szymon Małyszek - autor czterech asyst i kilku zagrań, po których ręce same składały się do oklasków. Szczególnie imponujące było jego przepuszczenie piłki między nogami i obiegnięcie rywala na skrzydle, czym wprowadził defensorów FCPG w osłupienie. I choć rywale zdołali się ocknąć na tyle, by strzelić gola na 8:2, to musieli uznać wyższość zawodników ubranych w szare koszulki.
Drużyna FC Alliance bardzo dobrze rozpoczęła sezon, lecz ostatnie spotkania to seria porażek co sprawiło, że ekipa ta w tym sezonie będzie walczyła wyłącznie o utrzymanie. Zespół FC Mitotito dosyć niespodziewanie w ostatniej kolejce uległ niżej notowanym rywalom i wynik ten sprawił, że w tabeli zrównał się z bezpośrednim rywalem do wygrania ligi. Lepiej w mecz weszli goście, którzy już w 5 minucie objęli prowadzenie. Doskonałą okazję do podwyższenia wyniku mieli chwilę później, ale nie wykorzystali rzutu karnego przenosząc piłkę nad poprzeczką. Przestrzelony karny zadziałał na nich motywująco i raz po raz zagrażali bramce rywali. Niestety dla nich tego dnia byli strasznie nieskuteczni, przez co mimo kilku lub nawet kilkunastu okazji wynik do przerwy nie uległ już zmianie. Po zmianie stron sytuacja na boisku niewiele się zmieniła - kolejne stwarzane sytuacje bramkowe, które nie zostały zamienione na zdobycz bramkową. Dopiero w ostatnich dziesięciu minutach rozwiązał się worek z bramkami. Najpierw dwa razy zawodnicy gości zdołali pokonać golkipera przeciwników. Chwilę później honorowe trafienie zaliczył zawodnik gospodarzy. Ostanie słowo należało do lidera rozgrywek, który w ostatnich minutach podwoił swój dorobek bramkowy, dzięki czemu ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:1 dla FC Mitotito. Zwycięstwo tej drużyny sprawiło, że utrzymali prowadzenie w tabeli i są głównym kandydatem do tytułu mistrzowskiego. Zespół FC Alliance po raz kolejny schodzi z boiska bez zdobyczy punktowej, ale mimo porażki cały czas utrzymuje przewagę nad strefą spadkową.
Niezwykle ofensywny futbol zaprezentowały nam w ten weekend ekipy Iglicy Warszawa i Georgian Team. Zdecydowanym faworytem spotkania byli goście, ale gospodarze przyjechali z nastawieniem, że trzeba tutaj zrobić wszystko by powalczyć o punkty. Bardzo zmotywowany team Radosława Sówki od początku był bardzo aktywny w ofensywie i defensywie. Ekipa z Gruzji w zasadzie jak zawsze liczyła na braci Gabrichidze a uzupełnieniem w ofensywie był Saba Lomia, który świetnie potrafi wspomagać wspomniany duet. Akcje trójkowe jakie rozgrywali Gruzini były kapitalne i często obrona Iglicy musiała sporo się natrudzić, by powstrzymywać ich ataki. Pierwsza połowa to bramka za bramkę. Goście oczywiście wychodzili na prowadzenie, lecz ambitna młodzież pod batutą Jarosława Sówki od razu ripostowała i cały czas wynik był na styku. Do przerwy było 4:5 i to zwiastowało nam duże emocje w drugiej odsłonie. Georgia Team starało się odskoczyć z wynikiem, by nie robić sobie niepotrzebnie nerwowej końcówki i mamy wrażenie jakby jeszcze ten zespół poprawił trochę grę w destrukcji, to wyniki jeszcze mogłyby być okazalsze. Jednak i tak spotkanie praktycznie cały czas było pod kontrolą tego teamu i mamy wrażenie, że Gruzini gdzieś jeszcze mają rezerwy w swoim potencjale, którego na razie nie chcą uwolnić. Iglica walczyła do końca a Jarek Sówka wierzył, że da się dogonić wynik motywując swoich zawodników do walki. Ostatecznie skończyło się 7:11 i to ekipa gości dopisała na swoje konto kolejne punkty. Gospodarze jednak widać że łapią formę i niejednemu zespołowi zabiorą punkty w tej rundzie.
Rzadko się zdarza, by w lidze, gdzie gra się mecz i rewanż doszło do sytuacji, w którym w obydwu meczach między poszczególnymi zespołami padł dokładnie ten sam wynik. A takie zdarzenie miało miejsce w przypadku Elitarnych Gocław i Kubanów. Jesienią Elitarni wygrali gładko, w stosunku 12:2 i dokładnie tym samym wynikiem zakończyła się ich potyczka w 11.kolejce. Ale co ciekawe – mogliśmy mieć nadzieję, że to wcale nie będzie „powtórka z rozrywki”. Bo początkowo nic nie zapowiadało katastrofy w wykonaniu Marka Jasińskiego i spółki. Dość powiedzieć, że niemal do ostatnich minut pierwszej połowy wynik brzmiał 2:2 i dopiero w samej końcówce tej części gry Elitarni odskoczyli oponentom na dwa gole. Ale wtedy nikt nie przypuszczał, że to początek końca ich rywali. Druga połowa była już jednak jednostronna, Kubany praktycznie w pierwszej akcji po powrocie na boisko straciły gola i widać było, że powoli umiera w nich nadzieja na dobry wynik. Zadanie mieli tym trudniejsze, że ich skład był tego dnia bardzo okrojony i mimo, że do pewnego naprawdę się starali, to im dłużej trwał mecz, tym większe było ryzyko dwucyfrówki. Elitarni ani myśleli się zatrzymywać, ten zespół chciał podreperować swoje statystyki drużynowe i indywidualne, co w pełni mu się udało, wygrywając wysoko, a jednocześnie przesuwając kilku swoich zawodników w klasyfikacji strzelców czy asystentów. Najważniejsze były jednak punkty, które pozwoliły zbliżyć się do podium, dzięki remisowi Tornado Warszawa. Kubany trzymają się z kolei tuż nad strefą spadkową, ale przydałoby się, by jak najszybciej przypomniały sobie jak się wygrywa, bo z 9 punktami długo w bezpiecznej strefie nie pozostaną.
Świetne widowisko w szóstkach piłkarskich nie zawsze musi obfitować w bramki, co w zeszłą niedzielę udowodniło spotkanie Tornado Warszawa z Na Wariackich Papierach. Od początku działo się sporo, szczególnie, jeżeli chodzi o postawę bramkarzy. Zarówno Tomek Gonciarz, jak i Konrad Sochacki mieli w tym meczu bardzo dużo pracy i jak się okazało, postawa jednego z nich zadecydowała o losach meczu, ale po kolei. Lepiej w mecz weszli gracze gości, którzy wykorzystali nieporozumienie w bloku defensywnym rywali. Piłkę przejął Krystian Plichta, który "skradzioną" piłkę zaadresował do Karola Makowskiego, a ten pewnie pokonał golkipera Tornada. Świetna akcja dwójkowa duetu Mikołaj Pagas & Krystian Plichta zaowocowała bramką na 0:2, a autorem trafienia był drugi z wymienionych Panów. Krystian jeszcze w pierwszej połowie miał wielki apetyt na klasycznego hat-tricka, jednak kilkukrotnie na jego drodze stawał świetnie dysponowany tego dnia Konrad Sochacki. Jeszcze przed przerwą gospodarze zdołali zdobyć gola kontaktowego, gdy bezpośrednio z rzutu wolnego piłkę do bramki skierował Michał Urbański, ustalając wynik pierwszej części meczu na 1:2. Druga połowa to w dużej mierze zmasowany ostrzał bramki "Wariatów" i tutaj musimy się na chwilę zatrzymać. Co najmniej pięciokrotnie piłki uderzane przez graczy Tornada obijały słupki i poprzeczki, chociaż głosy z ich ławki rezerwowych sugerowały, że było tego więcej. Drugie tyle, to strzały obronione przez niesamowitego Konrada Sochackiego i podkreślamy, że tutaj nie słodzimy na siłę. Niektóre interwencje były wręcz nierealne, a rywale co chwila łapali się za głowę z niedowierzaniem, że nie padła bramka. Ku jego uciesze, koledzy z pola również się zmobilizowali, czego efektem było trafienie na 2:2, w którym Michał Urbański dograł do dobrze ustawionego Łukasza Więcka, a ten potężnym strzałem nie dał szans Tomkowi Gonciarzowi. Do końca meczu było około dziesięć minut, a gracze gospodarzy raz po raz atakowali świątynię przeciwników, jednak świetne interwencje Konrada Sochackiego nie ustawały, a ozdobą meczu była parada, w której bardzo silny strzał z półwoleja z bliskiej odległości został przez Konrada, jakimś cudem, wybroniony! W końcówce spotkania goście mieli jeszcze 100% okazję, jednak piłka uderzona głową przez Pawła Sujaka minimalnie minęła dalszy słupek bramki rywali. Ostatecznie podział punktów, świetne widowisko, a zwieńczeniem zmagań była nagroda MVP kolejki dla Konrada Sochackiego!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)