Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: Ekstraklasa
W kolejnym spotkaniu ekstraklasy East Wind podejmował Narodowe Śródmieście. Niekwestionowanym faworytem był tutaj team Sebastiana Dąbrowskiego, ale chyba mało kto spodziewał się tak kolosalnej dominacji ze strony gospodarzy. Już w 3 minucie Mateusz Olszak posłał podanie do Damiana Patoki, a ten zdobył pierwszego gola. Nie minął nawet kwadrans a było już 5:0 dla gospodarzy, którzy grali jak natchnieni zarówno w ofensywie jak i w obronie. Goście długo nie byli w stanie nawet oddać strzału na bramkę Patryka Koryckiego, a Eastwindowy kwartet Olszak-Patoka-Szymajda-Gomoła kompletnie rozmontował defensywę Narodowego Śródmieścia i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 8:0. Goście wyglądali momentami na kompletnie bezradnych, ale nie ukrywajmy – East Wind zagrał rewelacyjnie dobre spotkanie i drużynowy futbol na kosmicznie wysokim poziomie. Niewzruszona pewność w rozegraniu, dynamiczne akcje, dużo precyzyjnych podań i gra na jeden kontakt spowodowała, że gospodarze byli po prostu poza zasięgiem. W drugiej połowie East Wind mając już zwycięstwo w kieszeni trochę się rozluźnił, ale wciąż grał świetne zawody i dokładał kolejne gole. Narodowe Śródmieście stwierdziło, że nie ma już nic do stracenia i w rolę bramkarza lotnego wcielił się Tomek Terpiłowski. Dzięki temu udało się dwukrotnie pokonać Patryka Koryckiego i spotkanie skończyło się pewnym zwycięstwem East Windu aż 14:2. Jak zwykle nie zawiódł Damian Patoka, który strzelił cztery gole i trzy razy asystował kolegom, ale szczególny wkład w zwycięstwo swojego zespołu miał Mateusz Olszak, który aż sześciokrotnie pokonał bramkarza rywali i dołożył do tego cztery asysty. Forma drużyny Sebastiana Dąbrowskiego pozwala nam sądzić, że końcówka sezonu może być w wykonaniu tego teamu spektakularna.
Drużyna Impulsu mierzyła się w tej kolejce z Turem. Pisaliśmy w zapowiedziach, że gospodarze nie mają łatwego kalendarza ale tuż przed meczem zapowiadali , że dzisiaj liczy się dla nich tylko wygrana. Goście mieli spore problemy kadrowe ale cieszył fakt, że na boisku zobaczyliśmy Rafała Polakowskiego, który ma pomóc ekipie z Ochoty w walce o podium. Początek spotkania już zwiastował problemy aktualnego mistrza. Ekipa z Ukrainy od początku stwarzała sobie okazje i szybko objęła prowadzenie. Duet Vladysław Budz i Bohdan Iwaniuk zaskoczyli obronę rywali i Impuls mocno rozpoczął rywalizację. Po chwili było już 2:0 dla gospodarzy. Tym razem po stracie piłki w środku pola Tur nadział się na kontrę i po niespełna dziesięciu minutach miał dwubramkowy deficyt. Atak pozycyjny teamu Konrada Kowalskiego był przewidywalny i ciężko było o jakieś klarowne sytuacje. Dopiero po dość kuriozalnej sytuacji Tomek Kotus zaskoczył golkipera gospodarzy strzałem w krótki róg. Bramka kontaktowa dawała nadzieję na to, że uda się jeszcze przed przerwą wyrównać. Jednak gdy Tur zaczął grać swoją grę to Robert Hankiewicz tak długo holował piłkę pod własnym polem karnym, że w końcu ją stracił i Impuls podwyższył wynik. Po 25 minutach rywalizacji było 3:1. Po zmianie stron Tur nie mając nic do stracenia ruszył z atakami. Bił jednak głową w mur i dopiero po rzucie karnym zdołał złapać kontakt. Kolejne ataki nie dawały wyrównania, a po kontrze ponownie ekipa z Ukrainy odskoczyła na dwubramkową przewagę. W takiej sytuacji nie pozostało nic innego jak zdjąć bramkarza. Tak też Tur zrobił i prawie dziesięć minut grał bez nominalnego golkipera. Jak się okazało był to skuteczny manewr, bo goście zdołali wyrównać. W ostatnich sekundach gospodarze mieli na nodze piłkę meczową, ale zawodnik Impulsu minimalnie chybił obok bramki. Po zaciętym i chwilami stojącym na wysokim poziomie adrenaliny spotkaniu sprawiedliwy podział punktów.
Rywalizacja AnonyMMous! z FC Kebavitą należy do jednej z najbardziej spektakularnych w naszej lidze. Drużyny te spotkały się już wielokrotnie i często o wyniku decydowała dyspozycja danego dnia. Tym razem to Kebavita miała lepszy początek – po kilku nieudanych akcjach ofensywnych Baris Kazkondu podał do niekrytego Kamila Majorka, a ten zapakował piłkę do siatki przy samym słupku i zrobiło się 0:1 dla gości. Anonimowi spokojnie odbudowywali przewagę w środku pola, mocno pressowali przeciwnika i w końcu zmusili obrońców Kebavity do popełnienia błędu. Fatalne dogranie do bramkarza przejął Karol Sarnecki i mieliśmy remis. Kebavita próbowała odpowiedzieć grą z wysoko wysuniętym bramkarzem, ale paradoksalnie zemściło się to na ekipie Buraka Cana, bo niedokładnie dograną piłkę przejął Eryk Stoch i AnonyMMous! wyszli na prowadzenie 2:1. Defensywa Kebavity straciła czujność i już po minucie było 3:1 dla Anonimowych po golu Macieja Latosiewicza. Wydawało się, że gospodarze wypracowali solidną przewagę, ale jeszcze przed przerwą Kebavita zabrała się do odrabiania strat i dwa trafienia Kamila Majorka doprowadziły do remisu, a Moatasem Aziz strzelił gola, który wyprowadził gości na prowadzenie…z którego nacieszyli się raptem przez pół minuty, bo gola do szatni zapakował Maciej Latosiewicz i pierwsza połowa skończyła się remisem 4:4. Jednym z powodów sukcesu Anonimowych w pierwszej połowie meczu było zupełne wyłączenie z gry Christiana Nnamaniego, ale pozostawienie tego zawodnika nawet na moment bez krycia może spowodować katastrofę i tak stało się chwilę po wznowieniu gry, kiedy Christian wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Obie drużyny miały mnóstwo okazji strzeleckich, ale druga połowa to festiwal nieskuteczności po jednej i drugiej stronie. Wyraźnie częściej atakowali zawodnicy Maćka Miękiny – Rafał Krzywicki i Eryk Stoch mieli mnóstwo okazji do wyrównania, ale za każdym razem udawało się Kebavicie wyjść z opresji. W końcówce AnonyMMous wyraźnie przycisnęło obronę gości, ale brakowało tak skuteczności jak i zwyczajnego szczęścia. W ostatniej akcji meczu sędzia podyktował rzut wolny w okolicy pola karnego, ale defensywa Kebavity zachowała zimną krew i tym razem zespół Buraka Cana był górą wygrywając 4:5.
W starciu Contry z In Plus Pojemną Haliną liczyliśmy na to, że team Michała Raciborskiego postara się nawiązać walkę z faworytem. Jednak nasze nadzieje dość szybko opadły, a sam przebieg spotkania można by podsumować praktycznie jednym słowem. Dominacja to stwierdzenie dobrze obrazuje przebieg tego spotkania. Od pierwszej minuty goście standardowo grali swoją taktykę z lotnym bramkarzem Tomkiem Warszawskim i kwestią czasu było kiedy otworzy się worek z bramkami. Contra próbowała, ale miała olbrzymie kłopoty by wyjść z własnej połowy, a pressing In Plusu Pojemnej Haliny wręcz powodował, że gospodarze szybko tracili piłkę. Po pierwszych trzech bramkach było wiadomo, że to spotkanie będzie jednostronnym widowiskiem. Próbował szarpać Tomasz Zagórski, ale tak naprawdę był to jedyny zawodnik który potrafił zagrać z rywalem jeden na jeden nie tracąc piłki. Do przerwy mieliśmy wynik 0:5, a był to najniższy wymiar kary. Po zmianie stron obraz gry był podobny. Gospodarze mieli kilka okazji ale brakowało wykończenia a gdy udawało się oddać strzał to na posterunku był Tomasz Warszawski. Trzeba podkreślić że świetne zawody zagrał Filip Góral - strzelec trzech bramek w tym dwóch niezwykłej urody. Przy stanie 0:8 goście zaczęli się bawić na boisku do tego stopnia, że w sytuacji gdy Rafał Barzyc dostał prezent od gracza Contry, który odegrał piłkę do tyłu nie wiedząc, że tam jest przeciwnik, który nie wrócił po poprzedniej akcji. Ten zamiast wyjść z akcją sam na sam z bramkarzem oddał piłkę gospodarzom. Od taki gest przy wysokim wyniku, który wprawił w uśmiech wielu zawodników. In Plus Pojemna Halina zgarnia kolejne trzy punkty nie dając szans rywalom. Contra walczyła, ale tego dnia nie miała za wiele argumentów by postawić się ekipie Patryka Galla.
W meczu drużyn z dwóch biegunów tabeli zdecydowanie lepszy faworyt, który nie dał najmniejszych szans swojemu przeciwnikowi. FC Gorlicka przystępowała do tego spotkania podrażniona po ubiegłotygodniowym remisie z FC Kebavita. Ich rywale natomiast po serii 3 potyczek bez zdobyczy punktowej liczyli na dobry rezultat w starciu z wiceliderem tabeli. Od samego początku aktualni wicemistrzowie Polski rzucili się do wściekłych ataków. Już w 1 minucie Marcel Gorczyca oddał bardzo groźny strzał, po którym musiał interweniować bramkarz. Kilka chwil później mieliśmy już otwarcie wyniku kiedy to Grzegorz Augustyniak odbił piłkę przed siebie, a stojący tam Eryk Murawski „kropnął” z całych sił nie dając żadnych szans na obronę. Zaraz potem mieliśmy już dwubramkowe prowadzenie, bo świetną indywidualną akcję Mateusza Leleno wykończył Jędrzej Gorczyca. Okres między 13, a 17 minutą to popis gry Kamila Dankowskiego, zakończony 2 bramkami i 1 asystą tego gracza. Mixamator próbował się odgryzać między innymi strzałami z dystansu, ale uderzali albo niecelnie albo dobrze w bramce spisywał się Mateusz Kot. Do przerwy gole dorzucili jeszcze Leleno i Murawski. Oba trafienia poprzedzone były wzorcowymi akcjami całego zespołu. W drugiej części gry obraz się nie zmienił. Ponownie szybko strzelanie zaczęła Gorlicka, a konkretnie Dankowski. Swoją bramkę dorzucił również Mariusz Milewski i niedługo po starcie drugiej połowy mieliśmy już wynik 9:0. Ambitna postawa przedostatniej drużyny ligowej tabeli została nagrodzona w 32 minucie, kiedy to jak się później okazało honorowego gola zdobył Kamil Krupa. Prawdziwą strzelaninę widzieliśmy w ostatnich 10 minutach meczu. Wicelider zdobył w nich aż 6 goli, nie tracąc przy tym żadnego i ustalając wynik spotkania na 15:1. W następnej kolejce Gorlicka zmierzy się z Contrą i jeśli będzie w takiej dyspozycji jak w tym meczu to może być spokojna o wynik. Mixamator natomiast zmierzy się z będącym po trzech wygranych z rzędu East Windem i jeśli marzą o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej muszą przede wszystkim poprawić grę w obronie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)