Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: Ekstraklasa
W niedzielny poranek jako pierwsi z ekstraklasy na boisku pojawili się zawodnicy Narodowego Śródmieścia, którzy mierzyli się z Turem Ochota. Gospodarze do tej pory jeszcze nie zdobyli punktów i w meczu z obecnym mistrzem nie byli faworytami, mimo że goście ostatnio też mieli swoje problemy i kilku zawodników kontuzjowanych, co przyczyniło się do ostatnich porażek. Team Konrada Kowalskiego wiedział jednak, że to spotkanie musi wygrać, by gonić ekipy, które są w czubie tabeli. Początek to kilka znakomitych sytuacji dla Tura, ale dobra postawa Marka Reszczyńskiego w bramce Narodowego Śródmieścia spowodowała, że długo czekaliśmy na pierwsze trafienie w tym starciu. W końcu ekipa z Ochoty dopięła swego i wyszła na prowadzenie po akcji zespołowej. Jednak ambitnie walcząca drużyna Narodowego Śródmieścia potrafiła jeszcze przed przerwą wyrównać. Krzysiek Niewierkiewicz znalazł na dogodnej pozycji Karola Kubickiego, a ten nie dał szans bramkarzowi i do przerwy nieoczekiwanie był remis 1:1. Po zmianie stron i mocnej mobilizacji w ekipie gości Tur miał jeszcze większą przewagę. Kwestią czasu były więc bramki dla tego zespołu. Szczególnie aktywny w ofensywie był Konrad Kowalski biorąc na siebie ciężar kreowania akcji. Gospodarze do momentu straty drugiej bramki jeszcze się trzymali, ale później worek z bramkami się rozerwał. Ostatecznie skończyło się 1:7 i to Tur po serii trzech porażek przełamał złą passę i jak zapowiada będzie walczył o to, by odrobić stratę do prowadzących obecnie drużyn. Narodowe Śródmieście nadal bez punktów i pozostała jeszcze jedna kolejka na to by nie skończyć rundy z zerowym dorobkiem punktowym.
W meczu dobrze ostatnio grających zespołów Kebavity i Contry liczyliśmy na ciekawy i wyrównany pojedynek. Jednak goście w tym meczu nie mieli kilku podstawowych zawodników, a gospodarze przystąpili niemalże w optymalnym zestawieniu. Od początku lepiej w spotkanie weszła ekipa Buraka Cana. Szczególnie sporo problemów stwarzał Christian Namani, który wykazywał się niezwykłą szybkością i potrafił na metrze zgubić rywala. Pierwsze dwie bramki padły po indywidualnych akcjach tego napastnika i obrońcy Contry jak i bramkarz byli w tych sytuacjach bezradni. Przy stanie 2:0 team Michała Raciborskiego starał się atakować i miał nawet okazje, ale tego dnia brakowało skuteczności pod bramką Jacka Żołnierskiego. Gospodarze mieli jeszcze w pierwszej połowie kilka znakomitych okazji lecz zdołali tylko raz pokonać Macieja Antczaka i na przerwę schodzili z wynikiem 3:0. Po zmianie stron Contra starała się coś zmienić w swojej grze, jednak szybko straciła dwie bramki i przy stanie 5:0 postanowiła wycofać swojego golkipera i zagrać z lotnym bramkarzem. Już pierwsza akcja skończyła się stratą Adriana Buckiego i golem Christiana Namaniego. W końcu niemoc strzelecką po stronie gości przełamał Karol Kuzimiński ale przy stanie 6:1 tylko niepoprawni optymiści mogli mieć nadzieję na remontadę teamu w niebieskich trykotach. Mecz zakończył się wynikiem 9:2 i ten rezultat dobrze odzwierciedlał różnicę między drużynami w tej kolejce. Kebavita zdobyła cenne trzy punkty i jeżeli wygra ostatnie starcie to ma szanse na dobrą pozycję na koniec rundy jesiennej. Contra musi się zmobilizować i zapomnieć o tym spotkaniu, bo po prostu tego dnia nic tej ekipie nie wychodziło.
Hit Ekstraklasy zapowiadał się arcyciekawie. W obu ekipach mogliśmy oglądać najlepszych zawodników. Gospodarze w składzie z Tomkiem Warszawskim i całą plejadą znanych w piłce sześcioosobowej zawodników, a goście w szerokim i mocnym składzie, w którym główną rolę miał pełnić niezawodny Damian Patoka. W pierwszej połowie przecieraliśmy jednak oczy ze zdumienia, bo zupełnie nie spodziewaliśmy się tego, że In Plus & Pojemna Halina tak bardzo zdominuje to spotkanie. Wynik 5:0 mówi wszystko, a świetną partię rozgrywał Igor Zieliński, który zdobył 2 bramki dla Pojemnej Haliny. East Wind miał dość ciekawy pomysł na to spotkanie, ale mamy wrażenie, że nisko ustawiona obrona zabrała atuty graczom East Windu, bo w tym ustawieniu ciężko było wykorzystać atuty szybkościowe niektórych graczy. W przerwie męska rozmowa gości spowodowała, że początek drugiej polowy należał do nich. Damian Patoka dwukrotnie trafił do bramki rywali i zrobiło się 5:2. Wydawało nam się, że w tym spotkaniu obejrzymy jeszcze ciekawą rywalizację, ale ostatecznie In Plus zamknął ten mecz w końcówce. Swoją drugą bramkę zdobył Patryk Szeliga, Jakub Nahorny dołożył jedno trafienie, a wynik meczu ustalił Igor Zieliński, który tym samym skompletował hat-tricka. Wynik 8:2 niestety dobrze oddaje przebieg rywalizacji, ale jesteśmy pewni, że East Wind coś wymyśli na rewanż i mecz będzie bardziej zacięty. Gospodarze pozostają na pozycji vice-lidera, więc czekamy jak zakończą tą rundę w przyszłym tygodniu.
Obie drużyny nie mają zbyt dobrej pozycji w tabeli Ekstraklasy i każdy punkt jest dla nich na wagę złota. Po 8 kolejce są w strefie spadkowej i walczą o to, aby jak najszybciej się z niej wydostać. W zapowiedziach meczowych postawiliśmy na zespół z Ukrainy natomiast Mixy miło nas zaskoczyły. Początek meczu był bardzo wyrównany i raczej rozgrywał się w środku pola. Nieznaczną przewagę zdobyli goście, którzy grali dynamiczniej, a ich podania były celniejsze. Pierwszą bramkę zanotował Bartosz Nowodworski przy asyście Kamila Kamińskiego. Chłopaki z Mixamatora nie cieszyli się zbyt długo prowadzeniem, bo za chwilę Vadym Tymonik wyrównał wynik. Dodało to skrzydeł Impulsowi i jeszcze przed przerwą do siatki trafił Roman Ocheretnyi. Goście schodząc na przerwę byli z siebie bardzo zadowoleni i nie myśleli, że losy tego spotkania jeszcze się odwrócą. W drugiej połowie Mikołaj Prybiński próbował strzałów z dystansu, ale niestety piłka nie trafiała do bramki. Były jednak one na tyle efektowne, że został on Super Star spotkania. Mikołaj pomógł również swojemu koledze z drużyny w zdobyciu wyrównującej bramki na 2:2. Im bliżej końca spotkania tym bardziej robiło się nerwowo na murawie. W ostatnich minutach Mixamator miał możliwość zdobycia jeszcze jednego gola, ale zamiast piłki, w siatce wylądował ich zawodnik. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:2 dla gospodarzy i nieco podratowało to ich miejsce w tabeli, choć i tak znajdują się oni w strefie spadkowej.
Po ostatnich wynikach w ekstraklasie spodziewaliśmy się zaciętego spotkania pomiędzy AnonyMMous, a Gorlicką. Szybko się jednak okazało, że goście w tym spotkaniu chcieli pokazać kto jest w tym sezonie mocniejszy i już w pierwszych pięciu minutach zaaplikowali rywalom trzy bramki. Gospodarze nie dojechali na mecz w piłkarskim żargonie mówiąc i w pierwszej połowie byli słabsi w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Gorlicka spokojnie operowała piłką i nie pozwalała rywalom rozwinąć skrzydeł. Gdy trzeba było to potrafiła przytrzymać piłkę, dobrze broniła i gdyby wszystkie strzały jakie oddała znalazły drogę do siatki wynik byłby okazalszy. Do przerwy zatem było 0:3. W obozie Anonimowych padły męskie słowa i zachęta do walki w drugiej połowie. Ta nie zaczęła się najlepiej, bo już na początku po prostych błędach szybko zrobiło się 0:5 i wydawało się, że ten mecz skończy się bardzo wysokim wynikiem. Jednak po wejściu Damiana Borowskiego na pozycję lotnego bramkarza, gra wyglądała trochę lepiej i poskutkowało to dwoma bramkami. Gorlicka jakby chwilowo rozluźniona popełniła kilka błędów i to na chwilę dało tlen ekipie Maćka Miękiny. Przy stanie 2:5 ponownie goście włączyli wyższy bieg i w końcówce dołożyli kolejne trafienia. Szczególnie duet Marcel Gorczyca, Eryk Morawski był bardzo aktywny i to on dołożył cztery trafienia. Ostatecznie po dość jednostronnym widowisku Gorlicka pewnie zgarnia komplet punktów i umacnia się w fotelu lidera.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)