Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 11 Liga
Legijna Ferajna nie przystępowała do meczu z MWSP w roli faworyta. Faktem jest jednak, że ostatnio drużyna Roberta Kwapisza zasłużenie ograła Piwo Po Meczu, więc nastroje w zespole były bojowe.
Piłkarze z historycznym herbem Królewskich na koszulkach byli aktywniejsi i lepiej zorganizowani. Szukali swoich okazji i wykorzystywali fakt, że mieli długą ławkę rezerwowych. MWSP grało bez zmian, co siłą rzeczy wpływało na oszczędniejsze poruszanie się po boisku i mniejszą intensywność.
Przewaga gości w końcu znalazła potwierdzenie w zdobywanych bramkach. Najpierw trafił Maciek Koch, a następnie Daniel Ogórek. Gdy w drugiej połowie wynik podwyższył Robert Kwapisz, wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty. Wtedy jednak, jak to często bywa, prowadzący złapali chwilę rozluźnienia, a przegrywający ruszyli do odrabiania strat. Miłosz Wróblewski i Jakub Sołdaczuk doprowadzili do stanu 2:3, co wyraźnie zdenerwowało lidera Ferajny. Kilka ostrzejszych uwag z ławki, a potem ładne podanie do Maćka Kocha i goście mogli cieszyć się z drugiego zwycięstwa w tym sezonie.
Porażka zepchnęła MWSP z podium, ale już w następnej kolejce zagrają z wiceliderem z Wilanowa, więc wszystko wciąż w ich nogach i głowach. Legijna Ferajna z kolei znalazła się tuż pod kreską, ale złapała kontakt z bezpieczną strefą, co powoduje, że końcówka rundy zapowiada się bardzo ciekawie.
FC Warsaw Wilanów pewnie i konsekwentnie kroczy po awans do wyższej klasy rozgrywkowej, podczas gdy FC Mocny Narket gra poniżej oczekiwań – choć trzeba uczciwie przyznać, że ich gra często wygląda lepiej, niż wskazują na to wyniki.
W spotkaniu 7. kolejki zawodnicy Narketu nie występowali w roli faworyta, a przedmeczowe przewidywania szybko znalazły potwierdzenie na boisku. Gra FC Warsaw Wilanów była po prostu zbyt szybka dla rywali. Wysoka intensywność gości była w dużej mierze efektem problemów kadrowych gospodarzy – gra bez ławki rezerwowych zawsze utrudnia zarządzanie siłami. Gracze z Wilanowa doskonale to wykorzystali. Strzelanie rozpoczął Karol Kowalski, który wykorzystał niepewne wybicie Maksymiliana Dałkowskiego. Kolejne dwa gole dołożył Piotr Wdowiński, następnie ponownie trafił Kowalski, a wynik pierwszej połowy ustalił Michał Supłat. Rezultat 1:5 do przerwy w zasadzie rozstrzygnął losy meczu. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Kuba Świtalski, który co prawda nie zdobył bramki, ale popisał się trzema asystami, napędzając grę ofensywną swojego zespołu.
Po przerwie FC Mocny Narket, mając niewiele do stracenia, zaprezentował się lepiej, jednak zdołał zdobyć tylko jednego gola – autorstwa Konrada Szuflińskiego.
FC Warsaw Wilanów odniosło drugie z rzędu zwycięstwo i umocniło się na podium, natomiast FC Mocny Narket spadł na przedostatnie miejsce w tabeli i czeka go trudna walka o utrzymanie.
Od pierwszego gwizdka było widać, że dziś na boisku nie zabraknie akcji. Mistrzowie Chaosu ruszyli odważnie i od razu postawili gospodarzy pod ścianą. Już w pierwszych minutach Bartek Cieślak dwukrotnie znalazł sposób na bramkarza – najpierw wykorzystując podanie wzdłuż pola, a następnie uderzając przy dalszym słupku. Swoje trafienia szybko dołożyli Mateusz Gadomski i Janek Tyski, i w ciągu zaledwie dziesięciu minut Mistrzowie Chaosu prowadzili 4:0.
Wyglądało na to, że gospodarze będą mieli przed sobą trudne zadanie, ale FC Patetikos nie zamierzało się poddać. W krótkim odstępie czasu odpowiedzieli serią bramek – Jakub Michalik najpierw wpakował piłkę po szybkiej kontrze, potem trafił Tomasz Tomczyk, ponownie Michalik, a na koniec Łukasz Wileński doprowadzili do remisu 4:4. Boisko momentalnie ożyło – każda akcja niosła napięcie, a każdy błąd mógł kosztować utratę gola.
Pierwsza połowa nie zakończyła się jednak remisem – Mistrzowie Chaosu ponownie złapali rytm. Cieślak znów wziął sprawy w swoje ręce, dołożył kolejne dwa trafienia, a Marcin Dołoszyński przypieczętował przewagę, dzięki czemu do szatni schodzili z prowadzeniem 7:4.
Po zmianie stron FC Patetikos próbowało odrobić straty. Tomasz Borkowski szybko zdobył gola i można było myśleć, że zaraz zobaczymy remis. Jednak Mistrzowie Chaosu nie pozwolili sobie wydrzeć inicjatywy. Kontrolowali tempo gry, wykorzystywali każdą przestrzeń i precyzyjnie wykańczali swoje akcje. Dwa kolejne trafienia przypieczętowały ich zwycięstwo 9:5.
To był mecz, w którym cały czas coś się działo – FC Patetikos pokazało charakter i ambicję, ale Mistrzowie Chaosu byli skuteczniejsi w decydujących momentach. Bartek Cieślak, zdobywając cztery gole, był motorem napędowym swojej drużyny, a cały zespół pokazał, że w tym „Chaosie”, który mają w nazwie, czuje się doskonale. Spotkanie było chaotyczne, pełne szybkich zmian, nagłych zwrotów akcji i nieprzewidywalnych sytuacji – dokładnie tak, jak można się było spodziewać po Mistrzach Chaosu.
W minioną niedzielę doszło do emocjonującego starcia pomiędzy Hiszpańskim Galeonem a CWKS Ferajną Warszawa. Pierwsza połowa rozpoczęła się od dynamicznych ataków gospodarzy, którzy starali się narzucić własne tempo i utrzymać inicjatywę na boisku. Ich wysiłki przyniosły efekty – do przerwy prowadzili 3:2, skutecznie wykorzystując stworzone okazje pod bramką rywali. Choć wynik wskazywał na przewagę Hiszpańskiego Galeonu, CWKS Ferajna regularnie stwarzała groźne sytuacje, pokazując, że losy meczu wciąż pozostają otwarte. Widać było, że goście uważnie analizują grę przeciwnika i czekają na moment, który pozwoli im odwrócić przebieg spotkania.
Druga połowa przyniosła całkowitą zmianę obrazu gry. Przegrywający wyszli na boisko z ogromną determinacją i pełnym zaangażowaniem. Ich gra stała się bardziej zespołowa – szybkie wymiany podań, lepsze ustawienie i agresywny pressing sprawiły, że CWKS Ferajna całkowicie przejęła inicjatywę. Goście konsekwentnie atakowali, nie odpuszczając żadnej piłki, a efektem tej postawy była seria skutecznych akcji, które przyniosły trzy kolejne bramki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:3 dla CWKS Ferajny, która dzięki konsekwencji i zgraniu w pełni zasłużyła na zwycięstwo.
Spotkanie po raz kolejny pokazało, jak ważne w futbolu są wytrwałość, organizacja i gra zespołowa. Hiszpański Galeon może być zadowolony z dobrej pierwszej połowy, ale druga odsłona udowodniła, że nawet solidne prowadzenie nie daje gwarancji sukcesu. CWKS Ferajna natomiast zaprezentowała prawdziwy kolektyw – drużynę potrafiącą nie tylko odwrócić losy meczu, ale też w pełni kontrolować jego przebieg.
Mecz lidera z drużyną ze strefy spadkowej miał tylko jednego faworyta. AC Choszczówka prezentuje się w tej edycji kapitalnie i trudno było sobie wyobrazić inny wynik niż zwycięstwo nad Piwem Po Meczu. Również samo spotkanie rozpoczęło się po myśli gospodarzy. Już w 2. minucie Bartosz Salata wykorzystał błąd obrońcy i pewnie pokonał golkipera Piwoszy. Mogło się wtedy wydawać, że dojdzie do sporego pogromu, ale choć Choszczówka zdecydowanie przeważała, rywale długo i dzielnie się bronili.
Kolejną bramkę zobaczyliśmy w 11. minucie. Piłkę w polu karnym przyjął Michał Kochanowski, odwrócił się i mocnym strzałem pod poprzeczkę trafił do siatki. Nie był to przypadek, bowiem w podobny sposób zdobył gola na 3:0 pod koniec pierwszej części i właśnie takim wynikiem zakończyły się premierowe 25 minut.
Druga część wyglądała podobnie. Gospodarze mieli pełną kontrolę nad meczem, natomiast Piwosze nie bardzo mieli pomysł, jak skutecznie przedostać się pod bramkę Szymona Salaty, nie mówiąc już o pokonaniu kapitana Choszczówki. W całym spotkaniu tylko kilka razy zmuszono go do interwencji. Gospodarze konsekwentnie robili swoje, choć kolejne bramki padły dopiero na 10–15 minut przed końcem meczu.
Ostatecznie skończyło się wynikiem 7:0, choć mamy wrażenie, że rezultat spokojnie mógł być wyższy. Choszczówka umocniła się na pozycji lidera, natomiast Piwo Po Meczu spadło na ostatnie miejsce w tabeli i stało się czerwoną latarnią ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)