Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Spotkanie Na2Nóżkę z Fenixem zapowiadało się jako jedno z najciekawszych w tej kolejce piątej ligi i rzeczywiście dostarczyło sporo emocji. Obie drużyny znajdowały się w ścisłej czołówce tabeli, a ich ambicje sięgały walki o medale. Na2Nóżkę, po porażce w pierwszej kolejce, zanotowało komplet zwycięstw, natomiast Fenix z kompletem punktów chciał podtrzymać zwycięską passę i utrzymać się na pozycji lidera.
Pierwsza połowa rozpoczęła się od wyrównanej gry, w której żadna ze stron nie chciała popełnić błędu. W 5. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po akcji Maćka Samoraja. Zawodnik Na2Nóżkę oddał strzał, piłka odbiła się od jednego z obrońców Feniksa i zmyliła bramkarza, wpadając do siatki. Dodatkowo Aleksander Sordylewicz, bramkarz gospodarzy, świetnie dyrygował swoją defensywą — głośno podpowiadał kolegom, jak się ustawiać i jak reagować na pressing przeciwnika. Dzięki temu Na2Nóżkę skutecznie rozbijało ataki Feniksa, nie tracąc w pierwszej połowie żadnej bramki.
Po zmianie stron obraz gry był podobny. Oba zespoły grały twardo, konsekwentnie i z dużą determinacją. Jednak w końcówce meczu przewaga Feniksa zaczęła być coraz bardziej widoczna. Gospodarze bronili się coraz głębiej, a goście krok po kroku zwiększali presję. Decydujące momenty nadeszły w ostatnich pięciu minutach spotkania, kiedy Fenix trzykrotnie znalazł drogę do bramki rywala. Najpierw wyrównał Aliaksei Latypau, a chwilę później dwa szybkie trafienia Dmytra Artyugina przesądziły o losach meczu.
Ostatecznie Fenix wygrał 3:1, dopisując do swojego konta kolejne trzy punkty i utrzymując się na pozycji lidera z kompletem zwycięstw. Na2Nóżkę przerwało swoją serię wygranych i już w niedzielę musi pokonać drugą drużynę Dzików z Lasu, żeby nie stracić kontaktu z zespołami zajmującymi miejsca na podium.
To spotkanie miało być hitem, a okazało się przysłowiowym meczem do jednej bramki. Rezultat 9:1 jest z pewnością zaskakujący, szczególnie że w drużynie Tylko Zwycięstwo nie zabrakło ani Łukasza Walo, ani Andrzeja Morawskiego. Mimo obecności obu snajperów TZu, ekipa gości miała kolosalne problemy z kreowaniem klarownych sytuacji strzeleckich – a było to efektem kapitalnie poukładanego bloku obronnego Mareckich Wyg.
Można śmiało powiedzieć, że gospodarze kompletnie rozpracowali przeciwnika taktycznie i z każdą minutą mieli coraz większą kontrolę nad przebiegiem gry. W 5. minucie wynik otworzył Oleksandr Kuzmov, po kwadransie gry było już 2:0 po trafieniu Oleksandra Hutarova, a jeszcze przed końcem pierwszej połowy Wygi dołożyły kolejne dwa gole autorstwa Wiktora Pietruchy i Artura Jesionowskiego i było praktycznie po meczu.
Łukasz Walo próbował czarować dryblingami, ale podwójne krycie i doskonała asekuracja w defensywie Mareckich Wyg sprawiały, że nie był w stanie realnie zagrozić bramce Mateusza Klefasa. Po zmianie stron gospodarze dokładali kolejne trafienia i zanim się obejrzeliśmy, było już 8:0. Dopiero wtedy odblokował się Mateusz Walczak, zdobywając gola honorowego dla Tylko Zwycięstwo.
Mareckie Wygi zagrały kapitalny mecz zespołowo, praktycznie wyłączyły napad przeciwnika i bezlitośnie punktowały każdy błąd defensywy gości. Gospodarze po raz kolejny pokazali, że są zgranym kolektywem ze świetnym pomysłem na grę i znów sięgnęli po komplet punktów.
Spotkanie pomiędzy Lagą Warszawa a Warsaw Eagle dostarczyło dokładnie tego, czego można się było spodziewać po zapowiedziach – emocji, zwrotów akcji i ogromnej dawki walki od pierwszej do ostatniej minuty. Obie ekipy przystępowały do meczu z jasnym celem: zdobyć komplet punktów, by nie stracić kontaktu z czołówką 5. ligi. Ostatecznie jednak musiały zadowolić się remisem 6:6, który – patrząc na przebieg spotkania – wydaje się wynikiem w pełni sprawiedliwym.
Początek meczu ułożył się idealnie dla gospodarzy. Julian Wzorek i Jan Bajek stworzyli duet, który sieje postrach w defensywach rywali – ten pierwszy dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a drugi zaliczył dwie asysty, potwierdzając, że potrafi doskonale rozgrywać i znajdować partnerów w idealnych pozycjach. Laga grała pewnie, kontrolowała tempo i wydawało się, że to właśnie oni będą rozdawać karty. Jednak Warsaw Eagle to zespół, który potrafi odpowiedzieć w najmniej spodziewanym momencie. Najpierw po rykoszecie gola zdobył Ali Abdullah, a chwilę później bramkarz gości, Mikołaj Wysocki, popisał się precyzyjnym uderzeniem z własnej połowy, które kompletnie zaskoczyło golkipera Lagi. Ten gol dodał skrzydeł przyjezdnym, a mecz stał się coraz bardziej otwarty.
Tuż przed przerwą gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie dzięki Wzorkowi, który był w tym spotkaniu nie do zatrzymania. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy dołożył kolejne trafienie, kompletując hat-tricka i dając Ladze prowadzenie 4:2. Wydawało się, że to moment przełomowy. Nic bardziej mylnego – Warsaw Eagle pokazali charakter i z zimną krwią wykorzystali błędy rywali, doprowadzając do wyrównania.
Końcówka to prawdziwa wymiana ciosów – raz jeden, raz drugi zespół obejmował prowadzenie. Obie drużyny chciały zgarnąć pełną pulę, ale zabrakło skuteczności pod bramką przeciwnika. Gdy padł gol na 6:6, zarówno jedni, jak i drudzy mieli jeszcze swoje okazje, lecz wynik nie uległ już zmianie.
To był mecz, w którym zobaczyliśmy wszystko, co najlepsze w piłce amatorskiej. Lagerzy mogą czuć lekki niedosyt, bo mieli swoje momenty przewagi, ale Warsaw Eagle udowodnili, że potrafią walczyć do końca. Patrząc na formę obu ekip, można być pewnym, że jeszcze nie raz namieszają w 5. lidze.
Mecz pomiędzy FC Kryształ Targówek a Ajaksem Warszawa był dokładnie taki, jak zapowiadała tabela – pełen chaosu w defensywie, emocji w ofensywie i zwrotów akcji, które trudno było policzyć. Obie drużyny wciąż czekały na pierwsze punkty w sezonie, więc stawka była naprawdę wysoka. I choć początek wskazywał na jednostronne widowisko, ostatecznie dostaliśmy prawdziwy rollercoaster zakończony wynikiem… 9:8!
Pierwsze minuty to totalna dominacja gospodarzy. Po dwóch szybkich trafieniach Karola Sułkowskiego i bramce Igora Rucińskiego, Kryształ prowadził już 3:0 i wydawało się, że mecz rozstrzygnie się błyskawicznie. Jednak Ajaks pokazał ogromny charakter, wykorzystał błędy obrony gospodarzy, wyrównał wynik, a tuż przed przerwą zadał kolejny cios, wychodząc sensacyjnie na prowadzenie 3:4.
Po zmianie stron gospodarze wzięli się w garść. Zaczęli grać z większą pewnością i spokojem, a show skradł Igor Ruciński, który rozegrał kapitalne 25 minut. Napastnik Kryształu był nie do zatrzymania – ciągle szukał gry, ustawiał się idealnie w polu karnym i to właśnie jego skuteczność sprawiła, że przybysze z Targówka odwrócili losy meczu, wychodząc na dwubramkowe prowadzenie.
Ajaks jednak nie zamierzał się poddawać. W końcówce postawił wszystko na jedną kartę i zdołał zbliżyć się na jedno trafienie, ale zabrakło mu dosłownie kilku minut, by doprowadzić do remisu. Kryształ ostatecznie zwyciężył 9:8, zdobywając pierwsze punkty w sezonie po szalonym meczu, w którym defensywy nie nadążały za tempem, a emocje sięgały zenitu. Jeśli wszystkie spotkania będą wyglądały tak jak to, na nudę w meczach 9. ligi raczej nikt nie będzie narzekał.
Na zakończenie zmagań 5. kolejki 5. Ligi stanęły naprzeciw siebie ekipy, które potrzebowały punktów – jedni, czyli After Wola, by zbliżyć się do ligowej czołówki, drudzy – Dziki z Lasu II, by spróbować wydostać się ze strefy spadkowej.
Mecz od początku wyglądał dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać – bardzo wyrównany, pełen walki o każdą piłkę na całym boisku. Właśnie przez tę zaciętość obie drużyny momentami popełniały błędy, które kończyły się kontrami zamienianymi na bramki. Na prowadzenie jako pierwsi wyszli zawodnicy z Woli, ale po kilku minutach goście doprowadzili do wyrównania. W pierwszej połowie zobaczyliśmy jeszcze jedno trafienie – jego autorem był Jakub Cygan, który mocnym, precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego pokonał bezradnego Macieja Bilińskiego.
Druga połowa to już zdecydowane ataki Dzików z Lasu, którzy ze stanu 2:1 dla After Woli wyszli na prowadzenie 4:2, a następnie spokojnie kontrolowali przebieg spotkania. After Wola starała się robić, co mogła – konstruowała ładne, składne akcje, często oparte na sile dobrze zbudowanych napastników, ale wyniku meczu nie udało się już odwrócić.
Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Dzików z Lasu II 6:4, dzięki czemu zespół zbliżył się do środka tabeli. After Wola natomiast musi mieć się na baczności – tabela ligowa jest bardzo płaska, a jeden nieudany mecz może sprawić, że drużyna znajdzie się w strefie spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)