Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
W najciekawiej zapowiadającym się meczu 12. ligi naprzeciw siebie stanęły zespoły Lepanes i AC Choszczówki. Gospodarze dopiero co dołączyli do naszych rozgrywek, więc nie wiedzieliśmy, jak duży potencjał posiadają. Dla gości był to również premierowy sezon w Lidze Fanów, ale ich postawa w rundzie jesiennej dawała podstawy, by to właśnie w nich upatrywać lekkiego faworyta tego spotkania.
Mecz okazał się niezwykle wyrównany, a obie drużyny pokazały sporo jakości. W oczy rzucały się szczególnie umiejętności techniczne zawodników Lepanes. Piłka nie stanowiła dla nich problemu, a ich gra opierała się na cierpliwej wymianie podań i szukaniu dogodnej okazji do strzelenia gola. Początkowo wydawało się, że to gospodarze mają lekką przewagę, ale to Choszczówka jako pierwsza wyszła na prowadzenie.
Odpowiedź ze strony Lepanes przyszła błyskawicznie, a Mikołaj Kisieliński wyrównał stan meczu. Jeszcze przed przerwą sytuacja się powtórzyła: najpierw Choszczówka objęła prowadzenie, ale Lepanes szybko zdołało ponownie doprowadzić do remisu. Do przerwy 2:2.
Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się – obie drużyny nadal walczyły o każdą piłkę, nie dając sobie znaczącej przewagi. W 33. minucie ponownie Choszczówka była o gola z przodu, a dwie minuty później miała miejsce kontrowersyjna sytuacja. Pytanie, czy Szymon Sałata zdołał wygarnąć piłkę przed linią bramkową, czy też piłka całkowicie ją przekroczyła i padł gol? Choć decyzja nie była jednoznaczna, sędzia uznał gola dla Lepanes.
Czy to była kluczowa decyzja? Być może, ale tego się już nie dowiemy. Faktem jest, że przy wyniku 3:3 to gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie, a teraz to Choszczówka musiała gonić. Ostatecznie udało im się doprowadzić do remisu 4:4. Czy nas to dziwi? Raczej nie – to już piąty remis Choszczówki w tym sezonie. Z drugiej strony, podział punktów wydaje się sprawiedliwy, który raczej nie krzywdzi żadnej ze stron.
Mecz pomiędzy BRD Young Warriors a FC Cały Czas Bomba miał być jednym z tych, które przechodzą bez większego echa – ale już po pierwszym gwizdku okazało się, że emocji nie zabraknie. Spotkanie zaczęło się dość spokojnie, to goście dłużej utrzymywali się przy piłce, próbując rozgrywać ataki pozycyjne. Jednak mimo niezłego wejścia w mecz to gospodarze jako pierwsi wyprowadzili cios. Już w 4. minucie po dobrze rozegranym stałym fragmencie gry objęli prowadzenie, a chwilę później Marcin Bińka wykorzystał błąd defensywy rywala i podwyższył wynik na 2:0. Zespół BRD grał z dużym zaangażowaniem, a ich przewaga była widoczna nie tylko w liczbach, ale też w determinacji. W 15. minucie Maciej Karczewski kapitalnym uderzeniem z dystansu umieścił piłkę w okienku, pokazując, że BRD przyjechało po swoje. Chwilę potem sędzia wskazał na rzut karny po faulu, a Maks Czyżewski pewnie wykorzystał jedenastkę – Adamiec rzucił się w lewo, ale zawodnik Bomby strzelił w prawy róg nie dając mu szans. Do przerwy było 3:1, a świetna dyspozycja bramkarza BRD trzymała gospodarzy w grze.
Druga połowa zamieniła się w szaloną wymianę ciosów. Bomba ruszyła odważnie, doprowadziła do wyrównania, a w pewnym momencie wyszła nawet na prowadzenie. BRD mimo, że straciło kontrolę, nie zamierzało odpuścić. W końcówce udało się doprowadzić do remisu, co patrząc na wynik pierwszej połowy było nagrodą pocieszenia dla gospodarzy. Finalnie jednak, patrząc na sytuację w tabeli, dla Bomby to strata dwóch punktów, a dla Warriors – olbrzymi zastrzyk motywacji i trzeci punkt w sezonie. Mamy nadzieję, że nie ostatni.
Nie było niespodzianki w starciu FC Razam z FC Patetikos. Goście byli tutaj stawiani w roli faworyta i choć długo nie mogli odnaleźć swojego rytmu, to ostatecznie wyraźnie pokazali, kto był tego dnia lepszy na boisku. Co ciekawe początek meczu był całkiem obiecujący dla gospodarzy, bo ataki Razam były groźniejsze. W 10. minucie Oleg Zhigimont był bliski otwarcia wyniku, ale skończyło się na obiciu słupka. Chwilę później gospodarze zaatakowali lewym skrzydłem, ale sytuacja sam na sam skończyła się koszmarnym pudłem.
Nie próżnowali za to napastnicy Patetikos i kiedy tylko nadarzyła się okazja, wynik otworzył Patryk Skibiński. Niestety chwilę później zawodnik gości został przez sędziego ukarany żółtą kartką, ale na jego szczęście koledzy nie dali wbić sobie w tym czasie gola, choć byli między innymi zmuszeni do wybijania piłki niemalże z linii bramkowej. W 16. minucie w końcu udało się gospodarzom doprowadzić do remisu, a na protokole zapisał się Andrei Yakimuk. Od tego momentu już tylko Patetikos zdobywali bramki i jeszcze przed przerwą wypracowali solidne prowadzenie po dwóch golach Pawła Jasztela i jednym trafieniu Tomasza Borkowskiego.
Mając trzy oczka przewagi, goście mogli w drugiej połowie kontrolować przebieg gry, bo Razam, szukając okazji do oddania strzału, często otwierało się w obronie, a kontrataki Patetikos były non-stop groźne, choć długo nieskuteczne. Dopiero w 41. minucie na 1:5 trafił Mateusz Fonfara i ten gol dobił ekipę Władysława Sopota, bo już chwilę później było 1:6 po trafieniu Patryka Skibińskiego. Gospodarze nie spuścili głów, ale nie byli już w stanie realnie zagrozić rozpędzonym Patetikos. W 46. minucie wynik zamknął Volodymyr Balandin i goście wywieźli z tego spotkania zasłużone trzy punkty.
Częściowo powtórzył się scenariusz z rundy jesiennej i Wystrzeleni znów wyraźnie ulegli ekipie Piwo Po Meczu. Obie ekipy prezentują zbliżony potencjał, ale team Jakuba Królika, jak widać, ma patent na Wystrzelonych i również tym razem pozostawił rywali daleko w tyle. Początek meczu nie zapowiadał tak jednostronnego wyniku, a dużo działo się w środku boiska. Dopiero w 13. minucie po pechowym wybiciu golkipera Wystrzelonych piłkę przejął Marek Konopko i niewiele się zastanawiając huknął nie do obrony. Chwilę później mogło być już 0:2, ale zawiodła skuteczność w wykończeniu.
Warto tu wspomnieć, że obie ekipy miały tego wieczoru nieco rozkalibrowane celowniki, bo dobrych okazji strzeleckich nie brakowało, za to gole padały wyjątkowo rzadko. Na pewno duża w tym zasługa obu golkiperów, szczególnie Daniela Wasilewskiego, ale bramkarz Wystrzelonych jeszcze przed przerwą ponownie musiał wyciągać piłkę z siatki po golu Michała Świercza. Ostatnią groźną akcją było obicie poprzeczki przez Jakuba Królika i pierwsza połowa skończyła się skromnym prowadzeniem gości 0:2.
Po wznowieniu niewiele zmieniło się w obrazie gry. Obie ekipy próbowały, ale to Piwo Po Meczu zdobywało gole i w 27. minucie Jakub Królik pokonał w końcu bramkarza rywali. W 36. minucie goście zmarnowali 100% okazję do podwyższenia, a w kolejnej akcji Jacek Spaliński dwa razy fenomenalnymi obronami uchronił swój zespół przed utratą gola. W 38. minucie na 0:4 trafił Michał Świercz i praktycznie było po meczu, bo Wystrzelonym wyraźnie brakowało już pomysłów na rozpracowanie defensywy rywali.
Wprawdzie ostatniego gola w tym spotkaniu zaliczył Emre Saglam...niestety było to trafienie samobójcze i Wystrzeleni musieli ponownie uznać wyższość Piwa Po Meczu, a Jacek Spaliński mógł cieszyć się z pierwszego czystego konta w tym sezonie.
W meczu DMN Yebańsk, Dynamo Wołomin nie zabrakło gorącej, przedmeczowej atmosfery. Pierwsze minuty należały do DMN Yebańsk, ale wynik początkowo nie chciał się zmienić. W 7. minucie ekipa z DMN mogłaby cieszyć się z bramki, lecz niestety dla nich słupek uratował przeciwników. Tempo gry od początku meczu było lekko ospałe. DMN Yebańsk próbowało sforsować świątynię rywala, lecz bezskutecznie. Dużo pracy miał bramkarz Dynama, to dzięki niemu wynik w początkowej fazie meczu pozostawał na stanie 0:0. Dynamo starało się odpowiadać, jednak bez efektu bramkowego.
Pierwsze trafienia padły dopiero pod koniec pierwszej połowy, dając do przerwy wynik 2:1 dla DMN Yebańsk. Druga połowa wyglądała podobnie, wiele indywidualnych akcji DMN, jak i ekipy z Wołomina. Niestety 40. minuta okazała się gorzką pigułką do przełknięcia dla podopiecznych Maćka Kosińskiego, bo jeden z nich skierował piłkę do własnej bramki.
Niedługo potem ładna kontra i duet Juszyński & Wierciński zdobywa gola kontaktowego. Niestety, nic to nie dało, ponieważ drużyna z dołu tabeli włączyła wyższy bieg i zakończyła to spotkanie wynikiem 6:3. Dzięki wygranej DMN Yebańsk wskoczył o jedno miejsce wyżej w tabeli, z kolei Dynamo spadło o jedno oczko.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)