reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Niezwykle ważny mecz rozegrali w ten weekend drużyny Bartolini Pasta i GLK. Od początku widać było determinację po obu stronach i wiedzieliśmy, że to spotkanie będzie niezwykle zacięte. Pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Po chwili ponownie trafili do siatki, ale arbiter nie uznał gola, dopatrując się faulu napastnika GLK. Gospodarze zaatakowali śmielej i to się opłaciło, bo doprowadzili do remisu. Niestety dość szybko stracili bramkę i ponownie musieli gonić. Ekipa Mateusza Rozkresa po kolejnej akcji podwyższyła prowadzenie i wydawało się, że będzie kontrolować wydarzenia na boisku. Jednak przed przerwą Bartolini łapie kontakt i do przerwy mamy tylko 2:3. Po zmianie stron GLK ruszyło do ataku i po faulu w polu karnym na Patryku Dominiaku, arbiter wskazał na wapno. Tyle że Rafał Zakrzewski zmarnował idealną sytuację, co dało dodatkowy impuls do ataku dla rywali. Ci mieli swoje szanse. ale po stracie piłki nadziali się na skuteczną kontrę konkurentów. To uspokoiło grę gości, którzy tym razem postanowili czekać na to, co zrobi rywal. Gospodarze musieli się otworzyć i to wykorzystali przeciwnicy. Od stanu 3:7 dwie szybkie bramki dla zespołu Michała Cholewińskiego dały jeszcze iskierkę nadziei przegrywającym. Jednak na więcej nie starczyło czasu i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:7. GLK zdobywa cenne trzy punkty i może w dobrych humorach przystąpić do ostatniego meczu w tej rundzie. Bartolini Pasta niestety obniżyła loty i to znajduje odzwierciedlenie w tabeli.

2
09:30

Dla ekipy Hetmana to był debiut w tym sezonie na Arenie Grenady. Z racji tego, że wszystkie swoje poprzednie mecze rozgrywali na AWFie, ciekawym było, jak poradzą sobie z nieco inną rzeczywistością i jak szybko dostosują się do nowych warunków. Skorpiony są z kolei ograne na boisku na warszawskiej Woli, co miało stanowić lekki handicap dla ekipy Artura Kałuskiego. Ale jak się później okazało – chłopaki nie byli w stanie tej przewagi wykorzystać. Zapowiadało się zresztą na to od samego początku. Kultura gry po stronie Hetmana była po prostu na wyższym poziomie, aczkolwiek po trafieniu na 1:0, rywale szybko odpowiedzi golem Juriego Pijasiuka. To był jednak ostatni moment, gdy w dorobku tych zespołów była identyczna liczba bramek. Hetman zaczął odjeżdżać, a zespół ADS trochę się do tego przyczynił, bo gola na 1:2 stracił po trafieniu samobójczym Kamila Faryniarza, co na pewno nie pomogło w zbudowaniu morale. Lada moment na 1:3 ukąsił ich Arek Kibler, potem było 1:4 i powoli robiło się jasne, że zespół Daniela Władka nie da sobie wyrwać tego meczu. Przegrywający nie odpuszczali, o czym świadczy trafienie Adama Wojciechowskiego, lecz jak się później okazało – to była ostatnia bramka Skorpionów w tej konfrontacji. W drugiej połowie punktował tylko Hetman, aczkolwiek nie sposób nie docenić roli bramkarza tej ekipy, czyli Bartka Folca, który w wielu sytuacjach spisywał się świetnie. I jeśli jest on tylko golkiperem ratunkowym, to strach pomyśleć jak broni pierwszy bramkarz tej ekipy. Ostatecznie finałowe 25 minut Hetman wygrał 4:0, a całe spotkanie 8:2. To był mecz bez wielkiej historii, a zwycięzcy udowodnili w sposób zdecydowany, że są zespołem lepszym. W obozie Skorpionów zabrakło Sebastiana Zwierzchowskiego, który stanowiłby ważną opcję w ataku, ale dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że z nim wynik byłby inny. Może i różnica bramkowa byłaby mniejsza, jednak trzy punkty Hetman zabrałby ze sobą.

3
12:00

Kroczące od zwycięstwa do zwycięstwa Tonie Majami stanęło do rywalizacji z Georgian Team i patrząc nawet na samą tabele, to łatwo było wskazać faworyta. Pierwsza połowa pokazała jednak, że żadna drużyna nie może lekceważyć Gruzinów, bo oni nadal pamiętają, jak się gra w piłkę. Spotkanie było wyrównane, gospodarze wyszli na prowadzenie za sprawą Lashy Gabrichidze, ale na odpowiedź Tonie Majami nie trzeba było długo czekać i niezawodny Dawid Zagrodzki doprowadził do remisu. W późniejszych fragmentach pierwszej połowy nie było już żadnych bramek, aż do 17 minuty. I to znów Georgian Team wyszedł na prowadzenie, lecz goście po niespełna minucie doprowadzili do wyrównania. Sama końcówka premierowej odsłony to szok dla gości, którzy na pewno nie spodziewali się, że Gruzini będą w stanie jeszcze dwukrotnie pokonać ich bramkarza i po pierwszych 25 minutach prowadzić 4:2. W drugiej połowie widać było, że prowadzący zaczynają opadać z sił. Świadczyła o tym dość rozpaczliwa obrona, ale Tonie Majami, choć miało widoczną gołym okiem przewagę, nie potrafiło udokumentować jej bramką. Jednak nie bez powodu jednym z najlepszych zawodników w lidze jest Filip Motoczyński. I to on odwrócił losy spotkania. W ostatnich 7 minutach, w duecie z Dawidem Zagrodzkim, kolejny raz udowodnił, jak bardzo jest wartościowym graczem. Dzięki temu Tonie Majami nie dość, że doprowadzili do wyrównania, to zdołali jeszcze wyjść na prowadzenie, którego nie oddali już do końca spotkania. 

4
13:30

Marsz Orzełków w górę ligowej tabeli trwa w najlepsze. Zawodnicy z Koła mieli już dwie wygrane z rzędu na koncie, lecz polowali na trzecią. Ich rywalem w niedzielę byli Broke Boys, którzy w tym sezonie tylko raz zaznali smaku zwycięstwa, a ich ostatnia wycieczka na Grenady skończyła się kiepsko, bo przegrali z GLK aż 4:9. Teraz nastroje były bojowe, a sama gra na pewno dużo lepsza niż wówczas. Tylko co z tego, skoro wynik znów był nie taki, jaki sobie wymarzyli. Zacznijmy jednak od początku. Start był naprawdę dobry w wykonaniu Broke Boys. Były okazje, lecz niewykorzystane, a problem zrobił się wtedy, gdy żółtą kartę zobaczył Tarik Muslu. Orzełki natychmiast wykorzystały okazję i można powiedzieć, że w ten sposób wyglądała cała pierwsza połowa. Jedni próbowali, drudzy strzelali i w pewnym momencie było już 3:0 dla Old Eagles. Ale jeśli przegrywający nie potrafili wykorzystać okazji nawet 2 na bramkarza, to czym my mówimy? Do przerwy wynik nie uległ zmianie i ciężko było sobie wyobrazić, że tutaj może się cokolwiek zmienić. Na początku drugiej połowy Broke Boys wreszcie się jednak przełamali. Gol na 3:1 dawał im nadzieję, natomiast chcąc pójść za ciosem, za szybko podejmowali niektóre decyzje. Przede wszystkim zbyt często decydowali się na strzały z dystansu, które nie przynosiły praktycznie żadnego efektu. A Orzełki? Po kolejnej skutecznej kontrze odrobiły swoją przewagę z pierwszej połowy. Wszystko wskazywało na to, że faworyci spokojnie dowiozą wygraną do końca, lecz wtedy zaczęły się schody. Stracony gol na 2:4, a potem błyskawicznie kolejny, gdzie drużyna w białych koszulkach się nie popisała, szybko straciła piłkę po wznowieniu ze środka i nieszczęście gotowe. Broke Boys wyczuli swoją szansę i próbowali za wszelką cenę doprowadzić do remisu. Ich próby były heroiczne, lecz defensywa Orzełków nie dawała się złamać. Minuty mijały, rezultat ani drgnął i ostatecznie ekipa z Koła wygrała mecz 4:3. Nie były to wielkie zawody w jej wykonaniu, ale to zbyt doświadczeni zawodnicy, by przejmować się stylem. Zwłaszcza mając na uwadze trudną sytuację w tabeli. Co do Broke Boys, to oni tutaj zasłużyli na coś więcej niż honorowa przegrana. Ale nie jest przypadkiem, że to drugi najsłabszy w lidze zespół pod względem strzelonych goli. Bo gdyby tutaj był jakiś rasowy napastnik, to ten mecz spokojnie można było wygrać.

5
19:00

O godzinie 19:00 na sektorze A zmierzyły się ze sobą drużyny KS Iglica Warszawa oraz Więcej Sprzętu niż Talentu. Zdecydowanym faworytem meczu była ekipa gości. W pierwszej części spotkania niespodziewanie starcie było bardzo zacięte. Co więcej - fragmentami Iglica wyglądała ciut lepiej, ale przez spore błędy bramkarza oraz defensywy, przegrali premierową część spotkania stosunkiem 3:5. Te 25 minut można podsumować tak, że goście mieli więcej sytuacji, ale nie były one tak dobre jak zawodników w czarnych strojach. Niedługo po wyjściu na drugą połowę Igliczanie zdobywają kolejną bramkę i łapią kontakt. Pozostała część spotkania należała już do drużyny w zielonych barwach. Po bramce na 4:6 w szeregach gospodarzy wdarło się zamieszanie, a przeciwnik świetnie to wykorzystał, kończąc niemalże każdą sytuację. Wynik końcowy to 4:9.

Reklama