Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 5 Liga
W niedzielny poranek na arenie AWFu oglądaliśmy ciekawy mecz pomiędzy A.D.S. Skorpions i Tonie Majami. Obie ekipy w dobrej formie, miały zamiar dopisać sobie kolejne trzy punkty. Od początku widać było determinację po obu stronach. Długo czekaliśmy na pierwsze trafienie w tym starciu i zarówno defensywa gospodarzy, jak i gości grała niezwykle skutecznie, przez co ciężko było stworzyć sobie dogodne okazje. Również bramkarze wykazywali się czujnością i byli niezwykle pewnymi punktami w swoich teamach. Wynik otworzył Sebastian Zwierzchowski, który wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką Piotra Zmysłowskiego. Na odpowiedź nie czekaliśmy długo, bo po rzucie wolnym Filip Motyczyński precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Do przerwy nic się nie zmieniło na tablicy wyników i po 25 rywalizacji mieliśmy remis 1:1. Po zmianie stron Tonie Majami szybko wyszło na prowadzenie. Z rzutu rożnego Dawid Zagrodzki posłał precyzyjne podanie do Filipa Motyczyńskiego, a ten pięknym strzałem zdobył drugą bramkę dla swojego zespołu. Skorpiony nie rezygnowały i mozolnie dążyły do wyrównania. Ponownie dał o sobie znać lis pola karnego Sebastian Zwierzchowski, który dołożył nogę po podaniu Romana Kriegera i znów mieliśmy remis. Goście jednak po stracie ruszyli do ataku i dwa gole Dawida Zagrodzkiego wyprowadziły Tonie Majami na prowadzenie. Końcówka należała do Skorpionów, którzy mieli kilka wybornych sytuacji i zliczając wszystkie, starczyło by ich z pewnością na remis, ale świetnie w bramce zachowywał się Szymon Świercz i to dzięki niemu goście dowieźli do końca meczu korzystny dla siebie wynik.
Początek sezonu w wykonaniu zespołu Więcej Sprzętu niż Talentu jest średnio udany dla tej ekipy. W trzech pierwszych kolejkach zdobyli tylko 3 punkty, co przy potencjale ich zawodników jest dość przeciętnym osiągnięciem. Ich rywal Bartolini Pasta pierwsze trzy spotkania wygrał i z kompletem punktów prowadził w ligowej tabeli. Początek meczu rozpoczął się idealnie dla gospodarzy, którzy za sprawą bramkarza Łukasza Krysiaka zdobyli dwie bramki strzałami z dystansu. Kolejne minuty to wyrównana gra, ale mimo kilku sytuacji wynik nie ulegał zmianie. Następną bramkę po upływie kwadransa ponownie zdobyli gospodarze. To było ostatnie trafienie w pierwszej połowie i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3:0. Początek drugiej części meczu to żółta kartka dla zawodnika gości, jednak przeciwnicy nie wykorzystali tego prezentu. Dokonali tego grając w pełnych składach, jednak riposta oponentów była niemal natychmiastowa, dzięki czemu zmniejszyli straty do trzech trafień. To był niestety dla nich jeden z pojedynczych zrywów i w kolejnych minutach gospodarze powiększali swoje prowadzenie. Ostatecznie mecz zakończył się niespodziewanie porażką lidera rozgrywek Bartolini Pasta 2:8, ale trzeba przyznać, że byli o klasę słabsi od rywali. Zespół Więcej Sprzętu niż Talentu po bardzo dobrym meczu zgarnia drugi komplet punktów w tym sezonie.
Mecz 5. ligi pomiędzy Broke Boys a Hetmanem FC zakończył się remisem 1:1. Spotkanie było wyjątkowo spokojne pod względem liczby goli, co nas zaskakuje, bo we wszystkich poprzednich meczach obu drużyn w tym sezonie padały wyniki z dwucyfrową liczbą bramek. Wynik otworzył Hetman FC, obejmując prowadzenie w pierwszej połowie. Patryk Sędek skutecznie wykończył podanie Damiana Kucharczyka, dając swojej drużynie przewagę. Mimo kilku okazji, Hetman nie zdołał podwyższyć wyniku przed przerwą. W drugiej połowie Broke Boys wzięli się za odrabianie strat. Gospodarze osiągnęli wyrównanie po rzucie wolnym, gdy do siatki trafił Tarik Muslu. Były okazje, by objąć prowadzenie, ale doskonale bronił tego dnia Oleksandr Petrovskyi. Dla Broke Boys ten remis tak czy siak ma szczególne znaczenie, ponieważ pozwolił im przerwać serię dwóch porażek z rzędu. Wciąż jednak pozostają w strefie spadkowej, zajmując ósme miejsce z czterema punktami po czterech meczach. Hetman natomiast utrzymuje trzecią lokatę z dorobkiem 7 punktów. Jeśli chcą utrzymać się w czołówce ligi i walczyć o awans, będą musieli jednak prezentować bardziej ofensywną postawę niż w minionej kolejce.
Tak się złożyło, że w 5.kolejce na poziomie 3.ligi starły się ze sobą drużyny, które nie otworzyły jeszcze swojego dorobku punktowego. Mowa tutaj o Old Eagles Koło oraz KS Iglica. Było więc jasne, że jedna z nich w końcu odbije się od dna i widząc składy obydwu, to dużo większe szanse dawaliśmy Orzełkom. Dość powiedzieć, że z listy którą podali nam przed sezonem, brakowało tylko drugiego bramkarza, pojawił się też dawno nieoglądany Sebastian Ziółkowski. Po drugiej stronie nie było tak kolorowo – Radek Sówka nie mógł skorzystać z wielu zawodników, z których pewnie by chciał, no i to niestety znalazło odzwierciedlenie na boisku. Tak naprawdę, to było to spotkanie bez historii. Old Eagles powetowali sobie wszystkie poprzednie porażki i rozbili Iglicę. Początek jeszcze nie zapowiadał pogromu, a Iglica miała nawet trochę pecha, bo w pierwszej połowie traciła głupie gole. Jeden po rykoszecie, jeden z rzutu wolnego, ale tak naprawdę nie miało to wielkiego znaczenia. Przewaga zaczęła się robić bardzo duża, chociaż pod koniec premierowej odsłony trafienie dla gości zaliczył Krystian Sobierajski. Jednak tylko naiwni mogli wierzyć, że to może być początek powrotu do tego spotkania Iglicy. Ewentualne marzenia przegrywających rozwiał Sebastian Ziółkowski, notując dwa szybkie gole na starcie finałowej części spotkania i było po herbacie. Dopiero w końcówce, gdzie szeregi Orzełków były już trochę przerzedzone, Iglicy udało się odrobinę zmniejszyć straty i mecz zakończył się wynikiem 9:3. To na pewno dobry prognostyk dla Old Eagles, którzy na tym jednym zwycięstwie nie będą chcieli poprzestać. Z kolei Iglica ma o czym myśleć, bo skoro przegrywa tak wysoko z przedostatnim zespołem w tabeli, to trudno być optymistą patrząc w przyszłość. Nie wolno się jednak poddawać i trzeba szukać przełomowej wygranej, która może pomóc im w odbudowaniu morale.
Niezwykle szalone okazało się spotkanie między GLK a Georgian Team. Łącznie padło w nim aż 17 goli a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, przez co do samego końca nie było wiadomo, kto tutaj wygra. Faworytem było GLK, jednak brak Damiana Sawickiego oraz Patryka Dominiaka sugerował, że to wcale nie będzie dla ekipy Mateusza Rozkresa spacerek. Pokazał to również początek tego meczu, gdzie dość niespodziewanie Gruzini wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że GLK za chwilę wrzuci odpowiednie obroty i nie zawiedliśmy się. Nie do powstrzymania był Rafał Zakrzewski, dzięki któremu drużyna nie tylko szybko odrobiła straty, lecz jeszcze w pierwszej połowie prowadziła aż 6:3. Patrząc dziś na końcowy wynik, aż trudno sobie wyobrazić, by tak doświadczony zespół jak GLK, mógł roztrwonić taką przewagę. Proces odrabiania strat przez Georgian Team rozpoczął się pod sam koniec premierowej odsłony. Skończył się na początku drugiej, gdy bracia Gabrichidze i spółka doprowadzili do remisu 6:6. Wtedy rozpoczął się prawdziwy rollercoaster. Gdy jedni strzelali, drudzy odpowiadali. W pewnym momencie zrobiło się też odrobinę nerwowo, ale dwie żółte kartki utemperowały ambicje poszczególnych zawodników. Gdy doszliśmy do wyniku 9:8 dla Georgian Team, w grę chyba zaczęły wchodzić nerwy albo zmęczenie. Tak interpretujemy fakt, że najpierw do pustej bramki nie trafił Lasha Gabrichidze, a potem to samo stało się udziałem Sebastiana Dominiaka. Szansa tego ostatniego okazała się kluczową dla końcowego rezultatu, bo gdyby trafił, byłby remis, a tak minimalnie lepsi okazali się Gruzini. Ale według nas właśnie podział punktów byłby tutaj sprawiedliwy. Inna sprawa, że GLK zawaliło ten mecz. Zabrakło im konsekwencji w obronie i dało się odczuć, jak bardzo cierpią w tej formacji, bez swoich dwóch ważnych zawodników. Ale nawet bez nich to spotkanie należało wygrać. Tyle że zamiast stać twardo w obronie, poszli na wymianę ciosów, a w tym Georgian Team czuje się akurat dobrze. I tak doszło do porażki, której spokojnie można było uniknąć.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)