Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 3 Liga
To spotkanie można podsumować jako mecz niewykorzystanych szans. Już od pierwszego gwizdka obie ekipy były wyjątkowo kreatywne w kwestii akcji bramkowych, ale choć było ich sporo, to wyraźnie brakowało skutecznego wykończenia. Pierwsza bramka powinna paść w 10 minucie, kiedy Paweł Lewandowski urwał się na lewym skrzydle, ale ostatecznie trafił tylko w słupek. Za to dwie minuty później odblokował się Oskar Nieskórski i goście wyszli na prowadzenie. W 17 minucie podwyższył Mateusz Nejman i wynik 0:2 utrzymał się do przerwy, choć spora w tym zasługa bramkarza Wolskiej Ferajny Oliwiera Dołęgowskiego, który rozgrywał bardzo pewny mecz i już w pierwszej połowie popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Po wznowieniu gry starcie momentalnie nabrało rumieńców. W dwie minuty Kacper Wierciński i Szymon Olpiński doprowadzili do remisu, ale jeszcze szybciej goście wrócili na prowadzenie, bo właściwie dwa kontakty z piłką skończyły się golami i tutaj trzeba pochwalić Oskara Nieskórskiego, który najpierw wyłożył piłkę Damianowi Nieskórskiemu, a w kolejnej akcji sam pokonał golkipera Zatrasia. Zawodnicy Wolskiej Ferajny mogli praktycznie zamknąć już to spotkanie, ale zmarnowali dwie, niemalże stuprocentowe sytuacje. Zemściło się to dość szybko, bo gospodarze nie odpuszczali i w 34 minucie było już 3:4 po trafieniu Kacpra Wiercińskiego, a w 43 minucie do remisu doprowadził Mnyameni Bonolo. W ostatnich dziesięciu minutach tempo wystrzeliło w kosmos i mimo zmęczenia zawodnicy obu drużyn ani myśleli o utrzymaniu wyniku remisowego. W 46 minucie Oskar Nieskórski zdobył hat-tricka i wydawało się, że ADP dowiezie zwycięstwo do końca. Jednak zawodnicy Zatrasia nie spuścili głów, a szczególnie wyróżnił się tutaj Paweł Lewandowski, który do tej pory nie bardzo mógł odnaleźć się w tym meczu, jednak kiedy trzeba było, pokazał doświadczenie i klasę. Na minutę przed końcem przeciwnicy zostawili mu trochę miejsca w środku, a ten ze spokojem zapakował piłkę do siatki precyzyjnym strzałem z dystansu i mecz skończył się podziałem punktów przy wyniku 5:5
Będąca na ostatnim miejscu w ligowej tabeli Kresowia Warszawa grała z After Wolą, która zamykała podium. Już od pierwszego gwizdka sędziego goście narzucali swoje tempo gry. Ich ofensywne nastawienie szybko przyniosło oczekiwany rezultat i po upływie 6 minut posiadali na swoim koncie dwa gole. Gospodarze, którzy w mecz weszli jakby zaspani, zdołali „złapać kontakt”, lecz zaledwie na moment. Będący na fali zawodnicy z Woli w ekspresowym tempie odjechali na 4 gole przewagi. Dość bezpieczne prowadzenie chyba lekko uśpiło gości, którzy do końca pierwszej połowy oddali przestrzeń rywalowi. Kresowia w tym czasie miała dużo okazji do odrobienia strat, lecz tylko raz zdołała pokonać stojącego w bramce Jakuba Cygana. Druga część meczu była podobna do pierwszej. After Wola bardzo szybko przejęła kontrolę, podwyższając swoje prowadzenie. Oponenci, mimo iż prezentowali się lepiej niż w pierwszej połowie, nie mogli wejść na właściwe tory w kluczowych momentach tego spotkania. Zawodnicy gości wykorzystali niemoc przeciwników, wygrywając mecz 12:6, dzięki czemu na półmetku sezonu letniego pozostali na 3 miejscu. Kresowia Warszawa zaliczyła czwartą porażkę i z zerowym dorobkiem punktowym zamyka tabelę 3 ligi.
Ostatnie tygodnie nie są najlepsze dla KK Watahy. Co prawda zaczęli Ligę Letnią od wygranej, ale ostatnio dwukrotnie schodzili z boiska pokonani. Czy były jakieś argumenty wskazujące na to, że z Astaną ta kiepska seria może zostać przerwana? Teoretycznie był to rywal w zasięgu, w dodatku na bramce w zespole z Kazachstanu musiał stanąć zawodnika z pola, a gdy dodamy do tego, że po kilku minutach wynik brzmiał 2:0 dla Watahy, to można było przypuszczać, że podopieczni Przemka Kacperskiego są na dobrej drodze do przełamania. Ale jak się później okazało – to były miłe złego początki. Właśnie od stanu 2:0 sprawy w swoje ręce wzięli przeciwnicy. Potrzebowali dosłownie dwóch akcji, by doprowadzić do remisu, aczkolwiek chwilę później dali się oszukać Jakubowi Dmitrukowi, który na krótką chwilę przywrócił prowadzenie nominalnym gospodarzom. Jednak na tym strzelecki, ale też piłkarski popis zespołu ze stolicy się skończył. Astana zaczęła wchodzić na swoje obroty i oponentom było bardzo ciężko nadążyć za narzuconym tempem. Kreatywna postawa graczy z Kazachstanu dała im prowadzenie do przerwy 5:3 i fajne perspektywy przed drugą połową. A tutaj nie było już czego zbierać. Astana miała ogromną przewagę w każdym elemencie gry i regularnie pokonywała Antoniego Dudę. Bramkowy marsz zespołu Zhasulana Kamantaya zatrzymał się dopiero przy stanie 9:3, co oznacza, że ta ekipa zdobyła siedem goli z rzędu! W końcówce prowadzący zwolnili pedał gazu i Wataha mogła wreszcie przypomnieć sobie, jak się zdobywa bramki i dwoma trafieniami zamknęła wynik w stosunku 5:9. Różnica klas była widoczna, a rzucała się w oczy przede wszystkim łatwość, z jaką Astana budowała swoje ataki. Tutaj trudno było wyróżnić jednego zawodnika, bo każdy był groźny i każdy dorzucił cegiełkę do sukcesu. W obozie Watahy brakowało na pewno Maćka Kiełpsza, czyli kogoś, kto pomógłby odsunąć zagrożenie od własnej bramki, a dodatkowo mógłby wykorzystać, że rywale nie mieli nominalnego bramkarza. Ale to już historia, bo wynik idzie w świat i chyba jest już jasne, że Wataha właśnie straciła szansę gry o medale. Teraz pozostaje powalczyć o to, by nie skończyć sezonu w czerwonej strefie.
Do jakże pasjonującego pojedynku doszło minionej niedzieli, kiedy to stanęły naprzeciwko siebie dwie niepokonane drużyny, które po trzech kolejkach zdobyły komplet punktów. Mowa tu o Oldboys Derby oraz FC Inferno Team. Gospodarze to bardzo znana ekipa, którą na boiskach Ligi Fanów możemy obserwować od bardzo dawna. Jest to w głównej mierze stały skład, bardzo doświadczonych graczy, którzy swoim spokojem i kontrolą gry poprzez inteligentne ustawianie się na boisku niejednokrotnie sprawili rywalom wiele kłopotów. Po drugiej strony stanęli goście, czyli skład, który na rozgrywki Ligi Letniej zmontował nie kto inny jak młody kapitan. Tym samym młodość miała stanąć naprzeciwko boiskowemu doświadczeniu. Jak o pierwszej połowie można powiedzieć, że była wyrównana, (2:1) tak w drugiej Oldboysi wyraźnie odskoczyli przeciwnikowi. Bardziej otwarta gra z obydwu stron poskutkowała rozluźnieniem w formacjach defensywnych. Znacznie lepiej w takich okolicznościach prezentowali się gospodarze, którzy skrzętnie wyczekiwali rywala na własnej połowie, po czym niejednokrotnie wyprowadzali zabójcze kontry, których głównymi bohaterami byli Wiktoruk oraz Kurowski. Goście co prawda próbowali podjąć rękawicę, lecz tego dnia nie mieli większych szans. Świadczy o tym wynik, który wyraźnie podsumowuje tezę - spotkanie zakończyło się rezultatem 8:4. Jednak nie jest to tylko pusta krytyka. Pracą domową dla graczy Inferno powinno być przeczytanie początkowych fragmentów opisu poprzedniego spotkania. Mimo formy swoistej laurki drużyna Igora Patkowskiego zaliczyła ogromny progres, a sezon dopiero zbliża się do półmetka.







)
)
)
)
)
)
)
)