Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 7 Liga
Przed tym meczem Brazylijczycy mieli 6 punktów przewagi nad rywalem i wydawali się faworytem tego spotkania, choć pamiętaliśmy, że podczas jesiennej potyczki doszło do podziału punktów, więc gospodarze nie mogli liczyć na spacerek, szczególnie że Drunk Team uchodzi za zespół walczący do końca i niewygodny dla każdego. I tak właśnie było, bo przez pierwsze minuty mecz był bardzo zacięty i trudno było wskazać, czy któraś z drużyn osiągnęła przewagę. Premierowego gola zobaczyliśmy w okolicach 10 minuty – Piotr Lechnio ograł przy linii rywala, zagrał piłkę w pole karne, a całą akcję sfinalizował Tomasz Redas. Od tego momentu gra Drunk Teamu mogła się coraz bardziej podobać i goście mieli szanse na podwyższenie prowadzenia, ale dobrze i pewnie między słupkami spisywał się Juan Agudelo. Niestety dla teamu Łukasza Walo, zamiast podwyższyć prowadzenie, goście stracili bramkę po składnej akcji Brazylijczyków. Na domiar złego na przerwę schodzili już przy jednobramkowej stracie, po tym jak Douglas Mesquita wykorzystał zawahanie obrońcy i sprytnym strzałem pokonał Marka Łukaszewicza. Druga część zaczęła się jeszcze lepiej dla Canarinhos, bo nie minęły trzy minuty drugiej połowy, a już mieliśmy 4:1, a dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Aliyu Gomez. Drunk Team stanął przed trudnym zadaniem, bo Brazylijczycy występujący w naszej lidze znani są z twardej gry i skutecznej obrony i jak się okazało, te dwa atuty były tutaj kluczowe. Goście nie potrafili już zmusić do kapitulacji bramkarza Furduncio, sami tracąc jeszcze dwa gole. Nie pomogła nawet gra w przewadze, bo gdy żółtą kartą został ukarany jeden z rywali, chwilę później Drunk Team sam musiał grać o jednego zawodnika mniej. Ostatecznie skończyło się wynikiem 6:1 i Brazylijczycy obronili drugą lokatę, natomiast Drunk Team z 14 punktami znajduje się obecnie tuż nad strefą spadkową.
Bardzo dobry start rundy rewanżowej sprawił, że drużyna Bulbez Team Bemowo włączyła się do walki o strefę medalową. Ich rywale, zespół FC Ballers w ostatnich dwóch spotkaniach odniósł dwa zwycięstwa i pokazał, że jeszcze nie składa broni w walce o utrzymanie. Od początku mecz stał na bardzo wysokim poziomie i pierwsza groźna zakończyła się na strzale w słupek bramki FC Ballers. Niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła i chwilę potem prowadzenie objęli goście. Stracona bramka wyraźnie podrażniła gospodarzy, którzy już po kilku akcjach zdołali doprowadzić do remisu. Pięć minut później dołożyli drugie trafienie, dzięki czemu wreszcie wyszli na prowadzenie. Po bardzo otwartym początku spotkania obydwie drużyny z mniejszą ochotą atakowały pole karne rywali, przez co więcej goli w tej części nie padło i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 2:1 dla zawodników z Bemowa. Druga część zaczęła się po myśli graczy FC Ballers, którzy nie dość że odrobili straty, to zdołali wyrobić sobie delikatną przewagę. Na kwadrans przed zakończeniem meczu podopieczni Michała Rychlika doprowadzili do remisu i mecz rozpoczął się od początku. Pięć minut przed końcem goście ponownie wyszli na prowadzenie, ale ostatnie minuty to koncertowa i bardzo skuteczna gra zespołu w zielonych koszulkach, którzy za sprawą dwóch bramek byli bliżej zwycięstwa. Udało im się utrzymać tę przewagę i finalnie mecz zakończył się ich zwycięstwem. Dzięki tym trzem punktom wizja gry o poziom wyżej w przyszłym sezonie robi się coraz bardziej realna. FC Ballers miał doskonałą okazję do podtrzymania swojej passy, ale tym razem minimalnie swoje spotkanie przegrał i w niedzielę będzie musiał poszukać powrotu na zwycięską ścieżkę.
Ze zmiennym szczęściem ostatnie ligowe spotkanie zakończyły drużyny Zaruby United oraz KK Wataha Warszawa. Wyżej notowani gospodarze swój mecz nieznacznie przegrały, natomiast goście zdobyli komplet punktów. Od początku mocne tempo narzucili zawodnicy Watahy, którzy strzelając bramkę z rzutu karnego otworzyli wynik spotkania. Ten gol dodał im wiatru w żagle, bo dzięki kolejnym trzem trafieniom wyszli na wyraźnie prowadzenie. Pod koniec pierwszego kwadransa bramkarz gospodarzy ponownie zmuszony był wyjmować piłkę z siatki i zapowiadało się na pogrom. Jednak w kolejnych minutach rywalizacja się wyrównała, drużyna nie stwarzały sobie dobrych sytuacji bramkowych i do końca pierwszej części meczu wynik nie uległ zmianie. Druga połowa była już bardziej wyrównana, a zaczęła się od trafienia zawodników Zaruby. Minutę później dołożyli oni następną bramę i mecz powoli zaczął nabierać rumieńców. Kolejne dwa celne trafienia były autorstwa gości, jednak ich rywale zdołali na nie odpowiedzieć trzykrotnie i na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem w protokole meczowym widniał wynik 5:7. Jednak ostatnie słowo należało do podopiecznych Przemka Kacperskiego, którzy ustalili wynik spotkania na 5:8. Zawodnicy KK Watahy Warszawa odnieśli drugie zwycięstwo z rzędu, które sprawia, że bliżej im do strefy medalowej niż do spadkowej. Ich rywale po przespaniu pierwszej połowy próbowali gonić wynik, ale strata była za duża i nie udało się z tego spotkania ugrać nic więcej niż honorowa porażka.
Zawodnicy Virtualnego Ń rozpoczęli drugą część sezonu od falstartu. Najpierw remis z Bulbezem, potem zasłużona porażka z FC Ballers i ich przewaga nad resztą stawki troszkę się zmniejszyła. No i pewnie z tego powodu podopieczni Marka Giełczewskiego nie mogli być również niczego pewni w konfrontacji z Tornado Squad, bo chociaż byli zdecydowanymi faworytami tej potyczki, to ta runda trochę ich już doświadczyła. Inna sprawa, że Tornado notuje w ostatnich kolejkach fatalną serię meczów bez zwycięstwa. Wiele czynników się na to złożyło, ale choćby w niedzielę Michał Nawrocki nie mógł skorzystać z Andreasa Altanisa, kontuzjowany jest Piotr Bratkowski i to wszystko nie nastrajało optymistycznie. Ale do pewnego momentu w tym spotkaniu nie było widać różnicy w tabeli. Co prawda faworyci mieli więcej z gry i prowadzili nawet 2:0, ale oponenci ani myśleli się poddawać i za każdym razem skutecznie doprowadzali do remisu – najpierw 2:2 a potem 3:3. Virtualni nie po raz pierwszy (i pewnie nie po raz ostatni) mieli problem, by ich gra defensywna dorównywała ofensywnej, ale w końcówce pierwszej połowy udało im się zdobyć dwa gole nie tracąc żadnego i po 25 minutach prowadzili 5:3. W drugiej odsłonie kulminacyjny moment to prosty błąd Piotrka Markiewicza z Tornado. Znany z dobrego dryblingu zawodnik tym razem przeliczył się w swoich umiejętnościach, stracił piłkę w zagrożonej strefie, rywale zrobili z tego użytek i wszystko co było dalej, to już historia. Virtualni uszczelnili obronę, w czym duża zasługa Michała Burakowskiego, potem dołożyli jeszcze dwa gole (tutaj prym wiedli Szymon Kolasa oraz Michał Płotnicki) i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:3. Niespodzianki więc nie uświadczyliśmy, Tornado było stać na mniej więcej 30 minut równej gry i niestety trzeba się było pogodzić z kolejną porażką, która umocniła ich w strefie spadkowej. Virtualni powrócili z kolei do punktowania za 3 i teraz całą swoją energię muszą skumulować na najbliższą kolejkę. Zmierzą się w niej z będącym tuż za ich plecami Furduncio i śmiemy twierdzić, że jeśli wygrają to spotkanie, to w kontekście mistrzostwa 7.ligi nic już ich nie powstrzyma.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)