Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 7 Liga
Obie ekipy są niejako weteranami Ligi Fanów, bo możemy je oglądać na naszych boiskach od kilku ładnych lat. Patrząc na ligową tabelę i dyspozycję w tym sezonie faworytem tego starcia wydawali się zawodnicy gości. Nasze przypuszczenia okazały się trafne, bo już na początku meczu Virtualni mieli dwie dogodne okazje, ale nie zostały one zamienione na bramkę. Jak mawia piłkarskie porzekadło, niewykorzystane sytuacje się mszczą i to gospodarze w 5 minucie wyszli na prowadzenie, z którego jednak nie cieszyli się zbyt długo, bo dwie minuty później mieliśmy już remis. I z biegiem czasu Virtualni zaczęli przeważać, przynajmniej w kreowaniu sytuacji strzeleckich – tu jednak bardzo dobrze spisywał się bramkarz Drunk Teamu, ale i on musiał skapitulować przy trafieniu Filipa Giełczewskiego. Gospodarze wyrównali po rzucie wolnym, ale chwilę później wyższy bieg włączył duet Szymon Kolasa – Michał Płotnicki, który w przeciągu dwóch minut zdobył dwa gole. Co ciekawe, ten drugi padł po stwierdzeniu rywala, skądinąd słusznym, że to właśnie na tę dwójkę należy zwrócić szczególną uwagę. Jak widać teoria teorią, a wprowadzenie pewnych założeń w życie okazuje się o wiele trudniejsze. Do przerwy mieliśmy więc wynik 2:4. Początek drugiej części to szybkie podwyższenie rezultatu przez Virtualnych i równie szybka riposta Drunk Teamu, niemniej jednak mecz raczej pozostawał pod kontrolą gości. W międzyczasie drużyna Łuksza Walo musiała grać dwukrotnie w osłabieniu, co też nie pomagało w odrobieniu strat. Kolejne gole zaczęły - na zmianę - padać dopiero na 10 minut przed końcem meczu. Trzykrotnie do bramki rywala trafiali Virtualni i dwukrotnie zawodnicy Drunk Teamu, przy czym ci drudzy nie zbliżyli się do przeciwnika na mniej niż trzy gole. Goście zagrali bardzo dobre spotkanie i zasłużenie wygrali, a Drunkersi, pomimo walki, niestety musieli uznać wyższość niedzielnego oponenta.
W niedzielny wieczór doszło do spotkania dwóch ekip zajmujących dolne lokaty w 7.lidze. Wszystkiego towarzyszyła iście skandynawska pogoda, ponieważ śnieg podczas meczu cały czas sypał. Już w 1 minucie spotkania ujrzeliśmy czerwoną kartkę dla bramkarza FC Ballers, za złapanie piłki za polem karnym. Zatem obrońca przejmuje rękawice i wkracza między słupki drużyny gości. Chwilę po tym wydarzeniu następuje wymiana ciosów i wciąż mamy remis a bramki wpadły w tej samej minucie. Świetne widowisko, wynik ciągle na styku i gdy jedna drużyna wychodzi na prowadzenie, to po chwila druga dogania nie dając długo nacieszyć się przeciwnikom. Do przerwy remis 4:4. Chwile po powrocie do gry, drużyna gospodarzy wychodzi na prowadzenie po golu Jacka Łukasiewicza. Druga odsłona tego spotkania wyglądała niemal tak samo jak pierwsza. Cały czas oglądaliśmy równy mecz i tak naprawdę zwycięsko z tej potyczki mogli wyjść zarówno jedni, jak i drudzy. Jednak w ostatnich minutach to FC Tartak okazał się skuteczniejszy, szachując przeciwnika na 7:5. Cała drużyna cofnęła się do połowy, mądrze broniąc własnej bramki. Mimo to FC Ballers udało się zdobyć bramkę, ale zabrakło czasu na wyrównanie i to gospodarze zdobyli pierwszy komplet punktów w tej edycji.
Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWF-u mieliśmy przyjemność oglądać pojedynek pomiędzy brazylijskim Furduncio, a Bulbez Team Bemowo. Gospodarze tej rywalizacji ostatnimi czasy mkną jak burza przez boiska 7 ligi, nie zatrzymując się nawet na moment. Trzy ostatnie spotkania w ich wykonaniu to trzy pewne zwycięstwa, które spowodowały, że gracze w żółtych strojach zasłużenie okupują ostatni stopień pudła. W przypadku ewentualnej wygranej w ich wykonaniu, przezimowanie na tej lokacie nie podlegało żadnym dywagacjom. Z tego powodu był to dla nich najważniejszy mecz tej rundy. W starciu z gośćmi sytuacja nie malowała się jednak tak kolorowo, bo oponenci nie przegrali od ostatnich pięciu meczów. Tym razem jednak przed drużyną z Bemowa o wiele bardziej wymagające spotkanie. Tego dnia czekał ich bowiem jeszcze jeden (zaległy) mecz z ekipą Tornado Squad. Strzelanie rozpoczęli goście, którzy po składnej akcji Macieja Paluchowskiego z Rafałem Szewczykiem wyszli na prowadzenie. Radość nie trwała zbyt długo, ponieważ rywale z Ameryki Południowej nie tylko wyrównali, ale zdołali również objąć prowadzenie tuż przed przerwą za sprawą trafienia Bruno Pessoa. Mimo dwóch bolesnych ciosów rywale Furduncio podnieśli się z kolan w drugiej połowie spotkania. Ogromny udział w finalnym sukcesie miał fenomenalny Maciej Paluchowski oraz wcześniej wspomniany Rafał Szewczyk, który zdobył tego dnia dwie bramki, dodając do swojego dorobku taką samą liczbę asyst. Tym samym to Bulbez zdołał przekonująco zwyciężyć w stosunku 3:5, zbliżając się do upragnionego szczytu tabeli.
Jednym z najbardziej zaciętych szczebli w całej Lidze Fanów jest zdecydowanie liga 7-ma. Tym razem do walki o punkty stanęły dwa zespoły ze środka tabeli, a mianowicie Tornado Squad oraz KK Wataha Warszawa. Goście stawili się w dość mocnym zestawieniu pod kątem jakościowym i w naszym odczuciu byli faworytem tego spotkania. Na przekór naszej opinii to jednak gracze Tornada zaczęli mecz lepiej, gdyż po podaniu Piotra Janika na piękny strzał z dystansu zdecydował się Piotrek Bratkowski i mieliśmy 1:0. Ten gol najwyraźniej rozjuszył gości, gdyż przez resztę pierwszej połowy to tylko oni trafiali do bramki. Zaczęło się od dwójkowej akcji Mikołaja Kuszki oraz Maćka Lulki, gdzie pierwszy z graczy kreował akcję, a drugi z nich wykańczał. Trzeba tutaj podkreślić, że Maciek rozegrał fantastyczną pierwszą połowę, gdyż zaliczył klasycznego hat-tricka i w dużej mierze dzięki jego grze, Wataha wyszła na bardzo solidne prowadzenie 1:4. W międzyczasie gola na swoim koncie zanotował Mateusz Musiński, który popisał się ładnym dryblingiem, by ostatecznie zapakować piłkę do bramki strzałem na długi róg. Niestety zmiana stron nie przyniosła diametralnej zmiany obrazu gry i to goście nadal przeważali, chociaż nie można odmówić graczom Tornado walki, mimo niekorzystnego wyniku. Jednak gole zdobywali zawodnicy Watahy, a konkretnie Wojtek Wolny, Kajetan Podgórski oraz Piotrek Cieślak. Szczególnej urody było trafienie Kajetana, gdyż występował on na pozycji bramkarza, a swojego gola zanotował po strzale prawie z połowy! Na pocieszenie gospodarze zdołali zdobyć bramkę zamykającą wynik tego starcia, a miało to miejsce po strzale Piotrka Markiewicza na 2:7. Taki wynik sprawił, że tabela 7-mej Ligi Fanów stała się jeszcze bardziej ciasna i na wiosnę będzie się tutaj działo naprawdę dużo!
Po fantastycznym triumfie nad ekipą z Brazylii, drużynie Bulbez Team Bemowo (zaledwie trzy godziny po tym meczu) przyszło zagrać zaległą ligową kolejkę. Na sektorze C podjęli rywalizację z Tornado Squad. Mimo diametralnej różnicy w ligowych pozycjach (gospodarze zajmowali trzecie miejsce, goście natomiast ostatnie bezpieczne tuż nad strefą spadkową) spotkanie zapowiadało się niebywale interesująco. Pierwsi do głosu doszli gospodarze, którzy po kapitalnym podaniu bramkarza, Marcina Osowskiego popisali się bezbłędnym wykończeniem pod polem karnym rywala, którego autorem był bohater poprzedniego spotkania, Rafał Szewczyk. Od tego momentu sytuacja na boisku zdecydowanie się wyrównała. Po straconym golu piłkarze Tornado wyrównali. Niestety dla nich ich rywal kolejny raz zaskoczył. Wszystko za sprawą wybitnego uderzenia z dystansu w wykonaniu wcześniej wspomnianego Marcina Osowskiego. W momencie, kiedy wszystko zaczęło wskazywać na okres dominacji Bulbezu, w ich szeregi wkradła się doza niedokładności, czego następstwem było oddanie prowadzenia tuż przed przerwą. Po zmianie stron zarówno jedni, jak i drudzy dwoili się i troili, aby zdominować boiskowe poczynania. Niestety tym razem nikomu nie udało się postawić przysłowiowej „kropki nad i”, co poskutkowało remisem 3:3. Ekipa w zielonych strojach może jednak uznać przebieg spotkania za udany. Po absolutnie wymagającym meczu z Furduncio Brasil F.C. udało im się w końcu zdobyć jakże cenne punkty, które finalnie mogą mieć bezpośrednie przełożenie na końcowy układ tabeli.
Ekipa Zaruby United końcówkę rundy może uznać za absolutnie fantastyczną. Niestety po serii pięciu imponujących wygranych, dwa ostatnie mecze ukazały pewne mankamenty w ich szeregach, które poskutkowały dwukrotną stratą punktów. W starciu z minionej niedzieli, w którym mierzyli się z TRCH, faworyt zdawał się oczywisty. Droga do celu drużyny z warszawskiego Tarchomina zdawała się być bardzo długa i niezwykle wyboista. Mimo pozornego skazywania na porażkę, goście nie tylko podjęli rękawicę, ale w zatrważająco szybkim tempie zdewastowali swoich rywali. Mimo początkowego remisu 1:1, taki stan rywalizacji utrzymał się tylko przez chwilę. Kamil Pasik i spółka zdecydowanie nie próżnowali, dyktując tym samym tempo pojedynku. Na tle rywali byli zdecydowanie bardziej wybiegani, a ich umiejętności techniczne oraz precyzja w wykończeniu sprawiły, że do przerwy prowadzili aż pięcioma bramkami (2:7). Podrażniony faworyt nie zamierzał jednak składać broni. Gracze Zaruby usilnie próbowali odwrócić losy tego spotkania. Tyle że skończyło się tylko na chęciach. Znacznie lepsza dyspozycja w drugiej odsłonie tego pojedynku poskutkowała jedynie trzema bramkami, co w zestawieniu z pięcioma w wykonaniu TRCH sprawiło, że wicelider musiał obejść smakiem, przegrywając wyraźnie 5:12. Z tego powodu zimę spędzą oni ze stratą pięciu punktów do prowadzącego w tabeli Virtualnego Ń.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)