Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 1 Liga
Rozpędzona w rundzie wiosennej Contra w niedzielny poranek podejmowała aspirujących do mistrzostwa Otamanów. Od początku spotkania obie ekipy starały się dobrze wejść w spotkanie i szczególnie w defensywie widać było koncentrację drużyn na zawodnikach, którzy potrafią zrobić różnicę na boisku. Wynik otworzyli gospodarze po strzale z dystansu Macieja Kurpiasa. W odpowiedzi Vitali Haiduchyk wyrównał i mecz zaczął się praktycznie od początku. W pierwszej połowie mieliśmy aż trzy żółte kartki. We wszystkich sytuacjach zawodnicy wychodzili na czyste pozycje i sędzia musiał sięgać po kartonik, a okresu gry w przewadze drużyny paradoksalnie nie potrafiły wykorzystać. Jeszcze przed przerwą Otamany wyszły na prowadzenie. Znakomitą akcję zespołową wykończył Vitalii Yakovenko i po 25 minutach rywalizacji mieliśmy wynik 1:2. Po zmianie stron Contra starała się dążyć do wyrównania, ale to goście w pierwszym fragmencie drugiej odsłony odskoczyli z wynikiem. Z dystansu huknął Dmytro Arterchuk i było 1:3. Po chwili na tablicy wyników było już 1:4 i team Michała Raciborskiego stanął w trudnym położeniu. Bramka na 2:4 po samobóju gracza Otamanów dała jeszcze nadzieję na pogoń za korzystnym wynikiem. Jednak dalsza część meczu należała do rywali, a szczególnie skuteczny w swoich atakach był Kostiantyn Didenko. To on dorzucił trzy trafienia i gracze z Ukrainy praktycznie zamknęli mecz. Pojedynek zakończył się wynikiem 2:9 i był to wynik jak najbardziej zasłużony. Contra mimo porażki nadal walczy o brązowe medale, Otamany zaś zaliczając cenne trzy punkty wciąż marzą o mistrzowskim tytule. Jak się okazało lider stracił punkty i to gracze z Ukrainy obecnie są na szczycie zaplecza Ekstraklasy.
W spotkaniu między drużynami Mixamator, a Explo Team od samego początku zwycięzca mógł być tylko jeden. Ekipa występująca w roli gości zdecydowanie zdeklasowała swojego niedzielnego rywala – wygrywając pewnie 8:1. Kluczową rolę w tym meczu odegrało bezapelacyjnie zgranie. Niemalże każda akcja przechodziła przez trzech albo czterech graczy zespołu Explo, przez co mogli się oni wykazać ładnymi i celnymi podaniami, zmianami stron i naprawdę dobrą taktyką. Mixamator natomiast nie mógł znaleźć swojego tempa i nie mógł też postawić twardych warunków drużynie gości. Pierwsza polowa to tak naprawdę duża przewaga ekipy Explo. W tej odsłonie stracili tylko jedną bramkę wbijając przeciwnikowi trzy gole. Pierwsza odsłona zakończyła się więc wynikiem 3-1 dla gości. Na druga połowę widać było, że obydwie ekipy wyszły mocno zmotywowane, aby odnieść sukces. Mixamator aby dogonić wynik a Explo aby jeszcze mocniej przycisnąć rywala. Stało się tak jak przewidywali bukmacherzy i to ekipa gości była ponownie stroną dominującą. Damian Koński ( 3 bramki ) i reszta ekipy gładko rozprawili się z Mixamatorem w drugiej odsłonie. Spokojnie prowadzili grę, czekając na błąd przeciwnika. Mixamator nie mógł zrobić nic więcej niż atakować i było to tylko siłą napędową drużyny Explo, która bezbłędnie wykorzystywała potknięcia przeciwnika. Wynik 8-1 dla Explo mówi sam za siebie. Dzięki tej wygranej ekipa gości umocniła się na czwartym miejscu w tabeli 1 ligi i ma tyle samo punktów co trzecia Contra. Spokojnie mogą i będą walczyć o awans do Ekstraklasy. Mixamator też musi walczyć o 3 punkty w każdym następnym meczu, ale dodatkowo muszą chłopaki liczyć na potkniecie przeciwnika, co wiadomo jest tylko i wyłącznie loterią.
Mecz pomiędzy FC Almaz a Green Lantern był jednym z najbardziej wyrównanych i emocjonujących spotkań sezonu. Obie drużyny pokazały swoje umiejętności, a kibice byli świadkami niesamowitej walki na boisku. Od samego początku meczu, obie drużyny starały się zdobyć przewagę. FC Almaz rozpoczęło od zmasowanego ataku, ale Green Lantern nie odpuszczał i szybko zaczął przejmować inicjatywę. Pierwsza bramka padła jednak dla FC Almaz, które wykorzystało błąd w obronie przeciwnika. Po pierwszym trafieniu etatowego snajpera Ukraińców, Ihara Bakuna, przyszła pora na jego drugiego gola tego dnia. Tym samym przewaga ekipy w zielonych strojach coraz bardziej się umacniała. Niespodziewanie jednak to Green Lantern szybko odpowiedział, zdobywając aż cztery kolejne bramki, obejmując tym samym prowadzenie. Po zmianie stron, gracze w zielonych strojach ponownie podwyższyli swoje i tak pokaźne prowadzenie. Jednakże jako moment kluczowy należy bezapelacyjnie uznać trafienie samobójcze przy wyniku 3:6. Od tego momentu wyraźnie zarysowywało się rozluźnienie w szeregach Green Lantern, co w zestawieniu z ofensywną postawą FC Almaz, nie zakończyło się zbyt przyjemnie. Mimo pozornej kontroli i wysokiego prowadzenia, przewaga została roztrwoniona. Zawodnicy z dziewiątego miejsca zdecydowanie mogą mieć do siebie pretensje, ponieważ z powodu wygranej Warszawskiej Ferajny, zajmują teraz miejsce w strefie spadkowej. Za tydzień czeka ich bezapelacyjnie o wiele cięższa przeprawa, ponieważ przyjdzie im się zmierzyć z liderującymi Otamanami.
Mecz rozpoczęliśmy ze sporym opóźnieniem, czekając aż na obiekt dotrą zawodnicy Zjednoczonej Ochoty, ale z czystym sumieniem możemy stwierdzić, że warto było czekać. Obie ekipy postawiły na ofensywę i od początku mogliśmy oglądać ataki z jednej i drugiej strony. Bandziory próbowali różnych sposób na przełamanie defensywy rywala, łącznie z częstym wykorzystaniem bramkarza przy rozegraniu piłki, w którym golkiper gospodarzy zapędzał się nawet pod pole karne Ochoty. Goście jednak skutecznie radzili sobie w obronie, a gdy przeciwnicy dochodzili już do sytuacji strzeleckich, na posterunku był świetny tego dnia Aleksander Gęściak. W dużej mierze to dzięki niemu Bandziory nie były w stanie w pierwszych 25 minutach zdobyć choćby jednej bramki. Skuteczniejsi byli w tym aspekcie zawodnicy Zjednoczonej Ochoty, którzy za sprawą dwóch goli Krystiana Kołodziejskiego schodzili na przerwę prowadząc 2:0. Po zmianie stron podopieczni Szymona Kołosowskiego błyskawicznie zabrali się za odrabianie strat. Już w pierwszej minucie drugiej części dość szczęśliwie zdobyli bramkę kontaktową, gdy po strzale jednego z zawodników piłka odbiła się od rywala w taki sposób, że przelobowała bramkarza Ochoty. Ten jeszcze większego pecha miał parę minut później, gdy po strzale Kajetana Podgórskiego futbolówka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem od jego pleców i finalnie wpadła do siatki. Szybko więc zrobiło się 2:2 i mecz zaczął się na nowo. Bandziory postanowiły jednak utrudnić sobie życie i sprawiając rywalom dwa prezenty, które ci zamienili na bramki. Najpierw błąd w komunikacji i zbyt krótkie podanie od obrońcy do bramkarza wykorzystał Krystian Kołodziejski, a dosłownie chwilę po wznowieniu piłkę w środkowej strefie przejął Rafał Popis i wyprowadził Ochotę na prowadzenie 4:2. Gospodarze musieli gonić, ale gdy trafili na 4:3 znów popełnili błąd w obronie kosztujący ich utratę bramki. Warsaw Bandziors to jednak klasowa drużyna i nawet takie wpadki nie podcinają im skrzydeł. Ostatecznie pogoń za wynikiem zakończyła się połowicznym sukcesem, bo udało się doprowadzić do remisu 5:5, ale taki rezultat oznaczał, że Bandziory spadną z pierwszego miejsca w tabeli na rzecz Otamanów. Zjednoczona Ochota natomiast zaliczyła kolejny dobry występ w tej rundzie i przy takiej dyspozycji ma spore szanse na utrzymanie na zapleczu Ekstraklasy.
Genialne widowisko zafundowały nam zespoły Warszawskiej Ferajny oraz Narodowego Śródmieścia. Obie ekipy desperacko potrzebowały punktów w kontekście walki o utrzymanie, a więc było to swoiste spotkanie o "sześć punktów". Zaczęło się bardzo efektownie, kiedy po podyktowaniu "wapna" do piłki podszedł Karol Kubicki, jednak jego próbę pewnie wybronił Bartek Wojciechowski. Utalentowany bramkarz gospodarzy był jednak bezradny przy akcji, w której po podaniu lobem przez Tomka Terpiłowskiego piłkę do bramki wbił Adam Biegaj i mieliśmy 0:1. O ile bramka "Edyego" była naprawdę ładna, o tyle gol na 1:1 strzelony przez Patryka Gregorczuka to już majstersztyk. Zawodnik Ferajny po krótkim rajdzie skrzydłem zdecydował się na uderzenie z dystansu, a zrobił to z taką siłą, że Marek Reszczyński nie zdołał wystarczająco szybko zareagować. Wynik pierwszej odsłony na 2:1 ustalił Marcin Żebrowski, który w kontrze otrzymał podanie od Patryka Gregorczuka, a ten dokończył dzieła, wbijając piłkę do pustej bramki. Po zmianie stron zdecydowanie lepiej prezentowali się gracze ekipy Kacpra Domańskiego, którzy już w pierwszych chwilach przeprowadzili kontrę, po której gola na 3:1 zdobył Patryk Stefaniak. Bramka na 4:1 to spory błąd bramkarza "Narodowców" i przechwyt oraz egzekucja w wykonaniu Wiktora Kozłowskiego. Narodowe Śródmieście grało chaotycznie i miało bardzo dużo strat, jednak w pewnym momencie ich gra zaczęła się układać, czego efektem były trafienia Marka Reszczysńkiego, a trzeba pokreślić, że była to bramka rzadkiej urody, gdyż piłka została uderzona niemal przez całe boisko ! Na listę strzelców wpisywali się także Karol Kubicki oraz Arek Kibler i w pewnym momencie zrobiło się tylko 5:4 ! Korespondencyjny pojdynek postanowili przeprowadzić Arek Kibler oraz Patryk Gregoruk, którzy wymienili się piłkarskimi ciosami, doprowadzając do stanu 6:5. Końcówka meczu była arcyciekawa i przyjemna dla oka, a jej zwieńczeniem było trafienie pięknym lobem Patryka Gregorczuka, który otrzymał celne podanie od Kacpra Galana. Zawodnikiem meczu i MVP kolejki bezdyskusyjnie Patryk Gregorczuk, a Warszawska Ferajna dzięki jego świetnej dyspozycji mogła cieszyć się z przełamania fatalnej passy dziesięciu porażek z rzędu. Narodowe Śródmieście, po przegranej, niestety ląduje w strefie spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)