Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 1 Liga
Otamany po udanej inauguracji miały apetyty na kolejne punkty. Zjednoczona Ochota po porażce z Warszawską Ferajną miała nadzieję na korzystniejszy wynik. Jednak patrząc na zestawienia składów jakie pojawiły się na godzinę 9 na boisku i biorąc pod uwagę fakt, że w ekipie gości zabrakło dwóch kluczowych zawodników Rafała Popisa i Oscara Góreckiego to ciężko było przypuszczać, że gracze z Ochoty mogą liczyć na pierwsze punkty w nowym sezonie. Początek meczu to szybka bramka dla gospodarzy autorstwa Vitaliija Yakovenko. Wydawało się że ekipa z Ukrainy pójdzie za ciosem jednak goście mądrze się bronili i starali się niwelować atuty rywali w ofensywie. Niespodziewanie Otamany zamiast konsekwentnie prezentować to co w pierwszych minutach, zaczęli nonszalancko wyprowadzać piłkę. Ich straty szybko wykorzystali przeciwnicy i doprowadzili do wyrównania. Co więcej - poszli za ciosem i po dwóch trafieniach Mikołaja Chomontoskiego wyszli na prowadzenie 1:3. Gospodarze wrzucili jednak w końcówce drugi bieg i najpierw strzelili gola kontaktowego a dosłownie z ostatnim gwizdkiem oznajmiającym przerwę wyrównali. Wynik 3:3 po pierwszej połowie zwiastował nie lada emocje w drugiej odsłonie. Po zmianie stron Otamany dążyły do strzelenia kolejnych bramek. Zjednoczona Ochota starała się atakować w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak. Mając wąski skład i biorąc pod uwagę wysokie tempo meczu opadała z sił i popełniała coraz więcej błędów. To skutkowało groźnymi kontrami z których padały bramki. W jednej sytuacji po stracie Konstiantyn Didenko z połowy przelobował bramkarza, który zapędził się daleko od swojego pola karnego. Przy stanie 8:3 gospodarze trochę się rozluźnili i Zjednoczona Ochota w końcówce zmniejszyła rozmiary porażki. Mecz zakończył się wynikiem 8:5 i z perspektywy meczu był to wynik zasłużony. Gospodarze z kompletem punktów czekają na kolejnego rywala. Goście po drugiej porażce muszą zacząć punktować, jeżeli nie chcą już na początku sezonu stracić kontakt z czołówką.
W trzeciej lidze dużo więcej emocji spodziewaliśmy się po spotkaniu pomiędzy Contrą z Green Lantern. Początek meczu to zdecydowana przewaga zawodników gospodarzy, widać było wysoką kulturę gry, dobre przygotowanie fizyczne oraz bardzo dobre wyszkolenie techniczne. Od początku meczu Contra przeważała i kontrolowała przebieg tej rywalizacji. Pierwsza bramka to gol samobójczy obrońcy „zielonych”. Po chwili gry w środku pola worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Szczególnie aktywni ofensywnie byli Tomasz Zagórski i Michał Raciborski. To oni swoimi indywidualnymi umiejętnościami potrafili rozmontowywać defensywę gości. Do przerwy wynik na tablicy wyników brzmiał 5:0 i mało kto miał nadzieję szukać zwrotu akcji w drugich 25 minutach meczu. W drugiej części spotkania gospodarze kontynuowali skuteczną grę w ofensywie, pamiętając też o zabezpieczeniu swojej bramki przed ewentualnymi kontratakami. Contra w drugiej odsłonie dokłada kolejne pięć trafień, wygrywa mecz 10:0 i nie pozostawia złudzeń kto był lepszy w tym starciu. Warto jeszcze wspomnieć o pięknych bramkach jakie zobaczyliśmy w tym pojedynku. Autorem fenomenalnego trafienia z przewrotki został Radosław Parszewski - bramka była tak piękna, że przeciwnicy postanowili nagrodzić Radosława nagrodą najlepszego zawodnika w tym meczu. Green Lantern po dwóch porażkach zajmuje miejsce w strefie spadkowej i już teraz cały zespół musi wziąć się w garść w kolejnych spotkaniach.
Początek ligi nie był zbytnio udany dla zawodników Mixamatora oraz Narodowego Śródmieścia. Obydwie drużyny wysoko przegrały swoje pierwsze spotkania i od pierwszych minut na boisku było widać, że bardzo poważnie podeszły do tego pojedynku. Początek zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy już w początkowych minutach objęli prowadzenie. W kolejnych minutach zespół gości próbował odrobić straty, jednak ich ataki były chaotyczne i bramkarz gospodarzy nie miał w tej części spotkania wielu okazji do interwencji. Kolejna bramka padła w 18 minucie i ponownie była autorstwa zawodnika gospodarzy, dzięki czemu zespół ten wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Kiedy już większość osób będących na boisku myślało o uzupełnieniu płynów, w ostatniej akcji tej części spotkania bramkę zdobyli goście i na przerwę schodzili ze stratą jednego gola. Pierwsze minuty drugiej części meczu obydwie drużyny zaczęły bardzo spokojnie, nie chcąc głupio stracić bramki. Kolejne trafienie było niewątpliwej urody - Mikołaj Prybiński z dalszej odległości pięknym strzałem z rzutu wolnego pokonał bramkarza rywali i ponownie jego zespół wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. W kolejnych fragmentach spotkania nie mający już nic do stracenia zawodnicy Narodowego Śródmieścia podkręcili tempo i to zaowocowało strzelonymi dwoma bramkami. Na dwie minuty przed końcem meczu w stykowej sytuacji sędzia nie odgwizdał rzutu wolnego na zawodniku gości, co wykorzystali rywale strzelając bramkę dającą im prowadzenie. Chwilę później w ostatniej akcji wynik spotkania na 5:3 ustalił zespół Mixamatora i to on mogli się cieszyć z pierwszych trzech punktów w tym sezonie. Zespołowi Narodowego Śródmieścia należą się wielkie brawa za gonienie wyniku przez większość spotkania, ale niestety drugi raz w tym sezonie kończą bez zdobyczy punktowej.
FC Almaz, który zeszły sezon zakończył na podium zdawał się być lekkim faworytem starcia z Warsaw Bandziors. Jednak patrząc na skład gości widzieliśmy sporo jakości i młodości, co w kontekście dyktowania tempa spotkania było znaczące. I to właśnie młodzi zawodnicy „Bandziorów” zdominowali pierwszą część spotkania, która trzeba przyznać, od samego początku stało na bardzo wysokim poziomie. Worek z bramkami rozwiązał Szymon Kołosowski, który już w trzeciej minucie spotkania bezbłędnie wykorzystał akcję wykreowaną przez Maćka Kiełpsza. Inicjatywa była wyraźnie po stronie gości, a potwierdzeniem ich przewagi była bramka zdobyta przez Janka Piotrowskiego, który nie zmarnował podania od Maćka Wójcika. Przebudzenie Almazu przy stanie 0:2 mogło nieco odmienić losy meczu, jednak fantastycznie w bramce rywali spisywał się Kajetan Podgórski. Gracze z Ukrainy mieli aż trzy 100% sytuacje, jednak golkiper Bandziors wykazywał się doskonałym refleksem i nienaganną sprawnością. Jego trud został wynagrodzony jeszcze w pierwszej połowie, kiedy to rezultat tej części potyczki na 0:3 ustalił Szymon Kołosowski, tym razem po asyście Mikołaja Kiełpsza. Zmiana stron przyniosła szokującą wręcz odmianę obrazu. Do ekipy gospodarzy dołączył Ihar Bakun i jego wejście na plac zdecydowanie ożywiło kolegów. W dosłownie dwie minuty doprowadzili oni do wyrównania stanu meczu! Premierowe trafienie to akcja duetu Juriego Nievdakha i Vlada Andriutsa, gdzie drugi z Panów wykańczał akcję. Po przechwycie w środku placu gry i rajdzie na bramkę gości, bramkę na 2:3 zdobył Yevhen Syrotenko. Gdy po dosłownie chwili, ten sam gracz odnalazł świetnie ustawionego Juriego Nievdakha, ten celnym strzałem wpisał się na listę strzelców doprowadzając do stanu 3:3! Kiedy wydawało się, że ekipa z Ukrainy przechyli szalę na swoją stronę, goście wrócili na obroty z pierwszej połowy. Doskonałe zawody rozgrywał Szymon Kołosowski. Tego dnia był nie do zatrzymania i to właśnie jego trzy trafienia z rzędu sprawiły, że goście odjechali z wynikiem na 3:6. Do końca spotkania obie ekipy strzeliły jeszcze po jednej bramce, a ich autorami byli Maciek Wójcik na 3:7 oraz Vlad Andriutsa na 4:7 i takim rezultatem zakończyło się to świetne widowisko. Komplet punktów zasłużenie dla Warsaw Bandziors, a my na pewno będziemy się przyglądać bacznie Szymonowi Kołosowskiemu, który ustrzelił aż pięć trafień!
Po spektakularnym zwycięstwie w zeszłym tygodniu Warszawska Ferajna chciała udowodnić, że sukces z poprzedniej kolejki nie był tylko jednorazowym wybrykiem, a efektem długotrwałego budowania stabilnej formy. Naprzeciwko stanął wyjątkowo niewygodny przeciwnik - Explo Team należy do grona faworytów pierwszej ligi, ale gospodarze nie raz pokazali waleczny charakter i bardzo szybko przekonaliśmy się, że będzie to mecz na wysokim poziomie. Już pierwsza akcja przyniosła gola dla gości, kiedy fatalny błąd obrony Ferajny wykorzystał Jan Zapolski i praktycznie wbiegł z futbolówką do bramki. Gospodarze zaliczyli falstart, ale dwie minuty wystarczyły, żeby to Ferajna była na prowadzeniu. W 2 minucie rzut wolny w okolicach pola karnego uderzył Adrian Dembiński i wpakował piłkę na długi róg. Już w kolejnej akcji Adrian zabrał piłkę przeciwnikowi, wrzucił w pole karne, a Patryk Brzozowski huknął nie do obrony. Dla zawodników Łukasza Dziewickiego był to powalający cios, ale drużyna ta jest zbyt doświadczona, żeby na tym etapie ponieść się emocjom. Wręcz przeciwnie, chłopaki poukładali grę w środku boiska i mozolnie, ale skutecznie budowali przewagę, która w 8 minucie przyniosła bramkę Damiana Końskiego, a po trzech minutach Explo prowadziło 2:3. Goście grali coraz bardziej pomysłowo i w swoim stylu – w 16 minucie duet Dominik Szarpak-Filip Przygoda po prostu rozmontował obronę Ferajny podwyższając na 2:4. Zabójcze tempo meczu utrzymywało się i groźne akcje oglądaliśmy raz pod jedną, raz pod drugą bramką. Warto pochwalić dyspozycję golkipera Explo Rafała Pomaskiego, który popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. W 20 minucie Dominik Szarpak zdobył gola na 2:5, ale Ferajna jeszcze podkręciła tempo i dwie minuty później groźną kontrę musiał skasować Jan Zapolski, za co obejrzał żółty kartonik. Gospodarze przewagi liczebnej nie wykorzystali i pierwsza połowa skończyła się pewnym prowadzeniem Explo Teamu. W drugiej połowie obie drużyny kontynuowały strategię z pierwszej połowy. Bardzo ciasne krycie po obu stronach powodowało, że rzadko oglądaliśmy klarowne sytuacje strzeleckie. Gospodarze powoli odrabiali straty – W 32 minucie po podaniu Konrada Pietrzaka gola zdobył Patryk Brzozowski. W 41 minucie było już 4:5, kiedy rzut wolny potężnym, ale celnym strzałem na gola zamienił Adrian Dembiński. W drużynie gości pojawiła się pewna nerwowość. Wprawdzie Jan Zapolski trafił na 4:6, ale już akcję później Kacper Domański zapunktował dla Ferajny. Ostatnie słowo należało jednak do ekipy przyjezdnej – Mateusz Szarpak sprytnie urwał się w środku boiska i huknął z dystansu ustalając wynik na 5:7. Przyznajemy, że było to wyjątkowe widowisko piłkarskie, a patrząc na poziom tej rywalizacji, jesteśmy przekonani, że rewanż będzie jeszcze bardziej emocjonujący.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)