Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 5 Liga
Na arenie AWF o godzinie 18:00 rozegrano mecz pomiędzy FC Fenix a Ajaks Warszawa. Spotkanie okazało się naprawde fajnym widowiskiem.
Pomimo ofensywnego nastawienia obu ekip, to goście pierwsi trafili do siatki już w 5. minucie, a autorem gola był genialny tego dnia Bartek Kopacz. Ajaks nabierał tempa – cała drużyna funkcjonowała jak dobrze naoliwiony mechanizm, a świetnymi interwencjami popisywał się Jan Zaborny. Tuż przed przerwą gospodarze przełamali się i doprowadzili do wyrównania. Do szatni drużyny schodziły przy wyniku 3:3, co już samo w sobie było sporą niespodzianką, biorąc pod uwagę dotychczasową postawę obu zespołów w lidze.
Po zmianie stron goście ponownie przyspieszyli. Po szybkiej wymianie ciosów na tablicy wyników widniało 4:5, i nic nie wskazywało na to, by Fenix zdołał odwrócić losy spotkania. Emocjonujące końcówki to jednak coś, za co kochamy piłkę nożną – i właśnie taką końcówkę zafundował kibicom Aliaksei Latypau, zdobywając przepiękną bramkę z rzutu wolnego. Widać było, że to trafienie – sześć minut przed końcem – dało gospodarzom ogromny impuls. Rozpędzony Fenix wykorzystał moment przewagi, objął prowadzenie i ostatecznie zwyciężył 7:5.
To spotkanie wyraźnie pokazuje, że nawet drużyn z dołu tabeli nie można lekceważyć. Ajaks Warszawa udowodnił, że dzięki determinacji i zaangażowaniu można sprawić sporą niespodziankę i zaskoczyć każdego rywala.
Na Arenie Grenady spotkały się zespoły After Wola oraz Warsaw Eagle. Obie drużyny prezentowały zbliżony poziom, więc trudno było wskazać jednoznacznego faworyta. Kibice mogli więc liczyć na emocjonujące widowisko — i nie zawiedli się.
Początek spotkania należał do gości. Warsaw Eagle od pierwszych minut ruszyli do ataku, zmuszając bramkarza After Woli do dwóch ważnych interwencji. Przy trzeciej próbie był jednak bez szans – mocnym strzałem z dystansu popisał się Konrad Szela, otwierając wynik meczu.
Odpowiedź gospodarzy przyszła błyskawicznie. Kacper Cieśnikowski w krótkim odstępie czasu zdobył dwa bardzo podobne gole – strzały po ziemi przy długim słupku dały After Woli prowadzenie 2:1. Szybka wymiana ciosów rozkręciła tempo meczu, a gra stała się bardziej otwarta. Obie drużyny tworzyły sytuacje bramkowe, lecz to gospodarze byli skuteczniejsi. Kapitalną formą błysnął Łukasz Rysz, który jeszcze przed przerwą skompletował hat-tricka, zapewniając swojej ekipie solidną zaliczkę. Warsaw Eagle zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem, więc do szatni drużyny schodziły przy wyniku 5:2 dla gospodarzy.
Po zmianie stron After Wola kontynuowała dobrą grę. Już kilka minut po wznowieniu spotkania Julian Graczyk przejął piłkę w środku pola, ruszył samodzielnie w kierunku bramki i pewnym strzałem w sytuacji sam na sam podwyższył na 6:2. Niestety dla przegrywających - było widać zmęczenie w ich szeregach, co nie dziwiło, bo grali bez zawodników rezerwowych. Gospodarze umiejętnie wykorzystywali tworzące się przestrzenie i dokładali kolejne trafienia. Mimo wyraźnej straty, goście nie odpuszczali – w końcówce zdobyli jeszcze dwa gole, walcząc do ostatniego gwizdka. Ostatecznie After Wola zwyciężyła 9:6, sięgając po ważne trzy punkty.
Warsaw Eagle, mimo porażki, pokazali, że mają w składzie sporo jakości. Przy lepszej frekwencji w kolejnych kolejkach z pewnością będą groźnym rywalem dla każdego przeciwnika.
Spotkanie Na2Nóżkę z Lagą Warszawa zapowiadało się jako wyrównane starcie z dużą liczbą bramek – i choć goli ostatecznie nie padło aż tak wiele, emocji zdecydowanie nie brakowało. Obie drużyny zagrały ofensywnie, z pomysłem i determinacją, dzięki czemu mogliśmy obejrzeć naprawdę ciekawe widowisko.
Już od pierwszych minut gospodarze narzucili swoje tempo. Na2Nóżkę pojawiło się w imponującym, aż 15-osobowym składzie – co w Lidze Fanów jest prawdziwym ewenementem – i od razu było widać, że chcą ten potencjał dobrze wykorzystać. Pierwszy gol padł już w 5. minucie – po stałym fragmencie gry i sporym zamieszaniu w polu karnym piłka wpadła do siatki, dając gospodarzom prowadzenie 1:0. Pierwsza połowa przebiegała pod ich dyktando, choć Laga nie zamierzała się poddawać. Goście próbowali odpowiadać, ale ostatecznie do przerwy gospodarze prowadzili 2:1 i wydawało się, że mają spotkanie pod kontrolą.
Druga część meczu rozpoczęła się jednak z przytupem – Laga szybko doprowadziła do remisu po dobrze rozegranej akcji. Ich radość nie trwała jednak długo, bo już chwilę później Wiktor Sląz ponownie wyprowadził Na2Nóżkę na prowadzenie. Od tego momentu gospodarze znów przejęli inicjatywę i stopniowo powiększali swoją przewagę. W końcówce spotkania zobaczyliśmy jeszcze trzy trafienia Na2Nóżkę, które przypieczętowały ich zasłużone zwycięstwo 6:3.
W ekipie gospodarzy na szczególne wyróżnienie zasłużyli Olek Kubicki oraz Alexandru Budihală, który rozegrał świetne zawody – imponował techniką, przeglądem pola i pewnością w prowadzeniu piłki. Wyróżnić się z 15-osobowej kadry to naprawdę coś, a Alexandru zrobił to w pełni zasłużenie.
Na2Nóżkę potwierdziło w tym meczu, że ich dobra forma z ostatnich tygodni nie jest przypadkowa. Grają coraz lepiej, coraz odważniej i z dużą pewnością siebie.. Oby tak dalej.
Na papierze faworyt był jeden – Mareckie Wygi, lider 5. ligi, który wygrał wszystkie dotychczasowe spotkania. FC Dziki z Lasu II z kolei miały na koncie zaledwie punkt i okupowały strefę spadkową. Mimo różnicy w tabeli, kibice zgromadzeni na meczu obejrzeli prawdziwą wymianę ciosów, w której lepsi okazali się goście, ale gospodarze pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.
Już w 3. minucie Mareckie Wygi potwierdziły, że nieprzypadkowo przewodzą ligowej stawce – Hutarov wykończył akcję po podaniu Pietruchy, otwierając wynik. Kilka minut później było już 2:0 – tym razem Hutarov skorzystał z podania Kuzmova. Wydawało się, że goście pójdą za ciosem i zamkną mecz jeszcze przed przerwą, ale wtedy do głosu doszły Dziki z Lasu. Najpierw Oleszczuk zdobył gola kontaktowego, a chwilę później Goździewski doprowadził do wyrównania – 2:2 po kwadransie gry. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo w jednej z kolejnych akcji ponownie błysnął Kuzmov, dając faworytom prowadzenie. To jednak nie był koniec emocji w tej szalonej połowie. Napiórkowski błyskawicznie odpowiedział i na tablicy znów widniał remis. Ostatnie słowo w tej części gry należało jednak do zawodnika, który rozpoczął strzelanie – Hutarov skompletował hat-tricka jeszcze przed przerwą, a Mareckie Wygi schodziły do szatni z prowadzeniem 4:3.
Druga połowa rozpoczęła się od szybkich ciosów z obu stron. Najpierw goście trafili po raz piąty, a chwilę później odpowiedziały Dziki z Lasu, utrzymując kontakt z rywalem. Potem tempo gry nieco spadło – obie drużyny miały swoje okazje, ale zawodziła skuteczność lub świetnie interweniowali bramkarze.
Na dziesięć minut przed końcem padł gol, który był ozdobą całego spotkania. Kąkol zdecydował się na niesygnalizowany strzał ze swojej połowy, a piłka zatrzepotała w siatce – bramkarz gospodarzy był bez szans. Ten fantastyczny gol ustalił wynik meczu na 6:4 dla Mareckich Wyg, które mimo ambitnego oporu rywala dopisały kolejne trzy punkty i pozostały liderem tabeli.
Kryształ Targówek wciąż poszukuje pierwszych punktów w tym sezonie. Przed meczem z mocnym zespołem Tylko Zwycięstwo sytuacja kadrowa gospodarzy nie wyglądała najlepiej – na kilka godzin przed spotkaniem zespół miał do dyspozycji zaledwie kilku zawodników. Ostatecznie jednak frekwencja dopisała, a na boisku pojawił się m.in. Igor Ruciński, który miał dać drużynie nadzieję na przełamanie i pierwsze zwycięstwo w tej kampanii.
Początek meczu należał jednak do rywali. Goście bardzo szybko zdobyli dwie bramki, co zmusiło Kryształ do odrabiania strat. Tym razem ekipa Tylko Zwycięstwo miała naprawdę mocny skład – wrócili nieobecni przed tygodniem napastnicy Andrzej Morawski i Łukasz Walo, a team braci Jałkowskich od pierwszych minut grał na wysokim poziomie. Im dłużej trwał mecz, tym lepiej wyglądał Kryształ. Bramka kontaktowa dała gospodarzom nadzieję na walkę o punkty, a do przerwy wynik 3:5 pozostawiał jeszcze sporo możliwości w drugich 25 minutach.
Po zmianie stron sytuacja gospodarzy się skomplikowała – na boisku zabrakło Igora Rucińskiego, który udał się wspomóc KSB Warszawa na innym boisku. Mimo tego Kryształ radził sobie całkiem nieźle i potrafił zbliżyć się do rywala na jedno trafienie. Jednak od stanu 4:5 inicjatywę ponownie przejęli goście. Zespół Tylko Zwycięstwo zaczął seryjnie zdobywać bramki, a Łukasz Walo nie miał litości dla defensywy przeciwnika. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:10 i to ekipa Tylko Zwycięstwo zasłużenie zgarnęła komplet punktów.
Kryształ musi teraz szukać przełamania w kolejnych meczach. Być może nadchodzący tydzień przyniesie ku temu okazję – KSB wyjeżdża do Grecji bez Igora Rucińskiego, więc zawodnik będzie mógł w pełni skoncentrować się na grze w swoim macierzystym zespole.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)