Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 11 Liga
Będąca ostatnio w słabszej formie ekipa Wombatów z pewnością chciała przerwać serię porażek. Tydzień temu nie dość, że opuszczali AWF bez punktów, to na domiar złego nie udało im się zdobyć nawet jednej bramki. Pokrzyżować ich plany w tej kolejce przyjechała ekipa Borowików. To drużyna, która prezentuje się coraz lepiej i będąc w tym spotkaniu w roli faworyta musiała nie tylko zmierzyć się z presją tego tytułu, ale również z rozdrażnionymi po ostatnich nieudanych występach rywalami. Na początku spotkania obie ekipy starały się „wybadać” przeciwnika, próbowały zachowawczo tworzyć sytuacje i nie chciały podejmować zbyt dużego ryzyka. Jako pierwsi bramkę strzelili goście. Po wrzutce z rzutu rożnego futbolówkę do siatki skierował Piotr Ułasiuk. Od momentu wyjścia na prowadzenie Borowików widać było, że zaczęło im się grać nieco lepiej i brakowało jedynie celności w strzałach, Gdyby ten aspekt zatrybił, mogli szybko podwyższyć wynik. Przed przerwą bramkę z dystansu zdobył Piotr Jankowski, dzięki czemu faworyci do przerwy prowadzili 2:0. Po zmianie stron mecz stał się bardziej dynamiczny i na dobre rozwiązał się worek z bramkami. Piotr Jankowski pokazał, że jest prawdziwym liderem zespołu Borowików i brał udział przy ośmiu z dziesięciu trafień swojej drużyny. Jego praca na boisku i techniczne zagrania miały decydujący wpływ na końcowy wynik i został on uznany MVP szóstej kolejki. FC Wombaty odpowiedziały dwoma trafieniami Jana Śmigielskiego i Pawła Kowalczyka, ale to było zdecydowanie za mało, by postawić się świetnie dysponowanym rywalom. Tym samym nie zdołali przerwać fatalnej passy swojego zespołu. Spotkanie zakończyło się rezultatem 2:10. Jak na grzybki przystało, po deszczowej niedzieli Borowiki urosły w tabeli jedenastej ligi i zajmują aktualnie już czwartą pozycję, mając zaledwie dwa punkty straty do najniższego stopnia podium. A ich apetyty zdają się być dużo większe.
Rywalizacja lidera z ostatnią drużyną w tabeli zawsze ma jednego faworyta i nie inaczej było w starciu FC Melange z Broke Boys. Początek meczu ułożył się dla gospodarzy bo już po paru minutach objęli prowadzenie po dwójkowej akcji dwóch Kamilów – Marciniaka i Pietrzykowskiego, gdzie ten drugi otworzył wynik spotkania. W 10 minucie rzut karny wykorzystał Bartek Podobas i… od tego momentu inicjatywę przejął Broke Boys. Pomimo niekorzystnego rezultatu goście nie podłamali się i szukali swoich okazji do zdobycia gola, co w miarę szybko im się udało. Co więcej, jeszcze w pierwszej części nie dość, że zdołali wyrównać, to tuż przed przerwą wyszli na prowadzenie 2:3! Sensacja wisiała w powietrzu, bo pomimo kolosalnej różnicy w tabeli jaka dzieliła te dwie drużyny, to wcale nie było jej widać na boisku i wielu obserwatorów się dziwiło, że goście zajmują ostatnie miejsce w tabeli. Niestety dla nich, tuż po wznowieniu meczu błyskawicznie stracili bramkę na 3:3 i końcowy wynik znów stał się sprawą otwartą. Obie drużyny wiedziały, że zwycięstwo jest w ich zasięgu, więc każdy dawał z siebie wszystko, niekiedy naruszając przy tym przepisy, przez co gra nieco się zaostrzyła. Z tego klinczu wyszli w końcu Melanżowicy, którzy po golu Łukasza Słowika ponownie byli o bramkę z przodu. Broke Boys rzucili się do ataku, ale nie udało im się wyrównać, za to gospodarze wyszli z kontrą po której Kamil Pietrzykowski ustalił wynik spotkania na 5:3. FC Melange miał więc zdecydowanie trudniejszą przeprawę niż można było się spodziewać. Broke Boys zaprezentowali się naprawdę nieźle i skoro powalczyli nawet z liderem, to jest dobry prognostyk przed trzema ostatnimi spotkaniami w tej rundzie.
Niezwykle zacięte spotkanie oglądaliśmy w wykonaniu Jogi Bonito i Lipinek Łużyckich. Gospodarze na razie w środku tabeli musieli koniecznie zdobyć punkty, jeżeli chcą jeszcze w tej rundzie powalczyć o czołowe lokaty. Lipinki Łużyckie przed tą kolejką byli tuż poza podium i ewentualna wygrana mogła podtrzymać ich dobrą pozycję w tabeli. Początek meczu niezwykle wyrównany i sporo było walki w środku pola. Jeżeli już któraś z drużyn dochodziła do dogodnej pozycji strzeleckiej, to albo marnowała swoje okazje albo bramkarze skutecznie interweniowali. Pierwsza połowa minęła dość nietypowo, bo żadna z ekip nie strzeliła bramki i wynik 0:0 wyraźnie pokazał, że obie ekipy miały problem, by zdominować przeciwnika. Nie można było im odmówić walki i determinacji, lecz tutaj potrzeba było czegoś więcej, by przechylić szalę na swoją korzyść. Po zmianie stron długo nie oglądaliśmy bramek i w pewnym momencie zastanawialiśmy się, czy w ogóle takowe tutaj padną. Niemoc strzelecką przełamał Sebastian Groszyk, który po dograniu Grzegorza Szostaka otworzył wynik meczu. Lipinki Łużyckie po stracie bramki dążyły do wyrównania i w końcu dopięły swego. Od tego momentu goście zaczęli dominować na boisku, a gospodarze, którzy do tej pory grali przyzwoicie opadli z sił, co przełożyło się na kolejne trafienia. Szczególnie skuteczny był Filip Senski, strzelając dwa gole, które zapewniły gościom cenne trzy punkty. Lipinki Łużyckie wygrywają i nadal są w czołówce tabeli, a Joga musi w kolejnych meczach szukać punktów, bo na razie bliżej jej do strefy spadkowej niż strefy medalowej.
Chwilę po meczu FC Melange – Broke Boys na boisko wyszli przedstawiciele Torpedo i Złączonych. To był mecz na szczycie, mierzyły się ze sobą odpowiednio trzecia i druga drużyna w tabeli. Dużo lepiej w spotkanie weszli gospodarze, którzy po porażce z Borowikami chcieli szybko wrócić na zwycięski szlak. Już w 1 minucie Roman Zelinskyi wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Pięć minut później przeżyliśmy swoiste deja vu, bo gracze Torpedo rozegrali niemal identyczną akcję jak ta z samego początku. Kyrylo Kud dostał piłkę w środku pola, zagrał na prawą stronę do Roman Zelinskyi’ego, a ten mocnym strzałem pokonał golkipera Złączonych. Straty gości zmniejszył Łukasz Wasiak ładnym strzałem z dystansu, ale na to gospodarze odpowiedzieli kolejnymi dwoma trafieniami. Gra ekipy Andrii Barana mogła się podobać, była bardzo ułożona i nawet bramka rywala na 4:2 nie wpłynęła na ogólny wizerunek Torpedo w pierwszej części, bo gospodarze zagrali po prostu dobrze, tak jak nas do tego przyzwyczaili w tym sezonie. Tym bardziej zastanawiamy się co się stało w trakcie przerwy z tą drużyną, bo druga połowa była kompletnie inna. Jakby zespoły zamieniły się nie tylko stronami, ale i swoją dyspozycją, bo w drugich 25 minutach Złączeni zaczęli grać o wiele lepiej. Zaczęło się od błędu gospodarzy na początku drugiej połowy. Niepotrzebnie za wyrzut z autu wziął się golkiper Torpedo, zawodnik do którego wyrzucił piłkę stracił ją, a Piotr Gipsiak po prostu skierował futbolówkę do opuszczonej bramki. Ten sam zawodnik w niespełna 10 minut zaliczył hat-tricka, przy okazji wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 4:5. Ofensywa Torpedo zupełnie zacięła się w drugiej połowie, nie było już tylu dogodnych sytuacji, za to rywale poczynali sobie coraz swobodniej. Dzieła dokończył Adrian Siara, który również zaliczył trzy trafienia, dzięki którym Złączeni wygrali ostatecznie aż 4:8. Początek meczu zupełnie nie wskazywał na to, że tak może się to wszystko potoczyć, ale z drugiej strony kochamy piłkę nożną właśnie za taką nieobliczalność. Torpedo musi szybko wyciągnąć wnioski, bo druga porażka z rzędu sprawiła, że wypadli już poza podium.
W meczu zamykającym zmagania 11 ligi KS Centrum podejmowało Red Rebels. Obie drużyny w tabeli dzieliły tylko 3 punkty, dlatego ten mecz był ważny dla obydwu stron. Dużo lepiej w spotkanie weszła ekipa Red Rebels, która już od początku narzuciła swój styl gry. Młodzi zawodnicy KS Centrum, często nie mogli poradzić sobie w pojedynkach jeden na jeden. Agresywny styl gry gości, często na granicy przepisów powodował wiele frustracji w gospodarzach. Nic więc dziwnego, że to Red Rebels wyszli pierwsi na prowadzenie, a zdobywcą bramki został Azamat Bazarov. Do końca premierowej odsłony wynik już się nie zmienił i na przerwę schodziliśmy przy jednobramkowym prowadzeniu gości. Druga odsłona przyniosła zdecydowanie więcej bramek, obie ekipy otworzyły się i stwarzały sobie wiele okazji. Zdecydowanie lepiej tę część spotkania rozpoczęła drużyna Centrum. Najpierw bowiem wyrównali wynik a następnie - za sprawą Wiktora Ciołka - wyszli na prowadzenie 2-1. Po stracie bramki Red Rebels dążył za wszelką cenę do wyrównania i ta sztuka udała im się dzięki trafieniu Meylisa. W kolejnych minutach goście mocno zaostrzyli swoją grę, często jednak przekraczali przepisy. Po jednym z groźnych fauli Azamat Bazarov dostaje drugą żółtą a w konsekwencji czerwoną kartkę, przez co wykluczył się z gry do końca meczu. Osłabiona drużyna gości mocno opadła z sił, co z zimną krwią wykorzystali oponenci. Najpierw Maciej Wojda pokonuje bramkarza rywali a następnie dwukrotnie czyni to Gustaw Kowalski, ustalając rezultat na 5-2. Po bardzo zaciętym spotkaniu i świetnie rozegranej końcówce meczu, młoda ekipa KS Centrum pokonuje Red Rebels i tym samym zrównuje się w tabeli ze swoim rywalem. Tutaj może być jednak jeszcze wiele przetasowań, bo w 11.lidze wiele ekip ma szansę na ligowe podium, co zapowiada ogromne emocje w kolejnych odsłonach tego poziomu rozgrywkowego.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)